Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

18 września przypada Międzynarodowy Dzień Równej Płacy. Nierówności w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn to problem obserwowany na całym świecie. Z corocznych badań nad luką płacową w Unii Europejskiej wynika, że Polska jest ostoją równości. To złudzenie.

Według GUS luka płacowa wynosi w Polsce 8,5 proc., według Eurostatu nawet 16,7 proc. W porównaniu z innymi europejskimi krajami jest dość niska, ale w ciągu dziesięciu lat wzrosła dwukrotnie.

– Są różne sposoby liczenia. Najlepsza jest w tym prof. Iga Magda, która pokazuje, że luka jest co najmniej kilkunastoprocentowa, a nawet może dochodzić do 20-30 proc. Szacunki różnią się w zależności od źródła i rodzaju danych, od tego, czy bierzemy pod uwagę płace brutto, netto, wynagrodzenia miesięczne, godzinowe, wielkość firm, sektor. Różnice zależą także od metodologii, od tego zwłaszcza, czy porównanie średniej płacy kobiet i mężczyzn zostało skorygowane o cechy pracowników takie jak wiek, wykształcenie, staż, branża, region. Skorygowana luka płacowa w Polsce to około 19 proc. Jeśli uwzględnimy premie i nagrody, to w podmiotach zatrudniających przynajmniej dziewięciu pracowników – aż 30 proc.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Luka płacowa to najbardziej jawna, bezdyskusyjna niesprawiedliwość. Tak samo wykształceni, tak samo doświadczeni zawodowo ludzie w zależności od płci zarabiają różnie, przy czym mężczyźni zawsze zarabiają więcej, a kobiety – mniej. O ile bowiem można dyskutować o innych sprawach, jak podział prac domowych, który jest kwestią obopólnej zgody partnerów, to tu luka jest narzucona z góry.

Pracodawcy boją się, że kobieta ucieknie na macierzyński albo będzie brała zwolnienia na dzieci? Dając jej niższą pensję, starają się zrekompensować sobie ewentualne straty?

– To bardziej złożony problem. Luka płacowa to zaszłość historyczna. Przed laty kobiety musiały wywalczyć sobie możliwość pracy zawodowej. Dlatego godziły się na niższe zarobki. W Wielkiej Brytanii czy Francji jeszcze w latach 60. istniały oficjalne tabele płac – osobne dla mężczyzn i kobiet. Na dochód kobiet patrzyło się jak na dodatkową wartość. To mężczyzna zarabiał na rodzinę, kobieta mogła dorobić, żeby dołożyć się do domowego budżetu albo mieć pieniądze na własne wydatki, jak to się mówiło: na szpilki. Kiedyś różnice w płacach były też w pewien sposób uzasadnione, bo kobiety były gorzej wykształcone.

Od bardzo dawna są jednak wykształcone lepiej od mężczyzn, a luka płacowa nie zniknęła. A większość pracodawców nie sprawdza, czy luka płacowa dotyczy ich pracownic i pracowników. Kiedy rozmawiam z pracodawcami, twierdzą, że taki problem u nich nie istnieje. Kiedy pytam, skąd to wiedzą, okazuje się, że ta pewność jest wyłącznie głębokim przekonaniem. Stąd projekt ustawy Kongresu Kobiet zakładający obowiązek sprawdzania przez pracodawców, czy w ich zakładach pracy istnieje luka płacowa, a jeśli tak, to szukania sposobów jej zniwelowania.

Ma pani jednak rację, że pracodawcy często starają się przerzucić winę za istnienie luki na kobiety. Pamiętam projekt badawczy, w którym pracodawcy mówili, że kobiety już podczas rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy są pytane o spodziewane zarobki, mają niższe oczekiwania niż mężczyźni. Pracodawcy spełniają zatem ich życzenia. To wiedza kulturowa kobiet przemawia jednak za uskromnianiem oczekiwań w obawie, że pracy nie dostaną wcale. Zdają sobie sprawę, że jeśli pracodawca będzie miał do wyboru kobietę i mężczyznę oczekujących podobnych zarobków, to wybierze mężczyznę. Kartą przetargową kobiet staje się zatem zgoda na niższe zarobki.

Świadome wykorzystywanie czy dyskryminowanie kobiet się zdarza, znacznie więcej jest jednak przypadków wynikających z nieświadomości. Łatwo ten problem wyeliminować, ale pracodawcy trochę się tego boją. Są przekonani, że nikogo nie dyskryminują i dobrze im się funkcjonuje z taką świadomością.

U kobiet, które nie domagają się wyższych pensji, działa tzw. syndrom oszustki polegający na umniejszaniu swoich osiągnięć z powodu braku wiary w siebie. Mężczyźni o podobnym wykształceniu i doświadczeniu nie mają oporów, by promować swoje atuty.

– Jednym z powodów jest wychowanie dziewczynek na skromne, posłuszne osoby. Wpaja im się przekonanie, że chwalić mogą je inni, ale nie należy tego robić samej. Dlatego kobiety częściej mówią, że coś im się udało, że miały szczęście. Nie podkreślają tego, że były świetne, że wspaniale sobie poradziły.

Niestety, w podobny sposób o kobietach mówią i piszą inni. Są badania, które pokazują, że prasa w zupełnie inny sposób przedstawia sukcesy sportowe kobiet i mężczyzn. W przypadku mężczyzn podkreśla się ich własne zasługi, w przypadku kobiet – zasługi sztabu. Weźmy polskich tenisistów. Czy słyszała pani coś na temat sztabu Huberta Hurkacza? Ja nie. Natomiast wciąż pisze się o sztabie Igi Świątek.

Przepisy w ramach „Polskiego ładu", które mają wejść w życie w przyszłym roku, mówią, że będzie można żądać od szefa informacji o przeciętnych zarobkach pracowników płci przeciwnej wykonujących podobne obowiązki. Pracodawca będzie musiał również na życzenie pracownika uzasadnić wysokość pensji.

– To byłoby chociaż pół kroczku do przodu.

Jak na lukę płacową wpłynęła pandemia?

– Analizy Kongresu Kobiet pokazują, że sama luka się nie zmieniła. Natomiast bardzo ucierpiały sfeminizowane zawody. Na przykład od zawsze słabo opłacany zawód nauczyciela. Obecnie odnotowujemy masowe odejścia ze szkół. Nauczycielki wybierają się na wcześniejsze emerytury, które będą bardzo niskie. Ucierpiały także inne sfeminizowane branże: restauracyjna, usług fryzjerskich czy kosmetycznych. Z kolei pielęgniarki były na pierwszej linii walki z koronawirusem, ale ich nie doceniono. Podczas protestów przedstawicieli zawodów medycznych do opinii publicznej dociera, jak mało one zarabiają i jak bardzo zostały obciążone pracą, bo dostają pod opiekę nawet 40 pacjentów.

Co ważne, te zawody są sfeminizowane nie dlatego, że kobiety zajęły wszystkie miejsca i nie dopuszczają mężczyzn, ale dlatego, że mężczyźni się do takich trudnych i słabo płatnych zawodów nie garną.

Programy typu 500 plus czy Rodzinny Kapitał Opiekuńczy, w ramach którego od przyszłego roku będzie można dostać 12 tys. zł na drugie i kolejne dziecko, też sprawiają, że kobiety chętniej przechodzą na pół etatu czy rezygnują z pracy.

– W ostatnim czasie mnóstwo Polek wycofało się z rynku pracy. To przede wszystkim młode matki i kobiety 50+ odchodzące na wcześniejsze emerytury. A jesteśmy krajem, który w ogóle ma niskie wskaźniki zatrudnienia kobiet. To bardzo niepokojący trend.

Z danych Eurostatu wynika, że wraz z kolejnymi dziećmi w rodzinie wynagrodzenie kobiet spada, a zarobki mężczyzn rosną średnio o 6 proc.

– Tymczasem jest wiele badań na temat tego, że kobiety, których pozycja w pracy nie jest obniżana w okresie, kiedy opiekują się dziećmi, są bardzo lojalnymi pracowniczkami. Wykonują tę samą ilość pracy co dawniej, tylko rozkładają ją sobie elastycznie. W odróżnieniu od wielu mężczyzn kobiety nie odchodzą po zdobyciu określonych umiejętności do innego miejsca pracy. Czują się związane z pracodawcą, który otworzył się na ich potrzeby w ważnym momencie życia.

Zawsze podkreślam, że to ludzie mają dzieci – nie tylko matki. Prawodawcy i pracodawcy powinni brać to pod uwagę.

W przyszłym roku ma zostać wprowadzony dodatkowy pełnopłatny dwumiesięczny urlop ojcowski, którego nie będzie można przekazać matce dziecka. Czy to uświadomi szefom, że także tatusiowie mogą znikać z pracy?

– Dane z innych krajów pokazują, że nakłonienie mężczyzn do wykorzystywania takich urlopów to bardzo powolny proces. Ale dobrze, że się zaczyna, przecież już od kilku lat rodzice mogą dzielić się częścią urlopu po narodzeniu dziecka. Teraz prawodawca idzie o krok dalej, wprowadzając urlop, który przepadnie, jeśli tata go nie wykorzysta.

Nie spodziewałabym się jednak natychmiastowych efektów. Robiłam badania z mężczyznami, którzy opiekowali się małymi dziećmi w domach. Pracodawcy uważali to za dziwaczne, pytali, czy coś z żoną jest nie tak. Sytuacja musi stać się powszechna, zanim będzie przyjmowana bez zdziwienia.

Po urodzeniu syna podzieliłam się z mężem rodzicielskim po połowie. Cieszyłam się, ale koleżanki były zdziwione: „Tracisz pół roku wolnego na rzecz męża? Jesteś frajerką".

– To indywidualna sprawa. Niektóre kobiety tak reagują, ale inne chciałyby, aby mąż się z nimi zamienił, jednak nie są w stanie go przekonać. Pamiętam badania, podczas których mężczyźni mówili, że po urodzeniu dziecka czym prędzej uciekli do pracy i nigdy w życiu nie chcieliby zastąpić żony w domu.

Mój mąż był zachwycony. Do dziś z nostalgią wspomina tamten czas.

– To przykład, że każdy powinien robić, jak chce. To nie państwo powinno za nas decydować, kto się opiekuje dzieckiem, osobą starszą czy chorą. To powinna być decyzja podjęta wspólnie w związku. Niestety, często decydują o tym nie ludzie, ale ich zarobki. Skoro statystycznie to mężczyźni zarabiają więcej, to nie chcą brać wolnego na dziecko, żeby nie narazić się szefowi i nie stracić pracy. Budżet rodziny ucierpiałby na tym bardziej, niż gdyby pracę straciła kobieta. Robi się błędne koło.

Eksperci szacują, że gdyby luka płacowa została zlikwidowana, a zarobki Polek by wzrosły do poziomu męskich wynagrodzeń, to napędziłoby gospodarkę.

– Ale dla pracodawców bardziej liczy się prosta oszczędność tu i teraz. Problem stanie się jeszcze bardziej widoczny za kilka lat, gdy powiększą się, już olbrzymie, różnice w emeryturach kobiet i mężczyzn.

*Prof. Małgorzata Fuszara - prawniczka i socjolożka. Współtwórczyni Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. Ekspertka Rady Europy do spraw wprowadzania równości płci do głównego nurtu działań politycznych i społecznych. W latach 2014-15 pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania. Przewodnicząca Kongresu Kobiet

Prof. Małgorzata FuszaraProf. Małgorzata Fuszara Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, "Wysokich Obcasów" i Fundacji "Gazety Wyborczej".

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.