Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Anna Dobrydnio: Kobiety często mają po rozstaniu potrzebę zostawienia mężczyzny z myślą, że ma czego żałować. To wyłania się też z listów, które przychodzą do "Wysokich Obcasów". Skąd się rodzi taka potrzeba zwłaszcza w kobietach, które zostały skrzywdzone?

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Alicja Długołęcka: Przyszły akurat takie listy, z których wyłoniła się motywacja oparta na pewnej formie zemsty: ja ci pokażę, co straciłeś, czego byłam warta, a ty tego nie doceniłeś, więc żałuj. Zmieniłam się, przeżyłam to, zadbałam o siebie i jak mnie znowu zapragnąłeś, to ci teraz udowodniłam, że jestem super, ale już nie chcę z tobą być. Teraz ja mówię: nie. Myślę więc, że to niekoniecznie musi wynikać z zaniżonej samooceny, tylko bardziej z urażonej dumy, poczucia zranienia, pokazania mężczyźnie, że popełnił błąd, żeby żałował. Być może, że w jakiejś grupie kobiet źródłem jest poczucie krzywdy powiązane ze spadkiem poczucia własnej wartości, ale myślę, że również u  kobiet z wysoką samooceną mogą się pojawiać myśli, żeby zrobić coś takiego, jeśli partner był nie w porządku.

Jaką motywację do seksu z eks mają zatem osoby z relacji, w których niekoniecznie doszło do zranienia?

Ludzie po prostu tęsknią za sobą. Byli ze sobą blisko i z jakichś powodów się rozstali. Bliskość, jaką stworzyli, była tak ważna, tak wyjątkowa, że potem bardzo ciężko się z niej wyplątać i z niej po prostu zrezygnować. Ludzie tęsknią za tą bliskością fizyczną, w którą był wpleciony seks. To jest niebezpieczna ścieżka, bo rana jest głęboka i boli, i jeśli nie nastąpiło odcięcie, odchodzenie od siebie jest powolne i bolesne. W jednym z listów jest to ładnie napisane, że jak ludzi coraz mniej ze sobą w życiu wiąże, to więź seksualna między nimi też będzie zanikać, a człowiek będzie świadkiem obumierania tej więzi. Bycie w tym powolnym obumieraniu jest trudnym doświadczeniem, które utrudnia budowanie swojego nowego świata, właściwie je uniemożliwia.

Mamy wtedy do wyboru: albo się odciąć i dogłębnie cierpieć, przez jakiś czas dojmująco odczuwać brak tej bliskości, albo odgrzewać relację, kiedy obie osoby – choć często tylko jedna z nich –  budują już nowy związek, ale czasem tak za sobą tęsknią, że się spotykają i w pewnym sensie jest im łatwiej z takim uśmierzanym bólem przez jakiś czas. Jednak towarzyszy temu to obumieranie więzi i przy okazji unieważnianie dobrych wspomnień, co generuje dodatkowy ból i smutek. To jest czynne tworzenie pewnej pustki, które jest przygnębiające i odbiera życiową energię.

Dla nowego partnera osoba eks jest zagrożeniem?

To o wiele bardziej zależy od osoby, z którą wchodzi się w związek, a nie od eks. Decyzję podejmuje nowy partner. Czasami sytuacja nie jest zamknięta. Myślę tutaj o sytuacjach, kiedy w związku była bardzo silna więź, ale jeden z partnerów podjął decyzję o odejściu, bo na przykład miał inne priorytety w życiu: wyjeżdża gdzieś, a druga osoba nie chce wyjechać, chce założyć rodzinę, a druga osoba jeszcze nie chce, albo dzieli ich duża różnica wieku. Taka porzucona osoba, gdy wchodzi w następną relację, często ostrzega swojego nowego partnera, że jest po przeżyciach, ma zamknięte serce, żeby nie zadawać jej pytań, że nie jest gotowa na związek. Zresztą wszystko to może być prawdą, bo jest w fazie odbudowywania własnej odrębności, a to jest proces z reguły paroletni, jeżeli była miłość i bliskość. Zanim człowiek się wyodrębni, musi przez to wszystko przejść. Nowy partner może mieć wtedy zupełnie inne potrzeby i nie mieć zgody na to, żeby budować taką połowiczną więź, tym bardziej jeśli jest to związane nie tylko z przeżywaniem rozstania przez tę drugą osobę i niemożnością jej pełnego zaangażowania, ale z realną obecnością kogoś „z przeszłości”.  Niektórzy, pomimo nowej relacji, decydują się na seks z byłym partnerem.

Mogą w ten sposób próbować „udowadniać sobie”, że nadal są ważni. Nie decydują się na odcięcie i znieczulają się złudzeniem, że są wciąż i pomimo wszystko kochane - za pośrednictwem seksu. I to ciągnie się czasami parę lat i obumiera, dopóki ktoś jednoznacznie tego nie przerwie. Taka relacja jest często niezwykle bolesna, bo osoba porzucona tak naprawdę nie dostaje tego, czego pragnie, czuje się instrumentalnie traktowana i doświadcza przygnębiającego procesu zobojętniania. Dla nowego partnera może być nie do wytrzymania to, że zbudowanie upragnionej więzi nie jest w tym czasie możliwe.

A z jakich pobudek osoba, która odeszła, może chcieć nadal spotykać się z eks?

Może podtrzymywać tę relację, bo jej to dobrze robi na ego. Nadal ma poczucie, że jest absolutnie atrakcyjna, zarówno dla nowego partnera, jak i byłego. Taka osoba nie liczy się ani z uczuciem porzucenia u eks partnera, ani z brakiem bezpieczeństwa i bliskości u nowego, tylko się bardziej koncentruje na tym, że nadal jest kochana, pożądana – bo to kochanie jest przerzucane na pożądanie – i to może być nęcące. To nawet może działać stymulująco na wchodzenie w kolejne relacje, bo utwierdza w poczuciu atrakcyjności. Próżność ludzka nie zna granic.

A więc motywacja do seksu może być po stronie porzuconego i porzucającego?

Oczywiście. W pierwszym fragmencie rozmowy skoncentrowałyśmy się na tych porzuconych, ale motywację do seksu z eks może mieć też osoba, która porzuciła. Próżność jest bardzo silną cechą i często trudno nam się do tego przyznać, że nie chcemy puścić byłych kochanków czy partnerów, bo to przyjemne mieć poczucie, że jest się pożądanym pomimo zerwania. Nie mówiąc o tym, że to trochę nas usprawiedliwia. W to przedłużanie relacji może być włączona motywacja bardziej pokrętna, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi propozycja, żeby się przyjaźnić.

Ale z seksem czy bez?

Czasami okazuje się, że ta przyjaźń nie jest tylko przyjaźnią, jeśli dochodzi do kontaktów seksualnych. I to jest bardzo podobna sytuacja do poprzedniej, tylko jest inaczej nazywana, jest zakamuflowana pod płaszczykiem przyjaźni, która przyjaźnią nie jest, tylko zwalnianiem się z poczucia winy przez osobę, która porzuciła - przecież wszystko jest w porządku, dalej się „lubimy”. Może i byłoby w porządku, gdyby rzeczywiście to się rozwijało w kierunku przyjaźni opartej na porozumieniu bez podtrzymywania złudzeń drugiej strony. Jest to bardzo trudne, a w większości przypadków sądzę, że niemożliwe, przynajmniej od razu. Jeżeli na przykład byliśmy długo w małżeństwie, to ta faza przejścia ze związku w inny związek jest dosyć długa i nie oznacza, że np. po pięciu latach nie możemy się przyjaźnić. Były mąż z byłą żoną. Ale to wymaga pewnej przerwy, nauczenia się życia oddzielnie - skoro to nie jest już związek.

To jest w ogóle możliwe?

Życie pokazuje, że jest możliwe, zwłaszcza jak są dzieci. Ludzie są wtedy zobowiązani do jakichś form kontaktowania się, w rezultacie po X-latach urządzają sobie ten obszar wspólny, bo się świetnie znają, i mogą się wtedy przyjaźnić bez wspomnianych manipulacji i żalu. Myślę, że każda z nas zna takie pary i jest to absolutnie możliwe rozwiązanie. Podkreślam jednak, że potrzebny jest czas i obopólne wyodrębnienie.

Wróćmy jeszcze do tej zakamuflowanej formy pod przykrywką przyjaźni. Na czym polega?

W tej zakamuflowanej formie, w tej niby-przyjaźni, co pewien czas ta porzucona osoba może kusić seksualnie, bo się łudzi, że seksualna namiastka, jej oddanie i cierpliwość zostaną jakoś wynagrodzone, że ta osoba wróci, że może to jednak miłość. A ta, która odeszła, dowartościowuje swoje ego, że nadal jest pożądana, mimo że już jest w innej relacji, ba! Jest podwójnie pożądana – przez obecnego partnera i przez eks. Wielu z nas temu ulega. Z reguły dochodzi wtedy do bardzo przykrych rozstań, bo nie jest to relacja uczciwa, oparta na prawdzie. Po pewnym czasie jednak ta prawda staje się zauważalna i następuje przykre zerwanie zasłon iluzji, że „wszystko jest w porządku”.

A czy takie spotykanie się na seks może przerodzić się znowu w związek?

Tak. Jednym z rozwiązań dla takich osób jest tzw. wolny seks, czyli wolny i bezpieczny emocjonalnie, w którym nikt nie ma parcia na bycie w stałym związku czy zakładanie rodziny, a ludzi wiąże namiętność. Byli ze sobą w związku, doszli do wniosku, że nie są na takim etapie życia, że chcą dalej tworzyć ze sobą związek, ale łączy ich podobieństwo charakterów, porozumienie duchowe, intelektualne i oczywiście seksualne. Zrozumieli, że to, co ich łączyło, ma wartość, są singlami z wyboru i zamiast spotykać się z przypadkowymi osobami, spotykają się ze sobą, bo się dobrze znają. I w tym sensie jest to emocjonalnie bezpieczne i satysfakcjonujące seksualnie.

To jest między innymi w liście o Brazylijczyku. Myślę, że ludzie naprawdę mogą tak czuć na pewnych etapach swojego życia, jeśli znają siebie samych, są emocjonalnie świadomi, dojrzali, mają różne relacje za sobą i doceniają wartość takiego spotkania. Dzieje się tak, kiedy ludzie po prostu się lubią, mają o czym ze sobą rozmawiać i lubią seks, ale nie planują na tym etapie życia związku. Nie manipulują sobą i innymi osobami. To może dotyczyć osób po rozwodach, młodych ludzi, którzy mają inne priorytety życiowe, albo osób, które po byciu w związkach odczuwają ulgę, że już w nich nie są, bo za dużo poświęciły i się zawiodły. Nie oznacza to jednak, że będą teraz wieść ascetyczne życie i nie będą w żadnych psychoseksualnych relacjach. I zamiast wersji promiskuityzmu, czyli byle gdzie i byle z kim, wybierają wersję tzw. przyjaźni z bonusem. Bazą takich relacji jest to, że się dobrze znają, mają podobne potrzeby i nie mają złudzeń co do pewnych kwestii.

Na ile takie relacje mogą wynikać z racjonalizacji, a na ile są prawdziwe?

To mogą być bardzo świadome decyzje ze strony obojga. I one są dojrzalsze od relacji, o których rozmawiałyśmy na początku, tych opartych na karmieniu ego, przykrywaniu maską przyjaźni – to jest racjonalizacja. A teraz mówimy o wersji urealnionej, która jest możliwa i się ludziom przydarza, jeśli oboje na pewnym etapie życia uświadomią sobie, że to, co stracili, wciąż stanowi dla nich autentyczną wartość. Problemem jest to, że to się rzadko zdarza, bo często dotyczy tylko jednej osoby. A możliwe jest tylko wtedy, kiedy to dotyczy dwojga. Jeśli tak się złoży, że ludzie byli ze sobą, potem się rozstali, w nowych relacjach przekonali się, że nie rozumieli i nie docenili tego, co stworzyli w poprzednim związku i że prawdą, która się objawia, jest bycie razem, a nie w oddzielnych światach – podkreślam: ważna jest tu liczba mnoga – to wtedy możemy mieć happy end.  Bywa wtedy tak, że ludzie o wiele bardziej świadomie wchodzą po raz drugi w relację i wtedy nie tylko seks z eks będzie super. I żyją potem długo i szczęśliwie, nie zauważając nawet, kiedy znowu tworzą związek, mocniejszy i na nowych zasadach. Prawdopodobieństwo jest małe, ale to się też w życiu zdarza. Twierdzenie, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, nie jest więc twierdzeniem absolutnie obowiązującym. Być może te relacje są wyjątkami, które potwierdzają regułę.

*Alicja Długołęcka zajmuje się edukacją i poradnictwem psychoseksualnym. Szczególnie bliskie są jej tematy dotyczące zdrowia seksualnego i seksualności kobiet

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.