Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jakby się uprzeć, to Bornholm może robić za wyspiarski symbol. Przynajmniej dla Polaków. W końcu w lecie w Kołobrzegu bilety na Bornholm idą w zawrotnych cenach. Pytanie, po co na Bornholm, skoro jest Rugia? Jaka Rugia? No właśnie…

Ukryta tuż za rogiem

Ze Szczecina to jakieś dwie godziny drogi. Z Wrocławia będzie dłużej, ale znacie niemieckie autostrady. W Google Maps wpisujemy Stralsund. To pierwszy przystanek w drodze na Rugię, jedną z najpiękniejszych bałtyckich wysp. Jak już dojedziecie do Stralsundu, oczom waszym ukaże się… most. Duży i wiszący. To znak, że wyspa jest już blisko. Tuż za rogiem.

Słowiański Gibraltar zdobyty... piechotą

Rugia zaczyna się za mostem. A gdzie się kończy? Właśnie tu. Niektórzy nazywają ją słowiańskim Gibraltarem. Przylądek Kap Arkona. Takie porównanie nabiera sensu, gdy spojrzymy na mapę. To najdalej na północny wschód wysunięty fragment Niemiec. Stąd do Bazylei, po drugiej stronie kraju, jest ponad 1000 km. Z trzech stron otoczony skalistym klifem, od lądu ogromnym wałem ziemnym – gród był fortecą trudną do zdobycia. Nic dziwnego, że nie dojedziecie tu autem. Trzeba iść pieszo, a najbardziej charakterystycznym znakiem, że już dotarliście, są dwie latarnie morskie.

Niezapomniana przygoda? W pędzącym Rolandzie

Copyrights_Ania Nowak

Cztery euro. Tyle kosztuje niezapomniana podróż Pędzącym Rolandem. To buchająca parą kolej kursująca z dworca Binz do Gohen oraz Putbus. Przejażdżka dostarcza niezapomnianych przeżyć szczególnie najmłodszym. Jak już wrócimy do Binz, koniecznie należy się przespacerowa promenadą lub molo. W tym rejonie miasto ukaże nam swoje piękne oblicze. Tutejsza architektura uzdrowiskowa, tak charakterystyczna dla XIX-wiecznych Prus, biała, pełna werand, zdobnych balkoników i wieżyczek. Samo molo, najdłuższe w Niemczech, prawie 400-metrowe, oraz charakterystyczny budynek dawnej pijalni wód i zabiegów leczniczych, czyli Kurhaus, to absolutne „must see” tych okolic.

Na świeże ryby? Prosto do Sassnitz

Copyrights_Ania Nowak

Choć to największe miasto na wyspie, nie jest jej stolicą. Jest za to całkiem fajną bazą noclegową z przyjemną architekturą, co czyni z miasta idealną bazę wypadową do wycieczek po wyspie. W dużej mierze miasto składa się z architektury pochodzącej z czasów powojennych, jednak w samym centrum leży małe Altstad z fragmentami urokliwej, drewnianej architektury uzdrowiskowej. Uwagę przykuwa piękny rybacki port z kolorowymi łódkami i kutrami. Codziennie z kilku z nich sprzedawane są świeże ryby ale przede wszystkim Fischbrotchen, czyli tradycyjne ryby w bułce.

Na Hiddensee, mekce niemieckich artystów

Promem z Schaprode lub Ralswiek w około 40 minut dotrzecie do Hiddensee. Ta mała wysepka położona obok Rugii przypomina kształtem konika morskiego i taki też jest jej symbol. Drugi to rokitnik masowo wręcz porastający wyspę. Mieszkańcy pieczą z nim przepyszne ciasta, gotują dżemy, robią soki i nalewki. Co ciekawe, na wyspie nie ma ruchu kołowego. Można się poruszać rowerem lub... konno. W północnej części znajdziecie przepiękny zielony rezerwat z pasącymi się krowami. Nad tym wszystkim góruje latarnia morska. Hiddensee to także mekka niemieckich artystów. Nic dziwnego, artystyczny i bajkowy klimat wysepki musi być prawdziwym generatorem weny. Wśród fantazyjnych kształtów biało-niebieskich domków, krytych trzcinową strzechą, swojego natchnienia szukali między innymi Einstein, Mann, Hauptmann. Ten ostatni przeniósł się tu na stałe, a jego grób znajduje się na urokliwym cmentarzyku w Kloster.

Więcej informacji o atrakcjach turystycznych Niemiec na: www.germany.travel

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.