Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zastanawiam się, czy do projektu ustawy zaostrzającej prawo antyaborcyjne doszłoby, gdyby kobiety mogły godnie żyć i gdyby czuły wsparcie państwa? Czy bezpieczna obywatelka albo obywatel czuje potrzebę występowania przeciw drugiemu człowiekowi? Nie.

Czy matka samotnie wychowująca niepełnosprawne dziecko, boi się urodzić następne, jeśli ma finansowe zaplecze na rehabilitację pierwszego dziecka? Nie.

Czy nastolatka świadoma swojego ciała i posiadająca dostęp do bezpłatnej antykoncepcji zajdzie w niechcianą ciążę? Raczej nie.

Czy kobieta, która poroni i otrzyma pełne wsparcie medyczne i psychologiczne, szybciej dojdzie do zdrowia i szybciej zajdzie w kolejną ciążę? Tak.

Czy dostęp do bezpłatnych leków i środków antykoncepcyjnych zabije handel nielegalnymi lekami w internecie? Raczej tak.

Czy kobieta dokonująca aborcji, która zostanie potraktowana z szacunkiem dla swojej (lub swojej i swojego partnera) decyzji i otrzyma psychologiczne wsparcie, nie będzie nadal wartościowym dla państwa człowiekiem? Będzie.

Czy zgwałcona dziewczynka w ciąży, bez pomocy psychologicznej poradzi sobie w życiu? Nie.

I wreszcie: czy klauzula sumienia obowiązuje tylko lekarzy i farmaceutów? Czy mnie jako myślącego człowieka nie obejmuje?! Dlaczego moja wolna wola ma być ograniczona?

To nauka, a nie wiara powinna regulować prawo w "państwie prawa".

Nie zgadzajmy się na wartościowanie życia matki i dziecka. Każde życie jest wartościowe, ale połączenie dwóch komórek to jeszcze nie człowiek!

Nie każmy kobiecie czekać, aż natura sama zdecyduje, kiedy ciąża zagnieżdżona poza macicą obumrze. Ta ciąża na pewno skończy się bez dziecka, ale może i bez kobiety.

Nie każmy rodzić kobietom dzieci z wadami genetycznymi, jeśli nie rozwiązaliśmy jeszcze problemu opieki po porodzie. Ile kobiet, które urodziły dzieci nieuleczalnie chore, żyjące tylko kilka godzin lub dni w męczarniach, otrzymało wsparcie państwa lub organizacji pro-life?

Nie każmy dziewczynom i kobietom rodzić dzieci z gwałtów, jeśli jedno i drugie zostawiamy potem na pastwę losu i życiowych traum.

Nasze państwo chce nam mówić, jak żyć, ale nie pomaga żyć, gdy grunt pali się pod nogami.

Idę dziś na marsz ubrana na czarno. To mój kraj. Chcę, by kobiety żyły w nim godnie. Chcę bezpiecznie wychowywać dzieci. Chcę korzystać z wiedzy i osiągnięć medycyny. Chcę, by moje dzieci miały pełny dostęp do edukacji i antykoncepcji. Nie chcę być potępiana za swoje decyzje. Ale to ja. Jestem wykształcona, czytam książki, żyję w dużym mieście i mam dostęp do wiedzy, nauki, pracy. Zmiana prawa spowoduje mój gniew i smutek, ale w skrajnej sytuacji wybrnę z problemu...

Pójdę na marsz dla tysięcy kobiet, które nie wiedzą, że taki marsz się odbywa. Dla tych, które muszą iść z dzieckiem do lekarza, bo rehabilitacja jest niezbędna, a opuszczenie jednej sesji powoduje straty w rozwoju. Pójdę dla tych dziewczynek, które urodziły dzieci z gwałtu i są już innymi ludźmi. Dla tych kobiet, które chore zostaną w domu lub w szpitalu. Bo jeśli tym razem nie ruszymy się z domu, przepadniemy. Przepadną nasze córki, przyjaciółki, siostry, matki.

Tak, może się okazać, że ustawa przejdzie mimo społecznych protestów. Ale ja zostanę ze świadomością, że COŚ zrobiłam. A może wspólnie powstrzymamy zło? Mój kraj, moja odpowiedzialność, moje decyzje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.