Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ramach akcji społecznej „Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach", prowadzonej wspólnie przez Kulczyk Foundation i „Wysokie Obcasy", realizujemy cykl „Koleżankujmy się".

Chcemy zachęcić kobiety do przełamywania wstydu, do szukania wsparcia i odpowiedzi na trudne i ważne dla nich pytania i problemy, które często nie przechodzą przez gardło nawet w rozmowie z bliskimi. Zależy nam, by pomóc Czytelniczkom przemóc się, zapytać i otrzymać ekspercką odpowiedź.

Nasza Czytelniczka czuje się ofiarą rasizmu: Od lat zmagam się z uprzedzeniami i ukrytym rasizmem Polaków. Z prostego powodu - wyszłam za mąż za obcokrajowca z "niewłaściwego" kraju i przyjęłam jego nazwisko. Ludzie zachowują się różnie, najbardziej cierpi mój mąż. Ale o większości sytuacji, które mu się przytrafiają, nie opowiada, żeby mi oszczędzić zmartwień. Mnie dotyka bardziej subtelny, podskórny rasizm. Ubrany w tak zwane dobre intencje. Bo jego zdradza wygląd, a mnie zdradza nazwisko.

Ja najczęściej w różnych sytuacjach jestem pytana od razu wprost, jakiego pochodzenia jest mąż, ale też najpierw bardziej oględnie - jakiego pochodzenia jest samo nazwisko (co zawsze prowadzi do pytania o męża). Pominę twarze tężejące, gdy mówię, że nazwisko jest arabskie albo z jakiego kraju pochodzi mąż. Nie ukrywam jego pochodzenia, nie przepraszam za to. Odpowiadam głośno, uśmiecham się, patrząc pytającemu w oczy. Często na tym się rozmowa kończy i wreszcie przechodzimy do konkretów. Bo moi rozmówcy widocznie czują się odpowiedzią skrępowani i porzucają wkurzający mnie small talk. I to jestem w stanie przełknąć.

Obrywa mi się od ludzi wszelkiej maści, też tych wykształconych. Lekarzy, pielęgniarek, urzędników. Bada mnie lekarz, który mnie nie zna. Poza tym, że muszę odstawić na bok moje skrępowanie, to jeszcze muszę przełknąć aluzje do pochodzenia męża. Czego nie potrafię zrozumieć, to bezczelności ludzkiej pozwalającej zapytać mnie zaraz potem o to, czy jesteśmy patologią. Padają pytania, które obcesowo dość sondują, czy mój mąż jest katem, leniem, darmozjadem, a ja zastraszoną żoną Araba. "Czy mąż jest dla pani dobry?", "Czy jest pani zadowolona z męża?", "Czy mąż pani pomaga w domu? Bo ja słyszałam, że...". Albo combo: "Mają państwo dzieci?... Nie?" plus grymas na twarzy "to jeszcze się pani przekona". Coraz trudniej mi sobie z tym radzić. Czy powinnam inaczej reagować na takie zaczepki? Czy do ludzi dotrze, że są rasistami? Tak, to jest rasizm i ksenofobia.

Tak, to jest przekraczanie granic prywatności. Nie, nie macie prawa w ten sposób zaspokajać swojej ciekawości i potrzeby sensacji. Choć raz zadajcie innej Polce, zwykłej Kowalskiej, żonie Kowalskiego, pytanie: "Czy mąż jest dla pani dobry?". I rzeczywiście zaoferujcie jej pomoc, jeżeli odpowiedź brzmi "nie".

Aleksandra Obermann-Wyczółkowska: Dziękuję Pani za przejmujący list. Temat, który Pani porusza, jest bardzo istotny, ponieważ dotyczy Pani codziennego funkcjonowania, a sytuacje, które Pani opisuje, wydają się częścią Państwa życia.

Stereotypy to myślenie na skróty

Niestety, ale stereotypy w naszym kraju mają się dobrze. Posługujemy się nimi codziennie. Jedne są mniej krzywdzące, czasem mało znaczące i nie wyrządzają znaczącej szkody, ale jest też grupa stereotypów, która jest dalece szkodliwa, powoduje niechęć i czasami nawet agresję.

Stereotyp to nic innego jak myślenie na skróty. Ludzie z natury pewniej czują się, gdy mają poczucie, że wiedzą i znają. Jeśli nie wiemy i nie znamy, możemy albo chcieć poznawać, eksplorować, zaciekawić się i tym samym poszerzać nasze horyzonty, albo skorzystać z czegoś, co jest już gotowe i nam podane. Korzystanie z gotowych myśli oszczędza nasz czas, pozwala nam mieć wrażenie, że domykamy jakiś temat, i - co z tym ściśle związane - porządkuje nasze otoczenie, a więc możemy czuć się bezpieczniej.

Mam wrażenie, że sytuacje, o których Pani pisze, mogą być wynikiem sięgania po gotowe przekazy, które są od wielu lat obecne w naszym kraju, mają się dobrze i są regularnie wzmacniane. Jasno z nich wynika, że inny jest nam obcy, a w efekcie staje się wrogi.

Trudno radzić sobie z poczuciem braku akceptacji

Pisze Pani o bardzo trudnych, codziennych sytuacjach. Może Pani czuć żal i złość do osób, przez które czuje się Pani nierozumiana, a czasami zlekceważona czy osądzana. Trudno radzić sobie z poczuciem, że my lub nasi bliscy jesteśmy nieakceptowani, ponieważ odczuwanie przynależności i bycia częścią wspólnoty jest ważne dla naszego dobrostanu. Zastanawiam się, czy macie Państwo wokół siebie grupę osób, dla której nie ma znaczenia, kto z jakiego kraju pochodzi, ale ważne są wzajemne dobre relacje i szacunek. Spróbujcie Państwo poszukać takich osób dookoła siebie, grupa nie musi być liczna, ale może być ważną częścią Waszego życia i wsparciem w trudnych sytuacjach. Warto też wziąć pod uwagę, że część osób, które okazują zainteresowanie Pani nazwiskiem, faktycznie jest tylko ciekawa i chce poznawać oraz doświadczać na własną rękę.

Z niczego nie musi się Pani tłumaczyć

Czasem ze względu na brak wiedzy lub chęć zweryfikowania stereotypów mogą się zachowywać niezręcznie i może Pani odczuwać w związku z tym dyskomfort lub irytację. Warto o swoich odczuciach powiedzieć, a jeśli jest Pani na to gotowa, to wyjaśnić swoją reakcję, tak jak zrobiła to Pani w swoim liście. Można taką rozmowę potraktować edukacyjnie – rozbrajając mity i stereotypy, zmieniając nastawienie danej osoby do innych kultur. Oczywiście nie jest Pani obowiązkiem edukowanie innych.

Nie musi Pani tłumaczyć się z nazwiska, z pochodzenia męża ani odpowiadać na zadawane Pani pytania. Pewnie trudno je często ignorować, gdy są raniące i wyraźnie nacechowane osądem, ale może być tak, że mimo chęci wyjaśnienia nie zmieni Pani postawy osoby pytającej. Niektórzy będą otwarci, a część osób pozostanie w swoich uproszczeniach i stereotypach, które być może są wynikiem lęku i obaw.

Czego potrzebujesz, by pozwolić sobie na czułość i wolność? Czego chciałabyś się dowiedzieć, a może wstydzisz się zadać to pytanie osobie, którą znasz? Co potrzebujesz skonsultować? Czy coś Cię niepokoi albo masz intuicję, że coś jest ważne, ale nie znajdujesz jeszcze w sobie sposobów na rozwinięcie tej kwestii? Pisz do nas: pytanie@wysokieobcasy.pl z dopiskiem „Koleżankujmy się".

*Aleksandra Obermann-Wyczółkowska – psycholożka, psychoterapeutka psychodynamiczno-systemowa. Pracuje w gabinecie psychoterapii i Młodzieżowej Poradni Profilaktyki i Terapii „Poza Iluzją" w Warszawie. Pracuje z młodzieżą, dorosłymi, parami i rodzinami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.