Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Bycie dziewczynką w Polsce nie jest łatwe. Według badań HBSC 15-letnie Polki mają najniższą samoocenę w Europie.

To prawda, że jest wiele środowisk i sił nacisku, które wpływają na kształtowanie się możliwości dziewczynek. Niemały jest także wpływ nas, rodziców, bo sami jesteśmy często nośnikami stereotypowych przekonań na temat dziewczynek i chłopców. Dzielimy dzieci ze względu na płeć już od przedszkola, posługując się odmiennymi oczekiwaniami wobec dziewczynek i chłopców. Dobrze widać to na placach zabaw, gdzie można usłyszeć, że koparki nie są dla dziewczyn, że dziewczynkom nie wolno się wspinać, a chłopcom zabrania się płakać. Takich komunikatów kierujemy do dzieci mnóstwo, padają one także z ust rodziny, dziadków. Do dziewczynek mówi się często: „Bądź grzeczna", „Dziewczynki powinny być ciche", „Złość piękności szkodzi". Jako mama kilkuletnich dziewczynek czułam, że oczekuje się ode mnie, że będę córki dyscyplinować i uciszać.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

W 2018 roku natknęłam się na badania opublikowane w magazynie „Science". Naukowcy w serii eksperymentów udowodnili, że dziewczynki już w wieku sześciu lat często wierzą w to, że są mniej mądre od chłopców. Co ważne, badanie pokazało, że ta podkopana wiara w siebie przekłada się na zachowania badanych dziewczynek. Naukowcy zaproponowali grę „dla bardzo mądrych dzieci" i okazało się, że dziewczynki, które w pierwszej części badania uważały się za mniej mądre od chłopców, nie chciały brać w niej udziału. Przeraziło mnie, że jeszcze przed rozpoczęciem szkoły mogą mieć takie przekonania na swój temat.

Moje córki były wtedy w wieku czterech i dwóch lat, poczułam, że muszę coś zrobić, żeby nigdy nie myślały o sobie w ten sposób. I tak powstał pomysł, by zdobywać wiedzę dla siebie samej, a potem dzielić się nią z innymi rodzicami za pośrednictwem bloga.

Jeśli badanie dotyczyło sześcioletnich dziewczynek, to trudno sobie wyobrazić, co dzieje się z ich poczuciem wartości na dalszym etapie edukacji, gdy trafią do systemowej machiny.

Właśnie. To, co się dzieje w tysiącach polskich szkół na co dzień, ma ogromny wpływ na dzieci i młodzież. Dlatego warto zacząć od podstaw, od edukowania nauczycieli, aby mogli zobaczyć, jak mocno w szkole trzymają się stereotypy płciowe, że nadal kierują zachowaniami i oczekiwaniami dorosłych, a te z kolei modelują postawy dzieci. Na przykład mit, że dziewczynki są mniej niż chłopcy uzdolnione matematycznie, wpływa na to, że dziewczynki w większym stopniu obawiają się matematyki i mniej wierzą w swoje możliwości niż chłopcy. Nauczyciele czasem swoim podejściem utrwalają przekonanie o płciowym uwarunkowaniu uzdolnień naukowych, a to pogłębia wiarę dzieci w te różnice.

Dziewięcioletni syn znajomej nie mógł zrozumieć, dlaczego podczas zielonej szkoły nie może dzielić pokoju ze swoją najlepszą koleżanką z klasy.

Przyjaźń dziewczynek z chłopcami czasem interpretujemy, przyjmując nasze dorosłe założenia. Uznajemy, że skoro się lubią, to pewnie się sobie podobają, że to wstęp do romantycznej relacji. Zapominamy, że to po prostu dzieci i mogą zwyczajnie się lubić, chcieć spędzać razem czas czy realizować wspólną pasję. Mając w głowach sztywne płciowe podziały, za naturalne uznajemy to, że dziewczynki raczej spędzają czas z dziewczynkami, a chłopcy z chłopcami. Tymczasem takie podziały są dla dzieci dość ograniczające, bo zarówno dziewczynki, jak i chłopcy mogą czerpać mnóstwo korzyści z bycia razem.

Wiele tematów poruszanych na twoim blogu można uznać za rewolucyjne. Piszesz, że zakładanie malutkim dziewczynkom bikini jest przejawem seksualizacji albo że wspierający tata powinien być feministą. Jak reagują na to czytelniczki i czytelnicy?

Najwięcej emocji wzbudza wszystko, co wiąże się z feminizmem, a konkretnie z bardziej równościowym wychowaniem chłopców. Wprost używam sformułowań „feministyczne rodzicielstwo", piszę o tym, jak wychować syna feministę, i widzę, że to słowo wciąż jest kontrowersyjne. Wiele osób żyje wartościami, które feminizm promuje, ale boją się je tak nazywać. Dużo emocji wzbudza także temat miesiączki.

Miesiączka to wciąż wstydliwy dla nas temat?

Jesteśmy członkiniami Okresowej Koalicji, czyli zrzeszenia organizacji oraz aktywistek/tów i ekspertek/tów zajmujących się tematem miesiączki oraz ubóstwa i wykluczenia menstruacyjnego. Wykorzystujemy swoje kanały, by edukować o miesiączce, i okazuje się, że menstruacja nadal wzbudza ogromne emocje i jest tematem tabu. W reakcji na nasze posty wiele kobiet przywołuje wspomnienia, mówiąc, że w okresie dojrzewania nie dostały wsparcia w swoich domach. Wiele z nich ten żal w sobie trzyma do dziś i czuje potrzebę, by swoim córkom dać wsparcie i ciepło, którego im samym brakowało. Nastolatki, których na dojrzewanie nikt nie przygotował, dzielą się też historiami z traumą i lękiem w tle. Dlatego tak ważne jest, by dziewczynki na miesiączkę przygotować, by wiedziały, że to coś naturalnego, na co warto czekać, a nie coś, czego się trzeba obawiać i wstydzić. W tym czasie dziewczynki potrzebują bliskości, rozmowy, czasem celebracji. Choć akurat co do rodzinnego celebrowania pierwszej miesiączki z udziałem taty zdania czytelniczek były podzielone. Część dziewczyn nie rozumiała, po co angażować w to ojca. I tak naprawdę moim zdaniem to jest w porządku. Każda dziewczynka czego innego potrzebuje i warto wsłuchiwać się w te potrzeby.

Może jesteśmy pokoleniem kobiet, w których dzieciństwie ojcowie po prostu nie uczestniczyli, byli nieobecni. I podświadomie przyjmujemy to za normę.

Pewnie tak. Ale zdarza się też, że ojcowie, którzy są blisko, kiedy córka jest mała, wycofują się, kiedy dziewczynka zaczyna dojrzewać. Dzieje się tak na bazie przekonań, że o „tych sprawach" lepiej rozmawiać z mamą. Niektórzy ojcowie zaczynają z córkami mieć coraz mniejszy kontakt emocjonalny i fizyczny, mniej je przytulają, dotykają. Ale jeśli relację na linii ojciec – córka zbudujemy od początku na wspólnym byciu, rozmowach czy współdzielonych pasjach, prawdziwe towarzyszenie córce w trudnym dla niej okresie dojrzewania ma szansę być dla taty bardziej naturalne. Dlatego uważam, że niepotrzebnie mamy tendencję do tworzenia par: mama z córką, tata z synkiem. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ojciec w swoje pasje włączał nie tylko synów. Jeśli zainteresuje córkę łowieniem ryb, piłką nożną, czymkolwiek, co lubi, to ona się w to wkręci, bo to będzie czas, w którym tata poświęca jej uwagę.

Czy to nie jest trochę idealistyczna wizja? Bo co z tego, że córka wkręci się w piłkę nożną, jeśli w drużynie będą sami chłopcy i większość uzna, że „baba" nadaje się co najwyżej na bramkę?

Jestem pływaczką i w swoim klubie wiele razy spotykałam się z seksistowskimi żartami na temat kobiet. Mimo moich reakcji i protestów niewiele się zmieniało, dopiero po interwencji u zarządzającego klubem poczułam różnicę. Jego reakcja na moje słowa była symptomatyczna: w ogóle nie zdawał sobie sprawy, że niewinne żarty mogą być tak krzywdząco odbierane przez kobiety. To mi pokazało, że mężczyźni po prostu nie rozumieją perspektywy kobiet.

Wszyscy żyjemy w tak ukształtowanej kulturze od lat i my, kobiety, także stajemy się znieczulone, uznajemy, że tak po prostu jest. A nie reagując, jeszcze bardziej to utrwalamy. Dlatego odpowiadając na twoje pytanie, powiedziałabym, że dużo zależy od tego, jak trener pokieruje treningiem. Czy będzie różnicował dzieci ze względu na płeć? Czy będzie inaczej traktował dziewczynki i chłopców? Czy będzie reagował na nieprzychylne dla dziewczynek komentarze?

Istotne są także reakcje nas, rodziców. Ważne, żebyśmy reagowali na wszystkie komentarze i trudne sytuacje, gdy nasze córki są ograniczane albo traktowane stereotypowo. Nawet jeśli nie mamy w sobie przestrzeni, by zareagować od razu, porozmawiajmy po fakcie, żeby pewne usłyszane przez córki rzeczy prostować. Ważne, by dać im jasny sygnał, że nie zgadzamy się z kimś, kto na temat ich możliwości mówi coś niestosownego.

Trudno zwracać uwagę nauczycielkom i nauczycielom bez podważania ich kompetencji, samemu przy tym nie wchodząc w rolę karzącego belfra.

Dlatego myślę, że warto zachować uważność w zderzeniu ze światem zewnętrznym. Walczyć o swoje racje, ale robić to tak, by nie psuć relacji z osobami, z którymi nasze dzieci obcują na co dzień. Czyli nie wytykać, nie atakować, nie podkreślać, co nauczyciel lub nauczycielka robi źle. Koncentrować się na swoich i dziecka odczuciach, komunikować się z perspektywy „ja". Wierzę, że da się edukować nienachalnie, niewojowniczo, mając za argument naukowe podstawy, ale też dobro dziecka.

Tworząc swój projekt, od początku przyjęłam założenie, że chcę przyglądać się temu, jak można wychowywać dziewczynki, bazując na wiedzy, nie stereotypach, i nie ukrywam, że chcę to robić w wyważony sposób, realnie oceniając, że nie przekonam wszystkich do takiego sposobu wychowania.

W ostatnich latach sporo dzieje się w „dziewczyńskich" tematach. Powstaje prasa i literatura przeznaczona dla dziewczynek, wzmacniające warsztaty czy projekty takie jak wasz, które zapełniają lukę w dziedzinach, którymi nie zajmuje się szkoła. Nie masz poczucia, że edukacyjnie zmierzamy w stronę czegoś na kształt tajnych kompletów?

Gdy trzy lata temu startowałam ze swoim projektem, wskoczyłam na „dziewczyńską falę". Dlatego cieszy mnie mnogość dziewczyńskich tematów, choć dzisiaj coraz dobitniej widzę, że trzeba się też uważnie przyglądać sposobom wychowania chłopców. Potrzebna jest nam równowaga i uważność na wyzwania, które stoją przed każdą z płci, bo ze stereotypowymi ograniczeniami i oczekiwaniami muszą się mierzyć zarówno dziewczynki, jak i chłopcy.

A co do tajnych kompletów, coś w tym jest. Jeśli czujemy, że brakuje nam szkoły otwartej, wspierającej rodziców, która jednocześnie byłaby miejscem, gdzie dzieci znalazłyby bezpieczną przestrzeń, szukamy alternatywnych dróg wsparcia. Chcemy się edukować, budować swoją świadomość i w większości musimy robić to na własną rękę. Ta potrzeba edukacji jest coraz większa, co pokazuje choćby szybki przyrost osób obserwujących mój projekt.

A da się wychowywać dziewczynki, nie wychowując chłopców?

W moim odczuciu zbudowanie równościowego świata będzie możliwe, jeśli zarówno wychowanie dziewczynek, jak i chłopców będzie w sferze naszej głębokiej troski i refleksji. Jak powiedziała Gloria Steinem: wspaniałe jest to, że wychowujemy nasze córki bardziej jak synów, ale to nigdy nie zadziała, jeśli nie będziemy wychowywać synów bardziej jak córki. By dzisiejsze dziewczynki mogły się spotkać w przyszłości z dzisiejszymi chłopcami w prawdziwym dialogu i zrozumieniu, musimy dawać wspierające i wolne od stereotypowych ograniczeń wychowanie dzieciom obojga płci. A to oznacza, że warto nie tylko „dmuchać w skrzydła" dziewczynkom, ale też luzować presję nakładaną na chłopców. Pozwólmy im stawać się sobą bez wkładania ich w ograniczające ramy „prawdziwej męskości". A wtedy razem ze wzmocnionymi dziewczynkami będą wspólnie tworzyć ten nowy, lepszy świat.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, "Wysokich Obcasów" i Fundacji "Gazety Wyborczej".

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.