Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agnieszka Urazińska: "Bezdomność pozbawia wszystkiego, ale nie pozbawia płci" – napisaliście na waszym fanpage’u.

Magdalena Borowiec: - A ja, im dłużej się nad tym zastanawiam, im więcej rozmawiam z bezdomnymi kobietami, tym bliższa jestem przekonaniu, że nawet płci pozbawia.

W jaki sposób?

- Widziała pani bezdomną na ulicy w kwiecistej, zwiewnej sukience? W makijażu? Butach na obcasie? Bezdomne kobiety najczęściej są ubrane w spodnie, często dresowe, jeśli sukienki, to workowate, buty na płaskim obcasie. Kobiety, które opowiadały mi o swoim życiu bez domu, zwróciły uwagę, jak różni się bezdomność kobiet i mężczyzn. Wszystkie podkreślały, że w życiu na ulicy trudniej być kobietą. Żyjemy w świecie patriarchalnym, chcemy lub nie. Kobieta jest słabsza. Może być pobita, zgwałcona. Większe jest też przyzwolenie na błędy mężczyzn.

Kobiety oceniamy surowiej?

- Dla mężczyzn mamy większą wyrozumiałość. W przypadku kobiet często dodatkowo projektujemy, że zostawiła dzieci, pewnie jest złą matką, złym człowiekiem, dokonała niefortunnych wyborów.

I sama jest sobie winna?

- Zdecydowanie za często zbyt surowo oceniamy bezdomnych, szczególnie dotyczy to właśnie kobiet. Przecież, jeśli urodzimy się w złym miejscu i czasie, jeśli nie mamy wsparcia, edukacji, a do tego dochodzą nałogi lub – co zdarza się niesłychanie często – zaburzenia psychiczne, to może się zdarzyć, i się zdarza, że człowiek staje się bezdomny. A wracając do bezdomności kobiet – proszę zwrócić uwagę, że one się z tą kobiecością nie rzucają w oczy – często wręcz trudno odróżnić je na pierwszy rzut oka od mężczyzn. Ze względów praktycznych i ze względów bezpieczeństwa wtapiają się w ten męski tłum. Osoby bezdomne często mają przy sobie cały swój dobytek – w torbie lub reklamówce. Mają na sobie po kilka warstw odzieży, bo często z powodu wycieńczenia organizmu jest im zimno. Bezdomni są często niewyspani – bo bezdomność uliczna naznaczona jest lękiem i czuwaniem, w każdej chwili ktoś może się zjawić i na przykład wyrzucić nocującego z klatki schodowej. Są niedożywieni, a już na pewno nie można mówić o zbilansowanej diecie. Te czynniki sprawiają, że w organizmach kobiet następują zmiany hormonalne i dochodzi do maskulinizacji ciała. Kobiety miewają owłosienie na twarzy. Miesiączkują nieregularnie.

Menstruacja w ulicznej bezdomności musi być wyzwaniem.

- Nawet sobie nie wyobrażamy, jak potężnym. Zastanawiamy się czasem, gdzie bezdomni śpią, czy mają coś do jedzenia. A co z bielizną osobistą? Prawda jest taka, że często bielizny nie ma gdzie uprać i wysuszyć, więc gdy się ubrudzi, jest wyrzucana. Następnej nie ma za co kupić. Proszę sobie wyobrazić, jak w takiej sytuacji może wyglądać kwestia menstruacji.

Mamy do czynienia z ubóstwem menstruacyjnym w tej dosłownej formie, prawda?

- Pytałam dziewczyny ze schroniska, skąd brały środki menstruacyjne, gdy mieszkały na ulicy. Najczęściej używały podpasek, tych najtańszych. W skromnym budżecie, jakim dysponowały – z pieniędzy wyżebranych lub tych uzyskanych z zasiłku, przewidywały ten comiesięczny wydatek i odkładały. Ale jeśli nie było z czego odłożyć, a to zdarzało się bardzo często, prowizoryczne podpaski robiły z papieru toaletowego, albo skrawków ubrań. Zdarzało się także, że stawały pod apteką lub drogerią i prosiły obcych ludzi o zakup podpasek. Ten motyw powracał w rozmowach wielokrotnie. Najczęściej wybierały kobiety, ale zdarzało się także, że prosiły o taką pomoc mężczyzn.

Jakie były reakcje?

- Często zakłopotanie osoby, która została poproszona o taki zakup. Ale było duże zrozumienie. Nikt nie odmówił. Za to bezdomne kobiety zwracały uwagę, że gdy były zmuszone prosić o zakup podpasek, odczuwały silny wstyd. Jedna z podopiecznych, pani z długim stażem w bezdomności, teraz mieszka w schronisku, opowiadała, że spotkała młodą dziewczynę, która nie miała grosza na podpaski. W jej imieniu poprosiła kogoś w aptece o pomoc. A ta dziewczyna, ze łzami w oczach, mówiła że sama wstydziła się poprosić, że przyznanie się do braku w tak intymnej sprawie jest dla niej bardzo poniżające. W bezdomności przekraczane są różne granice wstydu. To właśnie jedna z nich.

A mnie przychodzi do głowy jeszcze jedno pytanie, którego zazwyczaj sobie nie zadajemy – jak w ulicznej bezdomności wygląda sprawa dbania o higienę?

- To w czasie menstruacji bardzo ważna kwesta, prawda? A na ulicy szalenie trudno zachować higienę. I tu znów mężczyźnie jest łatwiej – on stanie pod drzewem, kobiecie potrzebny jest krzaczek, listek. A co dopiero w czasie menstruacji. Tu problem dostępu do sanitariatu urasta do potężnych rozmiarów. Wysłuchałam historii o toaletach w centrach handlowych, gdzie empatyczni ochroniarze nie odganiają bezdomnych. Ale przyszedł koronawirus. Proszę sobie wyobrazić, co działo się w czasie lockdownu, gdy te centra zostały zamknięte. Dla nas to był problem, gdzie zrobić zakupy. A bezdomni zostali odcięci od miejsc, w których można zadbać o higienę intymną. W Poznaniu, gdzie pracuję, są trzy miejsca, w których osoba bezdomna można wziąć prysznic – to dwie płatne łaźnie i ogrzewalnia dla bezdomnych, w której są dostępne prysznice. Ale na czas koronawirusa łaźnie zostały zamknięte. Pozostało jedno miejsce w mieście, otwarte w bardzo określonych godzinach. I doszło do paradoksu – bo w czasie pandemii oczekujemy od ludzi częstego mycia rąk i odkażania, a niektórzy w tym czasie zostali pozbawieni jedynego dostępu do toalet czy prysznica. Opowieści o problemach z dostępem do ciepłej wody to stały motyw w opowieściach bezdomnych kobiet – ten brak bardzo im doskwiera, bo potrzeba zadbania o siebie pozostaje również w sytuacjach dużego kryzysu. Nawet w bardzo trudnej sytuacji jest w kobiecie tęsknota, aby czuć się ładną, zadbaną. Od koczujących na działkach kobiet słyszałam, jak w miskach wystawionych na słońce podgrzewały sobie wodę do mycia.

Co z dostępem do ginekologa?

- W Polsce osoba bezdomna może uzyskać ubezpieczenie zdrowotne i korzystać z porady lekarzy. Ale żadna z mieszkających na ulicy kobiet, z którymi rozmawiałam, nie korzystała z tej możliwości. Trochę ze wstydu i obawy przed oceną. Trochę dlatego, że przed taką wizytą trzeba się przecież umyć, ubrać. No i wiedzieć, dokąd można pójść, w jakich godzinach przyjmuje lekarz, jak się można zapisać. Ale przede wszystkim dlatego, że potrzeba dbania o własne zdrowie jest w kryzysie bezdomności na ostatnim miejscu. Bezdomna kobieta próbuje przetrwać – martwi się co zjeść, gdzie spać i żeby było ciepło. Jeśli ma przy sobie mężczyznę – a najczęściej ma, bo tak łatwiej przetrwać – to troszczy się o niego. Kobieta ustawia się w drugim szeregu, swoje potrzeby – na samym końcu. Charakterystyczne też – i całkiem zrozumiałe – jest, że w okresie ulicznej bezdomności osoba jest w stanie silnego napięcia. Bo jeśli śpi się na działce, na dworcu czy na koczowisku w pustostanie, to każdej nocy ktoś może przepędzić, poszczuć psem, zrobić krzywdę. Często ten stres opuszcza dopiero, gdy osoba bezdomna trafia do placówki, gdzie ma zapewnione bezpieczeństwo, dach nad głową, ciepłe pożywienie i nikt nie wypędza. Dopiero po jakimś czasie odzywają się niezaspokajane potrzeby organizmu, dają o sobie znać zaniedbania i choroby. W tych opowieściach nie było historii o złym samopoczuciu w trakcie okresu. Musi się dziać coś naprawdę poważnego, żeby osoba bezdomna szukała wsparcia medycznego. Na leki nie ma pieniędzy. Na zwracanie uwagi na własne potrzeby nie ma przestrzeni. Kobiety nie chodzą do ginekologów, nie badają piersi, nie robią żadnych badań.

Jaka jest skala bezdomności?

- Szacuje się, że w Polsce jest około 30 tysięcy osób bezdomnych, a kilkanaście procent to kobiety. Mamy więc 5-6 tysięcy bezdomnych kobiet. Z tego setki w bezdomności ulicznej.

Jaka jest polska bezdomność?

- Bardzo często zaburzona psychicznie. Taki obraz widzę w ostatnich latach. To często właśnie problemy psychiczne, które łączą się dodatkowo z nałogami i innymi zaniedbaniami, bywają powodem największych problemów. Stowarzyszenie "Pogotowie Społeczne" istnieje w Poznaniu od 2004 roku i w tym czasie opracowaliśmy system wsparcia dla osób w kryzysie bezdomności – dla tych, którzy chronią się na dworcach, działkach, w pustostanach czy koczowiskach i dla tych, którzy zdecydowali się skorzystać z hostelu czy schroniska. Zapewniamy wsparcie terapeutów i pracowników socjalnych, pomoc przy wyrobieniu dokumentów. Mamy też programy na rzecz zatrudnienia i siedem mieszkań treningowych, w których bezdomni uczą się, albo przypominają sobie, jak w miarę samodzielnie, choć ze wsparciem, funkcjonować poza placówką. W Centrum Integracji Społecznej, którego jestem kierowniczką, osoby w kryzysie bezdomności zdobywają kompetencje pozwalające na powrót na rynek pracy. Uczą się odzyskiwania wiary w siebie, biorą udział w warsztatach zawodowych – na przykład ogólnobudowlanym, handlowym, krawieckim. Mogą też uczyć się wiedzy o Polsce i planowania życia. Bo tych wszystkich kompetencji im brakuje.

Są sukcesy?

- To sprawa względna. Dla streetworkera, który pracuje z bezdomnymi na ulicy, sukcesem jest, jeśli jakaś osoba zgodzi się przyjąć pomoc i przewieźć do noclegowni czy schroniska. Dla mnie, pracującej z bezdomnymi już w instytucji, takim sukcesem byłoby usamodzielnienie podopiecznych. I takie historie się zdarzają. Ale wiele jest przygnębiających. Nie mogę sobie poradzić z historią mądrej kobiety z dużym potencjałem, która po latach na ulicy trafiła do schroniska i tu, w czasie badania ginekologicznego, okazało się, że ma nowotwór jajników. Ta wiadomość tak ją załamała, że przestała o siebie walczyć, nie chce się leczyć i wróciła do koczowiska. Umrze w dużych męczarniach. Nie mogę się uwolnić od poczucia porażki i smutku. Podobnie jak wtedy, gdy widzę bezdomność, która przechodzi z pokolenia na pokolenie. Pamiętam bezdomne kobiety, którym próbowaliśmy pomóc, one miały dzieci. Teraz te dzieci, już jako dorośli, którzy nie potrafią odnaleźć się w życiu, mieszkają na osiedlu socjalnym. A w świetlicy socjoterapeutycznej, którą prowadzimy, bawią się pod opieką pedagogów dzieci tych dzieci. I o nie też już możemy się martwić.

***

Okresowa Koalicja, zrzeszenie organizacji, ekspertek i aktywistek realizuje działania na rzecz przeciwdziałania problemowi ubóstwa i wykluczenia menstruacyjnego. Jedną z grup, objętych pomocą Koalicji, są kobiety w kryzysie bezdomności. Więcej informacji na temat działań Okresowej Koalicji znajduje się na stronie: okresowakoalicja.pl

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, "Wysokich Obcasów" i Fundacji "Gazety Wyborczej".

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu. Więcej informacji o działaniach na rzecz normalizacji tematu menstruacji i walki z ubóstwem menstruacyjnym na stronie: Kulczykfoundation.org.pl/menstruacja.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.