Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Natalia Waloch: Kiedy zadzwoniłam, że chciałabym z tobą, filozofką, porozmawiać o sensie życia, odparłaś: to złudne, że filozofia pomaga nam w jego znajdowaniu.

Aleksandra Derra, filozofka: – Są filozofowie tacy jak choćby Wittgenstein, którzy twierdzili, że filozofia jest rodzajem terapii, ale ja uważam, że nią nie jest. Filozofia może nam zaproponować, jak rozumieć sens życia, jego cel czy szczęście, ale nie zapisuje recept. Nie mówi: postępuj tak, a wówczas to się spełni. Możesz zrobić to, co zachwala filozofia, a i tak nie odnaleźć ani sensu życia, ani szczęścia.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Czyli jest czymś zupełnie innym niż coaching i poradniki w księgarniach.

– Tak. Cenię wszystko, co ludziom pomaga ukoić cierpienie, a że na coachingu i poradnikach się nie znam, uchylę się od krytyki. Szanuję filozofię za to, że traktuje odbiorców jak dorosłe, pełnoprawne podmioty, a nie jak dzieci, którym trzeba powiedzieć, co mają robić. Osoba, która napisała poradnik, cię nie zna, ale wyznacza ci ścieżkę. Nietzsche, Sontag, Wittgenstein czy Murdoch mówią: „Ja to widzę tak i tak, a ty jesteś dorosła, masz swoją sferę wolności i możesz z tym zrobić, co chcesz”.

Tu przychodzą do mnie moje dzieci, syn pyta, czy włączę im bajkę. „Nie, dlatego że za dwie godziny idziesz do Franka, a wieczorem mamy wieczór filmowy – mówię. – Idź, zajmij się prawdziwym życiem”.

A czy ty wiesz, pani matko, że oglądanie i granie to dla nich też jest prawdziwe życie? To inne pokolenie, nasz sens życia niekoniecznie musi być sensem życia naszych dzieci.

Ja to wiem, ale kiedy Stach gra za dużo, wszystko inne staje się dla niego mało atrakcyjne. Bodźce z gier i bajek są tak silne, że inne zabawy bledną, więc on leży i się nudzi, co mnie wścieka, ale sądzę, że głównie dlatego, że marzę o tym, żeby poleżeć i się ponudzić, a nie umiem.

– Zobacz, jakie to ciekawe w kontekście naszej rozmowy. W ostatnich latach słusznie próbuje się wykazać, że konsumowanie przyjemności nie wyczerpuje sensu ludzkiego życia. Doszłam do wniosku, że filozofowie często mówią do nas z poczuciem wyższości, przemawiają z perspektywy określonej klasy społecznej. Czy sama, kiedy krytykuję zatapianie się w konsumpcjonizmie i przyjemnościach, też nie okazuję wyższości? Kant mówił, że sensowne życie to używanie rozumności, ale czy to aby nie jest perspektywa osoby, która jest uprzywilejowana, bo ma spełnione wszystkie podstawowe dla niej potrzeby?

Sama uważam, że przestrzeń ekranu odwraca uwagę dziecka i uzależnia, ale czasem zastanawiam się, czy kiedy jako nastolatka nieustannie czytałam książki i się nimi ratowałam, nie robiłam tego samego co dziś dzieci przed ekranem?

Ja jako nastolatka oglądałam non stop MTV, a jednak się umysłowo rozwinęłam prawidłowo.

– Być może technologie też są w stanie nam podsunąć sens życia?

Ale mnie w tym wszystkim, co wirtualne, niepokoi oderwanie od zmysłowości. Odrobinę Włocha czy Włoszki trzeba w sobie mieć: jedzenie, picie, chodzenie boso po trawie i seks to są rzeczy nadające sens egzystencji.

– Filozofia nie spisuje ciała na straty. Istnieją nurty, wedle których sensu nie należy szukać we wzniosłych ideach, ale w realizacji bezpośredniego kontraktu ze światem, a zwłaszcza z innymi ludźmi.

Upatrywanie sensu życia tylko we wzniosłości intelektualnej jest dość klasistowskie. Prawo do sensu życia przysługuje też ludziom bez wykształcenia czy wrodzonej inteligencji.

– Oczywiście. Sens życia jako rozumowa refleksja oparta na wiedzy jest atrakcyjny dla wąskiej grupy osób, a poza tym dlaczego uważamy, że to nas uszczęśliwi?

Dzisiaj człowiek często pyta o sens życia w trosce o własną wyjątkowość. Oto teraz ja, jako filozofka, osoba wykształcona, należąca do jakiejś tam elity, powiem wam, czym ten sens życia jest. Jestem wyjątkowa, prawda? A chodzenie boso po trawie czy oglądanie serialu są dostępne wszystkim, więc płynący z nich ewentualny sens życia nie czyni nikogo wyjątkowym. Wielu osobom to przeszkadza, bo nie chcą być zwyczajne.

Bliski jest mi świat rzeczy małych, jestem wielką fanką zwyczajności. Potrzeba niezwykłości prędzej czy później zaprowadzi nas do hiperindywidualizmu i ucieczki od życia wspólnotowego. Poza tym wrzuca w ramy rywalizacji: kto jest lepszy? Czyje dzieci są wybitniejsze? Wydaje mi się, że stąd bardzo daleko do szczęścia i sensu.

Dużo tego ścigania się mamy w bańce naszej dość biednej i rachitycznej klasy średniej.

– Ale pamiętajmy, że ta klasa też ma prawo do szukania szczęścia. Pytanie, czy koniecznie musimy dookreślić jeden uniwersalny jego model. Sartre powiedziałby, że sens życia manifestuje się w wyborze. Oczywiście możemy spytać, czy my ten wybór naprawdę mamy, sformatowani przez tryby wychowania i socjalizacji, niemniej ujęcie Sartre’a jest warte uwagi. Nie chcę w czambuł krytykować klasy średniej czy wyższej, bo uważam, że to, w jakiej człowiek rodzi się klasie, nie jest ani jego winą, ani zasługą. I tak jak nie należy oceniać niższej klasy, tak nie należy potępiać intelektualistów w stylu: „Co wy tam wiecie, jak wy tylko w książkach siedzicie, kiedy my ciężko pracujemy”. Trudno winić kogoś za to, że ukształtowały go warunki, w których się znalazł, i że z nich skorzystał.

Nasza rzeczywistość jest szalenie narcystyczna, wszyscy non stop mówimy o sobie. Trudno być w tych warunkach zwyczajnym.

– Trudno. Skąd wzięło się pytanie o sens życia? Stąd, że w człowieku rodzi się poczucie absurdu co do jego istnienia. Pytamy siebie, czy znalazłam się na tym świecie przez przypadek. Filozofia szuka odpowiedzi w sferze, którą określa jako „wyższą”, „duchową”, „wzniosłą”. Dzisiaj niezwykłość, a za nią rzekomy sens życia, doskonale wpisano w logikę współczesnego kapitalizmu. Odziałaś się w jakąś niezwykłą rzecz, pijesz niesamowity napój, jesz niesamowite jedzenie – to są przyziemne rzeczy, ale nadaliśmy im niesamowitą rangę. Kupisz kolejną niezwykłą rzecz, opatulisz się kolejnym logo i zyskasz sens. Filozofia odpowiada, że to nie zadziała. Sens nie pochodzi z tego, co sytuuje się „na zewnątrz”. I stąd mówię o zwyczajności: przytul kogoś, nakarm dziecko, poczytaj książkę, wykonaj dobrze zwykłą pracę. W ten sposób można odzyskać poczucie nieabsurdalności swojego istnienia. Nie wiem jednak, czy jesteśmy w stanie do tego wrócić w czasach, gdy wszystko musi być niezwykłe. Który rodzic powie, że chce mieć zwykłe dziecko i życzy mu zwykłego życia?

Pandemia nam nie pomoże? Może to czas na zrozumienie, że kolejna podróż na Bali, gdzie już wszyscy znajomi byli, nie da nam sensu?

– Może. Choć zastanawiam się, czy to, że postrzegamy teraz drugiego człowieka jako potencjalne zagrożenie, nie zaburzy naszej cudownej skłonności do szukania relacji z innymi ludźmi. Generalnie raczej ze smutkiem obserwuję, że jak tylko znosi się zakazy, to ruszamy na zakupy. Zieje w nas dziś pustka, którą chcemy pospiesznie wypełnić.

Niemniej z pewnością pandemia przywróciła nam myślenie o tym, że jesteśmy bytem skończonym. Kiedy zaczynamy to rozumieć, zaczynamy też szukać sensu, uzasadnienia dla swojego bytu. Życie jest sensowne właśnie dzięki temu, że jesteśmy śmiertelni. Gdybyśmy nie byli, nic nie miałoby znaczenia, wszystko można by zmienić, powtórzyć, zrealizować na tysiąc różnych sposobów. Każdy dzień nabiera wartości przez to, że nie wiadomo, czy nie jest ostatni.

Skoro sens życia nie ma być sytuowany na zewnątrz, lecz w nas, to co z dążeniem do dobra?

– Tu powinniśmy powiedzieć słowo o eudajmonii, czyli o spełnieniu rozumianym jako realizowanie życia, które da satysfakcję i zadowolenie, ale jednocześnie życia, które jest doskonaleniem się, rozkwitaniem w człowieczeństwie. Co to znaczy? Filozofia podpowiada sposoby, że chodzi o to, by entuzjastycznie realizować swoje potrzeby, ale tak, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka.

Przychodzą dzieci, Lusia pyta, czy zawiążę jej sznureczek na bombce, bo właśnie ubierają choinkę. „Potem to zrobię, połóż to tutaj” – mówię.

Miałam jakąś myśl, ale przyszli z bombkami i już nie pamiętam.

– Wieszanie bombek dobrze się wkomponowuje w naszą rozmowę. To coś, co robimy tylko na chwilę, za moment przecież i tak tę choinkę rozbierzemy, a jednak ten rytuał pielęgnujemy. To nam daje radość i poczucie sensu, a także pewnie jakieś poczucie bezpieczeństwa wynikające z powtarzalności.

Chcę spytać o to nieczynienie krzywdy, ale muszę sprawdzić, co z dziećmi, bo jest cicho. Tu serce mi podchodzi do gardła, bo mam wrażenie, że córka zwisa głową w dół z łóżka, zanim orientuję się, że to duży pluszowy miś przebrany w jej rzeczy.

Mówisz: nie krzywdzić. No dobrze, nie będę kłamać, kraść, bić, obrażać. Ale co z kupieniem w sieciówce spodni, których potrzebuję? Uszyte są w Bangladeszu, a ja nie wiem, czy nie uszyła ich wyzyskiwana za grosze przez koncern kobieta czy dziecko. Ale jak nie kupię, to może skażę kobietę na prostytucję, a dziecko na głód?

– Bycie dobrym człowiekiem jest dziś trudniejsze niż kiedykolwiek. Nasza odpowiedzialność nie sięga tak daleko, nie masz bezpośredniego wpływu na to, jak spodnie zostały wytworzone. Uważam, że na dłuższą metę szkodliwe jest mówienie ludziom, że bezpośrednio są winni temu, co się dzieje ze środowiskiem, bo dużo kupują i wyrzucają dużo śmieci. Sedno problemu nie tkwi w życiu pojedynczego człowieka, ale w systemie dzisiejszego kapitalizmu. Oczywiście, ma znaczenie, czy kupisz bluzkę w sklepie, czy w sklepie z odzieżą używaną, ale wciąż nie jest twoją winą, że wyzyskuje się dzieci w szwalniach. Te zagadnienia muszą stać się kwestiami politycznymi, a nie kwestiami pojedynczego wyboru pojedynczej osoby.

Dlatego uważam, że lepiej skupić się na codzienności, bo tam łatwiej mi rozpoznać, gdzie krzywda, za którą ponoszę odpowiedzialność, ma miejsce.

Przychodzi Stach i pyta, czy może pokazać siostrze jakąś grę w Robloxie. „Tak, ale żadną straszną. I nie graj w zabijanie!” – wołam za nim.

A może lepiej niech gra w zabijanie, niż zabija? Są badania pokazujące, że na przykład Japończycy oglądają bardzo agresywne filmy, łącznie z twardym porno, i być może dzięki temu nie muszą realizować owej agresywności w realnym świecie.

A może hobby, pasja mogą przydać życiu sensu? Teraz wszyscy wspinają się, skaczą ze spadochronami.

– Widzę tu raczej potrzebę niezwykłości oraz „dobodźcowania” się. Jesteśmy otoczeni tak wieloma bodźcami, że jak ich przez moment brakuje, codzienność staje się nieatrakcyjna. Ciekawe jest to, że wszystko, co robimy, musimy pokazać światu, żeby wszystkich oraz siebie samych przekonać, że jesteśmy niezwykli. Sęk w tym, że jeśli musimy o tym przekonywać, to chyba sami w tę niezwykłość powątpiewamy?

Można też być niezwykłym w zwyczajności. Na przykład w prostej czynności pieczenia chleba. Na moim Facebooku wszyscy pieką chleb.

– Zauważ, że czyjegoś dnia nie uniezwykla samo pieczenie chleba, ale pokazanie tego w mediach społecznościowych. Obserwuję i analizuję od lat portale plotkarskie i tam w bardzo szumny sposób ogłasza się np. to, że celebrytka wyszła z dzieckiem na spacer. Do tego zdjęcie wózka i aktorki czy piosenkarki. Czy to jest pochwała codzienności, czy raczej przekonywanie, że z jakiegoś nieznanego powodu wszystko, co robi celebryta, jest niezwykłe? Zwyczajność obfotografowana i obwieszczona światu przez internet nie jest zwyczajnością, o której dowartościowanie tutaj zabiegam.

To pomówmy o prawdziwych relacjach. Przyjaźń wydaje mi się najczystszą z nich dzięki temu, że jest taka dobrowolna i tak cenna, choć nie niezbędna, jak dach nad głową czy jedzenie.

– Zdecydowanie przyjaźń można rozważać jako podstawę spełnienia i sensu życia. Jest pozbawiona elementu emocjonalnego szarpania się, który często towarzyszy miłości, niezależnie czy to miłość romantyczna, czy miłość do dzieci lub rodziców. Na ogół jest w niej jakiś bagaż i konflikt, a w przyjaźni mamy bezwarunkowe bycie przy kimś. Filozofia bardzo pochwala życie wspólne, również życie w przyjaźni. Nawet jeśli nasze życie nie wydaje się nam bardzo sensowne, to przebywanie z przyjaciółmi zawsze jest wartościowe.

Skoro wspólnota jest ważna, to może służba innym mogłaby wnieść sens do naszej codzienności?

– Na pewno stanowi to element tego tak zwanego dobrego życia, również w tradycji chrześcijańskiej. I nie chodzi o poświęcanie się, ale raczej o altruizm, który występuje też w przyrodzie, wśród zwierząt. Altruizm daje poczucie spełnienia, filozofia wskazuje ponadto, że pomaganie jest wartością autoteliczną: pomaganie dla samego pomagania wnosi coś dobrego w nasze życie. Nawet jeśli nic materialnego dzięki niemu nie uzyskujemy, odczuwamy satysfakcję.

A mądrość? Czy dążenie do niej pomoże nam w szukaniu spełnienia?

– Pewnie tak, ale myślę, że pewne pojęcia i hasła dobrze działają w określonym czasie, i nie wiem, czy dziś nawoływanie do poszukiwania mądrości byłoby skuteczne, czy też musielibyśmy to słowo zastąpić jakimś innym.

„Mądrość” jest mało sexy?

– Sądzę, że dziś niestety bardziej do nas przemawia słowo „samodoskonalenie” rozumiane jako dość narcystyczne skoncentrowanie się na sobie.

A wolność? Co ona oznacza i jaki sens może wnosić w nasze życie w czasach, kiedy dla niektórych wolnością jest nienoszenie maseczki?

– Wolność wciąż jest wartością, ale dziś w bardzo ścisły sposób łączy się z indywiduum. Filozofia zawsze pokazywała, że wolność koliduje z dobrem wspólnoty. Żeby je realizować, muszę z części wolności rezygnować. Ci, którzy nie chcą nosić maseczek czy się szczepić, przedkładają indywidualną wolność nad to, co może stać się ze wspólnotą – a w konsekwencji z nimi. Dla naszego własnego dobrostanu, dla dobra planety byłoby lepiej rozwijać wszelkie teorie, filozofie, przekazy i narracje, w których wspólnota jest ważniejsza niż jednostka.

Trzeba być jednak czujnym, bo w takiej narracji często mieści się komunikat: musisz się poświęcić, a poświęcają się na ogół najsłabsi: kobiety, biedni, kolorowi. Uprzywilejowani zrealizowali już wiele celów, doprowadzili do kryzysu, a teraz nawołują całą resztę do rezygnowania z części wolności.

Co z naszą wewnętrzną wolnością? Tą osobistą, intymną, o której pisze Rosi Braidotti?

– Chodzi ci o to, co nazywa wewnętrznym nomadyzmem? Braidotti mówi, że jesteśmy zmienni, sytuacyjni, nieprzypisani na dobre do jednej tożsamości. Zatem nie musimy podróżować do dalekich krajów ani otaczać się przedmiotami, by mieć dostęp do tkwiącej w nas samych różnorodności.

Mnie Braidotti pokazuje, że mogę w życiu odnaleźć się w każdych okolicznościach tylko dzięki swojemu umysłowi i otwartości. Uświadamia mi, że wolność naprawdę nie jest niczym z zewnątrz.

– I wtedy dopiero jest prawdziwą wolnością, bo nikt nie może jej ograniczyć. Sartre mówił, że wszystko można człowiekowi odebrać poza tym, że będzie sobie myślał, co chce. Nawet w sytuacji zagrożenia życia wolno sobie myśleć, co się chce.

A Braidotti pochwala różnorodność: to, że jestem matką, nie znaczy, że na tym się kończę, wciąż jestem też kobietą, myślicielką, czyjąś przyjaciółką, córką. Przestrzenie, w których mogę realizować swoją wolność, są szerokie, wbrew temu, co się nam dziś narzuca: że znajdziemy ją tylko w konsumpcji i robieniu kariery.

Lubię w myśli Braidotti to, że według niej nie musimy się na siebie decydować raz na zawsze, możemy się w toku życia zmienić, i to w sposób fundamentalny. Jeśli tylko mamy dość odwagi i elastyczności.

– I to jest rodzaj kreatywności, który może nadać sens. Sartre mówił, że sens życia trzeba stwarzać, nie możemy polegać tylko na tym, co jest nam dane. Podejmujemy trud realizowania własnego projektu egzystencjalnego.

Z drugiej strony warto przypomnieć ostrzeżenie Zygmunta Baumana, który rozpoznaje, że dzisiejszy świat zmusza nas do stwarzania siebie jak dzieła sztuki. Świat przez ogrom możliwości, jakie daje, wywiera na nas ogromną presję zrobienia czegoś ze sobą, a to może być dla wielu osób bardzo trudne. Stąd, jak twierdzi, tyle szalejących populizmów: ludzie szukają poczucia bezpieczeństwa i stałości, zmęczeni niezliczoną ilością możliwości życiowych.

Spodobał mi się cytat z Wittgensteina, który powiedział, że nie wie, po co tu jesteśmy, ale na pewno nie po to, żeby się dobrze bawić. Bardzo adekwatne do roku 2020.

– Dosyć często oczekujemy, że w życiu będzie przyjemnie, a przez wieki szczęście i sens życia nie sprowadzały się do rozumianej potocznie przyjemności, to wynalazek współczesny. Poczucie spełnienia łączono z koniecznością podjęcia wysiłku. Wszystko, co ma dać trwalsze poczucie sensu, wymaga nakładu pracy, znoju i czasu.

A może sensem jest samo jego szukanie?

– Znajdziemy taki pomysł w filozofii. Przeczytałam kiedyś frazę, że nie wiadomo, czy życie ma sens, ale trzeba żyć tak, jakby miało.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.