Moje intuicyjne przekonanie potwierdzili zresztą naukowcy. Wyniki badań opublikowane w "Journal of Consumer Psychology" wykazały, że mówienie o "córeczkach tatusia" i "syneczkach mamusi" to błąd. Okazuje się bowiem, że matki mają zwykle tendencję do faworyzowania córek, a ojcowie nieco lepiej traktują synów. Tę prawidłowość naukowcy tłumaczą faktem, iż kobiety znajdują w córkach podobieństwo do samych siebie, analogiczny mechanizm zachodzi w przypadku mężczyzn.

Czy widzę w mojej córce siebie? Powoli chyba dostrzegam. Czy widzę w sobie swoją matkę? Niestety w jakimś stopniu tak. Czy chcę, żeby moja córka była do mnie podobna? Tego wciąż nie wiem. Wiem natomiast, że odczuwam z nią niezwykłą więź.

Mój mąż powiedział mi niedawno, że przyszedł taki moment, kiedy chyba przestaje rozumieć własną córkę. Zdziwiłam się: to już? Przecież do buntu nastolatki zostało nam jeszcze kilka dobrych lat. Ale kiedy zaczęłam przyglądać się bliżej naszym relacjom, zauważyłam, że coś w tym jest. Mała kobietka w naszym domu ma swoje pierwsze tajemnice. Ma przyjaciółki, z którymi omawia "prywatne sprawy". Ma w końcu wyraźnie już zdefiniowany gust, którym jednak dzieli się z mamą, a nie tatą. Ze słodkiej córeczki tatusia, która uwielbiała wskakiwać na barana i psocić spiskując z tatą, stała się prawdziwie niezależną istotą, która dostrzega już, że świat jest skonstruowany w bardzo określony sposób.

Ta bliskość i nić porozumienia pomiędzy nami wytwarza się obok i całkowicie naturalnie.

Psycholodzy mówią, że córka na początku "zlewa się" z matką, a dopiero potem buntuje, ale tylko po to, aby ustalić kim naprawdę jest, by zbudować swoją tożsamość.

I my faktycznie jesteśmy na etapie zlewania. Moja córka doskonale wyczuwa mój nastrój, zarówno smutek, jak i wie, co mnie cieszy. Na razie jestem dla niej autorytetem i boginią, z której czerpie wzorce i która jest odnośnikiem do definiowania jej rzeczywistości. Ja z kolei wiem, że u niej znajdę zawsze zrozumienie. Bo choć daleko jej jeszcze do dorosłości, to drzemiący w niej pierwiastek kobiecy docenia już wagę rozmów na temat uczuć.

A rozmowy są niewątpliwie kluczem do relacji między kobietami. Bez względu na wiek. Są też odzwierciedleniem podobieństw i miernikiem więzi. Co znowu znalazło potwierdzenie w nauce. Dwie Kanadyjki, Carole Peterson i Christy Roberst zbadały bowiem język, jakimi porozumiewają się rodzice i dzieci. Grupę rodziców i dzieci poprosili o zrelacjonowanie przebiegu wizyty u lekarza. Okazało się, że te opowiadane przez matki i córki były najbardziej zbieżne, zarówno sposób opowiadania matek i córek, jak i komentowania i przedstawiania szczegółów, w tej grupie był najbardziej zbliżony. I to nawet jeśli wcześniej matka z córką nie ustalały zeznań. Podobnej zbieżności nie uzyskali ani ojcowie z synami, ani matki z synami, ani ojcowie z córkami.

I choć większość psychologów jest pewna, że należy być bardzo ostrożnym budując relację matka-córka opartą na przyjaźni, to jednak obiecałam sobie, że ten szczególny rodzaj przyjaźni będę budowała krok po kroku. Świadomie i z miłością. Budując relację rozmowami, szacunkiem. A kiedy przyjdzie ten moment, że moja córka będzie musiała odejść, by zbudować się jako całkowicie niezależny byt, z radością ją tam odprowadzę. Gdziekolwiek będzie chciała się udać.