Z okazji okrągłych urodzin zafundowaliśmy mamie - i sobie przy okazji - rodzinny wyjazd do Toskanii. W 12-osobowym składzie, na piknikowym kocu, z dziećmi biegającymi dookoła, rozgadani i chętni do jedzenia wpisywaliśmy się w krajobraz niczym stereotypowa włoska rodzina na wakacjach. Menu, oczywiście, też było włoskie.



Na targu był już tegoroczny bób. Sprzedawany nie jak u nas łuskany w foliowych torebkach, ale w strąkach. Gdy ziarenka są miniaturowe, Włosi jadają je na surowo jak orzeszki ziemne.
Pozostało 91% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.