"Gdybym mógł, urodziłbym te dzieci", czyli jacy są współcześni ojcowie?

red.
" Nieszczęśliwi ojcowie wsadzają dziecko do piaskownicy i odpalają telefon. Kiedy mój syn uczył się wspinać, robiłem to razem z nim. Jak się wspinasz jest cieplej i dzień szybciej mija" [FRAGMENTY KSIĄŻKI]
mat. prasowe mat. prasowe

"Ojcowie szóstego levelu". Okładka

"Ojcowie szóstego levelu" Magdaleny Szwarc to wielogłosowa opowieść o tym, jak dziś wygląda ojcostwo. Mówią ojcowie i mówią matki, pełnoprawni, w równym stopniu obecni, świadomi, troskliwi rodzice. Bo na szczęście bycie ojcem coraz częściej oznacza pełne zaangażowanie w wychowanie dziecka. Ojcowie spędzają z dziećmi czas, budują z nimi bliskie relacje, coraz częściej odkładają aspiracje zawodowe na bok i poświęcają się rodzinie (a szczególnie dziecku).

Dawniej ojciec wstydził się pchać dziecięcy wózek, dziś przesiaduje w piaskownicy.

Współcześni mężczyźni są w większości lepszymi ojcami niż byli ich ojcowie. Skoro nikt ich tego nie nauczył, skąd w nich ta potrzeba i umiejętność?

Jeżeli nawet nie wszyscy ojcowie są tacy, jak ci opisani w tej książce, z całą pewnością jest jest ich coraz więcej  i każdy z nas spotyka ich na co dzień.

"Ojców szóstego levelu" opublikowało wydawnictwo Zwierciadło. Książka jest już w sprzedaży. Do kupienia TU

Polecamy też serwis tata.gazeta.pl

1
pexels.com pexels.com

Matki na placach zabaw muszą sobie zasiąść

"Ile kosztuje zamiana ról?"

Ala: Pola miała sześć miesięcy, zaczynała raczkować. Zawsze przy przewijaniu smaruję ją odpowiednim kremem w odpowiedni sposób albo zakładam jej cieńsze rajstopki pod spodnie. Nie daję jej od razu smoczka, bo nie chcę jej przyzwyczajać. To są drobiazgi, które na początku próbowałam Michałowi przekazać. Zabezpieczyć, nawet nie jej potrzeby, ale moje! Denerwowałam się, że będzie miała poczucie dyskomfortu i będzie płakała, chciała do mamy. (...) Oddanie kontroli, zaufanie komuś -  to jest trudne.

Michał: Moja mama pracowała w systemie zmianowym -  na noce, na popołudnia i z dzieciństwa pamiętam, że jej nie było. Chociaż była! Ale w mojej pamięci, to ojciec wraca z pracy o czternastej i się ze mną bawi.

Ala: Po kilku wstawaniach w nocy nie mogłam się rano obudzić. Michał wtedy samodzielnie dzieciaka karmił, przebierał. (...)

Wiedział, jak ubrać siebie, dziecko, znieść wózek, znieść dziecko -  w zimie to wyczyn. Tam nie było windy. A ja mu mówiłam: "Musisz jeszcze zrobić zakupy!". Potrafił ją zapakować na działkę na dzień czy dwa, zabrać ubrania, jedzenie, zabawki. Kiedy nie ma wyjścia, faceci świetnie sobie z dziećmi radzą.

Starałam się ze wszystkich sił go doceniać. Chwaliłam za pomysły, nawet gdy robił inaczej niż ja, bo myślałam: "To mu pomoże zbudować poczucie, że sobie poradzi". (...)

Na wiosnę, jak zrobiło się ciepło, Michał chodził z nią na coraz dłuższe spacery.

Michał: Biorę ją w wózek, w termos wodę, w torbę kaszkę, mleko w proszku, przekąski, kanapki - i nie ma nas pięć godzin. Uwielbiam spacerować po Warszawie. Mam GPS-a w komórce, nieraz patrzę - 17 km zrobiliśmy. Tu, na Muranowie, ale i na Żoliborzu czy Powiślu, parków, placów zabaw jest mnóstwo. Jak Pola zobaczy gdzieś słonia, na którym koniecznie chce usiąść, to ją wyjmuję i siada. Spędzamy tam 15 minut, porobimy sobie zdjęcia i idziemy dalej. Kiedyś doszliśmy do Pola Mokotowskiego.

Jęczy czasem, jak jest głodna albo gdy stoimy. Całą drogę jej opowiadam: "Tu jest tramwaj. Pójdziemy dalej, będzie więcej tramwajów". Wszystko staram się tłumaczyć: że neon świeci, że tramwaj jedzie i jest na prąd. "Zobacz, idzie duży pies, widzisz, jakie ma kropki? To jest dalmatyńczyk". I ona: "Ooooo!". I się do mnie odwraca - to jest aprobata: "Faktycznie, fajnego psa mi tato pokazałeś".

A jak widzę, że coś ją bardziej zainteresuje, to za tym idziemy, na przykład karmić ptaszki. Albo żołnierze: trrrym trrrym, trrrym - pan gra na werblu, jest uroczysta zmiana warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

Nie planuję tego, wychodzę i idę. Latem, jak się szło Nowym Światem, balony latały, dzieci tyle, dorożki, nad Wisłą kolorowo. Jasne, że są momenty, że ja już też nie mam siły albo nic się nie dzieje, pada deszcz. Ale mówię do niej! Bo wożenie dziecka jak kukły w wózku nie ma sensu.

Można do kojca wsadzić i poczekać, aż dorośnie do przedszkola. Albo w bujaku szturchać nogą i czytać gazetę. Ale ja dzięki tym spacerom wiem, że żyję. Spotykam ludzi. Nawiązałem jakiś kontakt dla wydawnictwa. Nie czuję się matką siedzącą w domu w rozciągniętym dresie.

Ala: Zaskakiwał. Rozpracował, gdzie na mieście są przewijaki. W upalne dni szedł do galerii handlowej na wewnętrzny plac zabaw, bo tam chłodniej. Bywali na fontannach nad Wisłą. Pakował ją do samochodu i jechali do znajomych, którzy też mają dzieci, albo do którejś babci. Czasem faceci boją się podróżować z dzieckiem, jeśli matka nie siedzi obok, a on puszczał jej piosenki i jechali.

Wypracowali sobie swój dzień, zupełnie inny niż ten, który wypracowałam ja. Nie żeby jej było najlepiej na świecie, tylko żeby on dał sobie radę.

Michał: W dni robocze, przed południem, na osiedlowym placu zabaw z ojców jestem tylko ja i taki aktor. Jest moim najlepszym ziomkiem od spacerów, ale bez przesady. On nie wie, jak ja mam na imię, ja nie wiem, jak on. Goni swoją Nataszkę, ja gonię Polę, tylko podziwiamy sobie te dzieci. Nie szukam bliskich kontaktów, bo one mi nie są do niczego potrzebne!

Czy są dzieci, czy ich nie ma, Pola chce się bujać albo wspinać. Jak się znudzi, idziemy gdzieś indziej. A matki na placach zabaw muszą sobie zasiąść. Moja żona też: lubi na Polę patrzeć. Nakręcą się: "a ciasteczka zjadła, a miała wysypkę po tym, a rozwolnienie, a nie miała". Skupiają się na fizjologii.

Nie alienuję się. Przez wrodzoną ciekawość i potrzebę rozmowy z ludźmi zapytam, ile dziecko ma lat. Śmieję się do Ali, że nigdy nie miałem takiego "brania" jak teraz. Na placach zabaw zaczepiają mnie kobiety 30+, bo z Polą jestem taki bardziej ich. Na ulicach zauważam w ich oczach z jednej strony taki żal: "Aha, ty masz już żonę, dziecko", a z drugiej - jak się mówi, że obrączka na niektóre działa - to wózek też działa.

2
pexels.com pexels.com

Trzy wózki, dwóch ojców

"To bardziej moje dziecko niż żony"

Eda: Podobno jakieś angielskie badania wykazały, że mężczyźni, którzy wykonują prace domowe i zajmują się dziećmi, są mniej atrakcyjni dla swoich kobiet, ale ja myślę, że jest wręcz przeciwnie. Bliskość jest większa.

Tomasz: Ojcowie się zmienili. Kiedyś po parkach chodziły takie automaty: "Idź na spacer, wróć za godzinę, a ja posprzątam". Brał wózek i te kilometry stukał. A teraz widzę, że są obecni przy swoich dzieciach. Duszą i ciałem. Proszę spojrzeć, jest południe, trzy wózki, dwóch ojców. Są rożne wyjazdy ojcowskie, znajomi na to jeżdżą. To jest jak wezwanie: "Halo, czy spędza pan czas ze swoim dzieckiem?". On mówi, że nie, więc jedzie na wyjazd. Jednym z moich pomysłów było zrobienie warsztatów dla ojców, ale odpuściłem, bo nie dogaduję się z facetami.

Lubię głębokie relacje, a z mężczyznami, których spotkałem, są one dość płytkie. Jakoś łatwiej mi zrozumieć kobiety. Relacje z nimi są głębsze i obustronnie satysfakcjonujące. Choć bardziej niż o dzieciach lubię rozmawiać o życiu, filozofii - to jest ta męska część mnie.

Eda: Jest dużo wrażliwszy od innych mężczyzn. Grupa męska nigdy go nie nakręcała.

Po 2 latach od urodzenia Anieli, po roku urlopu, widziałam, że Tomek też się trochę męczy. Przestępował z nóżki na nóżkę.

Tomasz: Zatrudniłem się w przedszkolu, małym, wegetariańskim. Miałem lokal i jedno dziecko zapisane. Zabierałem dwuipółletnią Anielę, żeby miało się z kim bawić. W ciągu roku doszliśmy do piętnaściorga dzieci. Ale po dwóch latach zrezygnowałem, bo z właścicielem były trudne relacje.

Gdy Aniela miała 4 lata, pojechała ze mną na obóz żeglarski. Była przy mnie cały czas, bez przerwy. W tym roku pierwszy raz pojechała jako zwykła uczestniczka.

Do trzeciego roku jej życia spędzałem z Anielą więcej czasu niż Eda. Wiem o niej tyle samo, co o pozostałych dzieciach, ale z nią mam silniejszy kontakt psychiczny. Czuję, że ta więź jest inna.

Eda: On już chyba zapomniał, jak starsze na nim wisiały. Był takim tatą-bogiem, najfajniejszym. Ale pracował, nie miał tyle energii. I musiał ją rozłożyć na troje, a teraz Aniela zajmuje całą przestrzeń wokół Tomka. Najwyżej ja jestem konkurencją.

Tomasz: Ze starszymi bardzo często jeździliśmy nad Wisłę rowerami. Kupowaliśmy cukierki, wdrapywaliśmy się na nasz ulubiony kamień i zjadaliśmy je. Wszyscy to wspominamy. Na pewno wtedy było tego więcej niż teraz z Anielą. Byłem młodszy, z wiekiem człowiekowi trudniej się ruszyć. I nie było takich pięknych placów zabaw.

Eda: Przy starszych dzieciach myślało się bardziej o tym, jak im zapewnić byt. Teraz Tomek pracuje mniej, jest spokojniejszy, bardziej docenia te chwile, kiedy Aniela wyciągnie go na spacer.

Anieli będzie trudniej w życiu. Miała kochanego tatusia, który ją wysłuchał. A przez to mniej okazji do trenowania relacji społecznych. Chociaż cechy osobowościowe też tu grają rolę, Tośka zawsze lubiła nocować poza domem. Żeby ją wyciągnąć z przedszkola, trzeba było koczować na placu zabaw. Jan wolał trochę z boku, trochę sam. Aniela jest bardziej typem Jana. Lubi bawić się sama, budować z klocków, oglądać z tatą filmy. Uwielbia słuchowiska. Nie przepada za kolegami, koleżankami, bo burzą jej spokój w pokoju. To kwestia charakteru. Trudno oddzielić, co jest wpływem Tomka, a co nie.

3
pexels.com pexels.com

Tata też jest mamą

"Gdybym mógł, urodziłby te dzieci"

Jaś: Gdybym się skoncentrował na pracy zawodowej, poza domem, musiałbym odpaść z rodziny, a tego nie chciałem. Ten pierwszy wspólnie spędzony czas jest niezastąpiony. Dzieciństwo jest ładowaniem baterii. Nieważne, jak to nazwiemy: ciepło, bliskość czy poczucie bezpieczeństwa dzieci. Nie chciałem stracić tego momentu, dla mnie najważniejszego.

Mój tata był standardowym mężczyzną pokolenia międzywojennego, powojennego. Oni mieli swoje role poza domem. Jako dziadek jest wspaniały, ale jako ojciec raczej nie miał dla mnie czasu. W jego pokoleniu mężczyźni nie umieli się dziećmi zajmować. Mieli mniejszy dostęp do ciepła i bliskości. Rzadko rozmawiali między sobą o dzieciach i pieluchach.

Dziś - mam w moim otoczeniu sześć bliskich rodzin - ojcowie angażują się w dzieci. Większość z nas później je miała, nie w wieku 20+, a w dojrzałości, 35+, kiedy już coś w życiu przeżyliśmy. Większość singli ma zachłanność świata, ludzi, rzeczy, wypraw, doznań. Ale można być w Katmandu, doświadczać czegoś niesamowitego, a ciągle czuć taką tęsknotę, co aż piszczy. Teraz nie mam tych pragnień w ogóle. Już nigdzie nie trzeba biec. Wprawdzie nie mogę pojechać w najpiękniejsze miejsce na świecie, ale dostaję coś, czego mi brakowało: spokój, dopełnienie, ciepło. Tymek urodził się 1 czerwca 2008 roku, a 26. zarejestrowałem działalność gospodarczą. (...)

Tymek nie był najłatwiejszym dzieckiem. Na pewno lepiej zgadywałem, o co mu chodzi, jakie jest podłoże złości, płaczu, agresji czy frustracji. Że jest głodny na przykład. Jesteśmy u rodziny, gdzie wszyscy chcą go przytulać i to jest bardzo fajne, ale w pewnym momencie dziecko może być "przebodźcowane" i potem będzie to musiało odreagować. Jak musimy, idziemy do sklepu, ale jak idziemy do trzech, to już jest o dwa sklepy za dużo i to wróci do nas w postaci płaczu, agresji, złości. Ja to wcześnie wyczuwałem i mówiłem: "Wystarczy, musimy skończyć". Łączyłem szczegóły, fakty i te jego emocje nie eskalowały.

Lepiej przewidywałem, bo pracowałem z osobami z autyzmem. One lubią swoje rutyny. Zorganizowaliśmy dla nich kilka kajakowych spływów - każdej nocy spaliśmy, jedliśmy w innym miejscu. Autystyczne poczucie bezpieczeństwa było zaburzone, ale ponieważ mogliśmy przewidzieć, co się będzie działo, stworzyć ramy mimo ciągłych zmian, to były fantastyczne wyjazdy. Podobnie jest z dziećmi, trzeba im te ramy, poczucie bezpieczeństwa, stworzyć. A czasem, jak był nakręcony, mówiłem: "Tymek zakładaj buty, idziemy". Są rożne sposoby rozładowywania jego frustracji. Zawsze można wziąć na spacer, do nosidła czy na rower. Wyciągnąć go z tych emocji. (...)

Ania: Jaś pracował w domu przez rok. Dzieliliśmy się obowiązkami, opieką nad Tymkiem - bardzo mocno w tym uczestniczył.

Jaś: Słowo "mama" nie miało takiego znaczenia, jak się powszechnie rozumie. Ja też byłem mamą.(...)

Skończyłem studia, moja Ania też, ale nie mamy takich ambicji, że i chłopcy muszą. Jak będą szczęśliwymi mechanikami, to niech będą. Nie mam parcia, żeby być sławnym czy bogatym. Może fajnie byłoby mieć luz finansowy. Oczywiście mam jakiś plan, ale czy go zrealizuję, tego nie wiadomo.

Ania: Jaś jest cały dla dzieci, więc one są całe dla niego. To go zasila. Czasem sobie wyobrażam, że ja, idealna mama, powinnam to i to, i to. A Jaś nie określa się jako "idealny". On po prostu dla swoich dzieci jest. Potrzebują, to z niego biorą.

Patrzy na ich potrzeby. Nie wymyśla, co oni powinni. On im proponuje. Zima, na placu zabaw śnieg - dla nich po pas - oni na ten plac idą. We trzech. On, tata, chce być z nimi. Tak samo jadą na wieś i tam rąbią drewno, zakopują dołki po kretach, sadzą drzewka. Jasio im kupił traktory do jeżdżenia. Przygląda się im. Patrzy, jacy są. To wynika z charakteru Jasia. Kiedy spotkają drugiego człowieka, będą na niego otwarci, tak jak Jaś.

Siedzieli sobie tu na oknie i Tymek mówi: "Mauryś, a ty wiesz, że my będziemy tatusiami?". Innego dnia mówi: "Ty, mamusiu, jesteś mamusią, tatuś jest tatusiem, ja też będę tatusiem i będę miał dziecko. A gdzie jest mamusia tego dziecka?!". Oni tak mówią, bo się identyfikują ze swoim tatą.

4
123rf.com 123rf.com

Dorośli tak nie skaczą

"Musisz wiedzieć, kim jesteś"

Jerzy: Byliśmy nastawieni na naturalny poród. Ja też w nim uczestniczyłem. Tylko lekarze nie zauważyli, że dziecko było owinięte pępowiną. Córka urodziła się naturalnie, ale nie było pierwszego krzyku. (...)  Jeszcze w szpitalu, na drugi, trzeci dzień po porodzie, musiałem córeczkę umyć, przebrać. I może to się wtedy zaczęło? Poczułem, że trzeba się dzieckiem zajmować.

Żona wpadła w depresję poporodową. Nie było łatwo. Dopiero przyjechałem, nie miałem biznesów rozkręconych, więc byłem z nimi w domu. Opiekowałem się i żoną, i córką. (...)

Maria: W Rosji jest półtora roku płatnego urlopu macierzyńskiego. Przysyłano mi te pieniądze do Polski. Potem dostałam dobrą ofertę pracy. (...) Stwierdziliśmy, że emigrantowi trudno jest wejść w nowe społeczeństwo, więc jeśli dostałam od losu taką szansę, muszę skorzystać.

Jerzy: Nie chcieliśmy oddawać córki do żłobka ani brać opiekunki, żeby się wychowywała z kimś obcym. I nie z babcią, żeby nie nabrała babcinych zachowań. Chcieliśmy, żeby była nasza. Od nas wzięła miłość i ją odwzajemniała. Przez tych pierwszych kilka lat z dzieckiem tworzy się więź. Nie chcieliśmy, żeby kochała naszą profesjonalną opiekunkę, bo wtedy to nie byłoby nasze dziecko.

10 lat temu pewnie też bym został z dzieckiem, ale 15 czy 20 - nie. Jest łatwiej, gdy między rodzicami jest większa różnica wieku ? jedno ma już za sobą okres dążenia do kariery i ma dystans. (...)

Maria: Mężczyzna w moim wieku może by został z dzieckiem w domu i sobie poradził, ale byłby zły na los.

Jerzy: Ale trudno być dobrym ojcem z zerowym kontem. Mogłem sobie na zostanie z dzieckiem pozwolić dzięki morderczej pracy, jaką przez 10 lat wykonywałem w korporacji. Pozycję materialną trzeba budować od samego początku. Ale bardzo ważna jest elastyczność. W tamtym momencie nie miałem oferty pracy, która by mnie satysfakcjonowała - więc poszedłem drogą, którą wyznaczyło życie.

Żeby zostać z dzieckiem, na pewno musisz wiedzieć, kim jesteś, bo to powinno ci dać wewnętrzny spokój. Jak tego nie masz, to ten brak dziecku przekażesz. Poza tym trzeba nauczyć się technik obcowania z dziećmi. Nie można go zostawiać z problemem, bo znajdzie rozwiązanie, które na pewno będzie gorsze od tego, które znajdziemy razem. (...)

Jeśli chcesz mieć rodzinę, chcesz, żeby rozwijała się jak najlepiej - nie jest dla ciebie problemem pozostanie z dzieckiem w domu. Bo chcesz dostać trochę miłości. Chcesz mieć poczucie, że coś budujesz i coś po tobie zostanie. Zaczynam czuć wartość tego, że jesteśmy razem.

Maria: W Rosji znajoma, która urodziła dziecko, miała wiele dobrych ofert pracy, a jej partner - nie. Ale zażądał, żeby to ona zrezygnowała z pracy i została w domu. Jego zdaniem mężczyzna się do pieluch nie nadaje. Ale chodzi raczej o charakter człowieka. Może to źle zabrzmi, ale sądzę, że Rosjanie się nie nadają, a Polacy - tak. W Europie jest inna mentalność.

Jerzy: Obcowanie z dzieckiem, które jest zadowolone, chce się z tobą bawić, to najpiękniejsze, co można w życiu mieć. Dla niej ważny jest człowiek. Klocki, lalki to tylko narzędzie. Nie to, żebym lubił rysować, ale jestem w stanie coś jej pokazać, żeby sama robiła to dalej. Jak człowiek widzi jej radość, może z nią siedzieć i się bawić. Wczoraj babcia przysłała jej białą sukienkę. Cały dzień w tym chodziła! Wszyscy są tak szczęśliwi, gdy ona skacze z radości. Dorośli tak nie skaczą.

Maria: Nawet jak przyjechali do nas moi rodzice, wiedziałam, że to mąż najlepiej się opiekuje córką. Z nim ona czuje się najlepiej. Rodzice też to widzą. Nie wtrącają się do naszych wyborów.

Jerzy: Trzeba cały czas z dzieckiem być, nieustannie na nie patrzeć. Świadomie decydujesz się chodzić na place zabaw, robić babki, pokazywać, łapać za ręce i prowadzić. Jesteś uśmiechnięty. W pełni zaangażowany.

5
123rf.com 123rf.com

Fin tłumaczy Matkom Polkom, jak karmić dzieci

"Gwiazda w klubie mam"

Jaakko: Jestem wdzięczny Iwonie - dziewczynie, z którą mnie spotkałaś - ona pierwsza na placu zabaw zaczęła do mnie mówić. W Finlandii byłem bardzo towarzyską osobą i tu w Warszawie też potrzebowałem kontaktów z ludźmi, a nie wiedziałem, jak je nawiązać. Na długie cztery miesiące utknąłem z dzieckiem i kilkoma babciami, z którymi nie czułem się dobrze. Iwona wciągnęła mnie do swojej grupy. W zimie zaprosiła do Klubu Mam na Bemowie. Zazwyczaj byłem tam jedynym mężczyzną. W najgorsze dni mogłem się pożalić, jak trudno być z dzieckiem w domu, i one też mi się żaliły, o tak, jak strasznie im ciężko.

Wiele matek było zaskoczonych, jak dobrze sobie radzę, jak Attila się grzecznie zachowuje, ładnie je. Nie wierzyły, że gotuję dla dziecka, że przynajmniej co drugi dzień je domowe jedzenie. Gotuję w niedzielę, połowę zamrażam i tym go karmię. Dawałem im dania do próbowania i pytały o przepisy.

Śmieliśmy się: czy to nie dziwne, że Fin tłumaczy Matkom Polkom, jak karmić dzieci? (...)

Kasia: Jest wiele rzeczy, które robi z dzieckiem lepiej niż ja. Przede wszystkim jest konsekwentny. Wymaga: zostaw to, czym się zajmujesz, i przyjdź. Tak długo, aż mały to zrobi. Ta konsekwencja procentuje, bo on go słucha, nie robi scen, nie jęczy. Ja robię to gorzej, bo chcę spędzić z nim czas w przyjemny sposób. Kupię mu kawałek bułki, jak chce. Od męża Atti tego nigdy w sklepie nie żąda. (...)

Jaakko: Iwona jest już stałą przyjaciółką. Potem poznałem jeszcze sąsiadkę, Węgierkę, z nimi i ich koleżankami trzymam się na placu. Są też trzy starsze panie, opiekunki, które spotykam codziennie i mam z nimi dobry kontakt.

Kasia: Całkowicie zatracił fiński charakter: ma więcej znajomych niż ja.

Jaakko: Ludzie nadopiekuńczy też trzymają się razem, bo ich dzieci bawią się w podobny sposób.

Bezpiecznie jest rozmawiać o dzieciach - to temat, który wszyscy znają. Chociaż się szybko nudzi, bo z tymi samymi ludźmi rozmawiasz o tych samych dzieciach, które codziennie robią to samo. Więc pytam: "A co ty robisz? Kim jesteś?". Zaczynamy mówić o filmie w telewizji czy kinie.

Kasia: Pytano mnie, czy nie mam problemu z tym, że on się spotyka z paniami na placu zabaw. To są młode dziewczyny, często bardzo atrakcyjne. Jak ja bym chodziła na plac, może poznałabym jakichś ojców? Choć przyznam, że to jest trudne, gdy przychodzę z pracy, a u mnie w domu siedzi jakaś mama z dwójką dzieci i dyskutuje w najlepsze. Ja muszę pracować, a obca dziewczyna spędza czas z moim dzieckiem!

6
Więcej na ten temat: dzień ojca, książki, ojciec, ojcostwo
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy