Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Mam męża, z którym planujemy założenie rodziny. Wiem, że niezależnie od niespodzianek, jakie potrafi zgotować los, przejdziemy przez wszystko razem. Jesteśmy świadomi, odpowiedzialni i silni psychicznie.

Przed ślubem rozważyliśmy opcje urodzenia dziecka niepełnosprawnego, z wrodzonymi wadami czy w przypadku niepowodzenia - adopcję. Nie jesteśmy zwolennikami aborcji, ale nie wyobrażam sobie poświęcenia swojego życia dla życia nienarodzonego dziecka. Ciąża pozamaciczna jest niewyobrażalnym dramatem kobiety, która ponad wszystko chce założyć rodzinę. Tyka w niej bomba, która wybuchając, zabija dwie istoty, stwarzając niewyobrażalny ból dla niedoszłego ojca i kochającego partnera.

Od niedawna staramy się z mężem o dziecko. Jestem pełna obaw, czy moje dziecko urodzi się zdrowe, wolne od chorób, a przede wszystkim wolne od opinii tak wielu obrońców życia życzących matkom śmierci.

Szanowni obrońcy życia, wychowałam się w rodzinie, w której uczono mnie szacunku dla poglądów innych, niezależnie, czy się z nimi zgadzam, czy nie. Nie bronię wam wyznawać swoich poglądów. Ale proszę, abyście zostawili cudze sumienia i cudze codzienne DRAMATY w spokoju.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.