Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Minęło półtora miesiąca narodowej kwarantanny. Dzieci nie chodzą do szkół i przedszkoli, wielu rodziców pracuje zdalnie lub nie pracuje wcale. Zjadają nas emocje, lęk o zdrowie swoje i najbliższych, pytania o nadchodzący kryzys. Po epidemii nie wróci już stary świat. Będzie trzeba zbudować go od nowa. A zmianę najlepiej zacząć od własnego domu.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Rewolucja

Katarzyna z Katowic pracuje w firmie energetycznej, ma 11-letniego syna i 9-letnią córkę.

– Przed epidemią pracowałam w biurze do godz. 15, potem wracałam do domu, robiąc po drodze zakupy, odgrzewałam rodzinie przygotowany dzień wcześniej obiad. Gdy dzieci odrabiały lekcje, ogarniałam mieszkanie, gotowałam coś na następny dzień. Mąż zazwyczaj wtedy siadał jeszcze do komputera albo przeglądał jakieś służbowe papiery.

Początkowo, gdy przeszłam w tryb pracy zdalnej, a dzieci na naukę online, było koszmarnie. Usiłowałam skupić się na pracy, ale wciąż musiałam się odrywać, aby wyjaśnić coś dzieciom w lekcjach. Zamiast kończyć pracę o 15, musiałam popołudniami nadrabiać zaległości. Ponieważ zakupów nie mogłam już robić po drodze z pracy, bo siedziałam w domu, do sklepu musiałam biegać specjalnie. Cały wypracowany przez lata ład się posypał.

Wreszcie zwołałam rodzinne zebranie i powiedziałam, że świat się zmienił, zatem konieczna jest też rewolucja w naszym domu. Wyjaśniłam mężowi, że skoro on teraz codziennie jeździ do pracy, a ja nie, naturalne byłoby, żeby wziął na siebie codzienne zakupy. Z kolei dzieciom wytłumaczyłam, że jeśli potrzebują ode mnie pomocy w zdalnych lekcjach, muszą pomóc mi w pracach domowych. Syn zamiata, ściera podłogę mopem, córka wyciera kurz z mebli, podlewa kwiatki. Oboje starają się dbać o porządek w swoich pokojach. Teraz gdy kończę pracę, mogę spokojnie siąść z nimi przy lekcjach. Potem razem gotujemy obiad na następny dzień. Widzę, że dzieci stały się bardziej samodzielne. Także mąż często przyłącza się do wspólnego gotowania, fajnie się przy tym bawimy. Mąż zdał sobie też sprawę, że jeśli czegoś nie kupi, to tego w domu nie będzie. Poczuł odpowiedzialność. Wierzę, że gdy epidemia się skończy, pozostaną nam po niej nowe nawyki. Cieszę się, bo gdyby nie wirus, pewnie nie zdobyłabym się na przeprowadzenie domowej rewolucji na taką skalę.

Nigdy nie byłem tak zmęczony

Henryk urodził się 21 marca, kiedy Polacy z powodu koronawirusa już od ponad tygodnia byli zamknięci w domach. Jego tata, aktor Borys Szyc, pochwalił się swoim szczęściem na Instagramie. Opowiada, że jego życie zmieniło się diametralnie.

– Wszystko zostało podporządkowane dziecku, a ponieważ nie mam żadnych rozpraszaczy z zewnątrz, mogę być całkowicie oddany Heniowi. Z żoną dzielimy się wszystkimi obowiązkami oprócz karmienia, które jest magicznym momentem tylko między nią a synem, choć oczywiście wyczerpującym dla Justyny ze względu na częstotliwość.

Po tych doświadczeniach nigdy już nie powiem, że jakaś kobieta „siedzi w domu z dzieckiem”. Jakże to urągający w tych okolicznościach czasownik!

Dawno nie byłem tak zmęczony. Oczywiście, chciałbym też mieć większą swobodę choćby po to, żeby móc wychodzić na spacer bez maseczki, ale mimo to czuję, że ten czas w moim życiu jest dobry.

Henio niedawno skończył miesiąc. Nieustannie coś się zmienia, a my improwizujemy. Uczymy się nie przyzwyczajać do wielu rzeczy. Z powodu epidemii spadło nam tyle planów, a życie mimo to toczy się dalej.

Okazało się, że nic nie ma stałego na świecie, jest tylko ciągła zmiana. Gdy sobie to uświadomiłem, zacząłem bardziej doceniać wszystko, co jest tu i teraz.

Dzięki epidemii zrozumiałem, że kocham swoją pracę, bo bardzo za nią tęsknię. Ale równocześnie zrozumiałem, że za dużo brałem sobie ostatnio na głowę. Od pewnego czasu nie czułem już radości z pracy, bo byłem przemęczony. Sam siebie zapędziłem w kozi róg.

Mam wrażenie, że gdyby nie epidemia, nie miałbym możliwości być aż tak obecny w życiu syna i żony, jak jest to teraz. Dostałem niezwykły moment do wykorzystania na pobycie z nimi, ale też z samym sobą. A przed tym chyba najczęściej uciekamy, bo bycie z samym sobą nie jest łatwe.

Nauczyłem się nie snuć wielkich planów. Miałem grać spektakle, jechać z rodziną na Mazury. Nic z tego nie wyszło. Pragnę teraz drobnych rzeczy: chciałbym być bliżej natury i zaserwować taką bliskość synkowi.

Chciałbym mu też przekazać to, czego się nauczyłem – że ważne, aby być obecnym dla bliskich, żyć tu i teraz.

Lekki szok

Marcin z Chorzowa w lutym zamieszkał z dziewczyną. Izolacja podczas pandemii to dla nich szkoła bycia razem. Niezła szkoła.

– Od roku planowaliśmy, by razem zamieszkać. Długo szukaliśmy odpowiedniego mieszkania. Nie mogliśmy się doczekać, żeby być wreszcie naprawdę razem, a nie tylko spotykać się po pracy i rozstawać wieczorami jak para dzieciaków. Rozmawialiśmy o tym, jak będziemy razem się budzić, przygotowywać posiłki, oglądać filmy. Nie spodziewaliśmy się, że wkrótce po spełnieniu się naszego marzenia będziemy zdani na siebie przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Oboje przeszliśmy w tryb pracy zdalnej, co nie jest łatwe, gdy mieszka się w kawalerce. Bywa, że z któreś z nas musi z telefonem uciekać do łazienki.

Ale ponieważ dopiero co zamieszkaliśmy ze sobą, nie zdążyliśmy jeszcze na szczęście popaść w rutynę podziału domowych obowiązków.

Nie ma tak, że np. ktoś wracał wcześniej z pracy, więc utarło się, że na niego spadają zakupy, albo ktoś guzdrał się rano, więc śmieci musiał wyrzucać ten drugi.

Ponieważ oboje pracujemy w domu, nie ma szans na takie wymówki. I dobrze, bo łatwiej nam dzielić się pracami domowymi sprawiedliwie, wypracować uczciwe rozwiązania. Nie obywa się bez spięć, bo przecież każde z nas ma świeże jeszcze przyzwyczajenia z nieodległych czasów, gdy mieszkaliśmy z rodzicami.

Czasem brakuje mi tego, żeby zamknąć się w pokoju i pobyć trochę samemu. Teraz to niemożliwe. Jako para zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę i śmiejemy się, że kwarantanna tak zahartuje nasz związek, tak bardzo pozwoli nam się dobrze poznać od każdej strony, że potem nie będą nam straszne już żadne uczuciowe kryzysy.

Rys. Marta Frej

Wszyscy sprzątamy

Anna Dereszowska, aktorka, czas izolacji spędza w domu z 12-letnią córką, 5-letnim synem i narzeczonym.

– Wszystko się niespodziewanie zatrzymało, ale to był bardzo potrzebny czas. Dlatego zupełnie nie narzekam, że siedzimy teraz w domu. Bardzo dużo dowiedziałam się dzięki temu o swojej rodzinie i jej potrzebach. Oczywiście, zdarza mi się tracić cierpliwość. Chyba wszystkim się to zdarza. Ale wreszcie możemy spędzać mnóstwo czasu razem, budzić się razem i razem kłaść się spać.

Przed epidemią rzadko się to zdarzało, bo zazwyczaj, gdy grałam spektakle, wracałam do domu, kiedy dzieci już spały. Lenka ma już prawie 12 lat, więc ma lekcje online, które przez jej szkołę są bardzo dobrze zorganizowane. Oboje z pięcioletnim Maksem są aktywnymi dziećmi, ale na szczęście mamy kawałek ogrodu, więc bawimy się dużo na powietrzu.

Skaczemy na trampolinie, a odkąd jest to dozwolone, jeździmy na rowerach po osiedlowych dróżkach, chodzimy na spacery do pobliskiego lasku. Mamy też co robić w domu: układamy puzzle, gramy w gry, zdarza nam się, szczególnie z Lenką, oglądać seriale, najczęściej „Friends”. Poza tym nieustannie sprzątam.

Odkryłam, że mam potwornie zaniedbany dom. Dawniej starałam się tego nie widzieć, żeby się nie denerwować. Teraz zaczęłam wielkie porządki.

Narzeczony, gdy tylko wychodzi z pokoju gościnnego, w którym urządził sobie biuro do pracy zdalnej, natychmiast też bierze się do porządków. Przearanżowaliśmy dzieciom pokoje, by bardziej odpowiadały ich potrzebom. Lenka to już przecież nastolatka, a Maks nie jest już maluchem.

Mam wreszcie czas na gotowanie, co mi się wcześniej nie zdarzało. Nie jestem wybitną kucharką, ale ogromną radość mi sprawia, gdy to, co ugotuję, smakuje domownikom. Ostatnio piekliśmy z dziećmi ciastka.

Maks zawsze był zaangażowany w domowe obowiązki. Lenę, choć jest starsza, prace w domu raczej omijały. Teraz, ponieważ wszyscy jesteśmy zajęci porządkami, Lena została zaangażowana do sprzątania piętra. Odkurza i myje podłogę, na zmianę ze mną sprząta toalety. Dość zabawne było dla mnie, gdy poprosiłam ją po raz pierwszy o umycie toalety, a ona nie wiedziała, jak się do tego zabrać, bo nigdy w życiu tego nie robiła.

Odkryliśmy też, że wiele rzeczy, które wcześniej robiliśmy lub kupowaliśmy, jest nam zbędnych. Myślę, że nasza codzienność nie będzie już nigdy taka jak kiedyś i nie ma czego żałować.

Na przykład w firmie mojego narzeczonego po wygaśnięciu epidemii prawdopodobnie pozostanie możliwość zdalnej pracy przez dwa-trzy dni w tygodniu, zatem ludzie nie będą tracić czasu na dojazdy i będą mieć go więcej dla najbliższych.

Anna DereszowskaAnna Dereszowska Rys. Marta Frej

Na wakacje oddzielnie

Przemysław Staroń, psycholog, nauczyciel etyki, filozofii i wiedzy o kulturze w II LO im. Bolesława Chrobrego w Sopocie, laureat tytułu Nauczyciel Roku 2018, 23 marca został nominowany do Global Teacher Prize, czyli „nauczycielskiego Nobla”.

– Szczerze, nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle pracowałem. W końcu wyczerpanie doprowadziło do tego, że zaczęły mnie bardzo boleć plecy od ciągłego siedzenia przed komputerem, bolało mnie też gardło, wróciły problemy trawienne. Lekarka kazała mi natychmiast iść na zwolnienie – nie żeby nic nie robić, tylko żeby zminimalizować natężenie obowiązków i odsapnąć.

Nie wzbraniałem się. Już około półtora roku temu, wskutek dużej ilości bodźców, działań, intensywnej pracy z ludźmi, zacząłem mieć większą niż dawniej potrzebę spędzania czasu w domu, samemu ze sobą i z partnerem.

Trzy lata temu kupiłem z Jędrkiem mieszkanie w Gdańsku, na Przymorzu. Było to ostatnie wolne mieszkanie na osiedlu. Nikt go nie chciał, bo owszem, ma wielki, 130-metrowy, ogród, ale nad halą garażową. Innym to przeszkadzało, nam nie, więc skorzystaliśmy. Teraz, gdy jest ładna pogoda, możemy spędzać czas w ogrodzie, czytać książki.

Mój partner także dobrze się odnajduje w sytuacji epidemii, ale tak jak ja ma mnóstwo pracy. W czasie wolnym ogląda seriale, ale zdarza się, że rodzi się w nim wielka potrzeba, żeby wyjść z domu.

Dawniej po stresującym tygodniu pełnym bieganiny czekaliśmy z utęsknieniem na weekend, żeby fajnie spędzić czas razem. Teraz też jest nam dobrze, mamy jednak poczucie, że to nie jest nasz wybór. Siedzimy razem, bo nie mamy innego wyjścia. Widziałem kiedyś taki mem z tekstem, że jak to wszystko się skończy, pojedziemy wreszcie na wakacje. Ale każdy gdzie indziej. To oczywiście żart, ale rzeczywiście trochę brakuje nam tego, co w relacji jest ważne, na przykład tęsknoty. Ale nie uznaję tego za problem – wiemy, że to naturalne, i mamy narzędzia radzenia sobie.

Kilka lat temu byliśmy z Jędrkiem na terapii par. Staramy się budować nasz związek świadomie i dojrzale. Jeżeli na co dzień starasz się żyć mądrze i dobrze, w sytuacjach kryzysowych jest ci łatwiej.

Z podziałem obowiązków domowych nie mamy żadnych problemów. Mam wrażenie, że dawno już tak nie pilnowałem sprzątania. Gdy nieustannie siedzę w czterech ścianach, ruchowo po prostu mnie roznosi. Owszem, zdarzają się dni, kiedy mam dużo zajęć i nic mi się w domu zrobić nie chce, ale zazwyczaj nie mogę usiedzieć: sprzątam, układam książki, segreguję główki i fryzury Lego, moje wrodzone ADHD jeszcze się zaostrza.

Jako psychologa wcale mnie to nie dziwi. To znany mechanizm pozwalający na kanalizowanie napięcia. Sprzątanie pozwala zniwelować napięcie psychiczne, bo po pierwsze, wiąże się z nim ruch, a po drugie, to sposób na porządkowanie rzeczywistości.

Kiedy mamy zaburzone poczucie bezpieczeństwa, często wybieramy sobie jakąś czynność, którą wielokrotnie powtarzamy, bo to daje nam poczucie struktury, spokoju, kontroli.

Dajemy sobie radę

Iwona Hartwich, rok temu wybrana przez czytelniczki i jury na Superbohaterkę „Wysokich Obcasów”, wiosną 2018 roku wraz z synem Jakubem oraz grupą rodziców i ich niepełnosprawnych dzieci prowadziła strajk okupacyjny Sejmu. Domagała się większego wsparcia od państwa. Teraz jest posłanką, a jej syn Jakub został toruńskim radnym.

– Największym dramatem jest dla nas w czasie epidemii to, że do Kuby nie przyjeżdża rehabilitant, dlatego oprócz wszystkich obowiązków, które mam na co dzień, musiałam wziąć na siebie także ćwiczenia z synem. Mąż nie może mi w tym pomóc, bo codziennie dojeżdża do pracy w Solcu Kujawskim, wraca późno. Kiedy wraca z pracy, oczywiście włącza się w opiekę nad Kubą, bo zawsze wspieraliśmy się nawzajem.

Gdy jestem sama, daję sobie radę. Pilnuję, by Kuba regularnie wychodził na balkon. Poza dom nie możemy się wybrać, bo Kuba nie umie oddychać w maseczce.

Ale większego wsparcia ode mnie potrzebuje nie tylko syn. Do mojego biura poselskiego zwracają się niepełnosprawni i ich bliscy, którzy w czasie epidemii zostali pozostawieni sami sobie. Piszę zatem interpelacje, domagając się, by państwo zauważyło ich dramaty.

Sama pomagam, jak mogę. Wraz z dyrektorką mojego biura otoczyłyśmy wsparciem cztery rodziny seniorów. Regularnie robimy im zakupy. Nie umiem szyć maseczek, ale na święta upiekłam ciasto dla medyków. Z Kubą złożyliśmy się i kupiliśmy dla jednego ze szpitali kremy do rąk, wodę mineralną, czekolady, kawę.

Wciąż mam w pamięci, że gdy protestowaliśmy przez 40 dni w Sejmie, ludzie nam też pomagali.

Wiele osób dzwoni do mnie, żeby się po prostu wygadać, wyżalić. Jestem dla nich powierniczką, psychicznym wsparciem. Staram się uspokajać swoich rozmówców, mówię, że będzie dobrze.

Z powodu epidemii więcej czasu niż wcześniej spędzam jednak w domu, więcej rozmawiam z synami i z mężem, gdy wróci już z pracy. Zaczęliśmy nawet wieczorami grać w planszówki. Czujemy, że ta sytuacja jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła.

***

Czułość i wolność. Budujemy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i "Fundacji Gazety Wyborczej”.

Przez osiem kolejnych tygodni z uwagą i czułością przyglądamy się rodzinnym relacjom, które w tym trudnym czasie są szczególnie ważne, a ich uporządkowanie − niezbędne do tego, by z nową energią tworzyć świat po pandemii. Będziemy rozmawiać o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat.

Zapraszamy do udziału w ankiecie dotyczącej podziału obowiązków

kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.