Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Agata Trzebuchowska: Jak zdefiniować samotność, biorąc pod uwagę subiektywność tego doświadczenia?

Aleksandra Piejka, psycholożka: – Potoczne rozumienie samotności różni się od tego, z którego korzystamy w psychologii. Najprościej: to poczucie, że liczba lub jakość relacji w naszym życiu jest niewystarczająca. Pod tą definicją kryje się jednak rząd zmiennych i konstruktów. Samotność mierzymy za pomocą pytań, które pozwalają nam określić, na ile badany może opierać się na relacjach międzyludzkich, czy czuje przynależność do grupy społecznej oraz na ile jego potrzeby emocjonalne są zaspokajane.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Samotność jak każde uczucie jest czymś zmiennym i osadzonym w czasie. Jak to naukowo uchwycić?

– Rzeczywiście, samotność odczuwana przez krótki okres oddziałuje na nas inaczej niż przedłużające się uczucie osamotnienia. Jednocześnie okazuje się, że przypomina bardziej cechę niż stan. Oczywiście uczucie osamotnienia zmienia się w zależności od konkretnych wydarzeń oraz okresów życia. W dzieciństwie i młodym wieku jest bardzo zależne od kontekstu i rówieśniczego środowiska. Kiedy stajemy się dorośli, do głosu dochodzą indywidualne tendencje. Później, gdy się starzejemy, czynniki środowiskowe zaczynają ponownie odgrywać dużą rolę.

Indywidualne tendencje? Czy to znaczy, że nasze doświadczenie samotności może być warunkowane genetycznie?

– Pewne uwarunkowania dają się powiązać z samotnością. Niektórzy mogą być bardziej predestynowani do jej odczuwania, mieć większą trudność z zawieraniem znajomości oraz czerpaniem satysfakcji i wsparcia z kontaktów międzyludzkich. Ale nie możemy mówić o prostym wynikaniu – samotność to wypadkowa naszych uwarunkowań, potrzeb oraz okoliczności, w których przyszło nam się rozwijać i funkcjonować. Dlatego trudne doświadczenia i przeciwności losu w jednych z nas mogą zaowocować wieloletnimi trudnościami w nawiązywaniu satysfakcjonujących relacji, gdy inne osoby z podobną historią będą sobie radzić lepiej.

Kiedy czujemy się najbardziej samotni?

– To kwestia indywidualna, ale na pewno każdego z nas samotność w końcu dotknie. W sensie statystycznym problem rozpoznany jest przede wszystkim wśród osób starszych. Seniorzy częściej mieszkają w pojedynkę, a z przyczyn zdrowotnych mają utrudniony dostęp do życia społecznego. Jednak o epidemii samotności coraz częściej mówimy w kontekście ludzi młodych.

W badaniach prowadzonych w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, gdzie ten problem jest szczególnie rozpoznany, młodzi deklarują, że brakuje im wsparcia od bliskich i nie odczuwają więzi z rówieśnikami. To, co jest istotnym komponentem samotności, to nie brak ludzi wokół, tylko więzi z nimi.

To wynik nadmiernego korzystania z mediów społecznościowych? Przenoszenie coraz większych obszarów życia do przestrzeni wirtualnej to rozpoznany problem wśród młodego pokolenia.

– Prowadzonych jest wiele badań nad wpływem nowych technologii na nasze samopoczucie i jakość relacji, ale przynoszą sprzeczne wyniki. Zbyt wiele czynników gra rolę – czy oglądamy obrazki, czy czytamy posty? Jak dużo czasu spędzamy w internecie i jak się on rozkłada w ciągu dnia? Czy znamy osoby, z którymi wchodzimy w interakcję? Czy pozostajemy anonimowi, czy kreujemy swój wizerunek? Jeżeli nie mamy możliwości spotkania się z bliskimi, jak w pandemii, to zapośredniczony kontakt może przynieść wiele ciepła i bliskości. Wiemy, kto jest po drugiej stronie, i emocje, które ta osoba budzi, znamy z prawdziwego życia.

Jeśli jednak większość naszego życia społecznego sprowadza się do kontaktów wirtualnych i na ich podstawie tworzymy obraz siebie w społeczeństwie, to istnieje ryzyko, że do innych relacji zaczniemy przykładać niedające się spełnić standardy. Wynikający z tego stan ciągłego braku satysfakcji może wzmacniać uczucie samotności.

Epidemia samotności to kolejna choroba naszych czasów. Kiedyś byliśmy mniej samotni niż teraz?

– Według ewolucyjnej teorii samotności Johna Cacioppo i współpracowników uczucie osamotnienia towarzyszy nam od dawna i nie jest charakterystyczne wyłącznie dla naszego gatunku. Samotność ma być dla nas taką samą informacją jak głód, kiedy brakuje nam pokarmu. To sygnał dla organizmu, że coś jest nie w porządku.

W historii naszego gatunku bycie samemu wiązało się z zagrożeniem. Gdy jesteśmy samotni, nie czujemy się bezpiecznie i stajemy się wyczuleni na negatywne bodźce płynące ze świata, a w konsekwencji bardziej spięci i zestresowani. W krótkim wymiarze czasu taki stan może być dla nas korzystny, bo mobilizuje do obrony. Gdy jednak zaczyna się przedłużać, skrzywienia poznawcze się utrwalają, a nam coraz trudniej wrócić do relacji z ludźmi, bo widzimy w nich zagrożenie.

Poza tym patologizacja samotności i rozpoznanie jej jako czynnika chorobotwórczego jest czymś relatywnie nowym. Wiąże się między innymi z industrializacją oraz wieloma towarzyszącymi jej procesami: migracjami ze wsi do miast, rozpadem tradycyjnych wspólnot, atomizacją rodziny.

Pejoratywne rozumienie samotności bardzo długo w ogóle nie istniało. Słowo „samotność” oznaczało stan bycia samemu, czyli bez innych ludzi. A jeśli przybierało emocjonalny wydźwięk, to był on pozytywny i kojarzył się z luksusem, na który tylko nieliczni mogli sobie pozwolić. Ponadto bycie samemu nie oznaczało braku istotnej więzi, ponieważ ten czas poświęcony był przede wszystkim relacji z Bogiem.

Socjologiczną, klasową perspektywę coraz częściej przyjmuje się w naukach medycznych.

– Bardzo istotne są wieloletnie badania znane jako The Whitehall Study, które prowadzone były wśród pracowników służby publicznej. Michael Marmot, który stał na ich czele, opisuje, jak wielkie znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego ma nasz status oraz miejsce w hierarchii. Nierówności mogą się przyczyniać do pogorszenia stanu zdrowia ludzi na niższej pozycji nie tylko dlatego, że brakuje im środków materialnych. Istotnym czynnikiem jest poczucie sprawczości oraz kontroli nad życiem swoim i bliskich. Na przykład imigranci, grupy mniejszościowe i osoby ubogie mają większą szansę rozwinąć zaburzenia psychotyczne. Od ponad dekady funkcjonuje hipoteza „społecznej przegranej”, według której ciągłe doświadczenie marginalizacji może w sposób trwały rozregulować układ dopaminergiczny i doprowadzić do rozwoju schizofrenii u osób, które mimo predyspozycji w innych warunkach nie musiałyby zachorować.

Ta trajektoria między ciałem, uczuciem i relacjami społecznymi jest nie do końca rozpoznana i właśnie nią się zajmujemy w naszym projekcie „Samotność”. Staramy się zbadać zależności między tym, co subiektywne, a aktywnością fizjologiczną i neuronalną, które dają się zmierzyć w sposób bardziej obiektywny. Jednym z kluczowych wskaźników jest zmienność rytmu serca. Nasze serce nie wybija rytmu równo, odstępy między uderzeniami mają różną długość. Ta zmienność jest wynikiem złożonych procesów zachodzących między sercem i mózgiem, które mają na celu dostosowanie organizmu do środowiska. Dlatego zmienność rytmu serca uznawana jest za miarę zdolności do adaptacji i regulacji fizjologicznej, poznawczej oraz emocjonalnej. Im większa, tym lepiej potrafimy się dostosowywać do warunków wokół nas. W naszym projekcie chcemy sprawdzić, czy i w jaki sposób poczucie samotności może się przekładać na tę zmienność – w warunkach laboratoryjnych i w codziennym życiu. Relacje społeczne nie zawsze są w końcu pełne spokoju i wsparcia – wymagają od nas elastyczności, szybkich i odpowiednich reakcji.

Jak przebiegają badania?

– Interesuje nas nie tylko ogólny poziom zmienności rytmu serca, ale również jego fluktuacja w czasie i w zależności od sytuacji: serce inaczej będzie reagowało w stanie spoczynku, w trakcie zadania i po jego zakończeniu. Uczestnicy proszeni są o wykonywanie różnych czynności w warunkach laboratoryjnych i rezonansie magnetycznym, gdzie mierzymy aktywność ich mózgu. Dodatkowo przez tydzień noszą specjalne urządzenia, które zbierają informacje o aktywności serca w codziennym życiu. Chcemy się dowiedzieć, jak ta zmienność wpływa na sposób, w jaki przetwarzamy informacje o charakterze społecznym: twarze, ruch ciała, intencje, emocje. W optymalnej sytuacji ta zmienność powinna pozostawać wysoka w stanie spoczynku, spadać w trakcie wykonywania angażującej lub stresującej czynności – kiedy serce zaczyna bić szybko i równo – by po jej zakończeniu powrócić do stanu wyjściowego.

Spodziewacie się, że u osób samotnych zmienność rytmu serca nie wróci do poziomu wyjściowego, czy nie zmieni się znacząco w trakcie zadań?

– Na to pytanie nie daje się łatwo odpowiedzieć na podstawie wcześniejszej literatury. W ewolucyjnej teorii samotności za główny czynnik łączący samotność z chorobami serca uznaje się stres. Świadczyłoby to o tym, że osoby samotne będą intensywniej reagowały na stresory z otoczenia i trudniej będzie im się ponownie uspokoić. Jednocześnie istnieją badania, które pokazują coś odwrotnego. Samotność może prowadzić do apatii i wycofania, które wiążą się nie z odczuwanym stresem, tylko z inercją emocjonalną rozpoznawalną na przykład w depresji. Jednym z wytłumaczeń tej reakcji jest wytłumienie bólu oraz nieprzyjemnych doświadczeń. Wciąż poruszamy się tutaj na poziomie hipotez.

Ale zdrowotne konsekwencje samotności są całkiem realne.

– Oczywiście! Od wielu lat samotność jest rozpoznana jako poważny czynnik ryzyka chorób serca. To zdumiewające, że tak subiektywne doświadczenie jak satysfakcja czerpana z relacji międzyludzkich może się przełożyć na obiektywne zagrożenie zawału.

Samotność wiąże się także ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na alzheimera, szybszymi ubytkami poznawczymi, które pojawiają się z wiekiem, czy zmniejszoną odpornością organizmu.

Ponadto osoby samotne mają większe skłonności do rozwinięcia zaburzeń psychicznych, takich jak depresja, lęk uogólniony czy lęk społeczny.

Wiele zaburzeń posiada podobną strukturę. Tworzą je samonapędzające się mechanizmy psychiczne, które prowadzą do sztywności zachowania, zawężenia pola uwagi, nieadekwatnych reakcji emocjonalnych, poczucia braku kontroli, a w konsekwencji – do głębokiego cierpienia. Podobne elementy towarzyszą często długotrwałemu poczuciu samotności. Narastające wrażenie wrogości i niechęci tworzą z głowy więzienie, z którego coraz trudniej wyjść.

Istnieje antidotum?

– Jeżeli czujemy się samotni od dawna, może nam być trudno poradzić sobie na własną rękę. Najskuteczniejszą interwencją jest zmiana postrzegania innych ludzi i ich intencji. Pomóc może terapia poznawczo-behawioralna. Innym sposobem na zwiększenie satysfakcji z życia i relacji z ludźmi jest robienie czegoś dla innych. Bardziej skuteczne niż pójście do baru okazuje się zaangażowanie społeczne.

*Aleksandra Piejka – doktorantka w Pracowni Neuronauki Społecznej Instytutu Psychologii PAN. Prowadzi badania w ramach Projektu Samotność, którego celem jest poznanie społecznych, zdrowotnych i neuronalnych konsekwencji samotności. Więcej na projekt-samotnosc.pl

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”.

Z uwagą i czułością przyglądamy się rodzinnym relacjom, które w tym trudnym czasie są szczególnie ważne, a ich uporządkowanie - niezbędne do tego, by z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Wszystkie publikowane dotąd materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl/czulosc-i-wolnosc

Kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.