Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ewa Kaleta: Jak interpretujesz wstyd? Czy to zawsze jednoznacznie hamująca i zła emocja?

Barbara Baranowska: Widzę dwa rodzaje wstydu. Pierwszy to ten związany z tabu, dotyczący ukrywania czegoś, czego w sobie nie lubimy, czasem nawet się brzydzimy. Drugi to wstyd, który ma chronić coś dla nas cennego. Dotyczy to np. małych dzieci. Uczymy je zasad społecznych, które mają właśnie je chronić. Dobrym przykładem jest plaża: zakładamy małym dzieciom kostiumy kąpielowe i zasłaniamy miejsca intymne dla ich bezpieczeństwa. Ten rodzaj wstydu czemuś służy.

Uczysz studentki położnictwa, jak się ze wstydem obchodzić.

Uczę je tego, żeby potrafiły wyobrazić sobie siebie na miejscu kobiety rodzącej. Można tego doświadczyć różnymi zmysłami, np. przez próbę zamknięcia oczu i wsłuchania się w dochodzące dźwięki. Proszę studentki, żeby położyły się na łóżku ginekologicznym i rozsunęły uda. Już to budzi w nich duży dyskomfort, a przecież nie są nagie - mają na sobie mundurek.

Ćwiczenie tego rodzaju jest szczególnie trudne, i to dla wszystkich dziewczyn, bo wstydzą się też te, które patrzą. Ale najbardziej krępujące jest dla nich bycie z kobietą rodzącą w ciszy. Łatwiej wykonywać różne czynności, jak założenie peloty od KTG czy mierzenie ciśnienia, niż towarzyszyć w milczeniu cierpiącej kobiecie.

Bezsilność jest trudna. Każdy kolejny poród przełamuje w położnych ten wstyd i wierzę, że z czasem jest zawsze coraz lepiej.

Czy kobiece piersi są objęte tabu w położnictwie?

W okresie przed urodzeniem dziecka piersi są atrybutem seksualnym i jeszcze po porodzie przez chwilę kobiety odczuwają potrzebę zakrywania ich, ale na oddziale położniczym to tabu znika. Kobiety doświadczają nawału, pierś jest dzielona między matką a dzieckiem, więc staje się publiczną częścią ciała. Jest odczarowana, wstyd niejako zostaje z niej zdjęty zdjęty. Nawet w nas samych następuje proces usunięcia wstydu, bo piersi pełnią dla nas już inną funkcję.

Są kultury, w których piersi nie są atrybutem seksualnym i nie zakrywa się ich. Ale kobiety w trakcie porodu nie wstydzą się tylko ciała, wstydzą się też, a może przede wszystkim, swojego zachowania.

Jak to?

Tak jest. Ten wstyd rezonuje we mnie wyjątkowo. Kobiety po porodzie przepraszają za to, że przeklinały, krzyczały. A zachowanie podczas porodu powinno być instynktowne i nie powinno podlegać ocenie poznawczej.

Kobiety wstydzą się swoich reakcji, bo puszczają im hamulce, przekraczają swoje granice. To jest osadzone w naszej kulturze, w której kobiety mają być posłuszne, współpracujące i uległe. Ale kiedy kobieta rodzi, często nie może wykonywać poleceń personelu medycznego, ponieważ jej ciało jest pogrążone w takiej mieszance bólu i emocji, że trudno jej reagować na polecenia.

Jak położna może wpłynąć na ten wstyd? Wyzwolić kobietę z tych ograniczeń w trakcie porodu?

Np. warto zadbać o to, żeby kobieta założyła szlafrok, kiedy ma wyjść na korytarz, jeśli pojawi się konieczność przemieszczenia. To nieoczywiste, bo rodząca o tym nie myśli, jest jej gorąco i nie potrzebuje się zakrywać. Ale po porodzie kobiety za to dziękują, bo czują, że ktoś zadbał o to, aby chroniona była ich intymność.

Ważna jest komunikacja werbalna i niewerbalna. Żeby i mówić, i okazywać kobiecie: jestem tu, akceptuję każde twoje zachowanie. Nie powinno się wykazywać zniecierpliwienia, ale wzmacniać akceptację tego, co się dzieje.

Co przeszkadza rodzącym? Co je ogranicza albo zawstydza?

Czasem partner okazuje się tym niewspierającym elementem. Dlatego, prowadząc szkołę rodzenia, mówię, że obecność partnera nie jest konieczna. Nie naciskajmy na to. Jeśli w związku brakuje zaufania, to taka sytuacja wpłynie negatywnie na poród, a potem na związek. Partnerzy czasem komentują, strofują albo po prostu źle znoszą bezradność. Wtedy musimy zaopiekować się tą sytuacją, np. wysyłamy męża podpisać jakieś papiery albo po walizkę rodzącej czy wkładki higieniczne. Czasem pary pilnują swojego wstydu wzajemnie i kobiety odczuwają jeszcze większą blokadę. Wtedy nie mogą wejść w tzw. gadzią fazę, czyli oderwać się od poznawczej oceny siebie samej, a to do porodu jest niezbędne. Żeby poród fizjologiczny się udał, musi nastąpić kaskada subtelnych zmian hormonalnych. I wstyd albo dyskomfort potrafi to zaburzyć.

Wstyd budzą też intymne dolegliwości albo choroby. Np.: nietrzymanie moczu u młodych kobiet, konsekwencja zaniedbań porodowych.

To może być też konsekwencja treningów crossfit. Problem z nietrzymaniem moczu jest szeroki i wcale nie jest tak, że dotyczy tylko kobiet starszych. Więc młoda kobieta nie rozpozna u siebie nawykowego nietrzymania moczu, bo uzna, że jest na tę chorobę za młoda. Albo odwrotnie: zawstydza ją to, że to przecież dolegliwość kobiet starszych, i to powstrzyma przed diagnostyką i leczeniem. A z nietrzymaniem moczu jest jak z bolesną miesiączką. Zdarza się i już.

Zakładamy, że życie kobiet z założenia jest trudne, doświadczają więcej bólu i mają swoje obciążenia, w związku tym mogą się jej przytrafiać różne rzeczy i że nie musimy walczyć o jakość jej życia. Nasza kultura sprawia, że uważamy, że ból jest kobietom pisany. Podobnie sytuacja ma się z menopauzą. Żartujemy z tego tematu, uważamy, że to naturalne, więc i dyskomfort jest. Naturalny.

Poczucie wstydu sprawia, że opóźniamy leczenie.

Nie tylko. To obosieczna broń. W przypadku menopauzy łatwiej jest przepisać hormony, w przypadku miesiączki wziąć środki przeciwbólowe, niż zaakceptować sytuację, otulić nasz organizm, zmienić tryb funkcjonowania, odpowiedzieć na tę sytuację z uwagą. Medykalizacja bywa prostsza niż akceptacja i rozmowa. Łatwiej szybko pozbyć się problemu, niż konstruktywnie się nim zajmować.

W jaki inny sposób kobiety nadużywają swoich ciał?

Na przykład w połogu. Niejednokrotnie podnoszą ciężkie gondole z dziećmi w środku, to też ma wpływ na mięśnie dna miednicy.

Okres połogu to okres matkowania matkom. Są kultury, w których kobiety w tym czasie zajmują się kobietami, tak aby te mogły opiekować się tylko noworodkiem. Nasza kultura z przyczyn technicznych nie daje na to szans. Mężowie mają dwa tygodnie urlopu, a potem kobiety zostają same. Nie zawsze mogą liczyć na mamę, a czasem jej obecność wręcz powodowałaby konflikty. W konsekwencji dźwigają, a nie powinny.

Co mówisz kobietom w ciąży zawstydzonym swoim ciałem albo reakcjami? Co je ukoi i daje szansę na wyjście z zawstydzenia?

Mówię, że wszystko, co czuje, jest OK, że żadna z jej emocji nie podlega mojej ocenie. Daję znać, że dla mnie wszystko jest w porządku i że może je okazywać w poczuciu bezpieczeństwa. Wspieram i mówię, że ten wstyd jest też potrzebny, chroniący, jest po coś. Jeśli jest destrukcyjny, polecam wybrać się do psychoterapeuty albo na kręgi kobiet.

Mówię, że widzę ją i zrobię wszystko, by ochronić to, co ona chroni swoim wstydem. Daję kobietom siłę do konfrontowania się z emocjami.

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”. Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.