Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Katarzyna Malinowska – certyfikowana coach, trenerka metody MTQ48. Specjalizuje się w obszarze pewności siebie, odporności psychicznej, wewnętrznej siły oraz odwagi. Od siedmiu lat wspiera kobiety w trenowaniu pewności siebie

Monika Tutak-Goll: Mamy teraz społeczny problem z pewnością siebie?

Katarzyna Malinowska: Ogromny. Obserwuję to głównie wśród kobiet.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Co mówią te, które przychodzą do pani w ostatnich miesiącach?

– Że wszędzie panuje ogromny chaos: w domu, z dziećmi, w pracy. Że sobie nie radzą i mają dosyć, bo to im podcina skrzydła. Że czują lęk, niepewność, złość na siebie, że nie są już takie wydajne jak cztery miesiące temu, że pracują wolniej, że są bardziej zmęczone, że wszystko je rozprasza, koncentracja jest znacznie niższa, więcej im umyka. Że nawet gdy wchodzą do sklepu, wybierają książkę albo głupi szampon, to jak wychodzą, zaczynają analizować, że jednak trzeba było wybrać co innego. Sporo z nas ma teraz skłonność do rozpamiętywania naszych decyzji: „a trzeba było zrobić inaczej”. Staliśmy się w tych czasach bardzo niepewni.

I co im pani mówi?

– Doradzam, żeby to zostawić. Że w tamtym momencie wybrałam tak, jak umiałam. I tak jest dobrze. Żeby nie iść przez życie z wyrzutami sumienia i poczuciem winy, bo one bardzo wpływają na nasze poczucie pewności siebie.

Mówię też, że chaos w ich życiu miał prawo zaistnieć. Żeby dały sobie prawo do takich emocji. Byliśmy i nadal jesteśmy w ekstremalnie trudnej sytuacji. Pojawiło się szalenie dużo zmiennych w bardzo krótkim czasie. Nagle zmieniła się forma pracy, niektórzy w ogóle tę pracę stracili, edukacja spadła w dużej mierze na nas, czyli na rodziców, pojawiły się znaki zapytania, czy ta praca, którą wykonujemy online, jest OK, czy wykonujemy ją dobrze, nie mamy przecież punktów odniesienia.

Pojawiło się dużo lęku i strachu. Jesteśmy w takim chaosie od kilku miesięcy i nie wiemy, co będzie dalej.

Ten chaos spowodował brak poczucia pewności siebie zwłaszcza u kobiet?

– Niestety. Od siedmiu lat pracuję nad pewnością siebie u kobiet i muszę powiedzieć, że pandemia zaniżyła poczucie własnej wartości kobiet dużo bardziej. Według badań fundacji Sukces Pisany Szminką 36 proc. kobiet deklaruje zupełny brak pewności siebie hamujący je w rozwoju w życiu zawodowym. W czasie pandemii bardzo on wzrósł, badań jeszcze nie ma, ale widzę różnicę wśród moich klientek. Już wiadomo, że 12 proc. kobiet straciło pracę, a 10 proc. nie wie, czy to nie nastąpi. Życie wielu z nich wywróci się do góry nogami.

Znam wiele kobiet, którym pandemia podcięła skrzydła: jedne potraciły swoje projekty, inne pracę, jeszcze inne przeszły na zasiłek opiekuńczy, ale cały czas martwiły się, co będzie, gdy wrócą do pracy. Znam też takie, którym trudno pracować zdalnie, bo nie wiedzą, co myśli ich szef, bo nie widzą jego reakcji, a w mailach bardzo łatwo o niedomówienia czy niejasności.

– Szefowa napisała oschłego maila? Zaczynamy myśleć, o co jej chodzi. Jesteśmy dużo bardziej wrażliwi na różne bodźce. Czasami te bodźce odczytujemy znacznie intensywniej niż w normalnej sytuacji. Bo może normalnie byśmy puściły pewne uwagi mimo uszu? A teraz zaczynamy się zastanawiać.

W pracy nad pewnością siebie często podkreślam, że ona płynie z nas, z wewnątrz. Tymczasem bardzo wiele kobiet, i nie tylko kobiet, uzależnia swoje poczucie pewności siebie od tego, co jest dookoła nas. Od opinii innych, od wielu czynników.

Na przykład?

– Od pozycji zawodowej. Często jest tak, że czujemy się pewnie, gdy zajmujemy wysokie stanowiska, gdy ranga zawodowa nas podbudowuje.

A jeśli jeszcze zarabiamy dobrze – musi być świetnie.

– I takich czynników zewnętrznych jest bardzo wiele. Niebezpieczeństwo polega na tym, że jeśli ich zabraknie, np. zmieni się nasz status finansowy i znane, bezpieczne życie wywróci się do góry nogami, to automatycznie zacznie spadać nasze poczucie pewności.

Według badań Polki bardzo liczą się z opinią. Może dlatego jesteśmy wobec siebie szalenie wymagające, surowe i bardzo wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. 60 proc., wprowadzając zmiany w życiu zawodowym, kieruje się opinią innych.

W firmie Hewlett-Packard przeprowadzono wewnętrzne badanie, z którego wynikało, że kobiety ubiegały się o awans tylko w sytuacji, w której oceniały swoje kompetencje, umiejętności i doświadczenie na 100 proc. Tylko wtedy! A mężczyźni – domyśla się pani?

Zwykle na rozmowach o podwyżkę czy pracę proszą o więcej od kobiet na tych samych stanowiskach, więc domyślam się, że tu będzie podobny mechanizm.

– Mężczyźni startowali w konkurencji o awans, kiedy oceniali swoje kompetencje na 60 proc. To też pokazuje, że my, Polki, zahaczamy o perfekcjonizm. Perfekcjonizm to przekleństwo kobiet, bo sprawia, że bardzo wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. Czasami tak wysoko, że nie jesteśmy w stanie do niej doskoczyć.

Z czego to wynika?

– Z wielu powodów. Zaczynając od najbardziej powszechnych: dosyć wymagające i surowe środowisko, w którym się wychowałyśmy, może od najmłodszych lat byłyśmy oceniane, dużo od nas wymagano, może miałyśmy gdzieś zakodowane poczucie, że zasługujemy na czyjąś uwagę tylko wtedy, gdy przynosimy dobre wyniki w nauce? I ten mechanizm przenosimy do życia dorosłego. Potem na każdym polu potrzebujemy udowadniać tę doskonałość właśnie po to, byśmy były docenione, zauważone.

Bardzo często jest tak, że perfekcjoniści, postrzegani jako osoby odnoszące sukcesy, wcale tak się nie czują. Oni ciągle gonią, ciągle muszą coś sobie udowadniać.

Pandemia pokazała ważną rzecz: to nie jest czas na bycie perfekcyjną. Jeśli mówimy o życiu zawodowym, które w bardzo krótkim czasie przeniosło się do online’u, to wiele osób musiało w ciągu paru-parunastu dni wykształcić w sobie umiejętności, których wykształcenie w normalnych warunkach zajęłoby kilka miesięcy. Dlatego myślę, że czas pandemii może być lekcją oduczania się perfekcjonizmu. To nie jest czas na dopracowywanie działań do perfekcji, na testowanie, na sprawdzanie. I – warto, żeby to wybrzmiało – to nie czas na sprawdzanie pracowników i ocenianie. Mamy różne zespoły, one składają się z osób, które inaczej reagują na tę zmianę. Odporność psychiczna jest jednym z czynników, który wpływa na to, jak my reagujemy na zmiany, które życie nam funduje. Ci, którzy mają większą – szybciej odnajdą się w nowej sytuacji. Ale inne osoby potrzebują więcej czasu, komfortu, a nie poganiania.

Ciekawe, ilu pracodawców tak myśli.

– Mam nadzieję, że tacy się znajdą. Bo to czas wyrozumiałości. Wobec siebie, wobec pracownika, wobec koleżanki. To jest moment na wspólne działanie, pracę razem, samopomoc, a nie prześciganie się i złoszczenie, zwłaszcza na siebie: że ktoś już potrafi, a mnie idzie trudniej, mi to zajmuje więcej czasu.

W takich sytuacjach od razu słychać te podszepty: „ja się nie nadaję”, „zaraz odkryją, że tego nie umiem”, „nie dam rady”, włącza się tzw. syndrom oszustki – „jestem tu, a nie powinnam, zaraz się zorientują, że nie mam kompetencji”.

– Warto wtedy sobie powtarzać: „Robię wszystko, co potrafię, najlepiej w tej chwili, robię tak, jak umiem. Nie będę stała z batem nad sobą i poganiała: szybciej, więcej, bo to do niczego nie prowadzi. Staram się odnaleźć, ale jeśli są dni, kiedy idzie mi gorzej, to też jest OK, bo to jest zupełnie nowa sytuacja i nie mam wzorców, do których mogę się odwołać: aha, trzy lata temu doświadczaliśmy tego samego, co tam wtedy zadziałało?”.

I trzeba pamiętać, że nawet kiedy porównujemy się z drugim człowiekiem, to tak naprawdę widzimy tylko to, co ta druga osoba chce nam pokazać. Nigdy nie widzimy całego obrazka.

Bardzo często nie biorąc pod uwagę wielu rzeczy. Na przykład kiedy jesteśmy na początku swojej kariery i porównujemy się z kimś, kto w tej firmie pracuje 15 lat. Albo kiedy otwieramy swoją firmę, jesteśmy na początku przygody biznesowej, a porównujemy wyniki z taką, która na rynku funkcjonuje od dekady. Albo porównujemy się w sprawach codziennych: bo ona tak dobrze łączy dom, pracę i ogarnia szkołę dzieci. Ale tak naprawdę nie wiemy często, co czuje ta osoba.

Na początku pandemii porównywałam się do koleżanki, która od samego rana pracowała, a ja nie mogłam do niczego usiąść, dopóki nie ogarnęłam mieszkania. Zazdrościłam jej, że potrafi sobie świetnie wszystko zorganizować, a ja wstawiam naczynia do zmywarki, chociaż mogłam o to poprosić domowników.

– Bo poczucie kontroli i sprawczości wzmacnia naszą pewność siebie. Jeśli w tym życiu zawodowym jest tak wiele niepewnych, na które nie mam wpływu, to znajdujemy sobie drobne przestrzenie, w których ta sprawczość może się zrealizować. To, co można ogarnąć, daje siłę.

Zawsze mówię, żeby zadać sobie pytanie: na co mam dziś realny wpływ? O czym mogę zadecydować? Co mogę zrobić?

Może ten przykład z ogarnianiem przestrzeni jest taką namiastką odzyskiwania poczucia sprawczości i kontroli.

A to daje nam poczucie bezpieczeństwa. Kiedy go nie mamy, potrzebujemy zbudować je sobie na zupełnie innym filarze.

Jak to zrobić?

– Przede wszystkim powoli. Jeśli mowa o sytuacji, której doświadczamy od marca, to trzeba pamiętać, że są różne etapy przechodzenia przez nią: będziemy się buntować, będziemy się oswajać, szukać swojego miejsca, adaptować. Trzeba dać sobie czas. Warto zrobić analizę sytuacji. Co się wydarzyło? Co się zmieniło? Gdzie ja jestem – w jakim momencie zawodowym, jakim prywatnym? Dobrą metodą jest zadawanie sobie pytań, które będą drogowskazem. Jeśli wracamy do sytuacji zawodowej, bo zaczęliśmy pracować z domu – i to nie jest łatwe doświadczenie, zwłaszcza z dziećmi na głowie, warto się zastanowić, na co mam wpływ. Co mogę zrobić inaczej?

Bardzo istotna jest uważność na różne emocje, które mają prawo się pojawić: lęk, niepewność, czy złość. Mogą być dla nas zupełnie nowe.

Teraz czasem słyszę od kobiet, że mają dosyć własnych dzieci. Że wcześniej tak nie miały, ale spędziły z nimi w pandemii trzy miesiące non stop i są przytłoczone. Ale mówią to po cichu, wstydzą się.

– To największe tabu. A nie da się żyć non stop we trójkę czy w czwórkę pod jednym dachem bez napięć, stresów i konfliktów. Takie sytuacje rodzą dużą niepewność. Od razu pojawiają się pytania: „Czy ja jestem dobrą matką?”. Dotykamy mitu perfekcyjnej matki – bo przecież istnieje przekonanie, że matka to człowiek, który musi mieć więcej wyrozumiałości, cierpliwości, siły, wszystko załatwi, wszystko ogarnie, jest pełen energii.

Ale te emocje mogą nam wiele pokazać, bo pod nimi zawsze jest jakaś informacja: na co ja się złoszczę? Być może złoszczę się na siebie, bo za dużo wzięłam na swoje barki?

I dać sobie prawo do tego zmęczenia: ja mam prawo być zmęczona dziećmi, ja mam prawo być zmęczona rodziną, ja mam prawo być zmęczona obowiązkami wynikającymi z bycia mamą, co nie znaczy, że ja swoich dzieci, swojej rodziny nie kocham.

Przed pandemią mieliśmy czas, żeby od siebie odpocząć, żeby za sobą zatęsknić.

– Bo dzieci były w szkole, my w pracy – i ten wspólny czas był takim czasem wytęsknionym, bo mieliśmy go w deficycie, a teraz nagle mamy go w nadmiarze. Wcześniej mówiło się: o, jakbyśmy mieli tak dużo czasu razem, tyle byśmy porobili! A teraz nie mamy przestrzeni odreagowania, zmiany otoczenia. To wszystko wpływa na poczucie własnej wartości.

Kiedy pracuję z klientkami, to najpierw próbujemy ustalić, wobec jakich sytuacji, jakich relacji potrzebuję tę pewność siebie wzmocnić. Bo nie jest tak, że jesteśmy pewne siebie 24 godziny. Pracuję często z kobietami, które zajmują stanowiska liderskie i są postrzegane jako odporne, twarde osoby. Ale ta pewność siebie wynika z roli zawodowej, w którą weszły. A w życiu prywatnym już niekoniecznie są takie pewne.

Jak wygląda taka praca nad pewnością siebie?

– Kolejny krok to doprecyzowanie, co rozumiemy przez poczucie pewności siebie w tym konkretnym obszarze. Kobieta powinna zobaczyć siebie w tej zrealizowanej wizji – co ma się zmienić, kiedy będę pewna siebie. Co będę potrafiła? Na co się odważę?

Gdy już to mamy zdiagnozowane, pewność siebie buduje się przez działanie. Jeśli obszarem do pracy są wystąpienia publiczne, bo dla wielu kobiet wyjście na scenę jest strasznie trudne, to nie ma innego sposobu, niż zacząć na tę scenę wychodzić.

Powoli, pomału, na krótko, potem dłużej. Pewność siebie to efekt po, a nie przed. Żeby stać się pewnym siebie w jakimś działaniu, to trzeba to zacząć robić.

Często mylnie interpretuje się, że największy wpływ na nasze poczucie pewności siebie mieli rodzice. W takim razie w rodzinach, w których jest kilkoro dzieci, jej poziom powinien być taki sam – bo są wychowywane przez tych samych rodziców, w tych samych warunkach, otoczeniu, tych samych wartościach. A jednak jedno dziecko jest bardziej pewne siebie, drugie mniej.

Pewność siebie jest cechą plastyczną. Rośnie wtedy, gdy poznajemy siebie. Kiedy wiemy, w czym jesteśmy dobre, a w czym słabsze.

Co ma duży wpływ na naszą pewność siebie?

– My sami: szalenie ważne jest, jak siebie postrzegamy i jak o sobie myślimy. Czy jesteśmy dla siebie wspierające, czy krytyczne? Warto się stać swoją najlepszą przyjaciółką, która w momentach dobrych poklepie nas po ramieniu, a gorszych – przytuli: nic się nie martw, następnym razem pójdzie lepiej. Ta wyrozumiałość wobec siebie samej pomaga się nie zniechęcać.

Osoby pewne siebie potrafią dużo szybciej podnieść się po życiowych upadkach. Oczywiście, trudności życiowe wciąż nas dotykają, tylko dzięki temu, że mamy ten parasol, nie trafiają w nas tak mocno. Osoba pewna siebie będzie w stanie spojrzeć tak: „OK, straciłam teraz pracę, ale straciłam ją w wyniku pandemii”, osoba niepewna siebie: „Straciłam tę pracę, bo nie byłam wystarczająco dobra, bo byłam zbyt słaba, nie byłam potrzebna”. Osoby pewne siebie nie będą odbierały zjawisk zewnętrznych osobiście i personalnie.

Pani mówi, że z pewnością jest jak z energią – można ją odnawiać.

– Ona ma zdolność regeneracji, ale w obliczu trudnych wydarzeń jest ciągle konsumowana, ubywa jej.

Dlatego trzeba znaleźć obszary, na które mamy realny wpływ, a nie skupiać się na tym, ciągle się zastanawiać, co we wrześniu, co na jesieni.

Łatwo powiedzieć!

– Ale to naprawdę da się zrobić.

Druga rzecz to samoświadomość. Dobrze przyjrzeć się sobie, temu, co umiem. Obserwuję, że wiele moich klientek zwraca się w kierunku różnych aktywności, ktoś maluje, ktoś pisze, ktoś szyje maseczki, bo dzięki temu czuje się potrzebny. Nie mam wątpliwości, że po tym czasie wiele z nas będzie miało potrzebę dokonania zmian w życiu i zawodowym, i prywatnym. Ten czas wiele zweryfikował. Choćby moja praca – odbywała się w 99 proc. offline, w sali. Teraz całkowicie się przeniosłam do internetu i zdałam sobie sprawę z tego, jak dużo czasu zyskuję dla siebie.

Zweryfikujemy też relacje z własnym ciałem – proszę zobaczyć, ile ludzi ćwiczyło w czasie pandemii. Okazało się, że sport dawał im radość, niektórzy mogli, jak dzieci, te emocje wytańczyć, wyskakać. Moi rodzice – po siedemdziesiątce – robią regularne wycieczki rowerowe, nigdy nie jeździli tyle, co teraz. Jesteśmy od połowy marca w permanentnym stresie, ale nasz organizm jest bardzo mądry – sport podnosi endorfiny, które dają energię, a obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu.

Sportem też budujemy pewność siebie. Nam się rozsypał dobrze znany, uporządkowany plan dnia, a organizowanie zajęć sportowych sobie samym to też forma nadania nowego rytmu codzienności, wprowadzanie powtarzalności, które pozwala odzyskać poczucie sprawczości. Rutyny nie lubimy, ale w czasie niepewności jest bardzo przydatna, bo nas uspokaja.

Ile czasu potrzeba, by w ogóle wzmocnić w sobie pewność siebie?

– To nie metamorfoza u fryzjera, więc czasu potrzeba więcej. Każdy dochodzi do pewności siebie we własnym tempie. Są np. kobiety, które chciałyby być pewne siebie, ale się tego obawiają: bo jak zacznę stawiać granice, sięgać po swoje, to przestanę być lubiana, akceptowana, może nawet posądzą mnie o egoizm, uznają, że mam tupet.

Te same postawy u mężczyzn są odbierane pozytywnie. I kiedy mężczyzna twardo negocjuje swoje zarobki, kobieta boi się, że uznają ją za roszczeniową.

Ale im bardziej jesteśmy pewne siebie, tym łatwiej nam wyceniać i doceniać swoją pracę. Stajemy się wtedy bardziej zadowolone z siebie, a to się przekłada na życie prywatne i zawodowe. Dlatego warto rozpocząć tę pracę nad sobą. Jeśli będę się lepiej ze sobą czuła, zyskam lepsze relacje z bliskimi, mniej będę się bała. I poradzę sobie w nowych sytuacjach.

Katarzyna Malinowska: Pewność siebie jest cechą plastyczną. Rośnie wtedy, gdy poznajemy siebieKatarzyna Malinowska: Pewność siebie jest cechą plastyczną. Rośnie wtedy, gdy poznajemy siebie Fot. Edith Madalinska

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i Fundacji „Gazety Wyborczej”.

Z uwagą i czułością przyglądamy się rodzinnym relacjom, które w tym trudnym czasie są szczególnie ważne, a ich uporządkowanie - niezbędne do tego, by z nową energią tworzyć świat po pandemii. Rozmawiamy o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat. Wszystkie publikowane dotąd materiały można znaleźć na stronie Kulczykfoundation.org.pl/czulosc-i-wolnosc

Kulczykfoundation.org.pl

embed
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.