Ewa Karendys: Jakie emocje towarzyszyły wam podczas malowania muralu?

Anna Eichler: Głębokie skupienie, ale i momentami wzruszenie. Skupienie, bo mieliśmy do namalowania wiele ważnych kobiet, trzeba było dbać o każdy detal. Niezwykłe były natomiast momenty, kiedy przychodziła do nas któraś z bohaterek lub ktoś z ich rodzin.

Od początku założyłyście, że będzie to mural o wielu kobietach związanych z ruchem „Solidarności”, a nie tylko o tych, których nazwiska dobrze znamy.

– W ruch „Solidarności” było zaangażowanych 10 mln ludzi, połowa z nich to były kobiety. Niestety, w podręcznikach jest o nich niewiele, kobiety te nie istnieją w świadomości społecznej, nie zdajemy sobie sprawy, jak ważną rolę pełniły. Chodzi o bezpośrednie zaangażowanie w opozycję, ale i wspieranie „Solidarności” z zewnątrz. To trudne przeżycie, gdy ktoś z rodziny bierze udział w strajku, opiera się władzy i jednocześnie trzeba podtrzymać życie rodzinne. Wiele obowiązków spadło wówczas na barki kobiet, to ważna rola, której nie wolno umniejszać. Naszym założeniem było, żeby na muralu pojawiły się nazwiska nie tylko z pierwszego szeregu. Mural ma sprawić, że te kobiety zostaną niejako przywrócone historii.

Na muralu umieściłyście też kilka symboli.

– Znalazły się one na bokach filarów. Np. niemowlę w wózku to symbol tego, jak podczas strajku, w głębokich gondolach wózków dziecięcych, ludzie przewozili publikacje z drugiego obiegu. Udało nam się potwierdzić historię, że w wózku Olgi Biernackiej były przewożone pisma Leszka Kołakowskiego.

Jest też dziewczynka z kwiatkami stojąca przed dziecięcymi rysunkami zawieszonymi na murze.

– Wszyscy znamy archiwalne obrazy pokazujące ludzi przynoszących kwiaty pod bramę stoczni. W archiwum Europejskiego Centrum Solidarności znajduje się natomiast zdjęcie dziecięcych rysunków zawieszonych, jak sądzę, na murze stoczni. Wizerunek dziewczynki wzięłyśmy z innego zdjęcia, także z archiwum ECS. Ubrana jest w chodaki, ma skarpetki w paski i kurczowo trzyma kwiatki ogonkami do góry. A więc dzieci w stoczni też były.

Inspiracją dla kolejnego obrazka symbolu było zdjęcie kobiety czytającej książkę z tytułem „Nadzieja”. Pomyślałam, że kimkolwiek ta kobieta jest, to jest to fenomenalne ujęcie i musi się znaleźć na muralu. Dopiero później dowiedziałam się, że jest to występująca w stoczni podczas strajku aktorka Teatru Wybrzeże Elżbieta Goetel-Dąbkowska.

Na ostatnim filarze umieściliśmy anonimową starszą panią o dużych spracowanych dłoniach, która z determinacją na twarzy bije brawo. Nie wiem, czy była pracownicą stoczni, a nawet gdzie zostało zrobione to zdjęcie. Ale jest w tym zdjęciu coś bardzo prawdziwego.

Na innym z boków widać też dziennikarkę z wielkim radioodbiornikiem.

– I ten rysunek powstał na podstawie zdjęcia z archiwum ECS, być może ktoś tę kobietę zidentyfikuje. Na obrazie widzimy fragment bramy stoczni i napis „Dziękujemy za dobrą pracę”.

Na trzecim filarze umieściłyśmy Halinę Słojewską, aktorkę Teatru Wybrzeże, która wyciąga po coś rękę, a u jej stóp leżą paczki. To scena rozpakowywania darów, które przychodziły do Polski z różnych stron świata w geście solidarności ze strajkującymi.

Inny filar zdobi natomiast uśmiechnięta Ewa Kubasiewicz, która stoi za kratami, a w rękach trzyma bukiet kwiatów. Kubasiewicz została skazana na 10 lat pozbawienia wolności za rozpowszechnianie ulotki nawołującej do czynnego oporu przeciwko stanowi wojennemu.

Na ostatniej ścianie umieściłyśmy natomiast tekst wiersza „Ewie, mojej 12-letniej córce” i wizerunek jego autorki, poetki „Solidarności” Jadwigi „Jagody” Piątkowskiej. Siedzi przy maszynie i prześlicznie się uśmiecha.

Co chcecie przekazać za pomocą wizerunków tych kobiet i symboli?

– Pokazujemy, że to nie są kobiety z marmuru, ale kobiety z krwi i kości. Mural może przedstawić szerszą prawdę niż postać na cokole, która nad nami góruje. Wcale nie zależało nam na tym, żeby ustalać hierarchię, tylko pokazać, że kobiety pełniły różne role i każda z nich była ważna. Bez małych kroków nie byłoby tych wielkich.