Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Nie będę cię prosić, żebyś na początek przypomniała sobie, jak to było, gdy ty sama miałaś kilkanaście lat. To nie ma sensu – pamiętasz jedynie wyrywki. Neurobiolodzy twierdzą, że okres dojrzewania wiąże się z tak dynamicznymi zmianami w mózgu, że nie jesteśmy w stanie dokładnie odtworzyć tego czasu we wspomnieniach. Pamiętamy ważniejsze wydarzenia: upokorzenie pod tablicą w sali chemicznej, wycieczkę szkolną do Karpacza, ukochany czarny sweter czy pierwsze prawdziwe dżinsy. Marzenia, fascynacje, katastrofy. Jednak trudno w wieku dorosłym odtworzyć to poczucie chwiejności, niepewności, zagubienia, cały ten chaos w głowie i ciele, brak kontroli nad emocjami i pracą gruczołów łojowych, rośnięcie stóp, bioder i piersi, nowy zapach skóry, senność i chwile totalnej pustki w głowie.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

W drugiej dekadzie życia dzieje się w człowieku tak wiele, że nie sposób skupić się na tak zwanych ważnych rzeczach. W książce „Wynaleźć siebie. Sekretne życie mózgu nastolatka” Sarah-Jayne Blakemore cytuje pewien wpis z pamiętnika nastolatki, zamieszczony 20 lipca 1969 roku: „Poszłam (sama!) do ośrodka artystycznego w żółtych sztruksach i bluzce. Ian był, ale się do mnie nie odezwał. Ktoś, kto chyba się we mnie kocha, włożył mi do torebki wiersz. To pewnie Nicholas. BLE. Człowiek wylądował na Księżycu”. Widać wyraźnie rangę znaczeń: sztruksy, chłopak, wiersz – to sprawy istotne. Lądowanie na Księżycu – no cóż, zdarza się.

To zupełnie naturalny etap w rozwoju człowieka. O ile jako dzieci potrzebowaliśmy głównie bliskości rodziców, o tyle w okresie dojrzewania skupiamy się na tym, kim jesteśmy dla rówieśników. Przynależność do grupy rówieśniczej to być albo nie być, z aprobaty znajomych bierze się potwierdzenie własnej wartości. Kilkunastoletnia osoba nieustannie skanuje wzrokiem twarze kolegów i koleżanek, by wyczytać z nich podziw lub pogardę i w ten sposób zyskać lub stracić podstawy do lubienia siebie. W czasach mediów społecznościowych sprawa się skomplikowała – trzeba walczyć nie tylko o przychylny wyraz twarzy, ale także o serduszka i komentarze. Żeby je uzbierać, wrzuca się do sieci własne zdjęcia. Możliwie jak najładniejsze, wybrane z kilkudziesięciu wykonanych selfie, starannie przefiltrowane i skorygowane.

Śliczna dziewczynka

Czy nastolatki niepotrzebnie skupiają się na wyglądzie? Moim zdaniem mają ku temu wszelkie powody.

Pierwszy powód wynika z natury rozwoju. Wyobraź sobie: masz ciało, które rośnie i się zmienia. W tym ciele mieszkasz razem ze wszystkimi swoimi emocjami i myślami. Z dziecka stajesz się kobietą. Czy nie ciekawi cię jaką? Czy to coś dziwnego, że przyglądasz się temu, jak tkanki twojego ciała reagują na bodźce? Jak rosną, zmieniają kolor, miękną lub twardnieją?

Czy nie boisz się, że będziesz wyglądać inaczej niż koleżanki, gorzej od nich? Jasne, że się z nimi porównujesz; od kołyski wszyscy cię z kimś porównują. Jadłaś mniej niż brat, zaczęłaś chodzić szybciej niż córka sąsiadki, w przedszkolu tylko ty nie spałaś podczas leżakowania, w szkole masz w dzienniku elektronicznym zakładkę: „Uczeń na tle klasy”. Kiedy piszesz test, rodzice pytają: „A jak poszło innym?”. Ciągle ktoś cię mierzy względem punktu odniesienia – innego dziecka, innego nastolatka. Sprawdzasz więc, jak na tle innych wypada twój nos, wzrost, rozmiar stanika.

Wreszcie – dorastasz w świecie owładniętym obsesją piękna. Słuchasz o tym od zawsze: dobre postaci z bajek są piękne, brzydcy to ci źli lub głupi. Zachwyt dziadków wzbudzasz raczej ustrojona w sukienkę, a nie potargana i usmarowana błotem. „Śliczna dziewczynka” to słowa, które zlewają się w twojej głowie z akceptacją i zainteresowaniem. Nie ma rady, trzeba być śliczną. Nie można nikogo zawieść.

Normatywne niezadowolenie z siebie

„– Leigh, czy wiesz, jak wygląda piękna kobieta? Potrafisz ją sobie wyobrazić?” – w rewelacyjnej książce „Obsesja piękna” dr Renee Engeln, psycholożka zajmująca się postrzeganiem kobiecego ciała, opisuje rozmowę z pewną siedmiolatką. „Dziewczynka zmrużyła oczy i pokiwała głową. – Ma długie, proste włosy i mocny makijaż. I wysokie obcasy. Jest szczupła. Ma szczupłe ręce i nogi.

Opis brzmiał, jakby Leigh odczytywała listę wymagań na castingu. Po określeniu pożądanej średnicy różnych części ciała kobiety ze swojej wyobraźni dziewczynka przerwała na chwilę. – Nie wiem, jakiej wielkości ma głowę – stwierdziła, marszcząc brwi w skupieniu.

Było to jednocześnie urocze i smutne. Urocze, bo Leigh tak skrupulatnie zastanawiała się nad wielkością głowy kobiety. Smutne, bo już była przekonana, że kobiece piękno da się określić za pomocą wymiarów”.

Opis małej Leigh bardzo mi kogoś przypomina. Szczególnie te szczupłe ręce i nogi, szczupła talia. Obliczono, że gdyby lalka Barbie żyła naprawdę jako człowiek z krwi i kości, w jej brzuchu zmieściłoby się jedynie pół wątroby i kilkanaście centymetrów (zamiast sześciu metrów) jelit. Nie mogłaby chodzić przez wiotkie kostki i małe stopy, poruszanie się o kulach też odpada – za cienkie nadgarstki. Szyja, dwukrotnie dłuższa niż zwykle, złamałaby się pod ciężarem głowy. Ale to właśnie Barbie dziewczynki ubierają w strój mamy, podróżniczki, lekarki, królewny. Idealnie wygląda w każdym. Podobnie jak modelka na wyretuszowanych zdjęciach, na których wydłuża się nogi, wycina żebra i okrawa pośladki.

Normalna kobieta tak nie wygląda, przy Barbie jest przysadzista i szeroka. Może wprawdzie chodzić, biegać, wspinać się i cieszyć silnym, zdrowym ciałem, ale radości często jej brakuje. „Około 90 proc. młodych kobiet bez trudu wskazuje część ciała, która im się nie podoba” – precyzuje Renee Engeln. I dodaje, że stało się to normą: „Ponad trzydzieści lat temu naukowcy stworzyli termin: normatywne niezadowolenie. Doszliśmy więc do etapu, na którym uznaje się za normalne, że dziewczynki i kobiety przeglądające się w lustrze odczuwają głęboki zawód”.

Czuję się gruba

Duża część niezadowolenia dotyczy masy ciała. Na stronie WHO można znaleźć dane dotyczące tego, jak nastolatki w poszczególnych krajach oceniają swoją masę ciała. Wszędzie dziewczynki są dużo bardziej z niej niezadowolone niż chłopcy, choć to chłopcy w większej mierze mają nadwagę lub są otyli. Smutne pierwsze miejsce w tym rankingu zajmują polskie dziewczynki. W 2018 r. aż 52 proc. polskich 15-latek uważało, że waży za dużo (wśród naszych chłopców niezadowolonych było 31 proc.). Czytanie tych danych powoduje ściskanie w gardle, zwłaszcza gdy prześledzimy je w różnych grupach wiekowych. Wśród 11-letnich polskich dziewczynek aż 39 proc. uważa się za zbyt grube. 11 lat to taki wiek, kiedy ma się ciało dziecka, pisze w zeszycie kulfonami i zbiera pluszowe jednorożce.

Skąd się to bierze? Głównie z obserwacji zachowań dorosłych. Przecież dzieci same sobie tego nie wymyśliły. Kiedy ośmiolatka mówi, że nie włoży zimowych spodni, bo jej tyłek wygląda w nich grubo, trudno się nie zastanawiać, od której bliskiej osoby usłyszała taki tekst. Kiedy ma się osiem lat, to pupa służy głównie do zjeżdżania ze zjeżdżalni albo siadania na rower. Trzeba stanąć przed lustrem i nieźle się wykręcić, żeby sobie w ogóle uświadomić, jak ta część ciała wygląda. Może mama krytycznie przyglądała się sobie w przebieralni, może tata skomentował strój cioci. Dzieci patrzą i słuchają, szczególnie wtedy, gdy wcale się tego nie spodziewamy.

Jakiś czas temu Amerykanka z Oklahomy Shani Wilson, mama trójki dzieci, wrzuciła do sieci swoje zdjęcie w kostiumie kąpielowym opinającym jej zaokrąglone ciało. W kadrze pojawia się jej malutka córeczka wpatrzona w mamę z miłością i zachwytem. Shani napisała: „Mogłabym ukrywać swoje uda i narzekać na cellulit, martwić się ramionami, gapić się na swoje odbicie w lustrze z niezadowoloną miną – ale ona patrzy”. No właśnie – córki patrzą. Uczą się od matek stosunku do swojego ciała.

Kobieta wywołała burzę, równie wiele zyskała zwolenników co krytyków. Pisali, że dla zdrowia i urody matka powinna ruszyć cielsko, zacząć ćwiczyć, schudnąć. Ale ona nie była chorobliwie otyła. No, chyba że w ich oczach.

Patrzeć z czułością

Chodzi o sposób, w jaki patrzymy na ciało. Jak surowy sędzia czy jak przyjaciel? Skanujemy je w poszukiwaniu niedoskonałości czy widzimy w nim pełnię sił i zdrowia?

Powszechnie wiadomo, jak groźną i straszną chorobą jest anoreksja. Ma złożone podłoże, ale wśród zachowań torujących do niej drogę są m.in. przesadna dbałość o wygląd i skupienie na własnym ciele, porównywanie się z upowszechnianymi ideałami kobiecej urody; skłonność do kontrolowania swojej wagi i wymiarów ciała; tendencja do przeceniania rozmiarów swojego ciała oraz jego wagi; skłonność do rywalizacji; potrzeba perfekcjonizmu; potrzeba kontroli; podatność na wpływy kultury masowej oraz labilność emocjonalna warunkowana głównie stosunkiem do jedzenia i do ciała.

Tak się zaczyna, często już w wieku dziewięciu-dziesięciu lat. Jeśli dołączą się specyficzne czynniki osobowościowe i rodzinne, dziecko może zachorować. Chorują także chłopcy, ale zdecydowana większość to dziewczynki. Chcą być z siebie zadowolone. Tak bardzo, że aż całkiem znikają.

Problemy z akceptacją własnego ciała pojawiają się zwykle w okresie dojrzewania. Ale zapobiegać im trzeba dużo, dużo wcześniej. Po pierwsze dlatego, by od początku pomóc dziewczynce zbudować pozytywny obraz siebie. Po drugie – o ile młodsze dzieci wierzą rodzicom bezgranicznie, o tyle nastolatki ich opinie będą raczej podawać w wątpliwość.

I teraz najważniejsze pytanie: co każda z nas może zrobić dla bliskiej dziewczynki, by nauczyć ją pozytywnego spojrzenia na własne ciało? Jak może pomóc nastolatce, która właśnie oświadczyła, że musi przejść na dietę? Co zrobić, by niezadowolenie z siebie nie było czymś normalnym, wpisanym w życie bliskich nam kobiet?

Co wspiera pozytywne myślenie o swoim ciele?

* Ciepła relacja z rodzicami

Empatia i bliskość, a przy tym jasne granice w rodzinie – badania pokazują, że taki model wychowania sprzyja dzieciom w wielu aspektach, także jeśli chodzi o dobry stosunek do swojego wyglądu. W rodzinach osób z zaburzeniami odżywiania obserwuje się m.in. wysokie wymagania stawiane dzieciom i brak jasnych granic międzypokoleniowych (np. rodzice nie biorą odpowiedzialności za rodzinę, dzieci są traktowane jak dorośli, muszą rozwiązywać problemy rodziców, są wplątywane w rodzicielskie konflikty i narażane na konflikt lojalności).

Jedno z badań przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Północnej Dakoty wskazuje, że „pęd do bycia szczupłą” jest najniższy w grupie dziewczynek, którym zarówno mama, jak i tata okazują ciepłe uczucia; one także najlepiej radzą sobie z presją na odchudzanie.

* Dobry przykład

Jako dorosła osoba możesz pokazywać dorastającej dziewczynce, że lubisz siebie – to ogromny prezent dla niej. Dzieci uczą się poprzez obserwację i naśladowanie. Jeśli słyszą wciąż o nowych dietach, jeśli dostają komunikat, że miękki brzuch, cellulit na udach, konkretny rozmiar piersi albo odcień skóry to powód do wstydu – będą się wstydzić.

* Wspaniałe bohaterki

Już od dzieciństwa podsuwaj dziewczynce książki i filmy, w których uwaga odbiorcy skupia się na tym, kim jest i jaka jest bohaterka, a nie na tym, jak wygląda. Solidną bazę dają książki Astrid Lindgren. Pippi Pończoszanka jest silna i ubiera się, jak chce. Lisa z Bullerbyn ma żółte włosy, o czym wspomina jedynie dla porządku; dużo ważniejsze są przygody jej i innych dzieci. Eva-Lotta nie znosi komplementów i jasno to komunikuje. Tjorven chce w przyszłości być gruba i pisać książki.

Szukaj innych pozytywnych przykładów dziewcząt i kobiet, które żyją w zgodzie ze sobą i zajmują się tym, co ciekawego mogą robić, a nie tym, jak zaimponować wyglądem.

* Rozmowy bez oceniania

Zastanów się, czy w rozmowach, którym przysłuchuje się bliska ci dziewczynka, nie ocenia się innych według urody. Wystarczy, że nieustannie dzieje się to w internecie w odniesieniu do aktorek, celebrytek, arystokratek, nawet polityczek. Czy w waszym domu słychać częściej słowa uznania dla dokonań czy też komentarze dotyczące wyglądu? Jak pisze cytowana już Renee Engeln: „Świadomość, że nasza powierzchowność bez przerwy podlega ocenie, czyni nas zakładniczkami opinii innych ludzi na jej temat”.

* Pochwała siły i zdrowia

Mówiąc o ciele – własnym, cudzym, dziewczynki – zwracaj uwagę na jego wspaniałe funkcje: silne nogi, zdrowe płuca, odporność, sprawność, zdolność do gojenia się ran. Nie idź z córką na spacer, „by spalić kalorie”, ale by dotlenić głowę i lepiej się poczuć. Szanuj sygnały płynące z ciała: głód, potrzebę snu. Pokazuj, że poza pracą i nauką ważny jest odpoczynek. Gdy gorzej się czujesz, nie walcz z tym, łykając środki przeciwbólowe. Pozwól sobie i innym na rekonwalescencję po chorobie. Słuchanie własnego ciała pozwala się z nim zaprzyjaźnić.

* Zachwyt i energia

Pokazuj młodej dziewczynie obrazy i rzeźby przedstawiające ciało – jego piękno i siłę. Zwróć jej uwagę na bujność Wenus z Willendorfu, zmysłowość antycznych posągów, renesansowe studia nad muskulaturą, barokową pulchność. Oglądajcie filmy i przedstawienia taneczne, komentując, jak niesamowite jest ciało w ruchu, ile można nim wyrazić. Same też tańczcie przy muzyce – bez cenzury, spontanicznie, dając upust emocjom skłębionym w brzuchu.

* Bądź w mediach społecznościowych

90 proc. nastolatków ma konta w mediach społecznościowych i spędza tam dużo czasu. Zabranianie tego nie ma sensu, złym pomysłem jest również ignorowanie obecności dziecka w serwisach.

Jak wynika z badań fundacji Dbam o Mój Zasięg, aż 26 proc. nastolatków nie mogłoby liczyć na pomoc rodziców, gdyby w sieci spotkało ich coś złego. A spotyka nieustannie – zaczepki, komentarze, negatywne oceny. Bardzo często dotyczą wyglądu i wyrządzają realną krzywdę emocjonalną. Warto być tego świadomym, warto poznawać tę przestrzeń, rozmawiać o tym, co się dzieje w cyfrowym świecie.

Czerwona lampka

Jeśli młoda osoba źle się czuje w swoim ciele, nie można tego lekceważyć. Nikomu nie pomogą protekcjonalne uwagi („Ja w twoim wieku nie miałam takich ubrań i kosmetyków, nie narzekaj”, „Ja ci dam odchudzanie, w głowie się poprzewracało”) albo zaprzeczanie emocjom („Jakie ty możesz mieć problemy?”, „Co ty wymyślasz, przecież jesteś młoda i śliczna”). To ucina rozmowę, zniechęca do szczerości.

Lepiej pytać. Dlaczego tak myślisz? Co sprawiło, że tak się czujesz? Od kiedy tak masz? Czy chcesz, żebym ci jakoś pomogła? Ważna jest otwarcie deklarowana i powtarzana gotowość do rozmowy: „Okej, teraz nic nie mówisz. Pamiętaj jednak, że zawsze możemy do tego wrócić. Czekam na twój znak, jestem obok”. Jeśli coś w zachowaniu nastolatka nas niepokoi, warto skonsultować się z psychologiem lub psychiatrą.

– Uczmy dziewczynki asertywności – mówi Barbara Pietruszczak, dziennikarka i współtwórczyni projektu Pani Miesiączka oraz autorka książki „Twoje ciałopozytywne dojrzewanie”. – Ciało dziewczynki w okresie dojrzewania zmienia się, a to budzi zainteresowanie i – niestety – komentarze otoczenia. Zdarza się, że podczas rodzinnego obiadu ciocia wypali przy wszystkich: „Ale ci urosły cycuszki”. Warto pamiętać i uczyć tego córkę, że takie uwagi są nie na miejscu. Dziewczynka ma prawo powiedzieć: „Ciociu, nie chcę, żebyś tak mówiła”. Podobnie może nie odpowiadać na pytania o intymne sprawy. Jeśli na ulicy spotka się z komentarzami na temat swojego wyglądu od obcego człowieka, najlepiej, aby przede wszystkim zadbała o swoje bezpieczeństwo i odeszła.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.