Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sabina: Był taki radosny, facet pełen życia

Darka spotkała w 2015 roku na przystanku autobusowym we Wrocławiu. Okazało się, że wracają tym samym autobusem, z tej samej pracy. Ona była konsultantką w oddziale banku, on kilka dni wcześniej zaczął tam pracę jako menedżer. Z krótkiej rozmowy dowiedzieli się, że oboje pochodzą z tego samego miasta – Zielonej Góry.

Przyjechał do jej biura na zastępstwo. Był pogodny, rozgadany i „sprzedał jej powitalną historyjkę”, przez którą zaczęła mu współczuć. Mówił, że ma złamane serce i wciąż cierpi po zerwaniu z narzeczoną.

– On był w tym związku ofiarą, ona katem. Mówił, że niszczyła go psychicznie, ciosała kołki na głowie, okłamywała, a on posłusznie to znosił w imię miłości – opowiada Sabina.

Za kilka dni wypadały imieniny jej mamy. Chciała zrobić jej niespodziankę. Zaproponował, że ją podwiezie. Przegadali całą drogę. – Był taki radosny, facet pełen życia.

Związek trwał dwa lata. Wynajmowali wspólne mieszkanie. On miał płacić za czynsz i rachunki, ona za pozostałe „życie”, ale kiedy został zwolniony, całe utrzymanie spadło na jej barki.

– Mieliśmy wypadek samochodowy. Darek wymusił pierwszeństwo, wjechał w nas samochód. Ja wyszłam z tego potłuczona, a on ze złamaną w dwóch miejscach nogą. Nie mógł szukać nowej pracy i wtedy dowiedziałam się o jego długach – mówi Sabina.

Zaczęło się między nimi psuć. Mimo to Sabina pomagała w spłacie zobowiązań – karty kredytowe, pożyczka pracownicza i kredyt na pierścionek zaręczynowy dla byłej dziewczyny na 30 tysięcy złotych. – Wpadł w pętlę finansową. Żeby mu pomóc, naruszyłam pieniądze, które dostałam w spadku – mówi Sabina.

Zaczęło jej coraz bardziej przeszkadzać, że kiedy ona wraca z pracy, on siedzi na kanapie, ogląda telewizję lub gra na konsoli. Pytała, czy nie mógłby chociaż obrać ziemniaków na obiad. Kręcił głową i mówił, że boli go noga. Wciąż nie szukał pracy.

– Zrobił mi awanturę, że na obiad były tosty z serem. Miałam dość. Ale wyjechałam dopiero, kiedy się dowiedziałam, że odnowił kartę kredytową.

Od matki wróciła po kilku dniach, żeby spakować się do reszty i załatwić sprawy finansowe. Był jej winien kilkadziesiąt tysięcy.

– Szarpałam się z nim o każdy grosz. W końcu zgodził się na podpisanie umowy pożyczki na 13 tys. zł. W tym było 7 tys., które pożyczyłam na rozkręcenie nowego interesu. Oczywiście nic z niego nie wyszło. Kolejne 6 tys. to pieniądze, którymi spłaciłam jego karty. Cała reszta, chociażby pieniądze na kupno wspólnego samochodu, przepadła.

Darek miał to spłacić w ciągu dwóch lat. Nie zobaczyła nawet złotówki. Poszła do sądu. Komornik miał ściągać zadłużenie, ale jej były chłopak ciągle udowadniał, że nie zarabia.

W tym czasie założył jednoosobową działalność gospodarczą. Jest couchem mentalnym. Nazywa się trenerem życia. Organizuje spotkania i warsztaty dla firm, jak zmotywować pracowników i odnaleźć własne ja. Na swojej stronie w rubryce osiągnięcia pisze, że „potrafi zjeść pączka bez oblizywania ust”.

Chwali się też, że wziął udział w popularnym programie kulinarnym dla amatorów i zaserwował tam swój autorski przepis na ciasto.

– To był przepis mojej mamy. Nawet z tego mnie okradł.

Agata: Mówił, że mam tylko jego

Kiedy wracam myślami do tego, co było, w głowie dźwięczy: „Zmarnowali mi najlepsze lata życia”.

Agata zakończyła swoje małżeństwo, mając 30 lat. Została z dwójką małych dzieci. Kilka lat była sama. Potem w jej życiu pojawił się on. Piotr był starszy o 15 lat, szarmancki, wesoły, brylował na imprezach.

Poznali się przez wspólnych znajomych z pracy. – Chyba nie chciałam jeszcze wtedy związku na poważnie, ale zabiegał o mnie. Kwiaty, pikniki, wizyty u chorej babci.

Zostali parą, po czasie zamieszkali razem. Było miło, ale Piotr każdego wieczoru pił. Agata też, ale lampka wina to nie to samo co butelka whisky. Wtedy stawał się podenerwowany, wulgarny. Kłócili się. Starała się go tłumaczyć – miał ciężki dzień, musi się napić.

– Klękał przede mną dwa razy z pierścionkiem, ale odmawiałam. Nie po tym, gdy wieczorami w pijackim widzie wypominał mi, że jestem brzydka, choć byłam atrakcyjna. Mówił, że mam tylko jego. Wierzyłam.

Wracając samochodem z pracy, klęła pod nosem, kiedy na przejeździe kolejowym opuszczano szlabany. To oznaczało, że się spóźni do domu, w którym on już czeka. Miał wyliczone co do minuty, ile powinna jej zająć droga do domu. Znów będzie wściekły.

Mimo to Agata chciała jeszcze ratować związek i wynagrodzić mu, że nie została jego żoną. Powiedzieli sobie: zbudujemy dom.

Miał być podmiejski, ale w stylu wiejskim. Ze spadzistym dachem i kwietnym ogrodem. On dostał w spadku działkę. Jego brat zgodził się pożyczyć im 100 tys. zł, na resztę zaciągnęli kredyty.

Budowa się przedłużała, bo zaczęło brakować pieniędzy. Mimo to wprowadzili się.

Nie wytrzymała, kiedy on znów upijał się w niewykończonym salonie. Powiedziała: może przestań już popijać. Wtedy po raz pierwszy zamachnął się na nią. Uderzył w twarz.

Na drugi dzień przyrzekli sobie, że rozstaną się w zgodzie, a dom sprzedadzą. Spłacą długi, w tym rodzinę Piotra, a resztą się podzielą.

– Po jakimś czasie wpadłam przypadkiem na jego brata. Zapytał, kiedy zamierzamy mu zwrócić te 100 tys. zł. Zdębiałam. Piotrowi oddałam 50 tys. zł ze swojej części, a on miał je przekazać bratu. Nie sądziłam, że oszuka rodzinę. I mnie. Ze sprzedaży niemal nic mi nie zostało, a dług nadal był.

Minęły dwa lata. Pracowała jako agent nieruchomości. Całymi dniami jeździła do klientów. Z jednym umówiła się w kawiarni. Przyszedł mężczyzna w jej wieku, koło czterdziestki. Nie zwróciła na niego uwagi, potraktowała spotkanie czysto biznesowo. On jednak dzwonił, wysyłał SMS-y, w końcu zaczął przyjeżdżać. Przesiadywali w kuchni i pili herbatę.

Agata postanowiła się zwierzyć – ciężko jej, ma na utrzymaniu dwójkę dzieci, zobowiązania, szuka czegoś tańszego na wynajem.

On miał kilka mieszkań. Ją i dzieci ulokował w jednym z nich. Odwiedzał ich codziennie. Wciąż tylko przychodził na herbatę.

Agata: – Prawdę mówiąc, zaczęłam się niepokoić. Mijał kolejny miesiąc, a my ledwo dawaliśmy sobie buzi. Nie miałam 20 lat, żeby uważać, że niechodzenie ze sobą do łóżka jest romantyczne.

Zostali parą dopiero po roku. Obiecywał ślub. Nie było zaręczyn, ale raz usiedli przy stole jak dorośli ludzie i ustalili, że się pobiorą.

– Wydawało mi się, że to będzie bezpieczny wybór. Marek był spokojny, lekko wycofany, ale to mi odpowiadało. Miał w sobie taką harmonię. Był gwarantem spokojnego życia.

Wyznaczyli termin w urzędzie stanu cywilnego. Za trzy tygodnie. Agata pytała, kiedy pójdą kupić obrączki, kiedy wybiorą się po sukienkę i garnitur, kogo zaproszą i gdzie zorganizują niewielkie przyjęcie. Odpowiedź zawsze była taka sama: coś mi wypadło, załatw to sama. W dzień ślubu ani on, ani ona nie pojawili się w urzędzie.

On zamiast ślubu zaproponował coś innego. Kupił kilka udziałów w kamienicy i zaproponował Agacie zamieszkanie w jednym z mieszkań w zamian za remont.

Agata: – Władowałam w to mieszkanie kilkadziesiąt tysięcy, wszystkie oszczędności, wyłącznie dlatego, że miał na mnie przepisać udziały. Nigdy tego nie zrobił, a z mieszkania musiałam się wyprowadzić, bo właściciele podnieśli mi czynsz o 200 procent. Marek miał już wtedy inną kobietę.

Wyjeżdża z Polski. Zamieszka w Niemczech z córką i jej narzeczonym. Nic jej tu nie trzyma.

Maria: Nie zabezpieczałam się finansowo. Liczyło się zaufanie

Małżeństwo Marii i Adama trwało 10 lat. Oboje świetnie wykształceni, znani w kręgach akademickich, aktywni zawodowo, szanowani. Maria dziś powie, że to nie było fatalne małżeństwo, ale końcówka już tak.

– Nigdy nie rozważałam zakończenia tego związku, dlatego też nigdy nie zabezpieczałam się finansowo. Liczyło się zaufanie.

Oboje mieli swoje konta bankowe i dostęp do nich. Ona prawie nigdy nie wchodziła na jego rachunek, on był częstym gościem na jej koncie.

– Nie dziwiło cię to? – pytam.

– Nie. To on kontrolował nasze finanse, robił opłaty, pilnował spłacania kredytu na dom. Nie widziałam w tym problemu, bo pieniądze nigdy nie były dla nas problemem. On zarabiał trzy razy więcej.

Dowiedziała się o zdradzie. Przez kilka miesięcy miał kochankę, żadna miłość, raczej seks. Maria nie mogła po prostu spakować się i trzasnąć drzwiami. „Przecież mamy dwójkę dzieci, jesteśmy rodziną, mamy piękny dom w podmiejskiej dzielnicy, plany na wakacje” – myślała.

Maria: – On był pewien, że nie odejdę. „Przepraszam”, powiedział, ale nie żałował. Zachowywał się, jakby nic się nie stało. Liczył, że nie będzie rozwodu, bo przecież jak miałabym sobie dać radę bez niego i jego pieniędzy. Moja pierwsza myśl była taka sama.

Maria nie miała swoich oszczędności. Mimo to po kilku miesiącach podjęła decyzję. – Pierwszą żonę zdradzał, mnie zdradzał i jeśli będzie mieć trzecią żonę, to też ją zdradzi.

Gdy Adam zorientował się, że rozwód jest nieunikniony, wyprowadził się do swojego „kawalerskiego” mieszkania i zablokował dostęp do konta. Pozwolił Marii wraz z dziećmi zostać w domu, ale nie dokładał się do utrzymania.

– Cokolwiek było potrzebne, musiałam o to poprosić. Upokarzające.

Jest przekonana, że gdyby nie jej prawniczka, zostałaby z niczym. Miesiącami trwały negocjacje w sprawie podziału majątku.

– W byłym mężu, kulturalnym, wszechstronnie wykształconym, światowym człowieku, który nigdy nie narzekał na pieniądze, nagle uruchomił się trybik alimenciarza: „Odeszłaś? To ja ci teraz pokażę!”. Po weekendzie z dziećmi potrafi mnie rozliczyć z rzeczy, które im kupił, nawet z lekarstw, bo przecież płaci alimenty i nie zamierza się jeszcze dokładać. W tym samym czasie kupił sobie motocykl.

I powie – rozsądnie jest mieć swoje pieniądze, mimo największego na świecie zaufania. – Poczucia niezależności nie da się kupić. Każda z nas potrzebuje „awaryjnej sumy”. Wtedy można wyjść i zamknąć za sobą drzwi, bez oglądania się za siebie.

Marta: Powiedział, że nie będzie mnie utrzymywać bez końca

– Będę się rozwodzić po 13 latach! – powie zaraz po tym, gdy się przywitamy.

To zdanie jeszcze długo będzie ją poruszać. Marta nigdy nie widziała się w roli rozwódki.

Zaczęło się od wielkiej miłości na studiach. Oboje na medycynie, zarwane noce i podręczniki kupowane na spółkę, ale w konsekwencji studia skończy tylko on. W pewnym momencie będzie im tak ciężko, że to ona zrezygnuje ze studiów. W zamian pójdzie do pracy – na początku kelnerka w klubach studenckich, potem „biurowa” w administracji osiedla.

Marta: – Zasuwałam. Biegałam z jednej fuchy do drugiej, żeby on mógł siedzieć w naszym studenckim mieszkanku i robić specjalizację. W końcu otworzył prywatną praktykę lekarską. Poczuliśmy się bogaci i kupiliśmy ponad 120-metrowy dom na olbrzymi kredyt. Urodziłam dwójkę dzieci. Pięć lat przez to nie pracowałam – mówi Marta. Od męża w końcu usłyszała, że za wszystkie trudy wynagrodził ją pięcioletnim urlopem.

– Ponury żart. Coraz częściej czułam się urażona, więc wyprawiłam dzieci do żłobka i znalazłam pracę w księgarni. Na nic lepszego nie mogłam liczyć. Studiów nie skończyłam.

Mąż jej wypominał – w domu bałagan, obiad nieprzygotowany na czas, dzieci znów musiała odbierać teściowa. – Jego mama jest pedantką i on też miał zawsze wysokie standardy. Problem był jeden – nigdy nie sprzątał.

W domu coraz częściej siedział z telefonem. Przesuwał palcem raz w prawo, raz w lewo po ekranie. Telefon wibrował nawet w nocy. Nie wiedziała na początku, co to Tinder. Wpisała hasło w Google’a. Dowiedziała się, że jej 33-letni mąż założył sobie konto na portalu randkowym.

Marta: – Usłyszałam, że przestałam się starać. Po kilku miesiącach on się wyprowadził. Oświadczył, że dom trzeba będzie sprzedać, ale o rozwodzie nie wspomniał.

Pod koniec kwietnia księgarnia Marty ją zwolniła. Przez pandemię zabrakło chętnych na książki.

Marta: – Z dzieciakami ciągle mieszkamy w naszym domu, a on wydzwania bez przerwy i pyta, ile jeszcze zamierzam szukać pracy, bo nie będzie mnie utrzymywać bez końca.

Sprawa rozwodowa ciągnie się od kilku miesięcy. On nie przychodzi na kolejne mediacje, wymyśla kuriozalne preteksty, a dopóki nie ma rozwodu, nie ma też alimentów.

Zabrał ostatnio dzieciaki nad morze. Kiedy je odwiózł, powiedziały Marcie, że tata jest fajniejszy, bo im wszystko kupuje.

– Poświęciłam dla niego życie. Chyba nigdy nie przestanę mieć żalu.

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”.

Z uwagą i czułością przyglądamy się rodzinnym relacjom, które w tym trudnym czasie są szczególnie ważne, a ich uporządkowanie - niezbędne do tego, by z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Wszystkie publikowane dotąd materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl/czulosc-i-wolnosc

Kulczykfoundation.org.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.