Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Dużo dzieci rodzi się w Tanzanii?

Tylko w „naszym” szpitalu w Nyangao to ponad 2,5 tys. porodów rocznie. Średnio dziennie przychodzi u nas na świat siedmioro-dziesięcioro dzieci. Dużo, bo właściwie każda kobieta w Afryce chce mieć pięcioro. Taki jest schemat tradycyjnej rodziny. Tak jak u nas „dwa plus dwa”. Wielokrotnie rozmawiałam o tym z afrykańskimi kobietami. O dużych rodzinach marzą nawet te bardzo biedne.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

A takich jest tam najwięcej, bo to bardzo ubogi region. Taka jest tradycja i tak jest praktycznie, bo można zakładać, że dzieci będą wsparciem na starość. W Polsce, jeśli ktoś ma rodzinę wielodzietną, to z ogromnym prawdopodobieństwem wszystkie dzieci przeżyją. W Afryce statystycznie jedno z tych pięciorga dzieci nie dożyje dorosłości, bo zwykłe choroby i drobne infekcje bywają śmiertelne. Nie ma łatwego dostępu do leków i do lekarzy. Dlatego bardzo wysoka jest śmiertelność wśród dzieci do pięciu lat.

Proszę opowiedzieć o waszym szpitalu.

Nyangao to malutka wioska położona niedaleko granicy z Mozambikiem, daleko od stolicy i wybrzeża. Tutejszy szpital świętej Walburgi wybudowali niemieccy katolicy w latach 60. Zrobili to porządnie, to szpital na 220 łóżek, z ginekologią i położnictwem, odziałem chorób wewnętrznych, chirurgią i OIOM-em, z przychodnią dla pacjentów, którzy wymagają konsultacji. Teraz budynki wymagają remontu, meble wymiany, ale najbardziej zestarzał się sprzęt medyczny. Prawda jest taka, że w szpitalach w Tanzanii brakuje lekarzy specjalistów, nowoczesnego sprzętu, a nawet gazików czy rękawiczek. Polska Misja Medyczna jest w Nyangao od 2018 roku. Braliśmy udział w konkursach Ministerstwa Spraw Zagranicznych i dostaliśmy duże granty na wsparcie infrastruktury i wyposażenia oddziału chirurgii i położniczego. Dzięki temu w ciągu roku powstał kompletnie nowy budynek, w którym są gabinety do konsultacji chirurgicznych i drobnych zabiegów. Przeprowadziliśmy też remont istniejącego już oddziału chirurgii, a trzy sale operacyjne wyposażyliśmy w profesjonalny sprzęt. Kolejne ważne działania to szkolenie personelu medycznego. Każdego roku do szpitala przyjeżdżają na prośbę szpitala polscy specjaliści, którzy szkolą lokalny personel.

W szpitalu w Nyangao rodzi się 2,5 tys. dzieci rocznie. Dziennie przychodzi  na świat siedmioro-dziesięcioro dzieci. Niektóre wymagają intensywnej opieki medycznejW szpitalu w Nyangao rodzi się 2,5 tys. dzieci rocznie. Dziennie przychodzi na świat siedmioro-dziesięcioro dzieci. Niektóre wymagają intensywnej opieki medycznej Fot. Tatiana Jachyra dla Kulczyk Foundation

Po co te szkolenia?

Bo lekarzy specjalistów drastycznie w Tanzanii brakuje. Przez lata w tym kraju, gdzie mieszka ponad 50 milionów ludzi, działał tylko jeden uniwersytet medyczny w Dar es-Salaam, największym mieście, który kształcił głównie lekarzy podstawowej opieki. W 2003 roku uczelnię medyczną ukończyło trzech laryngologów i trzech chirurgów! Sytuacja się poprawia, ale powoli. Niedawno otwarto drugi medyczny uniwersytet, w Dodomie, stolicy kraju. Z ostatnich wyliczeń wynika, że rocznie przybywa w Tanzanii 30 specjalistów. Co to jest na tak potężny kraj i takie zaniedbania!

To skąd się biorą specjaliści w szpitalach?

Bardzo ważną rolę odgrywają zagraniczni medycy, którzy na miejscu szkolą tutejszy personel. No i udaje się ocalić ludzi, którzy najpierw szukają ratunku u lokalnych uzdrowicieli, a dopiero w ostateczności szukają lekarza. Byłam świadkiem, jak w sierpniu rodzina przywiozła mężczyznę z gangreną powyżej kolana. Człowiek był w agonalnej śpiączce. Ale podziałały dożylnie podane antybiotyki, po dwóch dniach mężczyzna ocknął się, oprzytomniał, a wkrótce bliscy mogli go zabrać do domu. Bez nogi, ale żywego. Cuda się zdarzają.

Ale sporo się musicie na te cuda napracować.

W 2019 roku kończyliśmy remont i wyposażanie sal chirurgicznych, a jednocześnie zaczęliśmy przebudowę i remont izby porodowej i oddziału położniczego, zaczęliśmy także kreślić plany budowy oddziału intensywnej opieki noworodka. Szpital w Nyangao jest jedyny w promieniu 200-300 km. Nawet pacjenci z Mozambiku przyjeżdżają tu po ratunek, często po wypadkach komunikacyjnych, bo tutejsza chirurgia jest szeroko znana. Jak na warunki Afryki subsaharyjskiej to jest naprawdę porządny szpital. Ale gdy zobaczyłam, w jakich warunkach kobiety rodzą, wiedziałam, że będziemy mieć dużo pracy.

Przecież w Nyangao była porodówka.

Niestety, zarząd szpitala nigdy nie uważał problemów kobiet za kluczowe, a przez lata rozwijał chirurgię i ortopedię, oczywiście bardzo potrzebne oddziały. Oddział noworodkowy dla dzieci chorych i z wadami wrodzonymi to były trzy łóżka w ciemnym kącie, bez opieki diagnostycznej. Kobiety z noworodkami urodzonymi za wcześnie albo z wadami rozwojowymi leżały niemal w barłogach, w bardzo trudnych warunkach higienicznych. A porodów w Nyangao nie brakuje. Zdarzały się dni, że było ich 12-14, część kobiet rodziła na łóżkach, a gdy ich nie starczało, to także na podłodze.

Zaniedbania dotyczące „maternal health” uważane są coraz częściej za formę dyskryminacji kobiet i łamania praw człowieka. A Tanzania jest na 27. miejscu na świecie, jeśli chodzi o śmiertelność okołoporodową matek. Śmiertelność okołoporodowa niemowląt to 36 na tysiąc. Dlaczego tak dużo?

Z braku edukacji i z biedy. Porody są za darmo i szpitalna opieka też. Trzeba jednak liczyć się z tym, że jeśli konieczne będzie podanie określonych leków, np. antybiotyków, to płaci za nie pacjent. Do szpitala trzeba dojechać – najczęściej na motorku po kiepskich drogach. Transport kosztuje, to nie są dla biednych mieszkańców małe pieniądze. W Nyangao nie ma w szpitalu pralni ani kuchni. Kobiety w czasie porodu są nagie, a dopiero później owijają się chustami. Tę odzież ktoś musi prać, kobieta potrzebuje też jedzenia. Dlatego razem z nią do szpitala wybiera się inna kobieta – czasem matka, siostra albo córka. I to ona pierze, gotuje jedzenie. Proszę sobie wyobrazić, jaki to problem dla rodziny. W tym czasie ta kobieta mogłaby opiekować się domem i dziećmi, a zamiast tego jedzie, żeby pomagać swojej krewnej. Wysłanie kobiety do szpitala to potężny wysiłek energetyczny i materialny dla całej rodziny. Dlatego zdecydowana większość rodzi w domu – aż 80 proc. Czasem, jeśli ma szczęście, w asyście przeszkolonych położnych z wiejskich izb zdrowia. Ale 60 proc. to porody domowe i na dodatek w samotności, gdy rodzącej nie pomaga nikt. Kobiety do porodu jadą na ostatni dzwonek. Tylko wtedy, gdy muszą. Największym zagrożeniem jest krwotok, to główna przyczyna zgonów okołoporodowych kobiet.

A co z dziećmi?

Noworodki najczęściej umierają, gdy rodzą się przedwcześnie, z bardzo niską masą urodzeniową, problemami z oddychaniem i bez odruchu ssania. Gdy takie dziecko przychodzi na świat w domu, nie ma szans na ratunek. Kobiety w Tanzanii są niedożywione – żywią się głównie papką z mąki kukurydzianej i fasolą. Dzieci takich matek rodzą się z niedowagą – donoszony noworodek waży często około 2 kg. Jeśli ma 2,5 kg, to na tamtejsze standardy jest już całkiem ciężki. Często dzieci są po urodzeniu bardzo słabe.

Fascynująca jest rodzinna pomoc dla pacjentów szpitalnych. Gdzie mieszkają w tym czasie bliscy, ci asystenci?

Nieopodal szpitala są specjalnie w tym celu zbudowane betonowe budynki z miejscami do spania. Taka forma hostelu przyszpitalnego, ale – jak większość rzeczy w Tanzanii – i te miejsca są bardzo skromne. Mają wspólne toalety i dwa prysznice na kilkadziesiąt kobiet. Jest pralnia i ogromne paleniska, na których kobiety gotują jedzenie dla swoich podopiecznych. Trzy razy dziennie rozlega się dźwięk dzwonu ze szpitalnej dzwonnicy. To znak, że można zanieść posiłek do szpitala – o godz. 8 śniadanie, o 13 lunch, a o 18 kolację.

Bliscy mogą pomagać w pielęgnacji chorujących? Albo w opiece nad noworodkiem?

Nie, wchodzą tylko po to, aby podać jedzenie i czystą odzież, odebrać naczynia i brudne ubrania. Dlatego kobiety starają się opuścić szpital maksymalnie szybko. Po szczęśliwym porodzie zostają najwyżej dwa dni i jak najszybciej wracają do swoich domów, a właściwie chat, gdzie czekają na nie starsze dzieci i praca. W sytuacji, gdy po wodę trzeba iść pół godziny do studni, utrzymanie higieny to olbrzymie wyzwanie. To jeden z powodów, dla których w Tanzanii tak mało jest cięć cesarskich, po których należy bardzo dbać o ranę. Robi się je tylko w zagrożeniu życia dziecka lub matki.

A czy pacjenci w Nyangao narzekają na trudne warunki w szpitalu – brak miejsca na porodówkach czy niedobór lekarzy?

No właśnie nie. Na nic nie narzekają. Afryka jest bardzo spokojna, łagodna, pogodzona z losem. Na porodówce nie słyszałam nigdy ani pretensji, ani podniesionego głosu. Kobiety cierpliwie czekają na poród. Jeśli nie idzie tak, jak powinien, godzą się na zabiegi i procedury. Jeżeli dziecko umiera, godzą się także ze śmiercią.

Dużo się zmieniło na oddziale noworodkowym, odkąd zjawili się tam przedstawiciele Polskiej Misji Medycznej?

Zbudowaliśmy od zera oddział intensywnej opieki nad noworodkami. Zamiast ciemnego kąta jest więc oddzielny budynek, a w nim – cały medyczny sprzęt, jaki wykorzystuje się do ratowania życia dzieci. To nie jest europejski standard z pojedynczymi pokojami, a przy każdym łazienka. Jednak to niesamowita zmiana dla opieki nad zagrożonymi noworodkami. Jedna sala ma cztery łóżka, druga jest siedmiołóżkowa. Kobiety mają piękny zwyczaj kangurowania przedwcześnie urodzonych oraz chorych noworodków. Biorą je ze sobą do łóżka, ogrzewają swoim ciałem i leżą tak z dzieckiem, wtulone, okryte chustami. Dzieci są monitorowane, leżą też w inkubatorach, jest cały sprzęt do utrzymania ich przy życiu. Jesteśmy dumni, bo śmiertelność noworodków w ciągu roku spadła o 30 proc. Są też bardzo oddane pielęgniarki i pielęgniarze.

Pielęgniarze?

Szpital ma własną szkołę pielęgniarską, w której kształci się co roku kilkadziesiąt osób, także chłopcy. Proszę sobie wyobrazić, że oni wspaniale sprawdzają się w roli pielęgniarzy i położnych. Mam dwóch ulubionych, są wyjątkowo zdolni, a do pacjentek odnoszą się z wielką czułością i uważnością, jaką rzadko się spotyka. Ta szkoła to nadzieja nie tylko dla szpitala, gdzie zostają najlepsi uczniowie, ale także dla reszty kraju. Pozostali absolwenci trafiają do wiejskich izb zdrowia.

Pamięta pani tych, których udało się ocalić dzięki waszemu wsparciu?

We wrześniu urodził się chłopiec, wcześniak z 26.-27. tygodnia ciąży. Ważył 690 gramów. Dokarmiano go sondą i podawano tlen, żeby utrzymać go przy życiu, bo rokowania były poważne. Pamiętam, jak drżeliśmy wszyscy, gdy nie przybierał na wadze, bo samo ssanie pochłaniało więcej jego energii, niż dostarczał pokarm. Przez dwa miesiące był w szpitalu. Gdy go wypisywano, ważył ponad kilogram i wciąż nie było wiadomo, czy przeżyje. Odwiedziłam go w grudniu. To ekstremalnie biedny dom, z dziurawym dachem. A w środku zastałam wierzgającego niemowlaka, który ważył już ponad trzy kilogramy, i jego mamę – roześmianą i szczęśliwą, jakby wygrała los na loterii. To jej jedyne dziecko. Poprzednie ciąże straciła. Bez szpitala chłopiec nie miałby najmniejszych szans.

A co z Mwaną, 16-latką, dla której zbierała pani pieniądze?

Kiedy ją spotkałam, moją uwagę przykuł jej wielki brzuch, jakby była w zaawansowanej ciąży. W naszym szpitalu zdiagnozowano, że ma poważnie powiększoną śledzionę i wątrobę i konieczne jest kosztowne leczenie. Zebraliśmy fundusze potrzebne na diagnozę i pobyt w uniwersyteckim szpitalu w Dar es-Salaam. Niestety, tam na razie jest COVID i musimy poczekać. Historia Mwany pokazuje, jak dramatycznie trudne jest życie w Tanzanii. Jej matka przyznała, że ma trzy dolary tygodniowo na utrzymanie pięciorga dzieci. O tym, że ze zdrowiem córki coś jest nie tak, zorientowała się, gdy Mwana nie miała jeszcze trzech lat. I przez kolejnych 13 nie udało się matce zebrać wystarczająco dużo pieniędzy, żeby przetransportować dziecko do szpitala na diagnozę. To porażające.

Wygląda na to, że dużo macie jeszcze do zrobienia w Nyangao.

I nie zamierzamy przestać. Od stycznia prowadzimy projekt wspierania kobiet w ciąży sfinansowany przez Kulczyk Foundation. Kontynuujemy doposażenie oddziału intensywnej opieki nad noworodkami, remont przychodni przyszpitalnej dla kobiet w ciąży i dzieci. Bardzo ważnym pracownikiem projektu jest prawniczka, która specjalizuje się w walce z przemocą domową wobec kobiet. Jeździ ambulansem wraz z zespołem medycznym szpitala i odwiedza wioski w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Nyangao. Uczy kobiety, w jaki sposób mogą przeciwstawiać się przemocy domowej i walczyć o swoje prawa. Załoga ambulansu bada i szczepi dzieci oraz konsultuje kobiety w ciąży. A prawniczka rozmawia o przemocy. Pod wioskowym drzewem mango, które daje największy cień, zawsze czeka na nasz ambulans po kilkadziesiąt kobiet.

A mężczyźni?

Mężczyzn jest z reguły kilku. Oni też korzystają z pomocy lekarza. I nie protestują, gdy uczymy kobiety, jak mają dbać o swoje zdrowie i jak walczyć z przemocą.

Przemoc to w Tanzanii poważny problem?

Powszechna jest przemoc wobec kobiet i dzieci w Afryce. Badałam to zjawisko w Tanzanii i Sudanie Południowym – tak ludzie odreagowują biedę, opuszczenie, przesiedlenia, konflikty i brak pracy. Na rynku w Sudanie Południowym sprzedaje się nawet kije do bicia żony. A przemoc rodzi przemoc. Bite kobiety biją dzieci – sznurami i linami. Z naszych statystyk z Nyangao wynika, że w każdej wiosce jest po kilkanaście kobiet gwałconych, bitych, wyrzucanych z domu. Dlatego idziemy w projekcie o krok dalej: prawniczka przeszkoli 45 liderek, które z przekazem antyprzemocowym ruszą w różne zakątki regionu. Będą uczyć kobiety, gdzie szukać pomocy.

Projekt zakłada też walkę z ubóstwem menstruacyjnym. To w Tanzanii problem?

Menstruacja to potężne tabu. W domach się o tym nie mówi. Podpaski, nawet jeśli są dostępne, są dla kobiet zbyt drogie. Używają więc kolorowych bawełnianych szmatek. Rzadko noszą majtki, przepasują się sznurkiem, przez ten sznurek przewijają pasek materiału. Piorą go później i chowają w deskach pod sufitem. Bo miesiączka to wstyd. Walka z ubóstwem menstruacyjnym to też ważny element projektu, który realizujemy z Kulczyk Foundation. Często dziewczynki opuszczają lekcje i nie biorą udziału w życiu społecznym w czasie menstruacji. Chcemy dotrzeć do kobiet, odczarować temat menstruacji, a to długofalowe działania. Realizujemy też pomysł doraźnej pomocy. Zaprosimy lokalnych krawców i uszyjemy 2,5 tys. wielorazowych podpasek, które można prać i które rozdamy – w pakietach pakowanych po dwie – młodym matkom opuszczającym szpital. Dzięki temu będą miały komfort w trudnym czasie połogu.

***

Kulczyk Foundation wspiera działania Polskiej Misji Medycznej w Nyangao w Tanzanii. W ramach projektu przeprowadzono renowację przyszpitalnego campu dla kobiet, przychodni dla ciężarnych i dla dzieci oraz doposażono w sprzęt oddział intensywnej terapii noworodków. Dodatkowo każda kobieta, która urodzi dziecko w szpitalu w Nyangao, otrzymuje dwie podpaski wielokrotnego użytku, które mogą jej służyć przez kilka lat. Fundacja Dominiki Kulczyk sfinansowała również szkolenie dla lokalnych liderek oraz kobiet i dziewcząt w wioskach na temat ochrony kobiet w ciąży, przeciwdziałania przemocy domowej i wsparcia praw społecznych kobiet, a także higieny menstruacyjnej i planowania rodziny. Więcej o tych projektach już 21 marca na antenie TVN i na Player.pl w ramach ósmego sezonu „Efektu Domina”.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.