Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Przeczytałam artykuł pt. „No i wylała Amazonka” w "Gazecie Wyborczej" 23 maja 2020 r. i wszystko stanęło mi przed oczami, jakby to było wczoraj. A minęło kilkadziesiąt lat. Jestem dziś dojrzałą kobietą. Dojrzałą? A może ja jestem taka, jaka jestem, wstydliwa do potęgi z powodu takiego, a nie innego doświadczenia pierwszej miesiączki, która właśnie kojarzy się mi ze wstydem.

Pamiętam, to był wieczór. Ale że krwi było mało, podłożyłam trochę papieru toaletowego i poszłam spać. Mamie nic nie powiedziałam, bo się wstydziłam. Rano czas do szkoły. Krwi co prawda było trochę więcej, ale znów podłożyłam trochę papieru toaletowego i poszłam do szkoły. Mamie nic nie powiedziałam, bo się wstydziłam. To był chyba jakiś cud - tak teraz o tym myślę - że nie „przeciekłam” tego dnia w szkole. Widocznie ta pierwsza miesiączka nie była bardzo obfita.

Już dokładnie nie pamiętam, ile lekcji tak przeżyłam. Na jednej z nich nauczycielka wysłała mnie i moja koleżankę, żebyśmy kupiły jej coś w sklepie. Ponieważ sklep był blisko miejsca, gdzie mieszkałam, powiedziałam koleżance, że muszę wstąpić do domu. Mama tam była. Poszłam prosto do łazienki i... zrozumiałam, że tym razem kawałek papieru toaletowego może nie wystarczyć. Cóż, nie było wyjścia. Zawołałam mamę, która westchnęła głęboko i spytała, kiedy to się stało i dlaczego jej nie powiedziałam. Dała mi podpaskę, a właściwie watę w gazie, bo podpasek w dzisiejszym rozumieniu tego słowa to jeszcze w Polsce wtedy nie było. Potem powiedziała, gdzie mam schować - tak, właśnie „schować” - zużytą podpaskę w łazience. Teraz to myślę, że to było głupie. Dlaczego nie kazała mi wyrzucać podpasek do kosza na śmieci, który stał w kuchni? No właśnie: ktoś z domowników mógłby przecież zobaczyć, że wyrzucam zużytą podpaskę. A to wstyd! Teraz myślę, że postąpiła tak, bo chciała mnie chronić, z miłości po prostu. Ale odtąd moim marzeniem było, żeby kosz na śmieci stał w łazience. Nigdy tego mamie nie powiedziałam. Wstyd mi na nie pozwalał.

Jestem bardzo wstydliwą osobą, chyba we wszystkich sferach. Czy to jedno zdarzenie mogło mieć taki wpływ na moje całe życie?

Nie wiem tak do końca, dlaczego ten list napisałam. Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić.

Dziękuję Wam, że jesteście. Czytam Was od 1992 r.

M.B.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.