Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Anna J.Dudek: Jak to się stało, że zajął się pan pracą ze sprawcami przemocy?

Daniel Mróz: Na początku w zespołach interdyscyplinarnych przez wiele lat pracowaliśmy z ofiarami, okazało się jednak, że to działania nieskuteczne.

Dlaczego?

Praca z ofiarą, choć bardzo ważna w zakresie udzielenia jej pomocy, nie zatrzymuje przemocy. Dlaczego? Bo niweluje skutki, nie zaś przyczynę. A przyczyną są zachowania sprawców. Żeby zatrzymać przemoc, trzeba pracować z tymi, którzy ją stosują. Dla specjalistów to też mniej frustrujące, bo jest większa skuteczność.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Jak wygląda praca ze sprawcą?

Działa to w dwojaki sposób, prowadzimy programy korekcyjno-edukacyjne. Są to 24 spotkania po trzy godziny. Jeśli pracujemy indywidualnie, wówczas jest to 12 spotkań, jedno w tygodniu.

Zdarza się, że sprawcy zgłaszają się sami, czy raczej z nakazu sądu?

Różnie. Do programów indywidualnych mężczyźni trafiają zazwyczaj sami, motywowani przez siebie, członka rodziny, przyjaciela.

Zdarza się też, że taki człowiek dostał ultimatum od żony lub partnerki.

Do programów grupowych sprawcy trafiają zwykle kierowani przez zespoły interdyscyplinarne lub przez sądy. Trafiają do nas, a udział w programie jest realizacją warunków zawieszenia wyroku.

Od czego zaczyna się praca ze sprawcą?

Wychodzimy z założenia, że przemoc to wybór. Zawsze jest decyzją osoby, która ją stosuje. Ta decyzja może być podyktowana sposobem wychowania lub przekonaniami. Praca polega właśnie na zmianie tych przekonań, czyli pokazaniu, że stosuję przemoc nie dlatego, że ta kobieta jest zła i świat, ale dlatego, że w ten sposób realizują swoją potrzebę władzy i kontroli. Skupiamy się właśnie na mechanizmie władzy i kontroli, bo jest on podstawowy w przemocowych relacjach. Edukujemy, na czym polega przemoc, skąd się bierze, jakie są jej przejawy, potem na przykładach osób w grupie omawiamy przyczyny i mechanizmy. Pokazujemy, że można zachować się inaczej.

Ile osób po takim programie nie wraca do stosowania przemocy?

Skuteczność programu wynosi 37 proc. Tylu sprawców nie wraca do przemocy w ciągu trzech lat, kiedy ich monitorujemy.

To dużo czy mało?

Nie ma w Polsce skuteczniejszej metody. Jedna trzecia sprawców przestaje stosować przemoc, a scenariusze są różne.

Niektórzy wracają do swoich żon, partnerek, rodzin, inne związki się rozpadają.

Mieliśmy przypadek, kiedy kobieta po tym, jak mężczyzna ukończył terapię, wycofała pozew rozwodowy, bo uznała, że jej mąż znowu jest taki jak kiedyś, zanim zaczął stosować przemoc. Naszym założeniem nie jest ratowanie na siłę związków, ale zapewnienie bezpieczeństwa. Chodzi więc o to, by sprawca w nowy związek wszedł bez przemocy. Jeśli zabezpiecza się ofiarę, to ten mężczyzna, który stosował wobec niej przemoc, będzie robił to samo, kiedy założy nową rodzinę, będzie miał nową partnerkę i nowe dzieci. Skupienie się na ofiarach nie powoduje, że przemoc zostaje zatrzymana. Ona tylko przechodzi na kogoś innego.

Czy są sprawcy, którzy stosują przemoc nieświadomie?

Nie. Ludzie zawsze świadomie stosują przemoc, ale nie zawsze interpretują swoje zachowania jako przemoc. Są świadomi swoich zachowań, odpowiedzialni za nie, ale nie wiedzą na przykład, że ograniczanie finansowe, ograniczanie swobody wychodzenia, kontrola korespondencji to przemoc. Uświadamiamy im to i pokazujemy, że mogą zachować się inaczej - to ich wybór.

Co ze sprawcami, którzy czerpią satysfakcję ze stosowania przemocy?

Nie ma ich wielu. Osób, które stosują przemoc z pobudek psychopatycznych, jest zdecydowanie mniej. Z takim sprawcami nie pracujemy, odrzucamy ich z programu. Wówczas zawiadamiamy sądy i prokuraturę, że to osoba niepodatna na zmianę, a najskuteczniejsza w takim przypadku jest izolacja, czyli zakład karny. Tak samo jest z osobami chorymi psychicznie.

Jakie są sygnały ostrzegawcze?

Funkcjonuje mit, że sprawca chce skrzywdzić swoją ofiarę. To nie jest cel (poza przypadkami psychopatów). Klasyczny sprawca wcale nie chce krzywdzić, dla niego to tylko narzędzie: krzywdzi, żeby osiągnąć cel, czyli władzę i kontrolę.

Czerwone flagi to na przykład sytuacje: robię coś nie po myśli partnera, a to budzi w nim frustrację, gniew, złość, agresję.

Pierwsze elementy to wzbudzanie w kobiecie poczucia winy, kontrolowanie, dokąd idzie partnerka, obniżanie jej wartości. W ofierze wzbudza to dyskomfort, ale słyszy, że sama sobie nie poradzi, znajomych jest coraz mniej, bo sprawcą ją od nich izoluje, uzależnia od siebie, powoduje, że czuje się nic niewarta. Jego cel to pełna władza i kontrola, a to, co wymieniam, to pierwsze elementy. Zaczyna się wpędzanie w pułapkę zależności. Potem następują obrażanie, wyzwiska, a następnie przemoc fizyczna. Ważne, żeby pamiętać, iż przemoc jest uniwersalna: każdy może być sprawcą i każdy może być ofiarą.

Co jest najważniejsze, poza pokazaniem mechanizmu władzy i kontroli, w pracy terapeutycznej?

Pokazanie, że wszystko zależy od sprawcy. Jego zachowanie nie zależy w żaden sposób od zachowania partnerki. Jej zachowanie na to nie wpływa, bo to, czy on zachowa się przemocowo, czy nie, to wyłącznie jego decyzja. Nie wynika z tego, że partnerka go prowokuje, nie jest pokłosiem jej zachowania. Po drugie, sprawca musi wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie, nie przenosić poczucia winy na ofiarę.

Czy funkcjonujące w Polsce rozwiązania prawne są wystarczająco skuteczne? Statystyki są zatrważające.

Jeśli chodzi o zapisy prawne, są całkiem niezłe, problem nie leży po stronie przepisów, tylko po stronie instytucji interweniujących, których przedstawiciele nie działają zgodnie z prawem. Z naszych obserwacji wynika, że policja bardzo często łamie prawo, nie wszczynając postępowań w sprawie przestępstw ściganych z urzędu, wymagając od ofiary złożenia zawiadomienia o przestępstwie zgodnie z prawem art. 304 kpk, jeśli osoba doświadczająca zgłosi przemoc np. na policji lub w MOPS-ie, to w zdecydowanej większości jest to przyjęcie informacji o przestępstwie ściganym z urzędu, np. z art 207 kk (znęcanie się psychiczne lub fizyczne) czy 157 kk (uszkodzenie ciała), a tego nie robi.

Jest też bardzo wiele umorzeń.

Jeśli ofiara odmówi zeznania, policja umarza postępowanie, co też jest niezgodne z prawem, bo odmowa zeznań świadczy o tym, że ofiara boi zeznawać, a nie że nie doszło do przestępstwa.

Podobnie jest z innymi przepisami o zakazie zbliżania czy nakazie opuszczenia lokalu. Pomimo tych przepisów nadal zbyt często to ofiara musi uciekać, a nie izoluje się sprawcy. Wszystko to wynika z przemocowych przekonań przedstawicieli policji, którzy bardzo często sami stosują przemoc. Choćby wczoraj dostałem informacje z Mielca, że ofiara po zgłoszeniu przemocy uzyskała informacje od policjanta, że nic się nie zadzieje - on jako mężczyzna rozumie zachowanie jej męża, bo jak usłyszał od niego, co robi (fałszywe oskarżenie o niewierności), to wg niego zachowanie męża jest usprawiedliwione. Przedstawiciel instytucji często oceniają po sobie. Nawet jeśli byłaby to prawda, nic nie usprawiedliwia przemocy i nie uprawnia sprawcy do jej stosowania, dlatego tak ważne są nie tylko przepisy, ale też postawy i przekonania przedstawicieli instytucji. A te  bardzo często są przemocowe i wiktymizujące ofiary, a usprawiedliwiające sprawców.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.