Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Asha Ismail urodziła się w Kenii, w rodzinie Somalijczyków. Jej córka Hayat Traspas przyszła na świat w Somalii, chociaż mieszkała tam tylko przez chwilę.

Kiedy Asha miała pięć lat, została poddana obrzezaniu. Dwie dekady później ocaliła przed nim Hayat, która stała się pierwszą dziewczynką w rodzinie uratowaną przed okaleczeniem.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

W 2007 roku Asha założyła w Hiszpanii organizację pozarządową Save a Girl Save a Generation, która walczy z FGM (female genital mutilation, obrzezaniem kobiet) w Kenii i uwrażliwia na ten problem europejskich lekarzy, policjantów i urzędników. Dziś prowadzi ją wspólnie z Hayat.

Na co dzień mieszkają w Madrycie, ale rozmawiają ze mną z Nairobi, gdzie ruszył właśnie ich największy dotychczasowy projekt w Kenii. W jego ramach szkolą lokalnych ambasadorów i ambasadorki walki z obrzezaniem kobiet. Wyglądają na bardzo zmęczone, lecz także szczęśliwe, bo kurs idzie naprawdę dobrze.

„Bez Afrykanek walka z FGM nigdy się nie uda” – mówią.

Hayat, pamiętasz, kiedy i jak dowiedziałaś się o tym, co przeszła twoja mama?

Nie pamiętam momentu w rodzaju „usiądź, wytłumaczę ci, co dzieje się w naszej rodzinie”. Działo się to stopniowo, dowiadywałam się o tym na przykład z wywiadów, których udzielała. Nie bardzo mi się to zresztą podobało. „Dlaczego opowiadasz tym ludziom o swoim życiu?” – dopytywałam. Wystarczało mi to, że jestem jedyną czarną dziewczyną w szkole, chciałam być taka jak wszyscy i nie rozumiałam, dlaczego mama zwierza się obcym ludziom z tak intymnych spraw. Temat obrzezania docierał więc do mnie w sposób naturalny. Po prostu mówiło się o tym w domu. Tak samo jest teraz. Gdy rozmawiamy, moje córeczki są obok.

Kiedy zaczęłyście razem pracować?

Hayat: Zawsze wspierałam mamę, ale widziałam to jako jej własną walkę, pokłosie tego, co sama przeżyła. Kiedy zostałam matką, na dodatek dwóch dziewczynek, poczułam, że to nie tylko szczęście, ale i odpowiedzialność. Save a girl – to ja byłam przecież tą uratowaną dziewczynką. Save a generation – to one są pokoleniem, do którego należy przyszłość. Wierzę, że jeśli w naszej rodzinie udało się wyrugować tradycję, która trwała od pokoleń, to zmiana jest możliwa także wszędzie indziej. Więc teraz to nasza wspólna walka, moja i mojej matki.

Asha: Kiedy założyłam Save a Girl Save a Generation, Hayat miała 18 lat. Stworzenie organizacji – systemowa walka z FGM – było moim marzeniem, odkąd przyszła na świat. Ale skąd miałam wiedzieć, jak się zakłada organizację? Zaczęłam od osobistej misji: rozmawiałam z krewnymi i innymi kobietami, które znałam, o FGM, przekonywałam, żeby nie robiły tego swoim córkom. Kiedy po kilku latach mieszkania w Hiszpanii postanowiłam zarejestrować organizację, zaangażowałam kobiety, które miałam pod ręką, łącznie z moją siostrą i Hayat. Siostra pracuje w Save a Girl do dziś. Również była obrzezana i tak samo jak ja uratowała przed nim swoją córkę.

Asha IsmailAsha Ismail Fot. Tatiana Jachyra dla Kulczyk Foundation

Jeden z punktów twojej biografii, który bardzo mnie poruszył, to pierwsza wizyta u ginekologa w Hiszpanii, na początku pierwszej dekady XXI wieku.

Asha: Kiedy lekarka zobaczyła moje krocze, nic nie powiedziała, tylko zadzwoniła po kolejnego lekarza, potem jeszcze jednego i nagle miałam przed sobą cztery osoby, które patrzyły na mnie przerażone, bez słowa. Pamiętam, jak wyszłam ze szpitala, cała spocona. Usiadłam na przystanku i rozpłakałam się jak dziecko. Jeśli mnie, a uważam się za silną osobę, przydarzyło się coś takiego, to ile takie sytuacje musiały kosztować inne kobiety, które nie mają odwagi, aby mówić o nich głośno. Zbiegło się to z momentem, kiedy do Hiszpanii zaczęli przyjeżdżać ludzie z Somalii, Sudanu. Zdałam sobie sprawę, że szkolenia dla pracowników lokalnych służb są konieczne. Tylko w samej Hiszpanii żyje dziś 17 tysięcy dziewczynek zagrożonych obrzezaniem i 70 tysięcy kobiet, które go doświadczyły.

Tamtego dnia poczułam się strasznie, byłam upokorzona i wściekła. Ale z czasem zrozumiałam, że lekarze byli bezradni. Nie chcieli wchodzić z buciorami w moje życie, dzieliła nas bariera językowa. Pytania, które stawiają nam teraz podczas szkoleń, to: „Jak o to zapytać?”, „Co powiedzieć?”. „Nie wstydźcie się – mówię. – Ja tamtego dnia chciałam usłyszeć pytania”.

Wydarzyło się to, kiedy Asha miała pięć lat, w czasie wizyty we wsi, w której mieszkali jej dziadkowie. Wspomina, że była podekscytowana, bo jedyne, co wiedziała, to że czeka ją wyjątkowe wydarzenie, które sprawi, że będzie inną osobą. Z samego rana została wysłana po brzytwę i igłę. Wszystko odbyło się w kuchni jej babci, na podłodze. Babcia przytrzymywała ją od tyłu, a kiedy Asha zaczęła krzyczeć, kobieta dokonująca obrzezania włożyła jej w usta kawałek szmaty. „Somalijskie kobiety nie krzyczą” – usłyszała. Kobieta zaszyła ranę i nałożyła środek odkażający. Potem związano jej nogi i umieszczono na miesiąc w łóżku, aby zagoiły się rany. Kilka dni po zabiegu kobieta przyszła sprawdzić, czy nie wdało się zakażenie. Mała Asha ucieszyła się, kiedy usłyszała, że „wszystko jest na dobrej drodze”.

Została poddana infibulacji, najbardziej drastycznej formie okaleczenia narządów płciowych, które polega na usunięciu wewnętrznych i zewnętrznych warg sromowych oraz zszyciu sromu. Pozostawia się tylko niewielki otwór na mocz i krew menstruacyjną. Oprócz ran psychicznych okaleczenie wiąże się z bólem fizycznym na całe życie – wyjątkowo bolesnymi miesiączkami, stosunkami seksualnymi i porodem – a także ciągłym ryzykiem infekcji.

Przesądów na temat FGM nie brakuje. Podstawowy jest taki, że to praktyka związana z religią, zwłaszcza islamem.

Asha: Nie wiemy zbyt dużo o źródłach i początkach tej praktyki, bo nie jest to temat, który szczególnie interesuje świat, więc nie inwestuje się w badania. Chociaż motywacje mogą się różnić w zależności od kraju, kultury i religii, jego pierwszym i podstawowym celem jest kontrola seksualności kobiet. Do tego dochodzą inne wymówki: że tak nakazuje religia, że chodzi o zachowanie czystości do ślubu. Ale podstawowy cel jest właśnie taki – kontrola. Według niektórych dokumentów obrzezanie kobiet istniało już dwa tysiące lat przed Chrystusem. Dziś praktykuje się je w 29 krajach Afryki. Zwykle nie chodzi o całe państwa, tylko konkretne etnie czy regiony zamieszkane zarówno przez muzułmanów, jak i na przykład chrześcijan.

Wycinanie łechtaczki stosowano też w Wielkiej Brytanii, żeby „wyleczyć” epilepsję i histerię. Stamtąd obrzezanie trafiło do Stanów Zjednoczonych. Rozmawiałam nawet niedawno z amerykańską lekarką, która go doświadczyła. Przypadki obrzezania odnotowywane są też w Kolumbii, wśród Aborygenów w Australii czy w Indiach. W sumie mówimy o jakichś 90 krajach, w których historycznie dochodziło do takich przypadków, w niektórych był to element rdzennej kultury, do innych obrzezanie kobiet dotarło za sprawą migracji.

W twojej historii zaskakująca jest rola mężczyzn. Ojciec i dziadek byli przeciwni obrzezaniu.

Asha: Mój dziadek był religijnym człowiekiem, imamem. Pamiętam, jak mówił: „Tego się już nie robi, tak nie wolno”. Krzyczał, kiedy się dowiedział, że zostałam obrzezana. Ale mimo to wszystkie jego córki i wnuczki przez to przeszły. Nie skorzystał ze swojego autorytetu, żeby wpłynąć na rodzinę, zapobiec okaleczeniom. Tak samo mój ojciec – też był temu przeciwny i też nie zrobił nic. Gdyby zechcieli wykorzystać swoją pozycję, żadna z nas nie musiałaby cierpieć.

Twoja matka wciąż żyje?

Asha: Tak, mieszka pod Nairobi. Jest w dobrej formie, dużo się śmieje.

Rozmawiałaś z nią o obrzezaniu?

Asha: Odkąd urodziła się Hayat, dałam sobie prawo rozmawiania o tym, z kimkolwiek zechcę, bez oporów i wstydu. Dziś matka przyznaje, że to był błąd. Ale nie czuje się winna. Zrobiła to, czego od niej oczekiwano. Przyznaje jednak, że nie powinno było do tego dojść.

Hayat TraspasHayat Traspas Fot. Tatiana Jachyra dla Kulczyk Foundation

Dlaczego chciała ci to zrobić?

Asha: Presja społeczna była ogromna. Jeśli podjęłaby decyzję, której nie podjął jeszcze nikt inny w jej rodzinie, zostałaby uznana za wariatkę. Spełniała swój obowiązek, na dodatek – w swoim rozumieniu – z miłością, bo chciała, żeby jej córka, czyli ja, wyszła za mąż, żeby nie wytykano jej palcami, żeby była szanowana. W tamtej epoce nie uważała, że robi źle.

Ty buntowałaś się jednak już jako nastolatka.

Asha: Próbowałam zapobiec obrzezaniu mojej najmłodszej siostry. Zapytałam ją, czy wie, co jej zrobią, a potem wszystko dokładnie wytłumaczyłam. Była przerażona, bardzo płakała. Krzyczałam, błagałam, żeby jej tego nie robili, ale na nic się to nie zdało. Rodzice zamknęli mnie w pokoju na kłódkę, bo chciałam iść na policję. Jej obrzezanie było „delikatne”, zrobiono je w katolickim szpitalu w Tanzanii. Okaleczono tam zresztą tysiące kobiet, wystarczyło tylko zapłacić.

Jako młoda dziewczyna Asha została wydana za mężczyznę dużo od niej starszego, Somalijczyka, którego wcześniej nie znała. Po ślubie musiała zostać rozcięta, żeby możliwy był stosunek. Odbył się on tuż po jej przyjeździe ze szpitala, kiedy była obolała i krwawiąca. Dziś o swojej „nocy poślubnej” mówi, że był to po prostu gwałt. Zaszła wówczas w ciążę, a mężowi nie pozwoliła się już do siebie nigdy zbliżyć. Po narodzinach Hayat zdecydowała się na wyjazd do Europy.

Plany pokrzyżowała jej jednak wojna domowa, która wybuchła w Somalii w 1991 roku. Rozdzielono ją z córką, którą odnalazła, wraz z jej ojcem, w obozie dla uchodźców Dadaab w Kenii. Mąż postawił warunek: „Oddam ci dziecko, jeśli pomożesz mi się wydostać z obozu”. Poruszyła wtedy niebo i ziemię, aby odzyskać Hayat. Do Europy wyjechała dopiero za sprawą ówczesnego drugiego męża, Hiszpana, którego poznała podczas pracy w międzynarodowej organizacji. W 2001 roku osiedlili się w Madrycie, Asha urodziła jeszcze dwóch synów. Od tamtego czasu mieszka w Hiszpanii.

Przekułaś swoje traumy w napęd do działania i walkę. Skąd brałaś na to siłę?

Asha: Moja matka mówiła, że kot jest mały i niegroźny, ale jeśli go zagonisz w kąt, jest w stanie wydrapać ci oczy. Wszystkie nosimy w sobie siłę. Pozostaje tylko decyzja, czy jej użyć, czy nie.

Hayat: Jej energia jest zaraźliwa. Umie angażować ludzi w swoje działania, dlatego organizacja mogła tak urosnąć. Wszystkie jesteśmy w niej z jej powodu.

Asha: Najgorszy nie jest wcale ból, który czujesz w czasie obrzezania albo po nim, ale ten, który towarzyszy ci przez całe życie. Najgorszym momentem były narodziny Hayat.

Jak to?

Asha: Kiedy dostałam dziecko do rąk i zobaczyłam, że to dziewczynka, zapragnęłam umrzeć. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, było sprowadzanie na świat kolejnej kobiety. Ale pomyślałam też: skoro ta maleńka jest moja – wiem, że nie jesteśmy właścicielkami swoich dzieci, ale to właśnie przyszło mi do głowy – przysięgam, że nie będzie musiała przejść przez to samo, co ja. Trzymałam ją w ramionach i obiecałam, że ją ochronię.

30 lat później masz obok siebie szczęśliwą młodą kobietę, z którą zmieniasz rzeczywistość. Jesteście właśnie w Kenii, gdzie zaczynacie projekt „Kuelekea mabadiliko”. Co to znaczy?

Hayat: W suahili oznacza to „Ku zmianom”. To część większego projektu, który nazywa się „Training in Gender”. Chciałyśmy zacząć to szkolenie już rok temu, ale COVID pokrzyżował nam plany. Zdałyśmy sobie jednak sprawę, że nie możemy dłużej czekać. Z powodu zamknięcia szkół w pandemii nastąpił wzrost przemocy w różnych formach: przypadków obrzezania dziewczynek, przedwczesnych małżeństw, ciąż u nastolatek. Nie mogłyśmy na to bezczynnie patrzeć, przeciwdziałanie FGM stało się tym pilniejszą sprawą.

W ramach projektu chcemy dotrzeć do kobiet i mężczyzn, dziewcząt i chłopców, którzy pochodzą z regionów Kenii, gdzie rozpowszechnione jest obrzezanie. Na pierwszym etapie, który właśnie trwa, próbujemy zasiać w nich ziarno aktywizmu, chcemy, żeby wrócili z nim do swoich społeczności. A później będziemy z nimi pracować na ich terenie, w ich wioskach i miastach. Są tu zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie, chłopcy, dziewczyny, osoby młodsze i starsze. Dużo dyskutujemy, często się spieramy.

O co?

Hayat: Kiedy mężczyznom brakuje argumentów, odwołują się do religii, mówią, że Bóg chce, by to mężczyzna był bogiem w domu. Zaprosiłyśmy więc na zajęcia imama, który punkt po punkcie odrzucał ich tezy. „Pomyliła wam się religia z kulturą” – mówił. Gdy słyszeli coś takiego od duchownego, mogli tylko milczeć. Co innego, kiedy to samo mówimy my, jesteśmy w końcu tylko dwiema kobietami.

To wszystko ma związek z obrzezaniem kobiet?

Hayat: Nasze działania w Kenii przebiegają dwutorowo. Prowadzimy tu dom dla zagrożonych obrzezaniem dziewczynek – to działanie bezpośrednie, które ma na celu dać im bezpieczeństwo i dach nad głową. Ale widzimy też coraz wyraźniej, że konieczna jest długofalowa praca ze społecznościami i instytucjami. Jeśli nie zmienimy myślenia o płci i związanych z nią rolach, nigdy nie uda nam się skończyć z FGM.

Asha: Nawet jeśli dziewczynka uniknie obrzezania, to i tak będzie cierpiała z powodu konsekwencji bycia kobietą. Nie będzie mogła się uczyć tam, gdzie chce, albo w ogóle, nie będzie mogła sama decydować, czy chce mieć jedno, dwoje czy troje dzieci. Chłopców – przez sam fakt bycia chłopcami – traktuje się inaczej w ramach tej samej rodziny. To ich wysyła się do szkoły, to oni dostają więcej jedzenia, kiedy go brakuje, to dla mężczyzn zarezerwowana jest najlepsza część mięsa, kiedy zabija się kozę. Kobiety jedzą flaki, mózg i wszystkie inne resztki. Zakaz obrzezania to pierwszy krok, ale to nie wystarczy. Sytuacja w domu, sytuacja ekonomiczna – to są rzeczy, na które nie zwraca uwagi wiele organizacji przeciwdziałających FGM. Dlatego brakuje rezultatów. Walka z obrzezaniem kobiet trwa od wielu lat i powinno ono już dzisiaj być historią. Ale nie jest.

Co w takim razie działa?

Asha: Praca u podstaw. Edukacja, wzmacnianie kobiet, także ekonomiczne, oddolnie, nie z poziomu stołów konferencyjnych. Jeśli chcesz uświadomić światu, że FGM to problem, świetnie, zrób konferencję, ale jeśli chcesz realnych efektów, musisz wybrać się do domów, poznać konkretne kobiety, wiele razy z nimi rozmawiać. Nie chodzi o jednorazowe szkolenie. Nie, nie i jeszcze raz nie.

W waszym szkoleniu biorą też udział mężczyźni.

Asha: Chcemy, żeby zrozumieli, że FGM to przemoc w czystej postaci. I żeby potem wspierali swoje żony, siostry, kuzynki i doradzali matkom. Oczywiście, że decyzje dotyczące ciała to wyłączna sprawa kobiet i mężczyznom nic do tego. Ale jeśli nie zrozumieją, o co w tym wszystkim chodzi, nie mamy co liczyć, że będą wspierać swoje żony.

Duchowny, którego zaprosiłyśmy, pokazał wideo tłumaczące, na czym polega FGM. Wielu chłopaków płakało. Wcześniej nie mieli pojęcia, o co w tym chodzi i czego doświadczają kobiety, nigdy nie zadali sobie trudu, żeby poszukać informacji na ten temat. „To potworne” – mówili. Jeden zadzwonił od razu do żony i powiedział, że nie pozwoli na to, by okaleczyć córkę.

Hayat: Nie jesteśmy zwolenniczkami pokazywania takich filmów, wydaje nam się, że to rodzaj przemocy. Nie musimy oglądać nagrania z obrzezania dziewczynki, żeby zdać sobie sprawę z bólu i traumy. Większość kobiet nigdy nie dzieli się jednak takimi historiami. Dla mężczyzn było to więc jak uderzenie obuchem w głowę. Jeden z uczestników miał po naszych dyskusjach tyle pytań do imama, że aż musiał je spisać.

Wróćmy do waszego naczelnego hasła. Bez Afrykanek walka z obrzezaniem kobiet się nie uda – mówicie.

Hayat: To bardzo ważne, żeby na jej czele stały kobiety, które same pochodzą ze społeczności dotkniętych tym problemem. Jeśli jesteś białą Europejką, niezależnie od tego, jak dobre byłyby twoje intencje, twoje rozmówczynie pomyślą: a co jej do tego? Kiedy mówisz o tym „z wewnątrz”, jest inaczej. Bo doświadczyłaś tego sama albo twoja matka.

Asha: Oczywiście zewnętrzne wsparcie też jest ważne. Ale gdybyśmy nie były stąd, nie mogłybyśmy się w tym tygodniu tak wykłócać ani debatować, usłyszałybyśmy, że to nie nasza sprawa.

Hayat: Chodzi też o to, żeby dziewczyny i chłopcy zobaczyli, że od małego działania zaczyna się tworzyć coraz większa kula – słynny efekt domina. Nie ma znaczenia, że jestem migrantką i kobietą. Mam moc. To daje nadzieję, że zmiana naprawdę jest możliwa.

***

Kulczyk Foundation wspiera działania organizacji Save a Girl Save a Generation zarówno w Kenii, jak i Hiszpanii. Program szkoleniowy Training in Gender finansowany jest ze środków fundacji. W jego trakcie młodzież i dorośli zyskują wiedzę i narzędzia, jak przeciwstawiać się praktykom okaleczania żeńskich narządów płciowych (FGM) oraz innym formom przemocy, jak np. przymusowe małżeństwa.

Fundacja Dominiki Kulczyk wspiera także projekt CHAIN w Hiszpanii, współfinansowany przez UE. Jego cel to akcje uświadamiające i szkolenia dla Afrykanek, członków społeczności praktykujących FGM oraz policjantów i lekarzy niosących pomoc w przypadkach FGM.

Więcej o tych projektach już 7 marca na antenie TVN i na Player.pl w ramach ósmego sezonu „Efektu Domina”.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.