Skrzyżowanie Joanny d’Arc, Emilii Plater i Róży Luxemburg, jak nazywał ją przyjaciel – dr Piotr Mierzejewski. Lubiła nosić czerwone szpilki i malować oko na Ewę Demarczyk. Grzywka, czarna krecha i drobna figura sprawiały, że długo wyglądała na nastolatkę. Ale kiedy zaniosła do Bogdana Borusewicza swój pierwszy tekst publicystyczny, o fatalnych warunkach w jakich pracują lekarze i przyjmowani są pacjenci w przychodniach i szpitalach, miała 28 lat, syna i małżeństwo w rozsypce.

Zanim Borusewicz opublikował jej tekst w „Robotniku” – założonym kilka miesięcy wcześniej dwutygodniku KOR - kazał zredagować. Bo przegadany. Merytorycznie nie było się do czego przyczepić, bo Alina Pienkowska sytuację służby zdrowia znała od podszewki. Pracowała jako pielęgniarka w przychodni Stoczni Gdańskiej.

Studium pielęgniarskie, wybrała trochę przypadkiem, kiedy rodzice doradzili jej raczej usamodzielnienie niż studia, ale po latach powie, że tan zawód uwiarygadniał ją gdy najbardziej tego potrzebowała. Kiedy przyszło jej najpierw przekonywać ludzi do strajku, a potem walczyć o uwolnienie tych, którzy w nim uczestniczyli, przemawiać do notabli i profesorów, a potem (1991-93) zabierać głos z mównicy sejmowej.

Alina Pienkowska, dla SB „Pelasia”

Urodziła się w Gdańsku. Ojciec – Tadeusz Pabijan przyjechał tu aż z Łoniowej, małej wsi w Małopolsce, za pracą. Zaczepił się Stoczni i pracował tam do końca życia. Systemu, który dał mu stałą pensję i mieszkanie nie kontestował. Aż do 1970 roku, kiedy po raz pierwszy wziął udział w strajku robotników. Alina już jako 13-latka w szkole dołączyła do grupki uczniów, twierdzących, że Trybuna Ludu publikuje kłamstwa.

Jej zamiłowanie do polityki przypisano genom „po dziadku”, któremu podobno podawał rękę sam Wincenty Witos.

Ale to wizyta u wuja w Londynie w 1977 r., gdzie po raz pierwszy zobaczyła kolorowe sklepy, kluby w których grali Beatlesi i ludzi swobodnie wyrażających swoje polityczne poglądy, sprawiła, że wolność stała się dla niej czymś namacalnym, o co warto walczyć.

Po powrocie zaczęła szukać kontaktu ze środowiskiem „Robotnika”. W stopce znalazła nazwisko Borusewicza. Wsiąkła. Zaczęła czytać literaturę drugiego obiegu, przystąpiła do Komitetu Założycielskiego i regularnie publikowała w „Robotniku”. Nie wiadomo, kto bardziej chciał jej pilnować – SB, które nadało jej pseudonim „Pelasia”, czy rodzice tarasujący drzwi, kiedy w odwiedziny przychodził Borusewicz.

W ciągu roku dziewczyny, która zaczynała każdą wypowiedź od „przepraszam”, stała się wytrawną mówczynią.

Wyrazistą kreskę zmieniła na ogromne okulary, znak rozpoznawczy opozycjonistów. Jej związek z Bogdanem Borusewiczem stał się oficjalny.

A to oznaczało kłopoty. Żeby odciąć ją od robotników, przeniesiono ją do przychodni „Elmor”, poza Stocznią. Nie można było jej zwolnić tylko dlatego, że była jedynym żywicielem rodziny. A kiedy i tam stała się niewygodna, dyrektor oskarżył ją o częste nieobecności (głównie z powodu aresztowań na 48 godzin za kolportaż ulotek i nielegalnej pracy) i złą opinię wśród pacjentów.

Petycję w jej obronie podpisuje 311 osób, a pacjenci wpisują pochwały w Książkę Skarg i Zażaleń.

Alina Pienkowska wyrazistą kreskę na oczach zmieniła na ogromne okulary, znak rozpoznawczy opozycjonistówAlina Pienkowska wyrazistą kreskę na oczach zmieniła na ogromne okulary, znak rozpoznawczy opozycjonistów Fot. Tomasz Wierzejski/ Fotonowa

Sierpień 1980. Alina Pienkowska zatrzymuje robotników w Stoczni

Temperatura rosła już od wiosny. Pierwsze strajki i przestoje zaczęły się już w maju. W sierpniu zrobiło się naprawdę gorąco, a 14 sierpnia 1980 r. atmosfera osiągnęła temperaturę wrzenia i to już od świtu, kiedy Bogdan Borusewicz stanął na czele komitetu strajkowego w Stoczni Gdańskiej im. Lenina.

W południe strajkowała już cała stocznia. Alina Pienkowska ze szpitalnego telefonu dzwoniła do Jacka Kuronia, który z namysłem, powoli notował postulaty strajkujących: 2000 zł podwyżki, dodatek drożyźniany, pomnik ofiar Grudnia 1970, bezpieczeństwo dla strajkujących, przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy.

Kiedy Pienkowska wykrzykuje, że w stoczni strajkują, połączenie zostaje przerwane. Pozostałe telefony dawno zostały odcięte, więc Alina biegnie. Biegnie mimo strachu, bo przecież SB już wie, co się dzieje, do miasta, na dworzec.

Kolejka ją przepuszcza, gdy prosi kasjerkę o dostęp do telefonu. A kiedy wreszcie słyszy sygnał opowiada o strajku tak, by dziennikarze radia Wolna Europa nie mieli wątpliwości, że to początek rewolucji. Świat zaczyna śledzić to, co dzieje się w Gdańsku.

Po drodze powrotnej puka do mieszkań przy ul. Jana z Kolna, tuż obok stoczni. Mieszkańcy dzielą się jedzeniem ze strajkującymi. Zaczyna strajkować stocznia w Gdyni i inne, mniejsze zakłady pracy.

Ale przychodnia nie strajkuje. Pielęgniarki są potrzebne. Po pracy Alina biega do Stoczni.

16 sierpnia radiowęzeł nadaje relację z negocjacji. Podwyżki mają załatwić sprawę i Lech Wałęsa godzi się na zakończenie strajku.

„Teraz wyduszą nas jak pluskwy” - krzyczy Henryka Krzywonos, w imieniu wszystkich zakładów, które wsparły strajk. Trzeba zatrzymać ludzi, ale jak skoro jest sobota, fajrant. W domu czekają żony, dzieci.

Bramy się uchylają i grupy robotników zaczynają wychodzić. Balon buntu sflaczał przed niedzielnym odpoczynkiem.

Stójcie! Stójcie! Zamknijcie bramy! – Alina Pienkowska, Anna Walentynowicz i Ewa Ossowska nie dają za wygraną.

Alina wdrapuje się na beczkę pod bramą numer 3 i zaczyna mówić o tym, że właśnie tu, w Stoczni przestała się bać, że trzeba rozpocząć strajk solidarnościowy.

Robotnicy zatrzymują się, wśród nich jest jej ojciec. Alina Pienkowska dołącza do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.

W pracy bierze bezpłatny urlop. Razem z lekarką, Barbarą Przedwojską, pracuje nad postulatem nr 16, dotyczącym zmian w służbie zdrowia.

Brzmi lakonicznie: „poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym”, ale ma 30 podpunktów – m.in. o opale wyższej jakości, żeby chorzy nie leżeli w wyziębionych salach, dostępie do leków i samochodach służbowych dla lekarzy, którzy do chorych jeżdżą tramwajem. – Pisałam go w sali bez wentylacji, w której było 3000 osób, huk maszyn, mikrofony, wywiady. Warunki były fatalne, ale atmosfera wspaniała. Czuło się, że to już nie są zmiany personalne, ale coś więcej - mówi w wywiadzie dla Polskiego Radia.

Weszła w skład Prezydium, negocjowała z wicepremierem Władysławem Jagielskim warunki porozumienia strajkowego, w tym bezpieczeństwo dla strajkujących i zwolnienie z więzień uczestników wcześniejszych strajków ze Szczecina i Lublina.

Ach, co to był za ślub

Strajk się kończy razem z sierpniem, a ona rzuca się w wir pracy. Zostaje przewodniczącą Krajowej Sekcji Służby Zdrowia "Solidarności". Jednak zaangażowanie w strajk i związek z Borusewiczem to dla władz za wiele. Szukają sposobu, by ją złamać. SB próbuje nakłonić jej byłego męża, Piotra Pienkowskiego by na sprawie rozwodowej domagał się odebrania jej praw rodzicielskich. Alina walczy sama, bo Bogdan Borusewicz musi się ukrywać. Każda randka to tajna misja – zmiana ubrań, gubienie ogonów, by przypadkowo nie naprowadzić władz na jego trop.

13 grudnia 1981 r. zostaje internowana. Przenoszą ją ze Strzebielinka do Gdańska, z Gdańska do Bydgoszczy Fordonu, potem do Gołdapi. Kiedy w lipcu 1982 r. wychodzi, koczuje razem z innymi przed bramą więzienia, dopóki wszystkie kobiety nie zostaną wypuszczone, a potem – pod samą bramą zakładu karnego rozwijają sztandar Solidarności.

We wrześniu 1984 r. Alina Pienkowska zgłasza się do szpitala. Rodzi, ale szpital odmawia jej przyjęcia. Udaje się tylko dlatego, że personel szpitala staje za nią murem.

Na świat przychodzi Kinga. Dostaje nazwisko Pienkowska, żeby nie dawać władzom dowodu na to, że Alina utrzymuje kontakt z Bogdanem Borusewiczem.

W 1985 r. bierze tajny ślub z Bogdanem Borusewiczem. Gości jest tyle, ile mieści się mieszkaniu brata proboszcza Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, ks. Stanisław Bogdanowicza, który udziela ślubu. Kiedy gospodyni zaprasza na poczęstunek, Pienkowska na widok łososia, pomidorów, szynki i białego obrusa wybucha płaczem.

Wolność

4 czerwca 1989 r. to może i koniec komunizmu, ale też początek rozłamu Solidarności. Alina Pienkowska odmawia wzięcia udziału w obradach Okrągłego Stołu. W 1991 r. kandyduje do Senatu i zostaje senatorem. Bogdan Borusewicz - posłem. W 1993 – dołączają oboje do Unii Demokratycznej, ale Pienkowska stopniowo wycofuje się z kariery politycznej. Chce zająć się dorastającym synem i córką.

W 2000 r. zostaje honorową obywatelką Gdańska, niedługo później lekarze diagnozują u niej nowotwór. Umiera w 2002 r.

Wtedy pisze o niej „New York Times”.

Korzystałam m.in. z książki „Alina Pienkowska. Miłość w cieniu polityki”, Barbara Szczepuła, W.A.B 2013.