- Wymyśliłyśmy te spotkania, bo wszystkie, my również, bardzo potrzebujemy wsparcia, gadania i dzielenia się doświadczeniami. Tu niedaleko, na pomniku Sienkiewicza napisane jest „wszyscy jesteśmy braćmi”. Życzę wam żebyśmy wszystkie były siostrami! – mówiła Aleksandra Klich na otwarcie wydarzenia z cyklu "Kobiety wiedzą, co robią" w Kieleckim Centrum Kultury. Spotkania zostało zorganizowane 30 listopada organizowanego przez "Wysokie Obcasy" i "Gazetę Wyborczą" przy wsparciu miasta Kielce.

Dzień pełen inspirujących rozmów zaczęło spotkanie pt. „Jak kobiety zmieniają świat?”, które poprowadziła Alina Janusz, redaktorka naczelna kieleckiego oddziału "Gazety Wyborczej". Do rozmowy zaprosiła Jolantę Barbarę Jackiewicz z Rady Kobiet w Rybniku, Iwonę Wielgus koordynatorkę Rady Kobiet w Kielcach, posłankę Joannę Muchę, zastępczynię prezydenta Kielc Danutę Papaj oraz Monikę Lipińską wiceprezydentkę Lublina.

Pretekstem do rozmowy było zapoczątkowanie pierwszej w historii Kielc Rady Kobiet. Podobne Forum Kobiet funkcjonuje już siedem lat w Lublinie, o czym opowiadała Monika Lipińska.  

– Zależy nam by głos kobiet był słyszalny przy realizowaniu ważnych spraw dla miasta – mówiła.

Iwona Wielgus, koordynatorka Rady Kobiet w Kielcach, mówiła, że jej marzeniem jest by Kielce stały się miastem kobiet. - Nikt tego lepiej nie zrobi niż my same, bo wiemy czego potrzebujemy. Wiemy, jak powinna wyglądać komunikacja miejska, bo to my z niej najczęściej korzystamy. Wiemy co zrobić, żeby kobieta nie bała się wieczorem wysiąść na przystanku, albo jak zaprojektować windę dla niepełnosprawnych żeby matka z chorym dzieckiem mogła dostać się tam, gdzie potrzebuje – wyjaśniała.

O dyskryminacji kobiet mówiła posłanka Joanna Mucha. - Kobiety zarabiają 18 proc. mniej niż mężczyźni. Jest taki żart, który bardzo lubię: "Co trzeba zrobić, żeby mężczyznę w Polsce upodobnić do kobiety? Obciąć mu 18 proc. pensji" - żartowała. I podała inny przykład nierówności: - Jeśli jesteś nosicielką genu, który zwiększa prawdopodobieństwo raka jajnika, istnieje 70 proc. prawdopodobieństwo, że umrzesz. Jeszcze do niedawna polskie państwo, zabraniało ci w takiej sytuacji usunąć jajniki. I mówi się, że kobiety nie są dyskryminowane?

Co wkurza kobiety

Bohaterki spotkania opowiadały o kłopotliwych sytuacjach, kiedy musiały się mierzyć z pobłażliwym traktowaniem ze strony zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Monika Lipińska jest często pytana o to, jak sobie radzi z godzeniem obowiązków wiceprezydentki i matki. Jak zauważyła, mężczyznom i ojcom nikt podobnych pytań nie zadaje.

- Traktuje się nas jak osoby drugiej kategorii. Kiedy dziewczyna chce sięgnąć po najwyższe stanowiska, to dobrze by było żeby zapytała o zgodę. Koniec z pytaniem o zgodę, zabieramy się za robotę i to robimy - mówiła Joanna Mucha.

A Jolanta Barbara Jackiewicz dodała: - Mnie wkurza, że mężczyźni wszędzie mówią mi co mam robić. We wszystkich programach, dyskusjach i kawach na ławę widzę pięćdziesięciu facetów i jedną kobietę!

Kulisy pracy na obcasach

W panelu poświęconym pracy redakcji "Wysokich Obcasów" redaktorka naczelna Aleksandra Klich, zastępczyni naczelnej Monika Tutak-Goll oraz Magdalena Karst-Adamczyk i Katarzyna Seiler z redakcji serwisu wysokieobcasy.pl opowiadały m.in. o roli feminatywów w ich pracy. Dziennikarki przyznały, że zdarzają się sytuacje, kiedy muszą namawiać swoje bohaterki na określanie siebie żeńskimi formami zawodów, bo wiele z nich lepiej czuje się mówiąc o sobie np. "lekarz" niż "lekarka"

Redakcja zwróciła również uwagę, że zmiany w języku zachodzą dzięki odwadze kobiet, które wbrew ironicznym komentarzom stosują feminiatywy na co dzień.

- Te zmiany udadzą się dzięki takim kobietom jak Joanna Mucha. To ona wywołała pierwszą dyskusje wokół żeńskich końcówek, kiedy sama zaczęła nazywać siebie ministrą. Dziś to określenie weszło do powszechnego użycia - mówiła Magdalena Karst-Adamczyk.

Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Dziennikarki "Wysokich Obcasów" wspominały również pracę nad najważniejszymi wywiadami z ostatnich lat pracy redakcji. Była wśród nich odważna rozmowa Magdaleny Środy z Weroniką Rosati, przejmująca opowieść o przemocy Karoliny Piaseckiej, czy historia Superbohaterki Wysokich Obcasów, Haliny Birenbaum.

Czym jest dla nich feminizm? Przede wszystkim równością. Ale jak podkreślały uczestniczki dyskusji, nie dojdziemy do równości płci bez zaangażowania mężczyzn w tę zmianę. - Nie ma feminizmu bez mężczyzn. To nie jest walka płci. Feminizm jest zrozumieniem, że wszyscy mają prawo być równi - mówiła Monika Tutak-Goll.

Otylia Jędrzejczak: "Porażka to tylko przystanek na drodze"

W kolejnej części spotkania "Kobiety wiedzą, co robią" w Kielcach Otylia Jędrzejczak opowiadała o swojej drodze do sukcesu. Mistrzyni Olimpijska wspominała mordercze treningi, sportową ambicję i jej metody na walkę z przeciwnościami. W krótkiej prezentacji dotyczącej motywacji pływaczka podzieliła się z uczestniczkami spotkania swoimi czterema najważniejszymi zasadami:

  • Nie ma rzeczy niemożliwych, są takie, do których słabo się przykładam
  • Porażka to tylko przystanek w drodze do sukcesu
  • Każdy człowiek czegoś nas uczy
  • Należy się zawsze uśmiechać

Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Pytana o to, jak radzi sobie z nieprzychylnymi komentarzami i hejtem, odpowiedziała, że stara się nie czytać komentarzy. Dodała również, że nigdy nie zdarzyło się, żeby ktokolwiek wprost podszedł do niej i powiedział to samo, co pada w mediach społecznościowych na jej temat.

Podobnie było z presją wywieraną przez kibiców, kiedy była na szczycie kariery. - To nie kibice są największymi oskarżycielami, to my sami dajemy sobie największe obciążenie - mówiła.

Jędrzejczak przyznała, że decyzja o końcu kariery była dla niej trudna, ale dziś nie brakuje jej sportowej adrenaliny. Całą swoją energię przekierowała w działalność fundacji i pracę z dziećmi. Kobietom, które stoją przed decyzją o drastycznej zmianie w swoim życiu życzyła odwagi.

Ekologia kobiecym okiem

Czy kobiety mogą uratować planetę? Między innymi nad tym zastanawiały się uczestniczki ostatniego spotkania podczas konferencji "Kobiety wiedzą, co robią". W dyskusji wzięły udział posłanka Urszula Zielińska, redaktorka naczelna radomskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, Katarzyna Ludwińska oraz prof. Bożena Witek z Instytutu Biologii Uniwersytety Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Rozmówczynie Dominiki Wantuch z redakcji "Gazety Wyborczej" zastanawiały się, dlaczego wzrasta świadomość społeczna na temat kryzysu klimatycznego, ale wciąż brakuje zdecydowanych działań na najwyższych szczeblach państwowych.

Urszula Zielińska zwróciła uwagę na to, że oprócz systemu kar za zanieczyszczanie środowiska potrzebny nam system zachęt. - Niemcy odnieśli duży sukces w przechodzeniu na energię odnawialną, bo wprowadzili system taryf zachęcający dopłatami do produkowania własnego prądu - mówiła.

- Napisałam kilkadziesiąt tekstów o smogu, wycinkach lasów, zanieczyszczeniu i słyszę: „Trzeba coś z tym zrobić". I na tym się kończy. Odbijamy się od ściany – mówiła Katarzyna Ludwińska.

Dziennikarka opowiadała również o ekologicznym wyzwaniu, którego wraz z Anitą Dmitruczuk z opolskiej GW, podjęły się na łamach "Wysokich Obcasów". Obie dziennikarki przez miesiąc ścigały się, która swoimi działaniami pozostawi jak najmniejszy ślad węglowy. Ludwińska wspominała, że trudno było jej zrezygnować z mięsa, a dziś nie je go już wcale. - Nie odkurzałam tylko zamiatałam, odstawiłam awokado i kawę, które uwielbiam. Nie kupowałyśmy niczego co jest transportowane na duże odległości - mówiła.

Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Zdaniem Ludwińskiej, te drobne zmiany, jak rezygnacja z plastikowych torebek, czy korzystanie z lokalnych produktów, to małe kroki, które każdy z nas może wdrożyć. Uczestniczki spotkania mogły wprowadzić te postanowienia w życie dzięki warsztatom ekologicznym, gdzie uczyły się jak zrobić domowej roboty dezodorant. Oczywiście w szklanym słoiczku.