Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ramach akcji społecznej „Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach", prowadzonej wspólnie przez Kulczyk Foundation z „Wysokimi Obcasami", realizujemy cykl „Koleżankujmy się".

Chcemy zachęcić kobiety do przełamywania wstydu, do szukania wsparcia i odpowiedzi na trudne i ważne dla nich pytania i problemy, które często nie przechodzą przez gardło nawet w rozmowie z bliskimi. Zależy nam, by pomóc czytelniczkom przemóc się, zapytać i otrzymać ekspercką odpowiedź.

Nasz czytelniczka ma problemy w związku ze znacznie starszym od siebie partnerem: Szanowna Redakcjo, dziękuję za uruchomienie akcji "Koleżankujmy się!". Uważam, że to bardzo dobra inicjatywa i chciałabym się w jej ramach podzielić wątpliwościami oraz ogromnym wstydem i poczuciem winy, z jakimi borykam się od pewnego czasu.

Zdaję sobie sprawę, że nie opiszę tutaj w zwięzły sposób złożoności sytuacji, w jakiej tkwię, i że uproszczę pewne sprawy. Mam jednak nadzieję, że w sposób, który nie odbierze rzeczywistości prawdy.

Od kilku miesięcy spotykam się ze starszym mężczyzną. Mam 29 lat, on 51. Oprócz wieku dzieli nas także status społeczny i majątkowy - mimo że mam dobrą pracę, dzięki której samodzielnie się utrzymuję, nie jestem zamożna tak jak dojrzały adwokat od wielu lat prowadzący z sukcesem kancelarię.

Po ośmiu latach znajomości zostaliśmy parą

Poznaliśmy się przez internet przeszło osiem lat temu i pozostaliśmy znajomymi. Koleżeństwo przerodziło się w związek dopiero późnym latem 2020 roku. Mimo tego od zawsze go kochałam i w moim przypadku była to "miłość od pierwszego wejrzenia". Pokochałam go za jego ciekawość świata, miłość do podróży, literacki i muzyczny gust, za piękne dłonie i oczy, ciepły tembr głosu; za kruchość i wrażliwość, poczucie sprawiedliwości oraz mądrość.

Kocham go - co do tego nie mam wątpliwości - ale po raz pierwszy w życiu znalazłam się w związku, w którym pomimo miłości nie czuję się szczęśliwa. Trudno mi określić, skąd bierze się to poczucie braku szczęścia.

Na pozór wszystko jest w porządku. Spędzamy ze sobą wolny czas, rozmawiamy o książkach, muzyce, podróżach, a więc o rzeczach niebezpośrednio związanych z życiem z dnia na dzień, ale też o codziennych sprawach. Dzielimy łóżko - choć o wiele rzadziej niż na początku związku - i ba! mam nawet szczoteczkę do zębów u niego w domu.

Po części ów brak bierze się z tego powodu, że wiele aktywności, jakie razem wykonujemy, podyktowanych jest jego gustem i zainteresowaniami. Wysuwanie propozycji i ignorowanie moich przychodzi mu z taką naturalnością, że czuję się osłupiała i w konsekwencji bezbronna. Dotyczy to jedzenia na obiad, filmu na wieczór, a nawet wyboru ubrań. Gdy zwracam mu na to uwagę, tłumaczy mi, że ma swoje upodobania i pewne rutyny, które pomagają mu funkcjonować. Gdy wysuwam własne propozycje filmów, wyjść lub przepisów - przepraszam, że o tym mówię, ale na tym polu się zadziwiająco często ścieramy - z reguły wygląda to tak: Potrawa odpada od razu, "bo nie", a film, jaki proponuję, oglądamy w chwili, gdy zasypia, docelowo więc i tak oglądam go sama przy miłym akompaniamencie jego miarowego oddechu towarzyszącemu zasypianiu.

Radosny okrzyk więźnie mi w gardle

Poza tym powinnam się przecież cieszyć, że przygotowuje zdrowe jedzenie z doskonałych składników kupionych w najlepszych sklepach, a filmy, które wybiera, są przecież zachwycającymi klasykami (iście męskiego i awanturniczo-rozrywkowego) kina! Naprawdę czasami obejrzałabym coś, co opowiada w inny sposób historie. Cieszę się, to prawda, ale kiedy tak stawia sprawę, radosny okrzyk więźnie mi w gardle.

Rozumiem jego zachowanie, bo potrafię sobie wyobrazić, że na przestrzeni wielu lat, jakie przeżył, wyrobił sobie gust i przyzwyczajenia, z których trudno mu zrezygnować. Czuję się jednak pomijana i tak, jak gdyby narzucał mi swoją własną wizję mnie samej - nawet gdy deklaruje, że robi coś dla mnie, nie pyta o to, czy tego właśnie chcę.

Jednocześnie unika bliskości. Tylko raz z jego ust usłyszałam słowo "kocham", a gdy go przytulam lub całuję w ciągu dnia, drętwieje. Przyznał, że ma problemy z bliskością, ale jego emocjonalny chłód mnie paraliżuje.

W łóżku od pewnego czasu dba tylko o własną przyjemność. Mimo tego potrafi być czuły na swój sposób. Wszystkie bowiem jego starania, nawet jeśli są nietrafione, odbieram jako wyraz miłości.

Kiedy jednak ostatnio powiedziałam mu, że nie daję rady i że zaczynają opuszczać mnie siły, bo wszystkie tracę na to, by dopasować się do jego hobby, potrzeb oraz sposobów składania ręcznika w łazience, usłyszałam, że mam fochy związane z miesiączką (!). Moje emocjonalne reakcje - często płaczę, niestety, nawet gdy jest mi głupio i wiem, że nie chcę się rozpłakać, i robię wszystko, aby tak nie było - nazywa "histerycznymi". Zdarzyło mi się również usłyszeć, ze jestem trudna, wiecznie niezadowolona i depresyjna, a także to, że "smutek jest wyrazem lenistwa".

Przez niego neguję wszystko i obrażam się o głupoty

Jest pierwszym człowiekiem, który doprowadza mnie do stanu, gdzie neguję wszystko i faktycznie się obrażam o głupoty, o jakie nigdy wcześniej bym siebie nie posądziła. Czuję, że to wyraz tego, iż jestem zagubiona, ale on odpowiada na to, że moje emocje nie są tożsame z sytuacją - że mylę te dwie rzeczy i że po prostu jestem jędzą, która nie docenia tego, co robi.

Ma rację. Pewnie przesadzam i ranię go zarzutami o nieuważność oraz egoizm, ale skoro czuję, że coś jest głęboko nie w porządku, do tego stopnia mnie boli, to przecież sobie tego nie roję w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości. Przecież mnie nie odwiedza u mnie, to ja się odzywam i dzwonię, podtrzymując kontakt na co dzień (może on go nie potrzebuje?), odmawia poznania moich znajomych (rozumiem, że różnica wieku może go krępować, i nie naciskam).

Od pewnego czasu muszę sobie często powtarzać, że wcale nie zwariowałam, że to, co czuję i myślę, musi być w jakimś sensie prawdziwe, że jeszcze istnieję ja jako ja. To chyba nie jest normalne i zdrowe?

Czuję się bezbronna i tracę radość z bycia z nim

Jest mi strasznie wstyd, że nie potrafię się z nim porozumieć i że tak to odbieram. Czuję się bezbronna, nie potrafię mu wytłumaczyć tego, co noszę w głowie, bo ilekroć zaczynam, on prycha lub odpowiada mi tyradą o Wiecznym Niezadowoleniu Dziewczynek. Tracę radość, którą miałam, kiedy się poznawaliśmy, i widzę, że jego zachowanie uwalnia we mnie tak złe emocje, że wbrew sobie zmieniam się w kogoś, kim - wiem to w głębi serca - nie jestem: niezadowoloną, kręcącą nosem dziewczynką. Dokładnie taką, jaką mi zarzuca, że jestem.

Ale uważam, że to on mnie stwarza taką poprzez sytuację, w jakiej mnie stawia. Jest mi wstyd, że nie potrafię docenić jego starań, czuję się winna temu, że w naszym związku są problemy.

On prosi mnie, bym mu komunikowała to, czego chcę, i to, czego potrzebuję. Mówię więc. Często jednak moje prośby są dyskutowane - tak jak gdybym musiała argumentować i przekonywać do rzeczy, które są oczywiste (jak np. wpadnij do mnie). Nie mam na to powoli siły. Ale może to świadczy o tym, że jestem niedojrzała?

Co mam zrobić? Godzić się z tym, gdy mówi, że nie rozumiem tego, że wkłada wiele wysiłku w ten związek, i przystać na to, że jestem w istocie niewdzięczną wariatką? Czy naprawdę nią jestem?

Joanna Klocek*: Szanowna Pani, bardzo dziękuję za wiadomość i podzielenie się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Rozumiem, że od jakiegoś czasu jest Pani w związku ze starszym od siebie mężczyzną, jednak nie czuje się Pani szczęśliwa. Domyślam się, że może się Pani czuć teraz zagubiona i przytłoczona. Z Pani wiadomości wnioskuję, że zastanawia się Pani, czy uczucia i przemyślenia, które się teraz pojawiają, są prawdziwe i czy ma Pani prawo je odczuwać. To ważne, że szuka Pani dla siebie pomocy i wsparcia, i doceniam to, że zwróciła się Pani do „Koleżankujmy się".

Rozumiem, że zauważa Pani, że partner często narzuca swoje zdanie i dotyczy to różnych sfer Waszego wspólnego funkcjonowania. Napisała Pani, że zwykle podejmujecie aktywności, które są zadawalające dla niego, a mniej dla Pani. Rozumiem, że Pani potrzeby są pomijane lub pomniejszane. Jednocześnie napisała Pani, że partner pyta w różnych sytuacjach, jakie ma Pani zdanie lub co by Pani chciała, jednak ostatecznie dyskutuje z tym lub to podważa.

Poczuć się na równi z partnerem

Wyobrażam sobie, że w takich chwilach może Pani czuć złość, smutek i rozczarowanie. Rozumiem, że w związku z postawą partnera trudno Pani wyrażać swoje potrzeby. To ważne, aby w z relacji z ważną dla nas osobą móc dzielić się swoimi przemyśleniami, emocjami i potrzebami w swobodny sposób.

W wiadomości podkreśla Pani różnice pomiędzy Panią a partnerem w kontekście wieku, majętności i statusu społecznego. Często takie różnicowanie i porównywanie się sprawia, że ustawiamy się w określonych rolach i funkcjonujemy adekwatnie do tych podziałów.

Zastanawiam się, czego by Pani potrzebowała, aby poczuć się bardziej na równi ze swoim partnerem, lub co mogłoby równoważyć różnice, które teraz Pani dostrzega? Bardzo wiele par uzupełnia się w różnych sferach i to daje poczucie równości w związku.

To naturalne, że jedne osoby są sprawniejsze w czymś, np. zawodowo, a inne w innych dziedzinach, np. w prowadzeniu domu. Takie uzupełnianie się równoważy tego typu różnice i sprawia, że podziały się zmniejszają.

Wiele par decyduje się na podejmowanie różnych aktywności osobno

Z tego, co Pani napisała, rozumiem, że pojawia się u Pani poczucie stawania się inną osobą, niż do tej pory Pani siebie postrzegała. Rozumiem, że czasem jest Pani zaskoczona swoimi reakcjami i trudno jest Pani panować nad emocjami. Czasem tak się dzieje w związku z natłokiem myśli i emocji. Rozumiem również, że często jest Pani stawiana w sytuacji, kiedy musi Pani robić coś, na co nie ma Pani ochoty lub co nie sprawia Pani przyjemności. To naturalne, że takie sytuacje mogą rodzić uczucie, które właśnie Pani opisuje.

Zrozumiałam również, że Pani partner nie przejawia zainteresowania Pani znajomymi oraz środowiskiem. Jednocześnie widzę, że wykazuje Pani dużo zrozumienia i cierpliwości dla decyzji i postaw partnera. Myślę, że to naturalne, że chciałaby Pani, aby partner bardziej uczestniczył w Pani życiu. Rozumiem, że Państwa relacja bardziej polega na kompromisach z Pani strony, natomiast mniej lub wcale ze strony partnera. Wyobrażam sobie, że z czasem takie funkcjonowanie mogło stać się dla Pani frustrujące i może rodzić poczucie niesprawiedliwości.

Myślę, że jeśli trudno się Pani pogodzić z takim stanem i funkcjonowaniem partnera, to warto mu o tym powiedzieć. Rozmowa może sprawić, że będzie Pani miała informację, czy partner jest w stanie bardziej realizować Pani oczekiwania i potrzeby.

Ma Pani również prawo nie godzić się na różne rzeczy, które proponuje partner. Wiele par decyduje się na podejmowanie różnych aktywności osobno właśnie ze względu na różnicę w upodobaniach.

Być może jesteście Państwo w stanie część aktywności realizować wspólnie, a część osobno, tak aby nie mieć poczucia zmuszania się do czegokolwiek.

Oczekiwania w związku czasami się wykluczają

Napisała Pani, że kocha Pani partnera, jednak czuje się Pani mniej szczęśliwa niż na początku. Myślę, że poczucie szczęścia jest bardzo ważnym elementem życia każdego człowieka i każdy ma prawo do doświadczania takich uczuć. Każdemu jednak szczęście daje coś innego i jest to subiektywna ocena i potrzeba. Ciekawa jestem, co do tej pory dawało Pani poczucie szczęścia i jak to było na początku związku? Zachęcam również Panią do zadania sobie pytania, co musiałby się wydarzyć/zmienić, aby mogła się Pani poczuć szczęśliwa - czego by Pani teraz potrzebowała?

Z Pani wiadomości rozumiem, że Pani związek trwa już jakiś czas i jest to naturalne, że z czasem związek zmienia się i przechodzi przez różne etapy.

Zwykle na początku relacji jest dużo więcej zainteresowania sobą nawzajem, poczucia fascynacji i ciekawości drugą osobą. Z czasem te emocje zmniejszają się, ponieważ znamy już partnera i pojawiają się inne aspekty związku, np. poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja.

Oczywiście to, w jaki sposób związek funkcjonuje, zależne jest od oczekiwań i potrzeb każdej osoby. Aby związek można było uznać za udany i spełniony, ważne, aby były realizowane oczekiwania obydwu osób. Aby tak się mogło stać, ważne, aby być świadomym wzajemnych oczekiwań. Każda osoba w związku ma prawo mieć jakieś wyobrażenia co do danej relacji.

Czasem zdarza się tak, że oczekiwania się wykluczają i wówczas dochodzi do konfliktów lub poczucia nieszczęścia w związku. Ciekawi mnie, czy Pani omawiała z partnerem swoje i jego oczekiwania i czy czuje Pani, że macie wspólne wyobrażenie co do Waszej relacji? Być może rozmowa o tym, jak postrzegacie Wasz związek, jakie macie oczekiwania oraz czy jesteście w stanie je realizować, sprawi, że komunikacja i relacja się zmieni. To ważne, aby otwarcie mówić o ważnych dla siebie sprawach, ponieważ pozwala to na lepsze zrozumienie siebie nawzajem.

Odpowiedzialność za związek ponoszą obie strony

Napisała Pani o pojawiającym się poczuciu wstydu. Rozumiem, że obwinia się Pani za to, jak wygląda Wasza relacja, i czuje się Pani odpowiedzialna za niepowodzenia w związku.

Ważne, aby Pani wiedziała, że odpowiedzialność za relacje ponoszą dwie osoby w równym stopniu. Zarówno partner, jak i partnerka są odpowiedzialni za to, jak układa się relacja.

Zastanawiam się, co sprawia, że bierze Pani na siebie całą odpowiedzialność. Zachęcam mocno do zastanowienia się nad tym, co sprawia, że pojawiają się u Pani takie przemyślenia.

Z Pani wiadomości rozumiem, że jest w Pani wiele wątpliwości i sprzecznych uczuć. Często jest to sygnał do tego, że potrzebujemy wysłuchania i wsparcia osoby z zewnątrz. Taka rozmowa np. z psychologiem może sprawić, że poukłada Pani sobie swoje przemyślenia i emocje i będzie Pani łatwiej funkcjonować. Być może taka rozmowa sprawi, że wyklarują się Pani oczekiwania i potrzeby i będzie Pani w stanie ocenić, czy aktualny partner jest w stanie na nie odpowiedzieć.

W wiadomości ocenia się Pani również w krytyczny sposób i wyobrażam sobie, że to również może wpływać na Pani samopoczucie. Jest to również sygnał mówiący o tym, że warto skorzystać z pomocy specjalisty. Wydaje mi się, że to ważne, aby teraz mogła Pani zatroszczyć się o siebie i swoje emocje. Być może poukładanie sobie z kimś swoich myśli sprawi, że poczuje się Pani spokojniejsza i bardziej świadoma swoich uczuć.

Mam nadzieję, że odpowiedź okaże się dla Pani pomocna. Pozdrawiam serdecznie

Czego potrzebujesz, by pozwolić sobie na czułość i wolność? Czego chciałabyś się dowiedzieć, a może wstydzisz się zadać to pytanie osobie, którą znasz? Co potrzebujesz skonsultować? Czy coś Cię niepokoi albo masz intuicję, że coś jest ważne, ale nie znajdujesz jeszcze w sobie sposobów na rozwinięcie tej kwestii? Pisz do nas: pytanie@wysokieobcasy.pl z dopiskiem „Koleżankujmy się".

Joanna Klocek* - psycholożka, seksuolożka, psychoterapeutka pracująca w nurcie poznawczo-behawioralnym z elementami terapii psychodynamicznej. Prowadzi szkolenia o tematyce związanej z przemocą fizyczną, psychiczną i seksualną. Pracuje z osobami dorosłymi oraz dziećmi i młodzieżą. Pomoc psychologiczno-terapeutyczną świadczy w ośrodku Relacje

Oprac. Beata Żurek

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.