Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Pani z Domu Pogrzebowego to internetowy profil tanatokosmetolożki Agnieszki Beczek. Pisze o tym, jak przygotowuje się zmarłego do pogrzebu, czego można oczekiwać i wymagać podczas ceremonii, jak poradzić sobie w żałobie. Ale też uwrażliwia na sytuacje, które mogą prowadzić do śmierci. Ma 127 tys. obserwujących.

Izabela O'Sullivan: Uważasz, że buty to najsmutniejsza rzecz, jaka zostaje po zmarłym.

Agnieszka Beczek: – To dla mnie silny symbol. Całe życie chodzimy w butach. Ich widok uświadamia, że ta osoba już nie zrobi kolejnego kroku.

Dlaczego stworzyłaś Panią z Domu Pogrzebowego?

– Chciałabym normalizować temat śmierci w Polsce. Żeby nie był tylko przerażający. Trzeba go potraktować jako naturalny element ludzkiego życia, taki jak narodziny czy ślub. Niektórzy boją się rozmawiać o śmierci, tak jakby już na samo wspomnienie miała za ich plecami stanąć kostucha z kosą. A jak oswoimy ten temat, to wiadomo nie tylko, czego się spodziewać, ale też czego wymagać i co zrobić, żeby było lepiej. Ludzie często mają małą wiedzę, chociażby w kwestii samego pochówku. Nie rozróżniają na przykład balsamacji ciała od mumifikacji.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

A czy rozmawianie o śmierci pomaga poradzić sobie ze stratą ?

– Na pewno nie sprawi, że czyjeś odejście będzie bolało mniej. Ale możemy uporządkować wiele spraw, póki jeszcze jest na to czas. Otwarta rozmowa pozwoli na przykład spełnić ostatnie życzenia umierającego czy zorganizować pogrzeb zgodnie z jego wolą. To pomaga przeżyć żałobę. Jeśli domkniemy różne rzeczy i mamy pewność, że zrobiliśmy to w sposób, który akceptuje odchodząca osoba, zostajemy bez wyrzutów sumienia i wątpliwości. Wiemy też, że w ostatnich chwilach daliśmy jej komfort.

W jednym z postów zachęciłaś, żeby napisać to, czego nie zdążyło się powiedzieć ważnej osobie przed śmiercią.

– Odzew był ogromny. To pokazuje, jak mocno potrzebujemy wyrzucić z siebie te emocje i jak brakuje do tego okazji albo przestrzeni. Część osób nie zdecydowała się udostępnić publicznie swoich myśli, ale mimo wszystko miała potrzebę, żeby się nimi podzielić. Przesłała mi wiadomości prywatne.

Często żałujemy, że z czymś nie zdążyliśmy przed śmiercią bliskiego?

– Bezustannie. Dlatego u mnie zawsze na pierwszym planie jest to, żeby nie odkładać wszystkiego na później. Ktoś nie odbiera komórki, bo czuje się zmęczony albo jest w pracy, a okazuje się, że dzwoniła matka, która źle się poczuła i to był ten ostatni telefon. Znam setki takich historii.

A co z pożegnaniami? Są chyba jeszcze trudniejsze niż rozmowy o śmierci. Często nie wiemy, co powiedzieć, jak się zachować.

– Pożegnania są bardzo ważne. To pierwszy krok ku żałobie. Duże znaczenie może mieć to, że wybrzmi ostatnie „kocham cię" albo „wybaczam ci", nawet jeśli osoba, która umiera, już nas nie słyszy.

Takie pożegnania w przypadku umierających na COVID-19 są niemożliwe.

– Trzeba wtedy szukać innych form. Proponowałam rodzinom, żeby napisały list, który potem włożymy do trumny czy urny. Można też sobie taki list zostawić. Ważny jest sam akt przelania emocji na papier, uwolnienia ich. To prozaicznie proste, a bardzo pomaga w przeżywaniu żałoby. W takich pożegnaniach można wyrazić nie tylko te pozytywne uczucia, ale też złość czy bezsilność. Łatwiej potem zrobić krok naprzód.

Czytając twoje posty, można odnieść wrażenie, że bardzo dużą wagę przykładasz do tego, żeby ten moment przejścia był dostojny i najlepszy z możliwych.

– Ostatnie pożegnanie powinno być w takim stylu, w jakim życzyłby sobie zmarły i w jakim rodzina będzie czuć się komfortowo. Ludzie czasem robią coś wbrew sobie, bo boją się oceny tych, którzy wezmą udział w pogrzebie. Ubierają zmarłego w garnitur, którego za życia nie cierpiał, bo uważają, że w ostatnią drogę powinien być odpicowany. Zawsze, gdy rodzina pyta mnie, jak ubrać zmarłego, odpowiadam: w to, w czym dobrze się czuł, co wkładał na wyjątkowe okazje. Jeśli mama lubiła bordową sukienkę z koronką, to dajmy jej właśnie taką.

Piszesz o patrzeniu zmarłemu w oczy. O tym, że to dla ciebie pewien rytuał przed przygotowaniem go do pogrzebu.

– Tak, robię to zawsze przed zamknięciem mu powiek. Próbuję sobie wyobrazić, co lub kogo widział po raz ostatni. Nawet gdy wiem, że zmarł w szpitalu, zastanawiam się, czy była to pielęgniarka, lekarz czy ktoś z rodziny. Nie wiem, dlaczego to robię, może podświadomie myślę o tym, co sama zobaczę przed śmiercią.

Przyznajesz, że boisz się śmierci, mimo że obcujesz z nią na co dzień.

– Bardziej niż o swojej śmierci myślę o odejściu bliskich. Boję się, że nie zdążę się pożegnać albo że umrą w przykrych okolicznościach.

A jak to jest, kiedy śmierć jest obecna w życiu przez cały czas? Bo najpierw jesteś w pracy w zakładzie pogrzebowym, potem prowadzisz profil na Instagramie...

– Nie zdarza mi się śnić o zmarłych czy innych związanych z pogrzebami sprawach. Praca odbija się na mnie tak, że jestem nadopiekuńcza. Jak synek bierze lego i kieruje klocek do ust, od razu wyobrażam sobie, co może się stać. Albo jak byliśmy u znajomych, którzy mieszkają na siódmym piętrze, pierwsze, co zrobiłam, to sprawdziłam, czy mają zabezpieczony balkon, czy któreś z dzieci nie otworzy okna. Blokuję w ten sposób różne negatywne scenariusze.

Część twoich postów odbija się od tematu śmierci, ale jest o życiu. Piszesz na przykład o samobójstwach albo o bezpieczeństwie w trakcie wakacji.

– Obcując ze śmiercią, cały czas widzę to, co do niej doprowadziło. I myślę, jak można było temu zapobiec. Jeśli nad wodą jest grupa osób, dobrze by było, żeby każdy na siebie zwracał uwagę, bo tonie się w ciszy. Jak ktoś chce się zabić, bardzo często mówi, że nie ma już siły, że jest zmęczony, nie daje rady. Bliscy wielokrotnie bagatelizują takie sygnały i dochodzi do tragedii.

Opowiadasz też o 90-letniej pani Janinie, która zmarła z głodu i samotności. Miała rodzinę.

– Takich historii w pandemii było znacznie więcej. Wielu starszych ludzi bało się wychodzić z domu. Często nie miał kto zrobić im zakupów. Pani Janina nie była sama, jej rodzina mieszkała niedaleko, była całkiem zamożna. Nie rozumiem, jak można dopuścić do takiej sytuacji, gdzie człowiek, który powinien mieć na kogo liczyć, umiera z głodu, w strachu i samotności. Ta historia nas zdruzgotała. Wydawałoby się, że jesteśmy w zakładzie uodpornieni, a płakaliśmy wszyscy.

Jednocześnie podkreślasz wielokrotnie w mediach społecznościowych, że masz pracę marzeń. Dlaczego taką wybrałaś?

– Branża pogrzebowa interesowała mnie od zawsze, ale nie trafiłam do niej od razu. Poszłam na administrację bezpieczeństwa publicznego, bo to wydawał się dość przyszłościowy kierunek. Ciągnęło mnie też do wizażu, więc zrobiłam różne kursy kosmetyczne. Przez kilka lat pracowałam w finansach i jako wizażystka w perfumeriach, ale z tyłu głowy cały czas miałam to, że chciałabym zajmować się zmarłymi.

Jakie trzeba mieć kwalifikacje, żeby pracować w zakładzie pogrzebowym?

– Można zrobić prywatne kursy z zakresu toalety czy kosmetyki pośmiertnej, rekonstrukcji, balsamacji albo na technika sekcyjnego. Nie ma szkoły, która przygotowywałaby do tego zawodu kompleksowo, również etycznie. Wiele osób najpierw zaczyna pracę w branży, a potem robi szkolenia.

W twoim przypadku też tak było?

– Tak. Po urodzeniu drugiego dziecka szukałam pracy na pół etatu. Znalazłam ogłoszenie, które brzmiało tak, jakby potrzebowali kogoś do biura. Nic nie wskazywało na to, że chodzi o zakład pogrzebowy. Poszłam na rozmowę, dogadałam się z właścicielem. I rzeczywiście zaczęłam od pracy w biurze, bo jak wchodzisz do branży, to najpierw przyjmujesz żałobników, załatwiasz formalności, poznajesz procedury.

Dlaczego tak cię ciągnęło do tej branży?

– Nie wiedziałam, dopóki nie zaczęłam w niej pracować. Jestem osobą empatyczną, lubię pomagać. Wydaje mi się, że tu mogę się spełnić podwójnie. Po pierwsze, przygotowuję zmarłego do pogrzebu, po drugie, pomagam jego bliskim. Oni zwykle potrzebują porady, podpowiedzi, na co mogą liczyć. A bardzo często znaczenie mają drobne rzeczy.

Jakie na przykład?

– Zawsze mam karteczkę z oczekiwaniami bliskich. Czasem wszystko może zmienić detal – podwinięcie wąsa zmarłemu, przypięcie odznaki do klapy marynarki, włożenie do trumny dodatkowej pary okularów czy portfela. Rodzina często uważa, że rzeczy, które były ze zmarłym przez całe życie, są ważne w tej ostatniej drodze. Jeśli dana osoba jest chowana w trumnie, możliwości zadbania o takie szczegóły jest dużo. Bardziej ogranicza nas kremacja. Odczuwam radość, gdy rodzina jest spokojna, kiedy ceremonia się uda. Czasem z żałobnikami utrzymujemy kontakt po pogrzebie.

Zrobiłam kurs na osobę wspierającą w żałobie. Bliscy zmarłego często są zagubieni, potrzebują kontaktu. Czasem rozmawiamy o codziennych sprawach, takich jak uporządkowanie ubrań, a innym razem ktoś po prostu chce się wypłakać. Jestem od tego, żeby wysłuchać. Nie zastąpię psychologa czy psychiatry, ale mogę pomóc na pierwszym etapie. Zdecydowanie częściej mam kontakt z kobietami.

Ludzie, którzy przychodzą do zakładu pogrzebowego, chętnie się otwierają czy chcą jak najszybciej załatwić formalności i mieć to za sobą?

– Rodziny bardzo często chcą opowiedzieć o zmarłym – o jakimś ważnym wydarzeniu z jego udziałem albo o tym, w co ta osoba była zaangażowana. Dla mnie to jest piękne, lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia.

Jak wygląda przygotowanie zmarłego do pogrzebu?

– Trzeba wyjąć ciało z chłodni, przełożyć je na stół, zdezynfekować, zabezpieczyć otwory przed wyciekami. Potem ubieramy zmarłego i wykonujemy makijaż pośmiertny. To wszystko może trwać 15-20 minut, ale też godzinę.

Znaczenie ma to, na co zmarła dana osoba. Na przykład po przebytej sepsie rozkład ciała postępuje szybciej.

A co ze zmarłymi na skutek wypadków?

– Ciała po wypadkach albo morderstwach trafiają do zakładu medycyny sądowej. Rekonstrukcja najczęściej wykonywana jest w prosektorium.

Często obalasz różne mity dotyczące pochówków. Jedną z kwestii, o których pisałaś, jest łamanie zmarłym kości.

– Nikomu nic nie łamiemy. Aby ubrać zmarłego, trzeba rozmasować stawy. Kolejny mit, w który wierzy wiele osób, jest taki, że po śmierci wciąż rosną włosy i paznokcie. Albo że trzeba pochować zmarłego przed niedzielą, bo inaczej zabierze ze sobą kogoś z rodziny. Niektórzy wkładają do trumny pieniądze, co ma zapewnić zmarłemu szybsze przejście do nieba. Popularny jest też przesąd, że kobieta w ciąży nie powinna chodzić na pogrzeby, bo może poronić.

A jakie są stereotypy dotyczące żałobników?

– Często widzę, że ktoś komuś nakazuje noszenie czarnych ubrań. Albo krytykuje się wdowę, jeśli się śmieje, bo przecież cały czas powinna być smutna. A ja powtarzam, że żałoba jest wielowymiarowa. Jak nie nosimy czarnych ubrań, to nie umniejsza to żalu po stracie bliskiego. Nie ma też nic złego w tym, że mamy wesołe momenty. To działa również w drugą stroną. Jeśli czujemy, że chcemy płakać, nie powstrzymujmy tego. Nie zaspokajajmy potrzeb tych, którzy czegoś od nas wymagają. Przeżywajmy żałobę w zgodzie ze sobą.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, "Wysokich Obcasów" i Fundacji "Gazety Wyborczej".

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.