Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cztery tygodnie przed igrzyskami w Rio dostałam, po kilkumiesięcznej przerwie, bardzo mocnego okresu. Łupnęło mnie. Na najważniejszej imprezie życia byłam rozregulowana hormonalnie. Wysiłek fizyczny był ostatnią rzeczą, na którą mój organizm miał ochotę – mówi Angelika Cichocka, polska biegaczka.

Większość trenerów to mężczyźni

W sporcie jest wieczna presja wyniku, cały czas trzeba potwierdzać swoją wartość, bez tego nie ma stypendiów ani sponsorów.

– Trudno wtedy znaleźć czas, żeby powiedzieć "stop". Nie jest łatwo wyskoczyć z pędzącego pociągu, dać sobie chwilę, odsapnąć – mówi Cichocka.

Przez lata na treningach dawała z siebie wszystko. Gdy miała okres, wspominała trenerowi, że kiepsko się czuje, ale i tak robiła zaplanowany trening. Czasami jednak go po prostu nie kończyła, przerywała w połowie, była wykończona.

– Wszystko mnie bolało, ale nie dopuszczałam myśli, że mogę nie zrobić treningu, nawet nie sugerowałam, że nie dam rady. A gdy masz okres, powinnaś mieć większy luz podczas ćwiczeń, słuchać swojego organizmu. Nie tylko ciągle trening, trening, trening – opowiada.

Ale dopiero po latach zrozumiała, że okres to temat, o którym powinno się dyskutować.

– Teraz nie mam z tym problemu, ale jak przypomnę sobie siebie sprzed kilku lat, to wtedy o miesiączce się nie rozmawiało. No, może między najbliższymi koleżankami, ale nie otwarcie. Może mnie to krępowało? Uznawałam, że to nie jest ważne, że to moja sprawa, a nie np. trenera czy rodziców. Uważałam, że wszystko pójdzie swoim rytmem.

Była mistrzyni Europy w biegu na 1500 metrów uważa, że obecnie młodym zawodniczkom łatwiej jest rozmawiać na te tematy. – Teraz młodzież jest bardziej otwarta. Gdy ja zaczynałam biegać, byłam niepewna siebie, nie mówiłam o swoich potrzebach i problemach – dodaje.

Joanna Mitrosz, najlepsza w historii polska gimnastyczka artystyczna, o okresie także rozmawiała tylko z koleżankami, z którymi się trzymała.

Patrycja Salwa, piłkarka i kapitanka ekstraligowej drużyny AP Lotos Gdańsk, też przyznaje, że menstruacja to temat, który poruszała tylko w gronie najbliższych koleżanek.

– Wiesz, to były takie rozmowy: a to którejś się spóźnia, a to druga nie ma od czterech miesięcy. Nieregularne miesiączki to częsty problem wśród zawodniczek. Ale wiele osób ten temat peszy, a powinnyśmy rozmawiać i uświadamiać, mówić o tym jak najwięcej – uważa.

Czasem jest jednak trudno, bo większość trenerów to mężczyźni.

– Rozmowy na ten temat zależą od tego, jakie ma się z nimi relacje, czy ufa się trenerowi, wtedy nie ma problemu – opowiada Salwa. – Ale często jest tak, że zawodniczki, gdy się poskarżą, że mają okres, słyszą: "Nie przesadzaj", "Trenuj dalej" czy "Nie wymyślaj". Chociaż są też trenerzy, którzy rozumieją, oni wtedy mówią: "Rozumiem, moja żona też tak ma, odpuść".

Angelika Cichocka uważa, że o miesiączce powinno się mówić osobie, która ma wpływ na trening.

– Powinno się siadać i rozmawiać, jak się zawodniczka czuje, to nie powinien być wstydliwy temat – twierdzi.

Salwa podkreśla, że dobrze by było, gdyby trenerzy wiedzieli, kiedy która z dziewczyn ma okres, to przecież kwestia zdrowia.

– Skoro bada się krew, żeby sprawdzić, jakie ma wskaźniki, dobrze, żeby brano pod uwagę także hormony – dorzuca. Gdy miała 17 lat, pojawiły się problemy z miesiączką. Zamiast kilku dni raz w miesiącu praktycznie co tydzień miała okres. To doprowadziło ją do anemii.

– Nikt tego nie badał, nikt się tym nie zainteresował w klubie. Skończyło się roczną przerwą, musiałam wyzdrowieć, dojść do siebie – wspomina obecnie zawodniczka AP Lotos Gdańsk.

Łatwiej w sporcie zespołowym?

Joanna Mitrosz cieszy się, bo nie miała bolesnych miesiączek czy poczucia dyskomfortu, nic nie stawało jej w drodze na trening.

– Chodziłam na treningi nawet, gdy miałam gorączkę. Nie wyobrażałam sobie, żeby odpuścić na treningu, na zawodach też miałabym to zrobić? Okres? Przechodziłam nad tym do porządku dziennego, to część życia, trzeba to zaakceptować i robić swoje. Zaczęłam trenować gimnastykę, gdy miałam sześć lat, skończyłam jako 25-letnia zawodniczka. Miesiączki zgrały się naturalnie z moim wysiłkiem, przecież zanim dostałam pierwszego okresu, trenowałam już od lat. To kwestia systematycznego wysiłku i treningu – opowiada.

Gimnastyka artystyczna to dyscyplina, w której margines błędu jest minimalny, nie ma czasu na słabości. Mitrosz podkreśla, że nie podejmowała żadnych kroków, żeby przeciągnąć czy przyśpieszyć menstruację.

– Trening gimnastyczny, na poziomie wyczynowym minimum sześć razy w tygodniu, przynajmniej dwa dziennie, a przed igrzyskami nawet osiem godzin. Dlatego układanie treningów pod fazę cyklu byłoby ciężkie do zrobienia. Na najwyższym poziomie zawody miałam co tydzień. Wiadomo, że nie da się ćwiczyć 365 dni w roku na maksa, bywają słabsze dni, ale nie pamiętam, żeby to okres miał wpływ na mój trening – dodaje.

Wydaje jej się, że może łatwiej odpuścić, gdy uprawia się sport zespołowy.

– Wówczas wiesz, że ktoś może cię zastąpić, kiedy masz gorszy dzień. Wejdzie koleżanka i da z siebie 100 proc., bo ty byłabyś w stanie dać tylko 80. W sporcie indywidualnym to nie jest do zrobienia.

Zawalone igrzyska

Angelika Cichocka podejście do rozmów o menstruacji zmieniła po igrzyskach olimpijskich w Rio w 2016 roku.

– W tym samym roku w Amsterdamie zdobyłam złoto mistrzostw Europy na 1500 metrów, wiele osób typowało mnie do olimpijskiego medalu, byłam w życiowej formie. Ale wtedy po długiej przerwie dostałam okresu. Nawet teraz, gdy patrzę na zdjęcia z tamtego czasu, widzę, jak jestem ciężka, napuchnięta – wspomina.

Do finału dostała się siłą rozpędu, ale na tym się skończyło, a przecież było ją stać na naprawdę dobry wynik. Dziś wie, że o sprawę związaną z okresem powinna zadbać wcześniej.

– Powinnam przygotować się na to, wyregulować miesiączkę, powiedzieć lekarzowi o pierwszych objawach. Potem było już za późno. Ale ja nie miałam świadomości, że mogę to zrobić, skonsultować się. Mówiłam trenerowi, że się źle czuję, ale na tym się skończyło – żałuje.

Cichocka wie, jak istotne w sporcie jest – na ile jest to możliwe – żeby poukładać każdą kwestię, nie można pozwolić sobie na przypadek, wszystko musi być wycyrklowane na szczyt formy na zawodach. Także, jeśli to możliwe, okres.

– Menstruacja w sporcie nie powinna być tabu, ona ma realny wpływ na wynik. Powinno się dostosowywać trening do zmian hormonalnych – dodaje.

Do tej pory ma nieuregulowane miesiączki, bada się często, stara się wszystko ustawiać naturalnymi metodami.

– Gdy czuję, że jestem wykończona, odpuszczam. Zmieniło się moje podejście do treningu, należy słuchać swojego ciała, gdy wysyła sygnały. Jeśli tego nie zrobisz, uda się raz czy dwa, ale w końcu organizm nie wytrzyma – mówi lekkoatletka.

Czuła technologia

W sporcie, gdzie liczy się każdy szczegół, kontrola cyklu miesiączkowego wydaje się elementem przygotowania zawodniczki do rywalizacji. Ciągle tak zaniedbanym.

Jak informuje BBC Sport, 60 proc. sportsmenek, które brały udział w badaniu przeprowadzonym przez stację, stwierdziło, że miesiączka wpływa na ich wyniki i z jej powodu opuszczały trening czy zawody. Jednocześnie 40 proc. stwierdziło, że nie czuje się komfortowo, rozmawiając na te tematy z trenerami. Wiele z badanych zawodniczek brało pigułki, żeby uregulować miesiączki, bo konkurowanie podczas menstruacji stało się dla nich zbyt bolesne lub niewygodne.

– Dla nas jako sportsmenek bardzo ważne jest to, żeby znać swoje ciało – mówiła Sky Sport Steph Houghton, zawodniczka Manchesteru City. To właśnie jej drużyna oraz 15 zawodniczek z ośmiu dyscyplin olimpijskich i paraolimpijskich bierze udział w badaniach Angielskiego Instytutu Sportu. Pozwolą one sportsmenkom i trenerom dostosować trening, odżywianie i czas odpoczynku do cyklu menstruacyjnego. To dzięki oprogramowaniu Harmonix, które mierzy poziomy estrogenu i progesteronu z próbki śliny.

Już są pierwsze rezultaty badań. Brytyjska pięcioboistka Jess Varley zachwala oprogramowanie, podkreślając, że zrozumienie cyklu menstruacyjnego pozwoliło pozbyć się jej wielu zmartwień, zmodyfikować dietę, aby zminimalizować objawy miesiączki.

Monitoringowi cyklu menstruacyjnego były poddane amerykańskie piłkarki z Megan Rapinoe i Alex Morgan na czele podczas mistrzostw świata w 2019 roku we Francji. Stało się to kolejnym narzędziem, które miało pozwolić na boiskową dominację.

Kontrola cyklu jest bardzo ważna w kontekście wielu amerykańskich badań, według których kobiety są do ośmiu razy bardziej narażone na kontuzje więzadeł krzyżowych niż mężczyźni. Dzieje się tak w dniach, które poprzedzają owulację.

Choć, jak zauważa magazyn "The Athletic", tylko 3 proc. analiz wyników sportowych poświęconych jest kobietom.

To luki w danych, o których pisze Caroline Criado Perez w książce "Niewidzialne kobiety". Badacze nie zauważają sportsmenek, nauka traktuje kobiety jak "małych mężczyzn".

To wszystko powoli zaczyna się zmieniać. Jedna z największych gwiazd piłki nożnej, Angielka Lucy Bronze, wierzy, że sportsmenki, mówiąc o menstruacji, mogą odczarować ten temat w całym społeczeństwie.

– Wiele osób wciąż uważa, że to wstydliwa rzecz, a nawet żenująca. Sport stara się to zmienić, i to jest dobre – mówi piłkarka.

***

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, "Wysokich Obcasów" i Fundacji "Gazety Wyborczej".

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu. Więcej informacji o działaniach na rzecz normalizacji tematu menstruacji i walki z ubóstwem menstruacyjnym na stronie: Kulczykfoundation.org.pl/menstruacja

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.