Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Po lewej niezbyt wyraźne zdjęcie nieśmiałej szarej myszki. Bohaterka lub bohater fotografii są złapani z zaskoczenia w przypadkowej sytuacji i niewystudiowanej pozie, rozluźnieni. Ubrania workowate, wymięte rzeczy codzienne. Jeśli eksponują ciało, to bielizna koniecznie musi być źle dobrana i za mała. Brak makijażu, najlepiej gładko zebrane włosy i głowa spuszczona tak, żeby zamiast szyi mieć cztery podbródki. Można stać prosto jak grecki kuros albo siedzieć swobodnie jak turecki pasza. To zdjęcie z najgłębszych zakamarków pamięci telefonu lub rodzinnych albumów, zrobione podczas uroczystości, na której nie udało się uciec od pozowania. Niegodne Instagrama, niezasługujące na lajki.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU
Co innego zdjęcie obok. Tu masz stać wyprostowana, promienna i pewna siebie. Ciało lekko skręcone – klatka piersiowa przodem, biodra bokiem. Jedna noga lekko ugięta, druga wyprostowana.

Brzuch wciągnięty, nie oddychaj! Broda uniesiona, plecy wyprostowane. Pełny make-up, włosy od fryzjera. Opięte, wyszczuplające legginsy i stanik push-up. Zdjęcie porządne – dobry aparat, jasne światło, ładne tło.

Takie zestawienia fotografii zwane „przed i po” mogą zapewnić sławę, zwycięstwo w konkursie internetowym, zaproszenie do telewizji śniadaniowej, tysiące udostępnień, komentarzy oraz polubień. Im bardziej spektakularna metamorfoza, tym większa szansa na sukces. Dla mediów społecznościowych (i nie tylko) to paliwo. Wystarczy odwiedzić profile najpopularniejszych fit influencerek, aby zobaczyć, że tego typu zestawienia nadesłane przez fanki to u nich średnio co piąty opublikowany post. Najlepiej na zdjęciach trzymać płyty DVD z treningami wybranej gwiazdy lub kartkę z promowanymi przez nią hashtagami. Internauci szaleją z zachwytu i uznają to za ostateczny dowód, że schudnięcie ponad 100 kg w rok to pikuś.

Gwiazdorskie przemiany

Metamorfozy padają na podatny grunt na początku roku, kiedy branża fit zbiera żniwa postanowień noworocznych. Trudno z brzuchem pełnym świątecznych potraw oprzeć się artykułom o krzykliwych tytułach: „Schudła 90 kg w rok! Zobacz jej spektakularną metamorfozę”.

Owszem, niekiedy w środku znajdziemy szczerą historię osoby, która pod okiem specjalistów całkowicie zmieniła swoje nawyki i przez 12 miesięcy ciężko pracowała, aby zawalczyć nie tyle o idealny wygląd, ile o wymarzone wyniki badań. Tak swoją przemianę przedstawia choćby dziennikarz Tomasz Sekielski, który pod koniec 2020 roku chwalił się w mediach, że dzięki operacji bariatrycznej i własnej konsekwencji schudł już 90 kg. Swoje postępy szczegółowo dokumentuje, aby pełną drogę do zdrowia zaprezentować w filmie dokumentalnym.

Innym przykładem spektakularnej metamorfozy w polskim show-biznesie jest przemiana Mateusza „Big Boya” Borkowskiego, bohatera programu „Gogglebox. Przed telewizorem”. Borkowski, którego widzowie pierwszych sezonów programu TTV mogli oglądać jako 235-kilowego mężczyznę, dzięki operacji zmniejszenia żołądka i diecie schudł 160 kg w trzy lata. Bez skrępowania pokazuje także w swoich mediach społecznościowych ostatnią pozostałość po dawnej sylwetce, którą inni bohaterzy metamorfoz skrzętnie ukrywają, czyli nadmiar obwisłej skóry.

 

Z innej perspektywy imponujące medialne metamorfozy pokazała Dominika Gwit-Dunaszewska. Aktorka sławę zdobyła dzięki roli rezolutnej i pulchnej nastolatki w serialu „Przepis na życie”. Tym bardziej zaskoczyła fanów, kiedy niespodziewanie zaprezentowała się na czerwonym dywanie w 2015 roku szczuplejsza o 50 kg. Na fali medialnego zachwytu i zainteresowania nowym wyglądem w ciągu następnego roku napisała poradnik o odchudzaniu i swoich zmaganiach z ciałem. Nie minął kolejny rok, a portale plotkarskie i fani zaczęli dostrzegać, że gwiazda wraca do swojej dawnej figury. Jak przyznała, nie mogła już znieść ostrych treningów i restrykcyjnej diety. Po schudnięciu nie czuła się też kobieco. Dopadł ją efekt jo-jo, ale jak zapewnia, nie chce już być chuda, tylko szczęśliwa.

Szkodliwe efekty fascynacji spektakularnymi metamorfozami grubych osób nie są niczym nowym dla opinii publicznej.

O prawdziwych kulisach swojej przemiany opowiadał już ponad dekadę temu pierwszy zwycięzca reality show o odchudzaniu „The Biggest Loser”. Ryan Benson podczas udziału w programie schudł ponad 55 kg, czyli prawie 40 proc. masy swojego ciała, za co został nagrodzony 250 tysiącami dolarów.

Jak wyjawił później w rozmowie z „New York Timesem”, aby osiągnąć ten efekt, pościł i odwadniał się do tego stopnia, że miał problemy z nerkami i oddawał mocz z krwią.

I chociaż podobne informacje o niebezpieczeństwach dla zdrowia uczestników programu docierały do mediów od roku 2004, a eksperci alarmowali, że show bardziej napędza fatfobię, niż pomaga walczyć z problemem otyłości, to program jest emitowany do dziś. Moda na metamorfozy rozlała się na dziesiątki tysięcy innych programów na całym świecie. Również w polskich kanałach nie poprzestawano na umalowaniu, uczesaniu i ubraniu uczestniczek. Stylistki polecały im suplementy odchudzające (sponsorów programu) i krzyczały, że jeśli w miesiąc nie schudną, metamorfoza się nie uda.

Ma być efekt

O tym, jak wyglądają kulisy spektakularnych medialnych metamorfoz w Polsce, napisała niedawno m.in. bohaterka anonimowego postu na instagramowym profilu Ciałopozytyw. Autorka opowiada o tym, jak zgłosiła się na casting do akcji organizowanej przez firmę doradztwa dietetycznego. Jej podstawowym zadaniem było schudnięcie minimum 10 kg w dwa miesiące. „Dostałam jakąś kserowaną dietę, suplementy i karnet na siłownię. Spotkania z dietetykiem odbywały się raz w tygodniu. Już na pierwszej wizycie usłyszałam, że zbyt wolno chudnę” – pisze. Wspomina też, że cały proces był okupiony takim stresem, iż aby sprostać oczekiwaniom organizatorów akcji, postanowiła jeść jedynie połowę planowanych posiłków. To przyniosło oczekiwany efekt, a mimo to wciąż słyszała, że „mogłaby się bardziej starać”.

Punktem kulminacyjnym była profesjonalna sesja zdjęciowa podsumowująca metamorfozę.

Uczestniczka akcji została poproszona, aby na potrzeby zaprezentowania efektów schudnięcia zdjęcie „przed” przyniosła z czasu, gdy była w ciąży, a zdjęcia po zakończeniu odchudzania zostały poprawione przez retuszera. „Od fotografa usłyszałam, że twarz do zdjęcia mam niezłą, tylko niżej jestem zjeb...” – pisze.

Podczas sesji zdjęciowej upokarzali ją także styliści i fryzjerzy, którzy żartowali z grubych ludzi. „W pół roku po przytyłam ponad wagę wyjściową, a do fryzjera i kosmetyczki nie poszłam przez dwa lata. Wiem, że źle trafiłam, ale przez to mam traumę. Całe życie narażona na upokorzenia z powodu otyłości, zaufałam i zostałam zraniona, lata zajęło mi uporanie się z tym przeżyciem oraz zbudowanie samoakceptacji” – dodaje.

 

O swojej drastycznej diecie i przygotowaniach do zrobienia sobie zdjęcia po odchudzaniu pisze także Marta Kieniuk-Mędrala w książce „Rozmiar szczęścia nie daje. O zaburzeniach odżywiania i nie tylko”: „Lustro mówiło dość, mąż i rodzice też zaczynali podejrzewać, że to nie idzie w dobrą stronę, ale ja uważałam inaczej i postanowiłam, że zrobię wszystko, by wskazówka wagi pokazywała mniej niż 47 kilo. (...) Biegałam zawsze na czczo i bywały momenty (o czym do tej pory nie wie nawet mój mąż), że na trasie czułam się bardzo słabo. (…) W końcu przyszedł czas, że wysłałam swoją metamorfozę do jednej z popularniejszych trenerek w Polsce. Długo z tym zwlekałam, bo czekałam na idealny moment, kiedy moje ciało będzie perfekcyjne, a ja – maksymalnie z niego dumna. Metamorfoza tak się jej spodobała, że umieściła ją na swojej stronie, i wtedy się zaczęło! Ludzie dawali lajki i pisali do mnie masę wiadomości z tym samym powtarzającym się pytaniem: Co jadłaś i co ćwiczyłaś, że wyglądasz jak dziewczyna z okładki?”. Niedługo później u Kieniuk-Mędrali zdiagnozowano anoreksję, ortoreksję i depresję.

Coraz większe grono ciałopozytywnych internautów idzie dziś na wojnę z kultem metamorfoz. Na TikToku popularne są komediowe filmiki, w których główna bohaterka pokazuje się na niby „przed odchudzaniem” i dla osiągnięcia oszałamiającej metamorfozy przedstawia następnie zamiast siebie szczupłą koleżankę.

Jest też cały szereg artykułów, które pokazują, jak w pięć minut bez wysiłku można osiągnąć efekt „spektakularnej metamorfozy” na zdjęciach „przed i po”. Ich bohaterowie piszą o odpowiednim ustawieniu ciała, odwadnianiu się, wyszczuplających ubraniach, ale także edytowaniu zdjęć.

Nawet blogerki modowe przyłączają się do tego chóru i udowadniają swoim obserwatorom, że wystarczy pozycja siedząca lub lekko opuszczone spodnie, aby efekt był znacznie mniej „instagramowy”. Niestety, takie inicjatywy z ich strony to zazwyczaj jednorazowe happeningi, a większości influencerek brak odwagi, żeby pokazywać się w mniej wystudiowanych pozach lub oznaczać zdjęcia poprawiane graficznie.

Wszystko to sprawia, że osoby, które w żaden sposób nie są w stanie identyfikować się z idealnymi ciałami Instagrama, czują, że bliżej im do zalewających ich zewsząd zdjęć „przed”. Aktywistki body positive odpowiadają: „Nie jesteśmy zdjęciami przed!”, i publikują zestawienia zdjęć „przed i po”, na których wyglądają identycznie.

 

Ciałopozytywna blogerka znana na Instagramie jako @selflovelive regularnie publikuje zestawienia swoich zdjęć, tyle że u niej kierunek metamorfozy jest odwrotny. Dziś bowiem waży więcej niż kilka lat temu. W postach wyjaśnia, że chociaż z biegiem lat przytyła, to nie znaczy, że straciła na wartości czy jest mniej szczęśliwa.„Po lewej widzicie mnie na konwencji miłośników komiksów. Ukrywam na nim blizny po samookaleczeniach, choć zalewam się potem. Tego dnia nic nie jadłam, byłam pogrążona głęboko w depresji i przekonana, że najlepiej byłoby, gdybym była martwa. Po prawej przechodzimy do zdjęcia, gdzie laska PROMIENIEJE. Jestem na odpowiednich lekach, leczę się z bulimii i jestem najszczęśliwsza w życiu. Nadal mam gorsze dni, ale mój Boże, jestem innym człowiekiem” – pisze.

O fatfobicznym wydźwięku zdjęć „przed i po” pisze również aktywistka body positive Kaya Szulczewska.

„Zestawianie szczupłej sylwetki z grubą w oczywistym kontekście, że ta szczupła wygrała, osiągnęła sukces i jest miarą postępu, wynika z uprzedzeń wobec grubych ciał i wspiera fatfobię” – komentuje na Instagramie.

Zdaniem Szulczewskiej modę na metamorfozy napędza branża dietetyczna, dla której wiecznie przegrane i wpędzone w poczucie winy klientki z efektem jo-jo to „istna żyła złota”. „Proponuję, żeby zdjęcia przed i po od dziś były over the party” – dodaje, a post ilustruje zdjęciem kobiety plus size, która na zdjęciu „przed” wygląda prawie identycznie jak na zdjęciu „po”, tyle że na drugim pokazuje język swoim hejterom.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.