Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Dlaczego właśnie te bohaterki?

– Zależało mi, żeby pokazać, że przemoc ma wiele twarzy. Że wydarza się niezależnie od statusu materialnego, wykształcenia, pozycji społecznej. Nie jest ani małomiasteczkowa, ani wielkomiejska. Może się zdarzyć na różnych etapach życia i ma wiele twarzy: bywa przemocą fizyczną, ale też psychiczną, emocjonalną, materialną czy seksualną.

Ale coś je łączy: odnalazły w sobie silę, przerwały krąg przemocy.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Mimo pandemii niektóre rozmowy przeprowadziłaś na żywo.

– Chciałam spojrzeć tym dziewczynom w oczy. Z Sylwią rozmawiałam dwie godziny. Cały czas ściskała filiżankę z zimnym cappuccino, aż miała białe kostki. Choć zarzekała się, że temat sprzed kilku lat jest zamknięty.

Każdą historię uzupełnia rozmowa ze specjalistą, który pomaga wyciągnąć lekcję z danej opowieści, dowiedzieć się więcej o sytuacji kobiet w Polsce.

– „Moja siła" miała być czymś więcej niż zbiorem dramatycznych życiowych historii. Powstała po to, żeby pokazać kobietom drogę wyjścia z sytuacji, o których mają prawo myśleć, że są sytuacjami bez wyjścia. Miała służyć jak motywacyjny kopniak.

Stąd komentarze psychoterapeutów, prawnika, specjalisty od uzależnień, policjantki. Oraz adresy, telefony, aplikacje, miejsca, do których można się zwrócić po pomoc, anonimowo i nieodpłatnie. Tych miejsc w sieci i w realu jest cała masa.

Poruszyła mnie historia Moniki. Wykształcona bizneswoman trafia nie na jednego, nie na dwóch, ale na trzech facetów, którzy ją krzywdzą. Może niektóre kobiety mają magnes, który przyciąga taki typ?

– To pierwsze pytanie, jakie zadaję psychoterapeutce Joannie Godeckiej. „Silna kobieta. Silna fizycznie i mocna życiowo, wykształcona, na wysokim stanowisku, a w związku pozwalająca sobą pomiatać?".

Godecka podkreśla, że niskie poczucie własnej wartości, które jest tu kluczowe, nie ma związku z pozycją, majątkiem i wykształceniem. A to słabościami karmi się oprawca. Monika wyszła silnie poturbowana z rodzinnego domu, została odrzucona przez matkę. Miała zakodowane, że nie jest warta miłości.

Te opowieści spina twoje wyznanie.

– Tak, ale za każdym razem podkreślam, że ja nie byłam w wieloletniej relacji, gdzie dochodziło do przemocy fizycznej. Niemniej funkcjonowałam w toksycznym związku. I jeśli przemocą jest również zaniechanie czynu, które unieszczęśliwia partnera, to tak, tkwiłam w związku przemocowym.

Nie stoję z boku w roli obserwatora. Wiem, co jest po wszystkim, wiem, jak jest ciężko, kiedy zostajemy same z dzieckiem czy z dziećmi. Ale warto. Tej lekkości po wszystkim nie da się porównać z niczym.

Jak na przemocową sytuację w domu zareagowała twoja córka?

– Fakt, że była świadkiem tego, co się wydarzyło, jest dla mnie najbardziej bolesny. Tym bardziej że jest silnie związana z tatą.

Przez pierwszą dobę milczała. I ja, bo to milczenie było niezbędne. Później z nią porozmawiałam, ale wciąż nie czułam się kompetentna, żeby do końca zrozumieć, co nią targa. Zwróciłam się do jej nauczycielki, a ta skierowała mnie do psychologa dziecięcego.

Pomoc specjalisty jest kluczowa. Trudno założyć dziecku maskę z tlenem, kiedy samemu nie można złapać haustu powietrza.

Konsultowałaś z nią pomysł na książkę?

– Starałam się wytłumaczyć, dlaczego ją piszę, na tyle, na ile można wytłumaczyć coś takiego dziesięciolatce. Starałam się ominąć wątek prywatny. Nigdy nie oczerniałam przy niej jej taty. Nie starałam się podkopać jego autorytetu w oczach córki, przecież tylko jej robiłabym krzywdę. Przemocowy epizod był faktem, ale dopóki nie będzie gotowa, nie będziemy do tego wracać. Jej tata jest za granicą, a ja nie utrudniam im kontaktu. Przeciwnie, naciskam, żeby starała się go podtrzymywać, bo mocno za nim tęskni. Sama zadecyduje, co za kilka lat zrobi z tym wszystkim.

W większości historii pojawia się alkohol.

– Alkohol i przemoc zazwyczaj idą w parze. Osiedlowa Żabka, przede mną kolejka kilku mężczyzn, każdy w koszyku ma kilka puszek piwa. I przy kasie każdy z nich: Jeszcze połówkę żytniej, bociana poproszę, 2 małpki pigwy, połówka żubra. W końcu kolej na mnie, a ja mówię: I mała kawa. – Co takiego? Nie rozumiem, przepraszam – ekspedientka aż zsunęła maseczkę, jakby ten gest miał wyostrzyć jej słuch. Obydwie parsknęłyśmy śmiechem. A było zaledwie popołudnie.

Ten problem nie dotyczy tylko mężczyzn.

– Tak. Jest u nas przyzwolenie na zachowania odbiegające od normy, pod warunkiem że mają miejsce pod wpływem alkoholu.

Ale głównie faceci przepraszają dzień po.

– „Nic nie pamiętam. Odcięło mnie kompletnie. Coś we mnie wstąpiło. Ja bym w życiu się tak nie zachował. Wybacz". I ona wybacza. Bo jeśli się tego pod dywan nie zamiecie, nie zapomni, to jak dalej normalnie funkcjonować? Jak się razem śmiać, ogarniać codzienność, przytulać się i kochać?

Kobiety niechętnie mówią najbliższym czy przyjaciołom, że w domu dzieje się źle.

– Pokonanie wstydu to podstawowy warunek. To nie znaczy, że o sytuacji w domu mamy opowiadać wszystkim naokoło, ale trzeba mieć chociaż jedną zaufaną osobę. To może być ktoś z rodziny, przyjaciółka, koleżanka z pracy, przełożona, lekarz… Ale też ktoś, kogo nie znamy, mam na myśli choćby grupy wsparcia na Facebooku.

Najgorszą rzeczą jest trzymanie wszystkiego w sobie. Nie da się z przemocą walczyć solo. Tym bardziej że ofiary najczęściej tkwią w pętli jako osoby współuzależnione i wielu rzeczy nie są w stanie zobaczyć.

Przez takie zatajanie prawdy potem ciężko się z przemocowego związku wyrwać.

– Historia Sylwii potwierdza, że milczenie może mieć kolosalny wpływ na trudności przed sądem. Jak znaleźć świadków na coś, o czym nie wiedzieli? Często nawet przyjaciele są zaskoczeni, bo na co dzień widzieli rodzinę, który wyglądała całkiem poprawnie. Partner, który w domu zamienia się w oprawcę, na zewnątrz bywa opiekuńczy, zabawny, towarzyski, uśmiechnięty, wzorcowo zajmuje się dziećmi, nie ubliża żonie.

Sama nabrałaś się na taką potrzebę budowania wizerunku związku bez skazy.

– Nie ja się nabrałam, to kwestia społecznej presji. Pod jej wpływem zbudowałam w sobie przekonanie, że moją misją jest stworzenie rodziny. Stworzenie, ale też utrzymanie jej za wszelką cenę, przede wszystkim „dla dobra dziecka". To hasło wywoławcze.

Jedyną osobą, która wiedziała, że nie dzieje się dobrze, była twoja siostra.

– Wiesz, model „2 plus 1" czy „2 plus 2 (ewentualnie 3)" pasuje do wspólnych wakacji, weekendowych wypadów, spotkań towarzyskich przy okazji urodzin dzieci czy grilla. Wszyscy spotykają się w parach, r o d z i n a m i. Nagle zostajesz sama i to już trochę mniej pasuje do tej konfiguracji. Te układy towarzyskie często też mają wpływ na to, że kobiety martwią się, że stracą przyjaciół czy grono znajomych. I tak się często dzieje.

Podobnie jest w rodzinach, gdzie rzadko spotykają się z akceptacją ze strony najbliższych, nawet ze strony matek, dla których rozwód jest często jedną z największych życiowych porażek kobiety, ale też aktem egoizmu. To przerażające, jak często własne matki namawiają kobiety w sytuacjach opresyjnych: „Zostań z nim, nie przesadzaj, bywają gorsi. Nie jest taki zły, w końcu zarabia. Nie wymyślaj, wcale nie pije tak dużo. Kogo ty sobie znajdziesz? W tym wieku, z dziećmi?...".

Książka opowiada historie kobiet, ale myślę sobie, że może być odczytywana znacznie szerszej. Ja po jej lekturze poczułem się znacznie bardziej pewny siebie.

– „Moja siła" to nie manifest walczącego feminizmu, nie dzieli świata na planetę mężczyzn, tych złych, i kobiet, ofiar.

Mądrzy mężczyźni słusznie odczytają jej przesłanie, a może również otworzą oczy. Bo domowi oprawcy to często ich rezolutni, zabawni kumple, z którymi świetnie się bawi i pije, a później wracają do domu i swoje frustracje wyładowują na domownikach. Może mężczyźni zaczną być nieco bardziej czujni. Gdyby oni zawstydzali kumpla, który wulgarnie odzywa się przez telefon do żony, który upokarza ją w sposobie opowiadania o niej, świat byłby choć trochę lepszy. Reagujcie, zawstydzajcie, wywołujcie towarzyski ostracyzm. To taki mój apel do facetów.

Justyna Moraczewska - dziennikarka i stylistka od ponad 20 lat związana z mediami dla kobiet. Była stylistką w „Elle", szefową działu mody w „Cosmopolitan". Autorka książki „Kobiety Rakiety. My z pokolenia X", bloga justpassion.pl oraz projektu #piekniejszabedzieszsilniejsza

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów" i Fundacji „Gazety Wyborczej". Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.