Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Około 80 proc. par, które zgłaszają się do Beaty Branc-Gorgosz z prośbą o pomoc, to ludzie, którzy chcą mediacji w sprawach finansowych. W związku z pandemią koronawirusa ludzie tracą pracę, mają obniżone pensje, a co za tym idzie – wiele związków przeżywa teraz bardzo trudny okres. Pojawiają się pretensje, że na coś brakuje pieniędzy. – Chcemy mieć książęta i księżniczki z bajek, a tu nagle książę zaczyna mniej zarabiać i musi na bok odstawić rumaka. Jakikolwiek by to był problem, to przede wszystkim rozmawiajmy – mówi mediatorka.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

***

Dorota jest po pięćdziesiątce. Pracuje jako urzędniczka. Jej partner Mirosław jest wolnym strzelcem. Dla każdego z nich to kolejny związek. – Mirek nie ma stałych dochodów, dlatego ja płacę rachunki. Jeśli coś zarobi, to kupuje większe rzeczy do domu, komputer czy wygodny materac – mówi Dorota. Lubią podróżować, co roku wybierają jakiś region Polski i zwiedzają go, jeżdżąc z miejscowości do miejscowości. – Noclegi i przejazdy opłacamy dzięki mojej „trzynastce”, a jedzenie i rozrywki na miejscu finansuje Mirek. Tak jest od lat, nawet o tym nie rozmawiamy – mówi.

O bieżące wydatki się nie kłócą. Dorota mówi, że pyta Mirka, co będzie za 10, 15 lat. On nie ma nawet jeszcze obliczonego kapitału początkowego. – Obawiam się o jego emeryturę, a on to olewa – przyznaje Dorota.

Osobna kasa jak „burżujski przesąd”

Pary żyjące nawet w nieformalnych związkach mogą założyć i prowadzić wspólny rachunek bankowy, ale Dorota i Mirek zdecydowali się na osobne konta. – Z Darkiem, byłym mężem, miałam wspólne konto. Na początku wpływała na nie tylko moja wypłata, bo u męża w pracy nie było obowiązku posiadania konta. Gdy go wprowadzono, założył swój rachunek w banku. Mnie się wtedy wydawało, że osobne konta to burżujski przesąd, coś jak intercyza – mówi.

Na lodówce w kuchni stał słój, do którego wrzucali pieniądze na jedzenie. – Stamtąd pieniądze brały dzieci, kiedy chciały coś sobie kupić – opowiada Dorota. Oprócz pracy w urzędzie chwytała się różnych dodatkowych zajęć. Pewnego razu dodatkowo zarobione pieniądze, ponad 2 tys. zł, zdecydowała się wydać na spełnienie swojego wielkiego marzenia, jakim była podróż do Skandynawii. Namówiła ją koleżanka, pojechały samochodem z namiotem, spały na parkingach. Przygoda życia.

 – To był taki czas, kiedy harowałam od rana do wieczora, uznałam, że coś mi się od życia należy. Darek się wtedy śmiertelnie obraził, uznał, że odejmuję rodzinie jedzenie od ust – wspomina.

Finanse potrafią bardzo poróżnić. Jadwiga, nauczycielka z Bielska-Białej z ponaddwudziestoletnim stażem małżeńskim, opowiada, że w jej przypadku niewiele brakowało, a kłótnia o pieniądze doprowadziłaby do rozpadu związku. – Mamy teraz sporo problemów finansowych. Ja straciłam pracę, mąż miał przez kilka miesięcy obniżoną wypłatę – mówi.

Zawsze to ona płaciła rachunki, Aleksander zajmował się bieżącymi wydatkami. Płacił za zakupy, tankował samochód. Na konto Jadwigi nic od dwóch miesięcy nie wpływa, skończyły się oszczędności, nie ma z czego zapłacić rachunków. – Poprosiłam go, żeby to zrobił, on akurat był bardzo zajęty, dał mi login i hasło do swojego konta. Okazało się, że przelewa matce co miesiąc pieniądze, nic mi o tym nie mówiąc. To nie były duże kwoty, 50, najwyżej 100 zł miesięcznie, ale poczułam się fatalnie, bo robił coś za moimi plecami – opowiada Jadwiga.

Zrobiło jej się przykro, bo nie ma teraz nawet na to, żeby pójść do fryzjera, a Olek świetnie o tym wie. – Teściowa ma niską emeryturę, rozumiem, że chce jej pomagać, ale nie ma prawa tego robić, nic mi nie mówiąc. Straciłam do niego zaufanie, zaczęłam się zastanawiać, czy mnie też nie zdradza – przyznaje. W domu zaczęły się kłótnie, Jadwiga i Olek zaczęli sobie wypominać różne grzechy z przeszłości. – Niby się pogodziliśmy, ale ciągle o tym myślę.

Żałuję decyzji o osobnych kontach, mnie by do głowy nie przyszło, żeby wydać bez jego zgody jakiekolwiek pieniądze – mówi Jadwiga. – Na wspólne konto się nie zgodził, powiedział, że facet musi mieć swoje pieniądze – dodaje.

Anna, anglistka, opowiada, że założyła osobne konto po tym, jak mąż zaczął rozliczać ją z zakupów w osiedlowej drogerii. Namówiły ją koleżanki, które również miały podobne problemy.

Nie wszyscy mają głowę do finansów

Są mężczyźni, którzy dobrowolnie zrzekli się możliwości decydowania. Jacek Bożek, ekolog, twórca i prezes Klubu Gaja, jednej z pierwszych organizacji pozarządowych w Polsce, od lat związany jest z artystką Beatą Tarnawą. Mają dwie córki. Oboje pracują w Klubie Gaja. – Beata jest „mózgiem” finansowym naszej rodziny. Ja kompletnie nie mam do tego głowy. Zresztą, nie muszę mieć dużo pieniędzy, bo bardzo mało kupuję. Gazetę, kawę gdzieś na mieście, czasem bułkę, jak zgłodnieję. Na to nie potrzeba majątku – opowiada Jacek. – Moją jedyną fanaberią jest kupowanie książek, mam tak dużą bibliotekę, że powoli zaczyna brakować miejsca – przyznaje.

Wspomina, że początki ich wspólnego życia to były hipisowskie klimaty. Jak udało się coś zarobić happeningami, od razu wyjeżdżali. – Jak pieniędzy nie było, wyjazdy też udawało się zorganizować – śmieje się Beata.

To się skończyło, gdy pojawiły się córki: najpierw Emilia, potem Jagoda. Beata przejęła wtedy zarządzanie domowymi finansami i do dziś rządzi nimi żelazną ręką.

– Mamy osobne konta, ale ja, szczerze mówiąc, na moje nawet nie zaglądam, wszystkim zajmuje się Beata. Dopiero od jakiegoś pół roku mam kartę bankomatową, wcześniej musiałem prosić Beatę o pieniądze – śmieje się Jacek.

Decyzje o większych zakupach podejmują we dwójkę. Solidarnie zgodzili się na to, by w domu nie było lodówki, dzięki temu nie marnują jedzenia, kupują tylko tyle, ile są w stanie zużyć na bieżąco. – Ale używamy pralki. Stara, która służyła nam lata, się popsuła, wspólnie wybraliśmy nową, ekologiczną, która oszczędza energię i wodę – mówi Jacek.

Także Arek, 45-letni ekonomista, oddał bez walki zarządzanie domowymi wydatkami żonie Annie, polonistce. – Wystarczy mi, że muszę się zajmować finansami w pracy – śmieje się. Mówi, że jego pierwszy związek rozpadł się, bo ówczesna partnerka, prawniczka z wykształcenia, chciała pisemnej umowy, kto za co będzie w domu płacił. – Chciałem wielkiej miłości, a nie finansowego kontraktu. W dodatku to był taki okres, kiedy jeszcze bardzo mało zarabiałem, czułem się upokorzony takimi żądaniami – opowiada Arek.

Trzeba ze sobą rozmawiać

W 2015 roku Instytut Spraw Publicznych przeprowadził badania, z których wynikało, że 31 proc. pytanych akceptuje w swoim związku wydzielanie pieniędzy i kontrolowanie wydatków osoby, która nie zarabia. Aż 18 proc. Polaków odpowiedziało, że dopuszcza utrudnianie swojej żonie lub partnerce podjęcia pracy i posiadania własnych pieniędzy. To przemoc ekonomiczna.

Jej ofiarą jest Renata, mieszkanka małej, podbielskiej miejscowości. Romana poznała, gdy była tuż po burzliwym rozwodzie, oboje mieli dzieci z poprzednich małżeństw. Zamieszkali razem, ale zdecydowali się nie formalizować związku. Urodziło im się dwóch synów, potem córka, oczko w głowie tatusia. Wszystko się świetnie układało, póki dzieci nie dorosły. Wtedy zaczęły się kłótnie m.in. o to, że Renata zdecydowała się zostać w domu z dziećmi, nie poszła do pracy. – Romek ma świetnie prosperująca firmę, naprawdę nie były nam potrzebne dodatkowe pieniądze, sam przekonywał, że lepiej, jeśli zajmę się dziećmi – mówi Renata. Opowiada, że jest teraz w sytuacji tragicznej.

Mieszka z Romanem w wielkim domu, który jest jego własnością, nie ma się gdzie podziać, mężczyzna nie daje jej ani złotówki. Po wielu latach przerwy bardzo trudno jej znaleźć jakieś zajęcie, pracuje dorywczo, sprzątając domy i opiekując się starszymi osobami.

***

Beata Branc-Gorgosz ze Skoczowa była w przeszłości m.in. kanclerzem wyższej uczelni, zajmowała się marketingiem, a od roku jest na swoim, ma własną firmę i zajmuje się mediacjami. – To jest coś, co naprawdę lubię. Pechowo zaczęłam działalność w lutym, tuż przed wybuchem pandemii koronawirusa, nie zarabiam wiele, a nie należy mi się pomoc z żadnej rządowej „tarczy”. Razem z mężem byliśmy przygotowani na to, że mogą nadejść gorsze finansowo czasy, staraliśmy się zawsze coś odkładać – mówi Beata.

Opowiada, że w domu to ona od zawsze robiła zakupy i zajmowała się bieżącymi wydatkami, takimi jak ubrania dla dzieci czy rzeczy do szkoły. – Ja to po prostu lubię. Mąż pracuje w branży motoryzacyjnej, jest bardziej „techniczny”, zajmuje się zakupami tego, na czym się zna znacznie lepiej ode mnie, na przykład sprzętu AGD – mówi Beata.

Przyznaje, że w ich życiu były różne okresy, czasem lepiej zarabiała ona, czasem jej mąż. Nigdy zarobki nie przekraczały 10 tys. zł miesięcznie. Większe wydatki brała na siebie ta osoba, która aktualnie lepiej zarabiała.

Dziś mówi, że powinniśmy rozmawiać ze sobą nie tylko na temat codziennych wydatków i spraw finansowych, ale omówić je też na wypadek śmierci jednego z partnerów. – Miałam do czynienia z sytuacją, gdy mężczyzna zginął w wypadku, a jego żona nie miała żadnych, nawet podstawowych informacji na temat konta – opowiada.

Radzi, że dobrze jest zrobić ogólnodostępny plik w komputerze albo teczkę z papierowymi dokumentami, gdzie znajdą się informacje dotyczące kont, polis czy numery PIN do kart. – Taki prywatny testament. Ja przygotowałam dla męża kopertę z napisem „Gdyby coś”, wie, gdzie jej szukać – mówi Beata Branc-Gorgosz.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.