Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jacek „Jac” Jakubowski - trener, coach, superwizor Grupy TROP, organizator festiwalu Empatia w Działaniu

Aleksandra Mijakoska-Siemion: Koronawirus wrzucił nas w zupełnie nową sytuację - zostaliśmy zmuszeni do izolacji. Oznacza to ciągłe przebywanie ze sobą. Czy sytuacja, z którą mamy teraz do czynienia, faktycznie odbije się na naszych relacjach? Zmieni je?

Jacek „Jac” Jakubowski: Jestem przekonany, że bardzo je zmieni. Część będzie zmieniać się na lepsze, część na gorsze. Co ciekawe, część będzie równolegle zmieniać się i na lepsze, i na gorsze.

Jak to?

W jakimś obszarze będzie nam lepiej, a w innym gorzej. Zmiany mają dynamikę. Są momenty trudne, ale jeśli uda nam się je przezwyciężyć, wtedy będzie lepiej.

Od czego ta dynamika jest uzależniona?

Przede wszystkim od tego, jak było przedtem, czyli przed czasem izolacji. Jeżeli były jakieś nierozwiązane konflikty, jakieś żale i pretensje, to często dawało się je przetrwać, bośmy się słabo widywali. Teraz to wszystko może eksplodować albo wprowadzić nas w stan hibernacji, zabetonowania. Stres może uruchomić nasze destrukcyjne reakcje obronne.

Część ludzi może się atakować, a część wyjdzie z założenia, że skoro jest źle, to najlepiej zamknąć się na tę drugą osobę, po to by się wzajemnie nie ranić.

To jest strasznie trudne, bo cały czas się fizycznie potykamy – jesteśmy zamknięci w małych pomieszczeniach i trudno o sytuacje, w których możemy wyjść i odreagować.

Przestrzeń jest ogromnie ważna, bo w innej sytuacji są osoby mieszkające w małym mieszkaniu, a w innej – w dużej wiejskiej chałupie, w której mamy możliwość się odizolować.

Nagle zaczynamy się w związku zauważać. Wreszcie dostrzegamy, co i ile robimy, jak działamy. Czy pod tym względem coś ma szanse zmienić się w naszych relacjach?

Wydaje mi się, że teraz mamy do czynienia ze szczególną sytuacją. Jeśli chodzi o to, co i jak robimy w domach, zdecydowanie robimy teraz więcej. Więcej gotujemy – bo w normalnych czasach przecież najczęściej obiad jemy poza domem – więcej sprzątamy, porządkujemy. Tak naprawdę następuje duża reorganizacja naszego życia domowego.

Ale przecież z drugiej strony statystyki mówią, że nawet w „normalnych czasach” większość obowiązków domowych była na barkach kobiety.

W tradycyjnym podziale teoretycznie facet jest od pracy, a kobieta od domu. Tyle że to stereotyp. Praktycznie zarówno kobieta, jak i mężczyzna pracują tyle samo, ale opieka nad domem spada na kobiety – mężczyzna co najwyżej umyje samochód. To może działać w dwojaki sposób: z jednej strony mężczyzna przeciera oczy, widzi, ile tego jest, i zaczyna się reformować.

Nie możemy jednak zapomnieć, że w naszym społeczeństwie pewne nawyki i stereotypy są bardzo silne. Taka sytuacja może mężczyzn przywiązanych do roli macho mocno stresować. Będą sfrustrowani i zagubieni.

Ale też musimy mieć świadomość, że w obecnej sytuacji gwałtownie może powstawać nowy podział ról. Część rodzin przez sytuację ekonomiczną zaczyna tonąć. Obydwie osoby nagle tracą pracę i kompletnie nie potrafią poradzić sobie ani z emocjami, ani z życiem codziennym. Ludzie zaczynają czuć nie tylko rezygnację, ale też zagrożenie, przerażenie. Inna grupa rodzin zaczyna mieć niezwykle dużo pracy online. W niektórych nagle to kobieta staje się tą osobą, która rodzinę utrzymuje, a mężczyzna traci pracę. Ta sytuacja w kontekście obowiązujących nas mocno patriarchalnych wzorców kulturowych będzie nieznośnie trudna. Pojawia się więc ogromna nierówność, a ona na pewno ma wpływ na relacje w rodzinie.

To co zrobić, by w tym czasie zawirowania ułożyć rzeczywistość tak, byśmy nie tonęli. Chodzi mi o płaszczyznę relacji – taką, na którą na pewno mamy wpływ.

Wygrywają osoby, które są przyzwyczajone do pracy nad sobą. Mogą to być osoby głęboko wierzące, które teraz zyskały czas na modlitwę. Są ludzie, którzy medytują, lub tacy, którzy kochają czytać i wreszcie mają czas na to, by nadrobić zaległości w lekturach. Coraz więcej jest osób, które uczestniczyły w jakichś warsztatach psychologicznych. Wszystkie te osoby mają okazję popraktykować uważność, życzliwość, samoświadomość.

Mogą uświadamiać sobie własne emocje, rozumieć cudze i szukać dojrzałych zachowań.

Lubię sformułowanie, które niedawno przeczytałem – że to, co się teraz dzieje, to „natężenie bliskości”. Oznacza to, że tej bliskości doświadczamy teraz bardzo intensywnie. A gdy mamy do czynienia z intensywnością doznań, to możemy reagować na nią w różnoraki sposób.

Jak to?

Jedni głęboko się zbliżą, a inni znienawidzą. Więcej – te same rodziny mogą przeżywać huśtawkę cudownych zbliżeń i ostrych awantur.

Z natury jesteśmy ludźmi wolnymi. Lubimy móc wyjść z domu, popracować sobie i wrócić. Lubimy być ze sobą na własnych warunkach i wtedy, gdy my decydujemy. Bliskość też może być trudnym doświadczeniem.

Jak ją oswoić?

Rozmową. Kłopot jest taki, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Rozmowa polega w dużej mierze na słuchaniu. A my rozmawiając, koncentrujemy się na treści, a nie na drugiej osobie. W efekcie następuje walka o pole wypowiedzi. Jeżeli potrafilibyśmy się umówić na rozmowę, to by miało sens.

Jak to zrobić?

Umówić się, że najpierw jedna osoba będzie mówić o swoich spostrzeżeniach, problemach czy potrzebach, a druga słuchać. A potem słuchająca mówi swoje, a wcześniej mówiąca naprawdę uważnie słucha. Musimy nauczyć się ćwiczyć uważność empatyczną. Warto praktykować aktywne słuchanie. Nie może być to jednak zachowanie jednostronne, bo w relacjach musi być równowaga. Jeżeli jedna osoba bardziej potrafi słuchać, a druga ma słowotok, to żeruje na tej pierwszej i to nie jest konstruktywne.

Czy jest jakaś metoda, która wspiera aktywne słuchanie, tak by rozmowa nie stała się monologiem?

Jeżeli szczerze, autentycznie chce się rozmawiać z drugą osobą, to jedną z podstawowych technik uważnego słuchania jest parafraza, czyli powtórzenie tego, co nasz rozmówca do nas mówi. Cel to pokazanie, że rozumie się jego myśli. Jednak tu bardzo ważne jest wyczucie sytuacji, bo gdy istnieje napięcie w relacji, to może zostać to potraktowane jako zła wola, próba wyśmiania czy okazywanie irytacji.

Inną rzeczą, którą możemy zrobić, jest próba prawdziwego umówienia się. Tu chcę zauważyć, że w naszej kulturze, jeśli chodzi o umawianie się, mamy fatalne doświadczenie. Począwszy od szkoły podstawowej, w której nauczyciel „umawia się” z uczniami, że odrobią pracę domową, czy w korporacjach, gdy szef „umawia się” z pracownikiem, że ten wywiąże się z powierzonych mu obowiązków. W tym kontekście to nie żadna umowa, tylko forma dominacji.

Tymczasem chodzi o to, by umowa była obopólną zgodą na coś. W tej umowie mamy doprowadzić do sytuacji „win-win”, w której nie ma przegranych, tylko obydwie strony czerpią przyjemność i zyski. Chodzi o to, byśmy wzajemnie szanowali swoje potrzeby.

Jak zatem w tym natężeniu bliskości jasno komunikować swoje granice?

Wyzwanie, które musimy podjąć teraz, to przypomnienie sobie, po co jest rodzina. Tu zaryzykuję bardzo poważne zdanie: rodzina jest po to, byśmy nauczyli się żyć w miłości. A nie ma miłości bez wolności. Musimy umieć być ze sobą, dogadywać się, kłócić, godzić. Każda rodzina jest w jakimś punkcie, ma jakiś dorobek w dogadywaniu się, wychodzeniu z trudnych sytuacji. Teraz mamy taki szczególny czas, w którym powinniśmy skupić się na tym, co dobrego daje nam rodzina. Powinniśmy zacząć dostrzegać jej pozytywne cechy, na których można się oprzeć w budowaniu wzajemnych relacji. Musimy sobie uświadomić, że ponieważ żyjemy w niepewności, w czasie, w którym jest dużo lęku, to bardzo łatwo jest wyładować emocje na osobie najbliższej. Takie wyładowanie tylko pozornie rozładowuje. Sztuką jest wyładować emocje bez agresji. A jak już się nie uda, to umieć się przeprosić i pogodzić. Musimy aktywnie zajmować się relacją. Jeżeli będziemy ciągle atakowali lub, zaciskając zęby, unikali, to możemy doprowadzić do sytuacji, w której albo wybuchniemy, albo zamkniemy się w sobie. A to jest najgorsze z możliwych wyjść.

Jak być empatycznym w rodzinie?

Każdy z nas jest empatyczny. Taki już mamy mózg. Dzięki temu umiemy współpracować. Dzięki temu potrafimy wysyłać rakiety w kosmos, ale również z tego powodu możemy zniszczyć całą planetę. Mówi się, że w mafii jest bardzo dużo empatii – tylko dla swoich, bo reszta to biznes.

Wielką sztuką jest osiągać dojrzałość empatyczną wyrażającą się także w żywych, realizowanych na co dzień wartościach.

Nie musimy kogoś lubić, by być względem niego empatycznym. Tak jak nie musimy umawiać się z sąsiadką na herbatę, by pomóc jej wnieść zakupy na trzecie piętro. W rodzinie tak samo: nie musimy się ze sobą zgadzać czy podzielać wszystkich pasji, by się wspierać.

A jak mamy się wspierać?

Najprościej byłoby powiedzieć, że powinniśmy sobie wzajemnie pomagać. Tylko tu znowu musimy dobrze zrozumieć, czym pomoc ma być. Nie może stać się narzędziem dominacji – pokazywania wyższości, lepszości. Pomoc powinna być dodawaniem mocy tej drugiej osobie – zresztą jest to wpisane w samo to słowo.

By sobie pomagać, musimy przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji jesteśmy, i podjąć działanie dopasowane do niej. Tu zacytuję Władysława Bartoszewskiego: „Jeżeli nie wiesz, jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie”. Czyli w sposób zgodny z głębokimi wartościami – tak jak je rozumiemy.

Czy możemy zatem próbować wprowadzać jakieś mikrokorekty do naszych relacji?

Możemy, ale musimy się zastanowić, czy ten czas, w którym jesteśmy teraz, jest do tego najodpowiedniejszy. Proszę zauważyć: jesteśmy izolowani, a izolacja jest najwyższą możliwą karą – stąd kara więzienia czy aresztu domowego. Tymczasem my zdecydowaliśmy się na izolację w sposób dobrowolny. Nie oznacza to jednak, że nie odczuwamy wzmożonych emocji.

Dlatego teraz jest dobry moment na to, by zrobić „stop-klatkę”. Zobaczyć, co się dzieje w naszych relacjach, zastanowić się nad tym, co powinniśmy zmienić, złapać dystans do tego, co się dzieje. Nie musimy jednak podejmować decyzji, no, chyba że wszyscy w tej rodzinie odczuwamy potrzebę wprowadzenia zmian.

A jeśli tylko jedna strona chce zmian, a druga nie?

W rodzinach mocno skonfliktowanych zaproszenie do zmiany często jest swoistą manipulacją („O, widzisz – ja jestem lepsza/ lepszy, bo ja chcę zmian”). Prowokuje to opór i awantura gotowa. Trzeba naprawdę wspólnej refleksji, by podjąć wysiłek istotnej zmiany. W tej sytuacji zastanówmy się, czy nie odłożyć tego na „normalne czasy”. Oczywiście nie mamy żadnej gwarancji, że później uda nam się wprowadzić te zmiany, ale na pewno będzie nam łatwiej zdystansować się wobec siebie i nie doprowadzić do zbędnych wybuchów czy zaognienia sytuacji.

Jest więc jakaś recepta na to, by przetrwać izolację?

Tak. Doceniajmy się. I znowu: doceniajmy się za to, że jesteśmy, jacy jesteśmy, za nasze talenty, ale też po prostu za to, że mamy siebie nawzajem.

Jacek 'Jac' JakubowskiJacek 'Jac' Jakubowski Fot. archiwum prywatne

***

Czułość i wolność. Budujmy równowagę w relacjach

Akcja społeczna Kulczyk Foundation, „Wysokich Obcasów” i „Gazety Wyborczej”.

Przez osiem kolejnych tygodni z uwagą i czułością będziemy przyglądać się rodzinnym relacjom, które w tym trudnym czasie są szczególnie ważne, a ich uporządkowanie - niezbędne do tego, by z nową energią tworzyć świat po pandemii.

Będziemy rozmawiać o lękach, które towarzyszą wielu z nas, o podziale obowiązków i pomysłach na to, jak przygotować siebie i swoich najbliższych na nowy świat.

Zaproponujemy też ćwiczenia, które pomogą zadbać o komfort swój i bliskich podczas izolacji. Dziś: „Przystań (w) bliskości”, czyli jak oswoić niecodzienne natężenia bliskości.

kulczykfoundation.org.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.