Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Do niedawna kobiety brały na siebie odpowiedzialność za niepowodzenia mężczyzn w seksie: przedwczesny wytrysk czy problemy z erekcją. Niektórzy mężczyźni skwapliwie też korzystali z tej „niewieściej cnoty", obarczając partnerkę swoimi kłopotami seksualnymi w stylu: „nie mam wzwodu, bo jesteś taka oziębła". Ale wiatr zmian zapukał do sypialni...

– Patrząc z perspektywy mojego gabinetu (od razu uprzedzam, że nie mogę mówić o reprezentatywności dla całej populacji), w opowieści mężczyzn pojawia się przekonanie, że są wręcz wewnętrznie zobowiązani, żeby zaspokoić partnerkę, a kulminacją tego zaspokojenia jest dla nich kobiecy orgazm. Jeżeli nie ma orgazmu, uznają, że są nieskuteczni. I takimi słowami określają się, przychodząc do gabinetu: „Jestem nieskuteczny". Mają z tego powodu spore poczucie winy.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Popełniają podstawowy błąd w myśleniu o seksualności kobiecej.

– Narracja, że orgazm zawsze jest konieczny kobiecie do osiągnięcia pełni satysfakcji seksualnej, jest błędem. Kalką z męskiego sposobu przeżywania seksu, w którym orgazm jest gwarantem spełnienia. U kobiety wcale tak być nie musi, choć – rzecz jasna – jest bardzo pożądany. Ten rodzaj seksualnej frustracji: „ona nie ma przeze mnie orgazmu", pojawia się w różnych odsłonach, ale najczęściej w związkach, które się określają jako partnerskie, w których równouprawnienie jest wartością. Jeżeli spojrzymy głębiej, ta frustracja może wynikać z dosyć „nierównościowego" mitu: mężczyzna to strona sprawcza, po jego stronie są kompetencje seksualne i inicjowanie kontaktu. Do tego dochodzi męska tożsamość, która – jeżeli wierzyć wnioskom z raportu o zdrowiu Polaków „Zaburzenia seksualne u mężczyzn – obraz problemu oczami kobiet i mężczyzn malowany" – opiera się dosłownie na sprawności seksualnej i aktywności fizycznej. Miarą tej mocy, certyfikatem sprawności jest to, że potrafi dostarczyć partnerce orgazm. I co ciekawe – nawet kiedy partnerki przekonują swoich mężczyzn: „Było mi dobrze, czuję się spełniona", oni… im nie wierzą. Pytam: „Czy rozmawiał pan na ten temat z partnerką?". „Tak, mówi, że jest zadowolona, że jej było bardzo dobrze". Ale ponieważ nie miała orgazmu, czuje, że przekreśla go to jako mężczyznę, a ona, aby go nie zranić, tylko tak mówi.

To ciekawe: niby skoncentrowany na partnerce, ale jest ciągle o nim jako o mężczyźnie.

– Jest w tym spory pierwiastek narcystyczny. Orgazm partnerki w istocie mówi o mnie.

A możemy się przyjrzeć przeciętnemu mężczyźnie, który przychodzi z takim kłopotem? Co ich łączy?

– Są w różnym wieku, cezurą jest 55 lat, najczęściej przychodzą ci w przedziale 30-40 lat. Oni są dla mnie reprezentantami całkiem nowej męskiej narracji, która w bardziej współczesny sposób mówi o swojej seksualności. Jeszcze do niedawna męskie problemy seksualne były w szczególny sposób oceniane czy wręcz wyśmiewane, odzwierciedla się to m.in. w słowie „impotent" – co ciekawe, wyszło już prawie całkowicie z użytku. W tym słowie zawiera się ogromny ładunek stygmatyzujący, wyśmiewający, obrażający, pogardliwy. W takiej atmosferze społecznej przyjście do gabinetu łączyło się z konfrontacją z tym przekonaniem/problemem. Bo przecież… „prawdziwi mężczyźni" nie mają problemów w seksie. Dzisiaj stosunkowo łatwiej jest powiedzieć: „Mam kłopoty ze wzwodem/erekcją". Ośmieliło ich mnóstwo kampanii komercyjnych i niekomercyjnych – m.in. upowszechnienie się leków na zaburzenia erekcji spowodowało, że po prostu o tym się mówi. Każdy zna cytat „Konar ma płonąć". Ale mimo tej większej odwagi i otwartości wybierają jednak według mojej obserwacji wizytę u seksuologa mężczyzny – kobiecie, nawet specjaliście, jednak trudniej jest się przyznać do problemów seksualnych.

Umieją nazwać kłopot, z którym przychodzą?

– Mimo że są lepiej niż przeciętnie wyedukowani (mówimy generalnie o grupie zgłaszającej się do gabinetów seksuologicznych) w zakresie zdrowia seksualnego, wiedzą, czego potrzebują, nie zawsze potrafią wprost nazwać swój problem. Nie zawsze bowiem jest to wyraźny problem seksualny (zaburzenia erekcji czy zaburzenia wytrysku), nieraz to coś głębszego w ich obszarze seksualności. Nierzadko jestem pod wrażeniem: słucham mężczyzn, którzy są bardzo otwarci, mówiąc o swojej seksualności i poszukując odpowiedzi na pytania, których pewnie jeszcze kilkanaście lat temu by sobie nie zadali. Kiedyś mężczyźnie wystarczyło być i to już mu dawało przywilej w obszarze seksualności. Bo to on nadawał jej ton. Teraz spotyka się z nazwaną kobiecą energią. I tym, że zaczyna powoli być obiektem: jest wybierany na rynku matrymonialnym, oceniany według jego kryteriów, czy tego chce, czy nie. To zmusza do głębszego zastanowienia się nad tym, jaka jest jego seksualność. Dostrzegam w tych mężczyznach bardzo mocne skoncentrowanie się na podmiotowości partnerek. A ich obopólna przyjemność jest traktowana jako nadrzędna wartość. Zdjęli z partnerek odpowiedzialność za przyjemność, ale nie do końca wierzą kobietom, że może im być z nimi dobrze.

Traktują seks jako przyjemność, jako dobrostan czy seks jest dla nich wyznacznikiem tego, że są zdrowi?

– Wszystko naraz. Pamiętajmy, że żyjemy w świecie, który ma ogromne wymagania wobec seksu. Seks ma być zawsze i ma być maksymalny. Wyżej, głębiej, bardziej, mocniej. W takich warunkach znalezienie przestrzeni na balans w traktowaniu seksu jest bardzo pożądane. Przyjemność i idąca za tym satysfakcja stają się ważnym punktem odniesienia dla obojga partnerów. To nie jest tak, że zawsze musi być rekordowa erekcja, orgazm, pożądanie, i to jest normatyw pełni zdrowia. Miarą zdrowia jest też umiejętność radzenia sobie z frustracją w zakresie seksualności – i o tym też rozmawiamy. Że nie zawsze będę coś miał, nie wszystkiego muszę spróbować.

Jakie związki tworzą ci mężczyźni? Co mówią o swoich partnerkach?

– Są opiekuńczy, czują odpowiedzialność za partnerkę. Mówią z troską o ich wspólnym życiu seksualnym. Chociaż czasami w kontekście skuteczności seksualnej obserwuję pewien rodzaj męskiej pychy, który można zawrzeć w postawie: „Jestem świetnym kochankiem, potrafię zaspokoić każdą kobietę, żadna mi nie powiedziała, że zrobiłem coś źle". To jest traktowanie instrumentalnie seksu, które ma spowodować, że on urośnie do rangi wirtuoza i będzie miał władzę nad kobietami. Wtedy patrzy się na orgazmy partnerki jak na miarę swojego sukcesu, przegląda się w nich. Niby traktują partnerkę podmiotowo, ale tak naprawdę ona pełni bardziej funkcję recenzentki jego seksualności niż podmiotu.

Powrócę do początku naszej rozmowy: czemu mężczyźnie jest trudno zrozumieć, że orgazm chociaż wspaniały, nie musi zaistnieć, żeby kobieta czuła się zaspokojona i uznała spotkanie seksualne za udane?

– Każda z płci ocenia swoją miarą. U mężczyzny liczy się czas od penetracji do ejakulacji. Zwróćmy uwagę, że nawet w badaniach dotyczących seksualności najczęściej liczy się czas trwania stosunku z męskiej perspektywy: od momentu wprowadzenia członka do pochwy do ejakulacji. Czemu nie z kobiecej? Czemu nie od gry wstępnej i orgazmu kobiety? Dlaczego początkiem i końcem ma być mężczyzna? Jak widać, trudno więc przełamać ten rodzaj myślenia.

Bardzo długo seksuologia była budowana wokół kategorii męskości, bo to mężczyzna był nośnikiem seksualności, dlatego miarą doświadczenia seksualności była męskość. Stąd ejakulacja, a potem orgazm u kobiet, czyli szczytowanie jako miara zadowolenia z seksu. Bez uwzględnienia kobiecej energii seksualnej.

Mężczyźni dziwią się, kiedy słyszą o tym, że orgazm nie jest niezbędny? Mówią: tak, wiem, ale to jest i tak silniejsze ode mnie?

– Tak mówią i często oczekują, że to przekonanie uwiarygodnię. Dlatego jako specjalista opowiadam o modelach seksualności i badaniach, z których wynika, że np. w cyrkularnym modelu cyklu reakcji seksualnej zaproponowanym przez Rosemary Basson orgazm nie jest warunkiem koniecznym w ocenie pełni satysfakcji seksualnej. Omawiam poszczególne etapy tego modelu i dyskutujemy o różnicach seksualnych pomiędzy kobietami i mężczyznami. Pytam także: „Skąd u pana takie założenie, że orgazm jest warunkiem koniecznym satysfakcji seksualnej?". Szukamy tego, co jest źródłem takiego przekonania. Zagadnienie to omawiamy na różnych poziomach, takich jak funkcje seksualności i czy miarą sukcesu w ich świetle jest szczytowanie.

Czyli na jednym ekstremum mamy mężczyzn, dla których najważniejsza jest ich satysfakcja i partnerka ich mało obchodzi. Na przeciwległym biegunie tych, którzy drżą, aby ich partnerki miały orgazm, a jak go nie mają – to uderza to rykoszetem w ich męskość.

– Czasami wkładają w to „robienie orgazmu" tyle wysiłku i próbują go na różne sposoby, że partnerka może naprawdę mieć dosyć. Stosują techniczne sztuczki w stylu „znajdź guziczek". W takim podejściu łatwo o frustrację. Ważne jest wyczucie chwili, nastroju, pragnień partnerki, empatia, relacyjność, a nie techniki zapożyczone ze szkół uwodzenia. Przede wszystkim słuchamy się nawzajem i darzymy większym zaufaniem partnera/partnerkę. Czasami ona może mieć orgazm przez masturbację, seks oralny, niekoniecznie penetrację. I to też będzie w porządku i naprawdę nie będzie znaczyło, że jego penis jest niewystarczający. Nie sama technika jest miarą skuteczności. I są różne drogi dojścia do orgazmu.

Jak kobiety mają korzystać umiejętnie z tej nowej męskiej postawy?

– Myślę, że zasady dotyczące uważności, samoświadomości czy obecności podczas seksu są uniwersalne i są receptą na bliskość, bycie razem i intymność.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów" i Fundacji „Gazety Wyborczej".

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.