Li Edelkoort, o tym jak kwarantanna zmieni nasze zwyczaje, pisała już na początku globalnego kryzysu. Stawiała tezę, że dwa miesiące wystarczą, żeby na trwałe zmienić nasze nawyki. Tygodnie poza biurem, uciążliwe czy nie, upłynęły nie wiadomo kiedy, a pandemiczna anomalia stała się znajomą codziennością. Bo gdy nie ma wyjścia, człowiek adaptuje się nadzwyczaj szybko, musi sobie tylko przy tym odrobinę pomarudzić.

Biura opuszczaliśmy w pośpiechu, bez specjalnego uprzedzenia i nie wiadomo na jak długo. Dzisiaj, gdy trwa wielkie odmrażanie gospodarki, trochę z ekscytacją, trochę z niepokojem oczekujemy sądnej wiadomości od pracodawcy: Szanowni koledzy - czas znów stawić się w firmie. Albo tej znacznie gorszej, że wracać nie ma już właściwie do czego.

imaxtreeimaxtree Szymon Brzoska

Jednym do biura się bardzo spieszy, innym wręcz odwrotnie. Mało komu natomiast, będzie się chciało znosić drobne pracowe uciążliwości sprzed pandemii równie cierpliwie jak wcześniej. Zastąpiły je już nowe, związane z ochroną zdrowia i izolacją społeczną. Co tu dużo gadać, wszyscy mamy ostatnio pod górkę, dokładać sobie już nie chcemy.

Jak to wpłynie na dress code biurowy? Można wróżyć kilka scenariuszy. Odkładam na bok te ekonomiczne, związane ze zmianą dynamiki konsumpcji. Czy kupować będziemy więcej czy mniej, zależeć będzie od wielu czynników - zasobności portfela, konstrukcji psychicznej czy decyzji politycznych. Skazani na izolację, może obkupimy się w dresy i pościele, ale raczej odpuścimy sobie kowbojki i festiwalowe sukienki, które świetnie nakręcały latem branżę. Tak podpowiada intuicja, ale płyną już pierwsze sprzeczne dane z internetowych portali sprzedażowych. W jednych widać, że kupujemy szalenie racjonalnie, w drugich, że nie żałujemy sobie na poprawiacze nastroju.

Niektóre marki z luksusowym obuwiem zauważyły nawet istotny wzrost sprzedaży butów na wysokim obcasie, które w ostatnich latach zalegały na półkach aż do wyprzedaży.

A co z ubraniem do pracy? Wzrost bezrobocia wymusi na wielu z nas bardziej formalny ubiór, dostosowany do rygoru rozmów kwalifikacyjnych. Większość z nich odbywać się będzie jednak przez Zooma, ubrać się trzeba więc będzie wyłącznie od pasa w górę. To dobrze, bo nie jesteśmy, i być może nigdy nie będziemy, gotowi na wpijające się w boczki spodnie garniturowe, wysokie buty i taliowane poliestrowe sukienki. Świat bez spotkań z klientami, zagranicznych delegacji, prestiżowych konferencji i eventów firmowych, nie będzie wymagał tak sztywnego dress code-u, a my, pozbawieni części wynagrodzenia i bezpieczeństwa zatrudnienia, też trochę spuścimy z tonu, nie musimy się przecież starać na 120 procent, a tylko na 80. Energia, która szła na budowanie wizerunku, pójdzie w zdobywanie nowych kompetencji i budowanie relacji - trwalszych niż terminowe kontrakty. Przynajmniej tak wydaje się nam dzisiaj. Bo przewidywanie przyszłości w warunkach tak niestabilnych, choć jest zajmującym hobby, to raczej donikąd nie prowadzi.

Koszula Wólczanka, 199,90 zł; 100 zł ze sprzedaży tego modelu firma przekaże na wsparcie służb medycznychKoszula Wólczanka, 199,90 zł; 100 zł ze sprzedaży tego modelu firma przekaże na wsparcie służb medycznych materiały prasowe

Jest jednak coś, czego pandemia nie zmieniła - trendy biurowe właśnie. Przymusowa praca zdalna była katalizatorem dla zapowiadanych już wcześniej zmian na dużą skalę. Prognozy stawiane przed kilkoma sezonami zapowiadały ubranie mniej formalne, bardziej uniwersalne, mniej zuniformizowane, za to dopasowane do osobistego stylu. Miało iść w parze ze zmieniającym się charakterem pracy.

Skandynawki cygaretki zastąpiły spodniami od dresu już jesienią. Znalazły na to niezawodny patent, kolor dresów dobierały do odcienia płaszcza lub marynarki. Do długiej koszuli nosiły bermudy, a zamiast sztywnych taliowanych garsonek wybierały te luźne z tkanin przyjaznych ciału i nieco podgnieconych. Sneakersy jako obuwie biurowe przyjęły się już dawno, szczególnie te o minimalistycznym dizajnie jak kultowe Stany Smithy, czy stare dobre Converse'y w kolorze płótna. Zmiany zaszły też w kolorystyce. Zamiast mocnych kontrastów, pojawiły się cieliste total looki. Biele zszarzały i straciły popularność na rzecz beży i brązów. Sztywne wełny kostiumowe straciły popularność na rzecz miękkich dzianin, lnów i kaszmirów, a gładkie tkaniny na rzecz tych z wyraźną fakturą, albo nadrukiem - wcześniej nie do przyjęcia przez niektórych pracodawców. Praca z domu przyzwyczaiła nas do pewnego luzu w ubiorze, obszernego kroju i kolorów z palety szwedzkiego stylu hygge, który w naszych domach, nomen omen zadomowił się już dawno. Z domów wyjdziemy, ale z domowych ciuchów już nie. Zbyt jest w nich przyjemnie. 

lniany garniturlniany garnitur VALENTINA VALDINOCI