Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

AGNIESZKA JUCEWICZ: Jak starsi ludzie przeżywają pandemię?

MARIA JARCO-DZIAŁAK: Seniorzy już wcześniej mieli się z czym mierzyć. Dla wielu starzenie się to trudny czas. Teraz doszło do tego poczucie zagrożenia, które szczególnie w izolacji staje się doświadczeniem granicznym. Właściwie czymś nie do przeżycia.

Czasem dosłownie. Osoby starsze, pozbawione wsparcia umierają z samotności, przerażenia i rozpaczy.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Wiosną nagle pojawiło się zagrożenie, nowy wirus, który – jak słyszeli – wybija głównie starszych. Zostali zamknięci w domach, odcięci od bliskich, od pomocy medycznej. Wtedy mieliśmy po 200-400 zakażeń dziennie, dzisiaj mamy ich ponad 20 tys., każdego dnia na COVID-19 umiera kilkaset osób. Poziom stresu jest teraz znacznie wyższy.

Jak odbierają komunikaty Ministerstwa Zdrowia? Przez długi czas podawano wiek zmarłych. To były głównie osoby powyżej 70. roku życia.

– Wielu seniorów nie ma takiego dostępu do informacji jak osoby młodsze, więc część komunikatów na szczęście ich omija. Ale to ciągłe powtarzanie, że są grupą szczególnie zagrożoną, budzi w nich grozę, chociaż mówią też o frustracji, że czują się, jakby byli naznaczeni.

Nie do końca też wiedzą, w co mają wierzyć. Z jednej strony wirus stał się teraz znacznie bardziej namacalny, właściwie każdy zna kogoś, kto choruje albo chorował, z drugiej – spada zaufanie do rządu, co obniża poczucie bezpieczeństwa. Dla niektórych seniorów informacja, że na Stadionie Narodowym powstał szpital tymczasowy, nie świadczy wcale o skuteczności i zapobiegliwości rządzących, tylko raczej, że jest już tak tragicznie.

Niektórzy zwracają uwagę, że piękne hasło powtarzane przez polityków – „Wspierajmy naszych seniorów” – nie przekłada się na ich codzienność. Bo wcale nie czują się „nasi”. Kiedy usiłują uzyskać wsparcie instytucji, czują, jakby zderzali się ze ścianą. Pojawiają się formalności, których nie rozumieją, kryterium finansowe, które przekraczają. A kiedy potrzebują, żeby ktoś im zrobił zakupy czy wyprowadził psa najdalej w ciągu kilku godzin, nie rozumieją, że czasem trzeba poczekać dzień albo i dłużej, zanim ośrodek pomocy społecznej skieruje do nich wolontariusza.

Tę pomoc organizuje się teraz głównie oddolnie. Powstają grupy wsparcia, na przykład Senior w Koronie.

Tyle że one działają zwykle w większych miastach. I tu się świetnie się sprawdzają. W mniejszych miejscowościach, na wsi praktycznie nie istnieją. Pracuję w ośrodku pomocy społecznej pod Warszawą i to jest naprawdę inny świat.

A jeszcze starsi ludzie mają mnóstwo innych problemów ze zdrowiem, o które trudno im teraz zadbać.

Forma teleporady dla niektórych jest nie do przejścia.

– Często skarżą się, że nie mogą się dodzwonić. Część niedosłyszy, nie umie albo krępuje się o swoich dolegliwościach rozmawiać przez telefon. A oni mają co leczyć. Mówi się, że „chodzą po lekarzach, bo chcą sobie porozmawiać”. Może niewielka grupka tak, ale w większości mają poważne schorzenia.

Jak słyszą w telewizji albo w radiu o „zapaści” służby zdrowia, to budzi w nich grozę. Słuchają nagrań z karetek. Słyszą, że ludzie wiele godzin czekają na przyjęcie do szpitala, że ktoś w tej karetce umarł, bo się nie doczekał. I widzą siebie w tych sytuacjach. Martwią się odwołanymi zabiegami, wizytami u specjalistów, rehabilitacją. My, młodsi, pewnie przetrwamy z niedoleczonymi chorobami rok, dwa, oni – nie.

Jak to wpływa na ich psychikę?

– Pozostając w izolacji i przedłużającej się niepewności, mierzą się z bardzo wysokim poziomem stresu, beznadzieją, lękiem pomieszanym z poczuciem przytłoczenia, bezsilnością. To dewastujące doświadczenie, przekracza możliwości radzenia sobie bez wsparcia otoczenia. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie pozostawiali ich samym sobie. Bo samotność zawęża pole widzenia. Powoduje, że uwagę kieruje się na swoje deficyty.

Czego się najbardziej boją?

– Że nikt im nie pomoże. Mówią: „Po takich jak ja karetka nie przyjedzie, bo po co”. Boją się umierania w samotności. Że ich ciało będzie leżało przez kilka dni w mieszkaniu, że będzie się rozkładać, zanim ktoś je odkryje. Boją się o rodziny. A rodziny, których starzy rodzice czy dziadkowie mieszkają daleko, boją się o nich. Czują się bezradni, pytają: jak mam pomóc, jeśli jestem kilkaset kilometrów dalej?

Dlatego widzę tu ogromną rolę nie tylko rodzin, ale też sąsiadów, lokalnych społeczności. Wszyscy powinniśmy się zaangażować nie tylko w pomaganie osobom starszym, ale też we wzmacnianie ich wiary w siebie i budowanie nadziei.

A zdarza się, że rodziny część własnych strachów przenoszą na starszych bliskich.

To ich złości?

– Przede wszystkich podwyższa poziom niepokoju.

A złości ich protekcjonalne traktowanie. Pouczanie, forsowanie własnych racji, mówienie z pozycji: ja wiem lepiej. Często czują się wtedy upokorzeni, ignorowani, pozbawiani autonomii. Tak jakby ich potrzeby się nie liczyły, jakby nie byli w stanie decydować za siebie. Od jednego seniora usłyszałam: „Mam problem z pokonaniem schodów, ale to nie oznacza, że jestem upośledzony umysłowo!”.

A słyszała pani kiedyś: „Będę wychodzić do sklepu i spotykać ze znajomymi. Już wolę umrzeć na COVID-19 niż na depresję”?

– Oczywiście. I jeszcze: „Na coś trzeba umrzeć”, „Nie takie rzeczy się przeżyło”, „A ile mi tego życia pozostało?”.

Czasem nie chcą poddawać się rygorom. Tu nie ma z czym dyskutować, to nie nasza decyzja. Możemy próbować delikatnie negocjować, rozmawiać po partnersku, ale nie możemy ich szantażować czy zmuszać. Mają prawo decydować, jak chcą żyć oraz jak i kiedy chcą odejść.

Bliskim jednak często trudno zaakceptować, że rodzic czy dziadek się naraża.

– To zrozumiałe, tyle że lepiej powiedzieć: „proszę, nie ryzykuj, zakładaj maskę – chroń siebie, jesteś dla mnie ważny, ważna”, bez wyrzucania z siebie emocjonalnych reakcji. Bo to działa odwrotnie, zamyka komunikację.

Jak najlepiej wspierać starszych bliskich?

– Najpierw musimy wiedzieć, czego potrzebują, i najprościej ich o to spytać.

To, co ich na pewno łączy, to potrzeba bliskości i zaufania, że będziemy obecni, że zareagujemy, jeśli to będzie konieczne. Potrzebują też czuć się chciani. Mieć poczucie, że są częścią rodziny, społeczności. No i codziennych wyzwań. Żeby chciało im się rano wstać, muszą mieć cel i sens.

Nam się wydaje, że za tym wsparciem musi się kryć nie wiadomo jak wielka operacja, a ogromne znaczenie mają drobne rzeczy. Można na chwilkę przystanąć, spytać starszą sąsiadkę o zdrowie. Można, wynosząc śmieci, zaproponować starszym państwu z naprzeciwka, że weźmiemy też ich worek, wyprowadzimy psa. Można życzliwie pomachać starszej osobie w oknie, które mijamy. Mały gest, ale on oznacza – zauważyłam cię, zauważyłem cię.

Tylko jak tworzyć bliskość z najbliższymi, skoro mają się izolować?

– To wymaga pomysłowości, taktu i cierpliwości. Bo zmiany dla seniorów nie są łatwe. Często funkcjonują w ramach pewnych przyzwyczajeń i niechętnie z nich rezygnują, bo one dają im poczucie bezpieczeństwa, więc kiedy coś im proponujemy, to na początku może się to spotkać z ich niechęcią, oporem, nawet agresją.

Bardzo ważne jest, żeby nie rezygnować z bezpośredniego kontaktu. Ludzie znajdują różne sposoby – na przykład spotkania „przez drzwi”. Dziecko, wnuk, prawnuk siada na składanym krzesełku w korytarzu, senior na swoim krześle w progu mieszkania i rozmawiają w ten sposób, zachowując dystans. Na początku wydaje się to trochę dziwne, niewygodne, trudne. Nie można się przytulić, dotknąć, ale radość ze spotkania jest. Niektórzy rozmawiają „przez okno”, „przez bramę”, „przez balkon”. Dla starszych osób realny kontakt jest bardzo ważny. Bo nas wtedy słyszą bez żadnych zakłóceń i zniekształceń. Widzą naszą mowę ciała, mimikę twarzy.

Co, jeśli nie mamy możliwości ich odwiedzić?

– Pozostaje kontakt telefoniczny albo online. Seniorzy zwykle lepiej się czują z rozmowami przez telefon, bo są z nim bardziej obeznani. Warto dzwonić codziennie, o regularnej porze. To im daje poczucie bezpieczeństwa, nadzieję, że kiedy nie będą odbierać telefonu, zareagujemy. Są seniorzy, którzy potrzebują kontaktu nawet dwa, trzy razy dziennie, ale są i tacy, którzy mówią: „Przestańcie mnie tak nękać tymi telefonami”. Dzwońmy wtedy rzadziej, ale dzwońmy.

Część seniorów świetnie opanowuje kontakt online. Ale to wymaga ze strony bliskich konkretnego zaangażowania. Trzeba pomóc zorganizować sprzęt, dostęp do internetu i kogoś, kto nauczy to wszystko obsługiwać. Nie tylko po to, żeby ten bliski mógł się z nami komunikować, ale również dlatego, że w internecie jest mnóstwo ciekawych propozycji dla seniorów: gimnastyka online, joga, tai-chi, ćwiczenia relaksacyjne, treningi pamięci. Część wykładów w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku odbywa się online. Sami seniorzy zakładają lokalne grupy wsparcia, portale tematyczne.

Czy dla starszych osób kontakt przez komunikatory jest przyjemny?

– Pierwsza przyjemność bierze się stąd, że w ogóle się tego nauczyli. Wielu z nich sądziło wcześniej, że to niemożliwe. Druga satysfakcja jest taka, że mogą uczestniczyć w życiu rodzinnym. Tego brakuje im najbardziej – kontaktu z bliskimi, z wnukami, bycia częścią ich życia.

Co można robić w ten sposób poza rozmawianiem?

– Odrabiać lekcje z wnukami. Czytać im książki. Majsterkować wspólnie. Śpiewać. Nawet gotować. Ostatnio jedna seniorka opowiadała mi, że na Skypie krok po kroku instruowała wnuczkę, jak ma zrobić ciasto. I to jest sytuacja, dzięki której senior staje się ekspertem, kimś, kto przekazuje wiedzę. To nie tylko podnosi samoocenę, ale też poczucie sprawczości.

Seniorzy mówią z kolei, że czasem mają kłopot z zaufaniem obcym. Nagle zgłasza się do nich wolontariusz, młoda osoba, oferuje, że zrobi zakupy, ale czy wiadomo, kto to jest?

– My, bliscy, powinniśmy zadbać o to, żeby w takich sytuacjach poinformować seniora, kto przyjdzie i kiedy. Ośrodek pomocy społecznej czy organizacje pozarządowe, kiedy wysyłają wolontariusza czy opiekuna, również wcześniej o tym zawiadamiają.

Starsze osoby są często bardzo poruszone tym, że w ogóle ktoś do nich przyszedł. Nie zawsze potrafią to okazać wprost, mają też dużo takiej godności, że są twardzi, niczego nie potrzebują, ale nieraz można zobaczyć, jak im się pojawia łza w oku. Bo często wcale nie o chodzi o węgiel, zakupy czy o zupę, ale o kontakt.

I tu uwaga do nas. Gesty są ważne, działanie jest ważne. Ale rzecz nie w tym, żeby mechanicznie dbać o starszych bliskich, dać im ciepły posiłek, kupić leki, tylko żeby dołączyć do tego słowo. Ciepłe, czułe słowa mają moc.

Jakie to słowa?

– „Jesteś dla mnie ważny, ważna”, „Martwię się o ciebie”, „Myślę o tobie”, pytanie: „Czego potrzebujesz?”. Starsze osoby często nie chcą mówić bliskim, że czegoś potrzebują. Wolą powiedzieć, że sobie radzą, chociaż tak nie jest.

Nie chcą być ciężarem?

– Jakby uważali też, że nie są na tyle ważni, żeby sobie nimi zaprzątać głowę. I to od nas, rodzin, wymaga uważności, zwłaszcza w rozmowie telefonicznej, na komunikaty niewerbalne – czy nie ściszają głosu, kiedy z nimi rozmawiamy, czy ten głos im nie drży, czy nie wyłączają się czasem.

Proszę pamiętać, że oni martwią się nie tylko o siebie. Martwią się również o bliskich – co będzie z ich pracą, z dzieciakami, które nie chodzą do szkoły i nie mają kontaktów z rówieśnikami.

Zastanawiam się, czy może nie za często opowiadamy im, jak nam trudno. Może to też ich hamuje w proszeniu o pomoc?

– Dla nich to bardzo ważne, żebyśmy mówili im, co się u nas dzieje, bo dzięki temu czują się nadal włączeni w życie rodziny – ale poza tym, że przeżywamy różne troski związane z obecną sytuacją epidemiczną, mamy też inne zmartwienia, może nie aż tak przytłaczające. I dużą radość, na przykład dziadkom, sprawia rozmowa z wnukiem czy wnuczką o konfliktach z kolegami czy o trudnej sytuacji w szkole.

Wiele rodzin mówi, że przez pandemię, czy też dzięki pandemii, pojawiła się nowa przestrzeń do rozmów. Głębszych niż wcześniej. Że odkrywają swoich bliskich z jeszcze innej strony. Częściej też korzystają z mądrości starszych osób, które przeżyły kilkadziesiąt lat i mają większy dystans, szerszą perspektywę.

Pojawia się też przestrzeń na rozmowę o śmierci, o odchodzeniu. Seniorzy potrzebują i chcą o tym rozmawiać. Choć nie wszyscy bliscy mają w sobie na to zgodę. Niektórzy się bronią: „Mamo, ale przestań. Nie umrzesz!”. Albo: „Ty mnie nie strasz!”. Ale myślę, że to jest bardzo dobra okazja do tego, żebyśmy zaczęli oswajać ten temat również w sobie.

Co jest ważne dla starszych osób w tych rozmowach? Konkrety – gdzie, w czym chcieliby być pochowani?

– Mają swoje życzenia w tych sprawach też. Ale mówią też o samym procesie umierania. Obawiają się, jak to będzie wyglądać, czy będą cierpieć. Boją się utraty godności. Czasem wyobrażają sobie, że to będzie jakoś strasznie wyglądać, a ich rodzina będzie na to patrzeć. I chcą się tymi obawami dzielić.

Pomyślałam sobie, że to może być też sprzyjający moment na przeprowadzenie rozmów, które wiszą w powietrzu od lat.

– Tak, niektórzy seniorzy opowiadają, że udaje im się rozwiązywać konflikty, które wcześniej wydawały się nierozwiązywalne. Na przykład odbudowywać relację, która została kiedyś nadszarpnięta, że zaczynają być na nowo obecni w życiu swoich bliskich albo że ci bliscy zaczynają być obecni w ich życiu.

Nie wszystkie konflikty czy animozje da się jednak rozwiązać.

– Jasne. Zdarza się, że człowiek doznał takiej krzywdy, na przykład od starzejących się teraz rodziców, że odbudowanie tej więzi nie jest możliwe. Ale nawet jeśli nie kontaktujemy się z tymi rodzicami, to warto zainteresować się, czy mają jakąś pomoc. Po to, żeby siebie uspokoić. Bo w takich sytuacjach często bijemy się z myślami, co z nimi, co na dłuższą metę też nas uszkadza.

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem, o którym zbyt mało rozmawiamy, na przemoc wobec starszych osób, której doświadczają w rodzinie. Teraz powtarzamy im „zostań w domu”, a pozostanie w domu stanowi równie wielkie zagrożenie co COVID. Zamknięci ze sprawcą nieustannie doświadczają lęku, bezradności, gniewu i są skazani na jego łaskę i niełaskę. Dlatego nie pozostawiajmy ich samych. Reagujmy, kiedy słyszymy, że coś się dzieje za przysłowiową ścianą. Taką sytuację można zgłosić nie tylko na policję, ale też zadzwonić do ośrodka pomocy społecznej. To naprawdę może dużo zmienić. Przez wiele lat współpracowałam z ośrodkiem pomocy społecznej na warszawskiej Woli w roli asystentki osoby starszej doświadczającej przemocy i widziałam, jakie znaczenie dla takich seniorów miało to, kiedy ktoś z zewnątrz przychodził do nich przełamać tę izolację.

Sprawcy przemocy wpuszczali panią?

– Musieli. To był nie tylko ich dom. Zazwyczaj zachowywali się przy mnie poprawnie. Ale zdarzały się sytuacje, że nie wchodziłam bez dzielnicowego. Najczęściej jednak, kiedy sprawca widzi, że ktoś się tym seniorem interesuje, to przestaje się czuć bezkarny i jego zachowanie względem seniora się poprawia.

Skąd pani wiedziała, gdzie zapukać?

– Kierował mnie ośrodek pomocy społecznej, który otrzymał informację o przemocy wobec osoby starszej od rodziny, sąsiadów czy po interwencji policji. Potem odwiedzałam te rodziny regularnie, raz, dwa razy w tygodniu przez kilka miesięcy. Wspierałam je, motywowałam do różnego rodzaju działań, które mogłyby im pomóc, ale też po prostu rozmawiałam. O nich, o ich historii, o tym, czego im brakuje.

Czy seniorzy mówią coś o zbliżających się świętach?

– Ten temat pojawia się coraz częściej. Mamy listopad i to dobry moment, żeby zacząć o tym rozmawiać. Przygotować ich i siebie na różne scenariusze. Bo nie wiemy, co będzie w święta. Może będzie trochę lepiej, a może obok świątecznych potraw na naszym stole będzie stał laptop, a w nim rodzice, dziadkowie.

Można i siebie, i naszych starszych bliskich powoli z tym oswajać. Zapytać ich, jak oni to widzą. Możemy ustalić z nimi, że coś przygotują do jedzenia. Część seniorów będzie chciała brać udział w organizacji świąt, nawet jeśli nie usiądziemy do wspólnego stołu. Na pewno będą próbowali, i my również, zachować jak najwięcej normalności.

Niespecjalnie mamy wpływ na to, co się wydarzy, dlatego warto się skupiać na tych obszarach, gdzie mamy sprawczość.

Maria Jarco-Działak - psycholożka, gerontoterapeutka, neuropsycholożka, liderka projektów skierowanych do seniorów i ich rodzin. Specjalizuje się w pracy z osobami starszymi cierpiącymi na zaburzenia poznawcze i zespoły otępienne.

***

Gdzie oprócz urzędu gminy/miasta szukać pomocy dla seniorów?

Fundacja Wsparcie – telefon wsparcia dla rodzin/opiekunów osób z demencją, zajęcia terapeutyczne, pomoc wolontariuszy

Fundacja Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia” – treningi poznawcze, bezpłatna aplikacja MEMO – aplikacja z treningiem pamięci, webinaria edukacyjne

Szlachetna Paczka

Stowarzyszenie Mali Bracia Ubogich – telefon zaufania dla osób starszych, pomoc wolontariuszy

Stowarzyszenie Syntonia – punkt informacji i wsparcia dla nieformalnych opiekunów osób starszych

Fundacja Projekt Starsi – pomoc osobom starszym doświadczającym przemocy w rodzinie www.projektstarsi.pl

Fundacja Zaczyn – edukacja o starości, w tym kompendium wiedzy „Zrozumieć starość”

Solidarnościowy Korpus Wsparcia Seniorów

Przydatne strony:

Warszawa senioralna – informacja o dostępnej ofercie pomocy oraz o zajęciach dla seniorów online

Senior w Koronie

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Tekst powstał w ramach akcji społecznej Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”.

Z uwagą i czułością przyglądamy się naszym relacjom – tym rodzinnym i tym z nami samymi – aby je uporządkować i z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Chcemy tworzyć nową rzeczywistość. Chcemy rozmawiać o wolności kobiet w sferze świadomości, cielesności i bytu.

Wszystkie publikowane do tej pory materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl

embed
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.