PAŁAC KULTURY I NAUKI jest pod każdym względem "naj". [Fragmenty książki]

Materiały prasowe
Gdy go otwarto 60 lat temu (22 lipca 1955 roku) był najwyższym budynkiem w stolicy i w całej Polsce. Od tamtej pory nic się w tej kwestii nie zmieniło
REPR. WALDEMAR GORLEWSKI REPR. WALDEMAR GORLEWSKI

Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa

22 LIPCA 1955 ROKU Marszałkowską i placem Defilad przetoczyła się wielka defilada czołgów i armat, potem ruszył pochód "postępowej" młodzieży z całego świata. Wreszcie otwarto Pałac Kultury i Nauki - socrealistyczny drapacz chmur i dar Stalina dla Warszawy. Pod pieczą kronikarki Pałacu Hanny Szczubełek do dziś znajdują się pozłacane nożyczki niemieckiej firmy Tolle, którymi przecinano wstęgę.



TO BYŁA tajemnica poliszynela. W początku lipca 1951 roku do Warszawy przyjechać miał Wiaczesław Mołotow, przez wiele lat sowiecki minister spraw zagranicznych. Miał zaproponować polskim towarzyszom budowę wieżowca - podobnego do tych, jakie powstały właśnie w Moskwie, i które napawały ludzi radzieckich dumą.



 

Na dzień przed wizytą Mołotowa, do Józefa Sigalina, urbanisty i naczelnego architekta Warszawy, zadzwonił Hilary Minc, wicepremier i szef Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego. Minc polecił Sigalinowi oprowadzić Mołotowa po Warszawie. Zdradził też tajemnicę. "Jutro w czasie oprowadzania Wiaczesława Michajłowicza Mołotowa wystąpi on najpewniej z sugestią postawienia w Warszawie wieżowca w typie wieżowców moskiewskich, które tam niedawno zbudowali i z których są tak dumni. To decyzja Stalina (...) Chodzi o to, żeby nie być zaskoczonym tą propozycją, ustosunkować się generalnie i nie wiązać w szczegółach" - pisał Sigalin w trzytomowych wspomnieniach "Z archiwum architekta".

Pomysł budowy Pałacu nie był jednak nowy. Już w 1945 roku Stalin podjął zobowiązanie o pomocy w odbudowie Warszawy. Ideę podarowania wieżowca Warszawie po raz pierwszy poruszył w roku 1949. Padały też ponoć alternatywne propozycje, w rodzaju wzniesienia przez budowniczych radzieckich osiedla mieszkaniowego czy wywiercenia metra.



Wczytajmy się jeszcze raz we wspomnienia Józefa Sigalina, który relacjonował objazd Warszawy z Mołotowem i jego skutki. Mołotow wtrącił krótko: "- A jak byście widzieli w Warszawie taki wieżowiec jak u nas?". Zgodnie z poleceniem Minca, odpowiedź była zwięzła: "- No cóż, owszem". I tyle.

"Wkrótce potem 4 sierpnia dostaliśmy, architekt Zygmunt Skibniewski i ja u wicepremiera Stefana Jędrychowskiego w obecności ministra Romana Piotrowskiego, polecenie opracowania naszych propozycji, na podstawie następujących wytycznych: budowa gmachu, daru ZSRR, miałaby rozpocząć się szybko - w ciągu około dwóch lat. Budowa wykonana byłaby najpewniej w oparciu o gotowy i sprawdzony już w praktyce projekt któregoś z gmachów wysokościowych w Moskwie, być może - Uniwersytetu Moskiewskiego. Skąpe te wytyczne, prawdopodobnie odpowiadające lapidarności informacji uzyskanej w rozmowach z Mołotowem" - pisał Sigalin.

W ciągu kilku dni architekci przygotowali listę lokalizacji planowanego wieżowca: kilka wariantów w rejonie Marszałkowskiej, Chmielnej, Złotej i Świętokrzyskiej, rejon Portu Praskiego, Rakowiecka u zbiegu z Puławską w okolicy tak zwanego placu Puławskiego, rejon skrzyżowania alei Waszyngtona z ulicą Grochowską.

"11 i 12 sierpnia całokształt naszego opracowania rozpatrywało kierownictwo polityczne:





11 sierpnia Bolesław Bierut, premier Józef Cyrankiewicz, Franciszek Mazur oraz - oddzielnie - Stefan Jędrychowski i Roman Piotrowski; 12 sierpnia Bolesław Bierut, Hilary Minc, Jakub Berman, Roman Zambrowski" - wspominał Sigalin. To na tych spotkaniach zdecydowano, że Pałac stanie przy Marszałkowskiej, pomiędzy Alejami Jerozolimskimi a Świętokrzyską. Była to lokalizacja najbardziej centralna.

Oficjalnie decyzję o przyjęciu daru podjęto w gabinecie prezydenta państwa Bolesława Bieruta we wrześniu 1951 roku. Na tym spotkaniu byli między innymi Józef Sigalin, premier Józef Cyrankiewicz, Jakub Berman (członek Biura Politycznego KC PZPR do spraw Bezpieczeństwa Publicznego), marszałek Konstanty Rokossowski oraz inni wysocy funkcjonariusze partyjni. Nazajutrz Bierut wysłał do Stalina depeszę, dziękując za dar i przedstawiając propozycje lokalizacji, ogólny program budynku i zaproszenie do Warszawy radzieckich architektów. Jednak na podpisanie umowy pomiędzy rządami PRL i ZSRR czekano aż do kwietnia 1952 roku. Pałac miał mieć około 30 pięter i stać się siedzibą licznych instytucji kulturalnych i naukowych: teatrów, kin, sal wystawowych, Pałacu Młodzieży, organizacji społecznych i Polskiej Akademii Nauk. Ostatnia z wymienionych instytucji utworzona została w 1951 roku w wyniku likwidacji Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Celem utworzenia PAN-u była centralizacja życia naukowego w PRL-u i poddanie naukowców kontroli politycznej.



Projekt zlecono moskiewskiemu architektowi Lwu Rudniewowi, absolwentowi jeszcze przedrewolucyjnej, petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych. Rudniew był autorem największego moskiewskiego drapacza chmur - gmachu Uniwersytetu im. Łomonosowa.

1
123rf.com 123rf.com

Kuzyni z Moskwy

ZANIM POWSTAŁ warszawski Pałac Kultury i Nauki, siedem podobnych drapaczy chmur stanęło w Moskwie. Były one rezultatem współzawodnictwa Stalina z Ameryką, której ZSRR starał się dorównać niemal we wszystkim, choć pogardzał nią w oficjalnej propagandzie. Ponad Moskwą górować miały gmachy wyższe i piękniejsze, niż dominujące w panoramie Nowego Jorku czy Chicago.

Dlatego, zanim Lew Rudniew zasiadł do projektowania Uniwersytetu Łomonosowa, Stalin wysłał go w delegację do USA. Największe wrażenie na architekcie zrobiły nie nowojorskie ikony, jak najwyższy wówczas na świecie Empire State Building czy "ubrany" w kostium art deco wieżowiec Chrysler Building, lecz eklektyczne budowle projektowane przez spółkę Mc Kim, Mead and White.

Do gustu przypadł mu zwłaszcza Municipal Building, czyli ratusz Nowego Jorku, wzniesiony w latach 1909-1915 na Manhattanie. Rozłożysty gmach z wieżą i pozłacanym posągiem na szczycie ma 25 pięter, 177 metrów wysokości i mnóstwo elementów zaczerpniętych z architektury renesansu ? począwszy od potężnego łuku bramy na osi budynku, na dekoracjach rzeźbiarskich kończąc. Styl ten nazywano w Stanach Zjednoczonych "Renaissance Revival".





Podobieństwa między zaprojektowanymi potem przez Lwa Rudniewa wieżowcami a nowojorskim ratuszem trudno nie zauważyć. Różnica polegała między innymi na tym, że drapacze chmur w miastach amerykańskich wyrastały na niewielkich posesjach w centrach gęsto zabudowanych miast. Radzieckie wieżowce natomiast można było konstruować na wolnym terenie, przy rozległych placach, w otoczeniu parków. Problemu z miejscem nie było, prywatna własność ziemi dawno została zniesiona.

Moskiewskie wysokościowce były równie dekoracyjne, jak amerykańskie wieżowce z początku XX wieku, tyle że nadawano im formy zgodne z obowiązującą doktryną realizmu socjalistycznego. Takich "imitacji" było bez liku. Od kształtu limuzyn wyraźnie wzorowanych na autach zza oceanu, po przedmioty codziennego użytku - produkowane przez przemysł radziecki na wzór tych amerykańskich, choć bez żadnych licencji.

Estetyka moskiewskich wieżowców została szybko wyeksportowana z ZSRR do krajów satelickich. Tam ich ocena była już inna niż w ZSRR.

Widziano w nich raczej przejaw dominacji sowieckiej. Miniatury moskiewskich drapaczy stanęły i w Pradze czeskiej, i w stolicy Łotwy (wówczas jednej z republik radzieckich), i w Bukareszcie w Rumunii. W Warszawie wybudowano największy, najwspanialszy z wyeksportowanych gmachów, dorównujący rozmiarom tym moskiewskim.

Wypracowany wówczas wzorzec drapacza chmur i we współczesnej Rosji pozostaje popularny. Kilka wieżowców o zbliżonej sylwetce, ale bez porównania gorzej wykończonych, stanęło w Moskwie po upadku ZSRR. Do tego samego wzoru, z nie najlepszym skutkiem, sięgnęli też architekci przy budowie nowej stolicy Kazachstanu - Astanie.

 

Na zdjęciu:

Uniwersytet Moskiewski im. M. Łomonosowa

proj. L. Rudniew z zespołem: S. Czernyszew, P. Abrisomow, A. Chriakow, 1949-1953

Najwyższy i najbardziej rozłożysty moskiewski wysokościowiec czasów stalinowskich.

Stoi na Wzgórzach Leninowskich. Choć ma 240 metrów wysokości, nie wydaje się aż tak duży, bo otacza go gigantyczny, luźno zabudowany teren o powierzchni ponad 300 hektarów. Obok głównego gmachu znajduje się około 30 innych obiektów uczelni.

2
WALDEMAR GORLEWSKI WALDEMAR GORLEWSKI

Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa

Pałac Kultury i Nauki (PKiN) jest pod każdym względem "naj". Gdy go otwarto 60 lat temu, był najwyższym budynkiem w Polsce. I ze swoimi ponad 230 metrami - licząc do szczytu iglicy - wciąż dzierży palmę pierwszeństwa wśród polskich drapaczy chmur. Jego pojawienie się w środku miasta zmieniło Warszawę. Pałac zdominował ścisłe centrum, zagarniając dla siebie fragment Śródmieścia, wypełniony kiedyś gęsto miejską zabudową.

Żaden powojenny budynek w Polsce nie był świadkiem tylu ważnych wydarzeń. W 1955 roku defilowała przed nim lewicowa młodzież, która ze świata zjechała do Warszawy na swój festiwal.



Rok później w tym samym miejscu nieprzebrane tłumy wiwatowały na cześć nowego przywódcy Władysława Gomułki i zapowiadanej przez niego politycznej odwilży. W 1987 roku PKiN stał się tłem dla ołtarza, przy którym papież Jan Paweł II odprawił mszę. W Sali Kongresowej raz odbywały się zjazdy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, partyjne plena albo akademie na cześć Milicji Obywatelskiej, występowały też gwiazdy światowej muzyki. Z tej samej sceny, z której w 1968 roku Gomułka rzucił hasło do antysemickiej nagonki, rok wcześniej elektryzował polską publiczność zespół The Rollig Stones, grając między innymi swój wielki przebój "Satisfaction".

Żaden też budynek nie doczekał się tylu wierszy, książek i artykułów. "(...) Będzie piął się wysoko do góry, / Tam gdzie ptaki, obłoki i chmury / Dar przyjaźni - nasz Pałac Kultury. / W sercu Polski, widoczny z daleka, / Będzie trwał tak jak wiara w człowieka, / Będzie trwał tak jak miłość do dziecka, / Będzie trwał tak jak miłość radziecka?" - napisał Brzechwa w wierszu "Pałac Kultury".



PKiN jest bez wątpienia najbardziej rozpoznawalnym gmachem Warszawy. By się o tym przekonać, wystarczy spytać zagraniczne wycieczki, jaki obiekt najlepiej zapamiętają ze stolicy Polski.



Dziennikarze "Gazety Stołecznej" nie raz przeprowadzali taką sondę i większość turystów wskazywała właśnie na Pałac Kultury. Dobrze wiedzą o tym producenci i sprzedawcy pamiątek. Dlatego sklepy z suwenirami pełne są gadżetów z wizerunkiem PKiN-u. Jego charakterystyczny kształt widnieje na kubkach, koszulkach, notesach, breloczkach na klucze, znaczkach do przypinania, magnesach na lodówki itp.

Pałac Kultury i Nauki to również obiekt wywołujący największe emocje - od podziwu po niechęć i żądanie rozbiórki. Wielu ludziom, zwłaszcza starszego pokolenia, wciąż kojarzy się z czasami stalinowskimi. Ale dziś, gdy otaczają go coraz nowsze komercyjne drapacze chmur, PKiN staje się jednym z nich. Jakże jednak innym od pozostałych, wyróżniającym się architekturą, solidnym wykonaniem i niezwykłymi wnętrzami projektowanymi przez plejadę wybitnych polskich architektów i artystów.



3
WOJCIECH SURDZIEL WOJCIECH SURDZIEL

PKiN W LICZBACH

Wysokość od ziemi do wierzchołka iglicy:
230 m 68 cm
Liczba pomieszczeń:
3288
Powierzchnia użytkowa:
123 tys. mkw. czyli ponad 12 hektarów
Kubatura pomieszczeń:
817 tys. m sześc.
Wymiary budynku na poziomie gruntu:
254 x 212 m
Do budowy PKiN-u użyto m.in.:
32 tys. m sześc. betonu
50 tys. ton stali
34 mln cegieł
28 tys. mkw. marmuru
Stalowy szkielet gmachu waży:
25 tys. ton







4
WOJCIECH DRUSZCZ WOJCIECH DRUSZCZ

30 rzeźb

Pałac Kultury nie byłby klasyczną budowlą socrealizmu, gdyby nie zdobiące go rzeźby atletycznych postaci. Znajdują się one z dwóch stron gmachu - od placu Defilad i ulicy Emilii Plater. Stoją w niszach bocznych skrzydeł oraz siedzą na cokołach przed kolumnowymi portykami.

Dwa największe posągi znajdują się przy głównym wejściu do Pałacu. Po lewej siedzi wykuta z szarego granitu czterometrowa postać Adama Mickiewicza, symbolizująca świat kultury. Po prawej widzimy, wykonaną z tego samego materiału, jeszcze wyższą sylwetkę Mikołaja Kopernika uosabiającą świat nauki. Obie rzeźby powstały w wyniku zorganizowanych w 1954 roku zamkniętych konkursów, na które zaproszono znanych polskich rzeźbiarzy.

Konkurs na posąg Mickiewicza wygrał Stanisław Horno-Popławski (1902-1997), który po mistrzowsku rzeźbił w twardym granicie. Kilka lat wcześniej zdobył on drugą nagrodę w konkursie na pomnik tegoż wieszcza w Poznaniu. Był też głównym projektantem wystroju rzeźbiarskiego odbudowywanych zabytków Gdańska i wykładowcą tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych.





W konkursie na posąg Kopernika najwyżej oceniono pracę Ludwiki Nitschowej (1889-1989), autorki przedwojennych pomników Marii Skłodowskiej-Curie przed Instytutem Radowym przy ulicy Wawelskiej i Syreny nad Wisłą przy Wybrzeżu Kościuszkowskim.

Jak pisze w książce "Warszawska rzeźba pomnikowa" Irena Grzesiuk-Olszewska, Nitschowa przygotowała dwa projekty pomnika. Do realizacji przeznaczono wersję o "spokojniejszej", oszczędnej formie. Jednak kiedy Kopernik był już wykuty w kamieniu, jego widok rozczarował samą autorkę.

"Niestety, to co tam stoi jest do pewnego stopnia żałosną deformacją mojej rzeźby. Przekuwało ją w powiększeniu osiemnastu średnio wyspecjalizowanych rzemieślników w ciągu jednego miesiąca. Miałam nadzieję, że przy polerowaniu, które nam obiecano, wyrównam braki. Niestety, obietnica nie została dotrzymana. Rezultat musi być więc taki, jaki jest" - tłumaczyła po latach ("Polityka" 17/1980).

Rzeźbiarka skarżyła się też, że w ostatniej chwili zmieniono ustawienie Kopernika, który miał się znaleźć po lewej stronie wejścia do Pałacu Kultury, zaś Mickiewicz ? po prawej. Tymczasem umieszczono je odwrotnie. "Gdy pomniki zostały wykonane, wówczas dopiero "czynniki" ówczesne, które o tym decydowały, zmieniły miejsce ustawienia, krzywdząc tym bardzo artystów, gdyż uczyniły to wbrew ich woli, na czym bardzo straciły oba dzieła, gdyż były komponowane do ściśle określonego tła architektury" - pisał tygodnik "Stolica" w 1956 roku.

Klasą artystyczną posągi Mickiewicza i Kopernika znacznie przewyższają pozostałe 28 rzeźb-alegorii gospodarki kolektywnej, sportu, wynalazczości i sztuki służącej socjalistycznemu społeczeństwu.

Te muzy i cnoty marksizmu-leninizmu są dziełami twórców z ZSRR, odlanymi hurtowo w Azeryjskiej Fabryce Ceramicznej im. 60-lecia Wszechzwiązkowego Leninowskiego Komsomołu w Estonii.

O ich powstawaniu informował w 1954 roku "Express Wieczorny": "Jak donosi "Moskowskaja Prawda", wielu wybitnych artystów moskiewskich pracuje nad monumentalnymi rzeźbami, wyobrażającymi ludzi radzieckich, ludzi Polski Ludowej, Chin, Korei, Indii i innych krajów. W pracowniach moskiewskich rzeźbiarzy powstaje też szereg postaci alegorycznych, uosabiających pracę, naukę i sztukę. Wszystkie te dzieła sztuki przeznaczone są dla warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki".

5
Materiały prasowe Materiały prasowe

Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa

Fragmenty pochodzą z książki: "Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa" Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski.

Żaden powojenny budynek w Polsce nie był świadkiem tylu ważnych wydarzeń. W 1955 r. przed Pałacem Kultury i Nauki defilowała lewicowa młodzież, która z różnych stron świata zjechała do Warszawy na swój festiwal. Rok później w tym samym miejscu nieprzebrane tłumy wiwatowały na cześć nowego przywódcy Władysława Gomułki i zapowiadanej przez niego politycznej odwilży.

Pałac Kultury i Nauki to również obiekt wywołujący największe emocje - od podziwu po niechęć i żądanie rozbiórki. Wielu ludziom, zwłaszcza starszego pokolenia, wciąż kojarzy się z czasami stalinowskimi.

Ale dziś, gdy otaczają go coraz to nowsze komercyjne drapacze chmur, PKiN staje się jednym z nich. Jakże jednak innym od pozostałych, wyróżniającym się architekturą, solidnym wykonaniem i niezwykłymi wnętrzami projektowanymi przez plejadę wybitnych polskich architektów i artystów.

W książce proponujemy spacer po Pałacu Kultury i Nauki oraz po tych najbardziej spektakularnych,  wybranych obiektach noszących w sobie piętno realizmu socjalistycznego.

Książkę można kupić w kulturalnysklep.pl i publio.pl.



6
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy