Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Tekst został przygotowany dla "Wysokich Obcasów". "Wysokie Obcasy" włączyły się w projekt "Gazety Pisarzy" - specjalnego wydania Gazety Wyborczej z dnia 23-24 kwietnia 2016 r., powstałego z inspiracji Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław2016 i Światowej Stolicy Książki UNESCO 2016"


Jakoś to jest, póki są młode. Spotykają się w lichych świątyniach piękności, prowizorycznych przybudówkach wciśniętych w szczeliny między blokami, na ciemnych ulicach bez latarni. Tam przeobrażają się po raz kolejny. Robią ondulacje, kuracje, odświeżające kremacje, a potem naprawione i zregenerowane wracają na scenę, którą jest ulica, w nadziei, że inwestycja się zwróci. Walka trwa. Zaopatrzone w nową broń, nowe paznokcie i brwi kolejny raz idą w bój, w którym stawką jest ich przyszłość.

Bo jest uroda, ale nie ma pieniędzy. Jest młodość, ale nie ma perspektyw. Może i jest uniwersytet, ale i tak nie ma pracy. Dlatego tutejsza kobiecość rysuje się grubą kreską makijażu, a jeśli ktoś ją zasila funduszami, formuje się od nowa pod cięciami skalpela. Płeć przepiękna zaczyna przypominać gatunek zmodyfikowany genetycznie, kulopierśny, długonożny, wielkoustny twór hiperkobiecy.

Tu, gdzie mieszkam, w Tiranie, mijam na ulicy kobiety, arcykobiety i kobietoidy. Wszystko dla oka i przez oko. Oko nie boi się patrzeć, w oku jest pobłażanie i przyjemność. W oku jest siła i przemoc. Tak jak na obrazie Enkelejda Zonji, jednego z najlepszych artystów albańskich, który namalował męskie oko w ciele rekina rozłożonego na ladzie w sklepie rybnym. Rekin jest martwy, ale nie przestaje patrzeć.

Nie przestaje być groźny. Stoi nad nim starsza kobieta o twarzy postarzonej cierpieniem i smutkiem, skupiona i czujna, gotowa do obrony. "Sprzedawczyni ryb" to jeden z sześciu obrazów tworzących cykl portretów albańskich kobiet w średnim wieku, tych, które przestały lśnić, a zaczęły się pokrywać kurzem, tych, które społeczeństwo zepchnęło na margines, bo straciły potencjał rozrodczy. Te kobiety nie odwiedzają już świątyń kobiecości i nie inwestują w paznokcie. Ich los może odmienić tylko śmierć.


Enkelejd Zonja, "Sprzedawczyni ryb"



Enkelejd z uśmiechem wbija odbiorcy gwoździe w głowę i oczy, wbija je w społeczeństwo i w teraźniejszość, wbija bezpardonowo i intuicyjnie, bo, jak mówi, czuje się ofiarą własnej intuicji. To on namalował jeden z najboleśniejszych albańskich obrazów, "Wizytę w ranie", przedstawiający zmartwychwstałego dyktatora Envera Hodżę, któremu ubogo ubrany Albańczyk wkłada palec w bok, niczym niewierny Tomasz sprawdzający boskość Jezusa Chrystusa.

Zonja zabiera Albańczyków w podróż do wnętrza rany. Rany są cudze i własne. Cykl portretów kobiet przyszedł mu do głowy, kiedy obserwował upór, spokój i rezygnację swojej matki. Na jednym z obrazów namalował ją oddzieloną od ojca stołem, mierzącą coś centymetrem w powietrzu. Czas miniony, czas utracony. Potem w sklepie spotkał sąsiadkę, która wspomniała, że czeka na telefon z wynikami rezonansu magnetycznego. Jej twarz zszarzała, oczy zgasły. Na obrazie otula ją czerwony szal, który może symbolizować życie, ale może też przypominać całun śmiertelny.


Enkelejd Zonja, "Werdykt"



Kobiety u Zonji trwają zmęczone w zawieszeniu między życiem a śmiercią, ale bliżej jest im już na drugą stronę. Splecione, smutne dłonie układają się w gesty pełne spokoju i rezygnacji, bo te kruche kobiety do końca będą grać swoje role, za wszelką cenę pozorując siłę.

"Przeznaczeniem kobiety jest szloch", mówi się czasem w Albanii. Przez wieki kobieta była uważana za własność mężczyzny, najpierw ojca, a potem męża. "Gdy rodzi się dziewczynka, nawet więźby dachowe płaczą", powiadali ludzie we wsi; ale gdy na świat przychodził chłopiec, mężczyźni wyciągali pistolety i z radości strzelali salwy w powietrze. Mężczyzna był człowiekiem, kobieta była "workiem do noszenia rzeczy". Nawet zemsta rodowa, która mogła dziesiątkować mężczyzn we wsi, nigdy nie dotykała kobiet, bo ileż warta jest kobieca krew?


Enkelejd Zonja, bez tytułu



Tak, to przeszłość, co było, minęło, ale właśnie słyszę w telewizji, jak 29-letni mężczyzna tłumaczy, dlaczego zabił swoją partnerkę: "Kazałem jej przynieść mój telefon, a ona się ociągała". Zonja powiedział mi, że przed namalowaniem cyklu kobiecych portretów czuł się bombardowany informacjami o zbrodniach w zaciszu ogniska domowego. Wracając do domu, wiele razy mijał starszą kobietę sprzedającą pietruszkę, aż wreszcie pewnego dnia ją zobaczył: pochyloną głowę, skulone ciało jak niekształtny tobołek, splecione ręce.

W Albanii co trzecia kobieta pada ofiarą przemocy domowej, ale to statystyka typowa dla europejskiej średniej. W twarzach zmęczonych, samotnych Albanek widzę rysy kobiet, które znam z własnego podwórka; mroczne tło obrazów przypomina koszmary, które śnią kobiety na całym świecie.

Małgorzata Rejmer - pisarka, dziennikarka i reporterka. Autorka powieści "Toksymia" i zbioru reportaży "Bukareszt. Kurz i krew". Mieszka w Tiranie, gdzie pisze książkę o Albanii

Tekst został przygotowany dla "Wysokich Obcasów". "Wysokie Obcasy" włączyły się w projekt "Gazety Pisarzy" - specjalnego wydania Gazety Wyborczej z dnia 23-24 kwietnia 2016 r., powstałego z inspiracji Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław2016 i Światowej Stolicy Książki UNESCO 2016"


Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.