Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

36 godzin, dwa rowery i dwie dziewczyny. Szybka decyzja, że fajnie gdzieś pojechać na dziewczyński wyjazd, tylko we dwie, bo ostatni raz to zrobiłyśmy raptem… 18 lat temu. Dokąd? - Tam gdzie jest zielono, dziko i można być w lesie. Gdzie można jeździć na rowerze, podziwiać przyrodę, a przy okazji zjeść smacznie. No i najlepiej z opcją zatrzymania się w miejscu, w którym jest SPA, w końcu czasy studenckie już dawno minęły i co nieco nam się od życia należy. Pada wybór na Podlasie i Białowieżę. Celem jest Puszcza, rezerwat Żubra i SPA La Perla w Hotelu Żubrówka w Białowieży.

KOBIETY W PODRÓŻY
WEŹ UDZIAŁ

Przyspieszony Pociąg Opóźniony czyli podróż PKP

Plan podróży: pociąg z Warszawy Wschodniej do Hajnówki, następnie 25 km rowerem do Białowieży. Stawiamy się na dworcu z zapasem czasowym, po to by już po chwili przekonać się, że w PKP nie ma reguły, a rozkład jazdy należy potraktować umownie. 15 minut po planowanym czasie rozpoczęcia podróży, gdy nadal ze stoickim spokojem zastanawiałyśmy się, czy mamy czas by kupić kawę na drogę, usłyszałyśmy komunikat następujący:

Przyspieszony Pociąg Opóźniony z Warszawy Wschodniej do Gdyni, przez Białystok (czyli nasz), będzie opóźniony o jedyne 45 minut i wjedzie na peron (o dziwo ten, na którym byłyśmy) za kolejne pół godziny.

Tak więc, ku naszej uciesze znalazł się czas na kawę, ale gdy wreszcie się po nią wybrałyśmy czas przyspieszył i okazało się, że nasz pojazd zaraz zostanie podstawiony i ruszy za… 4 minuty. Lecz co to dla nas: dwa rowery, cztery sakwy i dwie gorące kawy w trybie ekspresowym wpakowałyśmy do wskazanego na biletach wagonu i ruszyłyśmy na Wschód.

Po trzech godzinach jazdy upływającej pod znakiem pracy – w podróż wybrałyśmy się ja – redaktorka i moja przyjaciółką architektka, dojechałyśmy do Hajnówki. I tu zaczyna się nasza przygoda.

Z Hajnówki do Białowieży na rowerze

Z Hajnówki do Białowieży jest kilka szlaków rowerowych oraz opcja najprostsza ale w sumie też, jak się później okaże, najmniej atrakcyjna wizualnie, czyli szosa. Ruszyłyśmy zgodnie ze znakami drogowymi do Białowieży. Ruch na trasie był niezbyt duży – mijały nas głównie samochody osobowe oraz wojskowe. Te ostatnie przypominają o kryzysie uchodźczym, który rozpoczął się niemalże dokładnie rok temu. Niemniej, nawet ponure wspomnienie oraz niezbyt trafny wybór jazdy szosą nie odbierał przyjemności – w końcu jechałyśmy w totalnej zieleni, czułyśmy wyjątkowy zapach puszczy: wilgoci ziemi, liści i drzew i tego wszystkiego co pomiędzy, a co sprawia, że człowiek w puszczy odzyskuje moc.

SPA czyli jak odpoczywają dziewczyny po trzydziestce

W Białowieży zaliczyłyśmy stop – miałyśmy zarezerwowany pokój w hotelu Żubrówka bo mimo wyprawy na rowerach w nieco studenckim stylu, marzyłyśmy o odrobinie luksusu, a wizja basenu, pysznego regionalnego jedzenia serwowanego w restauracji oraz SPA La Perla wzbudziły nasz entuzjazm. Koniec końców zdecydowanie nam bliżej do 40 niż 18 urodzin.

I faktycznie relaks na basenie, możliwość skorzystania z saun – suchej i parowej a następnie udanie się do spa na cudowne, relaksujące i - jak okazało się - ujędrniające masaże na ciało oraz odmładzający zabieg Kobido na twarz był strzałem w dziesiątkę. Po tym pozostało napełnić głodne brzuchy przepyszną zupą z prawdziwków i babką ziemniaczaną i poczuć się bardzo dopieszczonymi. Na deser pozostał spacer po Białowieży i odwiedzenie parku pałacowego by po całym dniu obfitującym w atrakcje paść na wygodne łóżko i pozwolić sobie na niczym nieprzerywany sen (tu uśmiecham się do wszystkich mam kilkuletnich dzieci, które zapewne podzielą mój entuzjazm).

 Rezerwat Żubrów i ryś, który nas olał

Jednak, jak to z wyrobionym rodzicielskim już rytmem życia bywa, nie spałyśmy następnego dnia do południa. Nasz czas był ograniczony, a apetyt na zwiedzanie duży. Po śniadaniu w hotelu (tu kolejny plus bo różnorodność opcji śniadaniowych serwowanych na szwedzkim stole była ogromna) zapadła decyzja, że pakujemy sakwy i jedziemy zwiedzać puszczę. Plan minimum to Pokazowy Rezerwat Żubra (bilety załatwiła nam przemiła obsługa Hotelu Żubrówka, więc miałyśmy pewność, że rezerwat odwiedzimy). Ruszyłyśmy tym razem szlakiem Green Velo - bo na Podlasiu naprawdę liczba szlaków rowerowych jest ogromna i z dala od szosy kierowałyśmy się do rezerwatu. Mijałyśmy ścieżkę spacerową „Żebro Żubra" by kierować się prosto do Rezerwatu. Tam, po zaparkowaniu rowerów (poza parkingiem dla rowerów przygotowane są też boksy dla psów, dla osób podróżujących z kudłatymi przyjaciółmi) udałyśmy się na spacer, w czasie którego podziwiałyśmy nie tylko stado dorodnych żubrów ale też wilki, jelenie, sarny, żubronie. Są też rysie i żbiki, lecz te jak to w przypadku kotów bywa, niezbyt chętnie pokazywały swoje wdzięki, ignorując przejętych turystów i oddając się ulubionej rozrywce, czyli spaniu.

Mieszczuszki na Podlasiu, czyli dlaczego warto mieć gotówkę

Po rezerwacie przyszedł czas na okoliczne wioski. Wybrałyśmy malownicze Teremiski, Budy by następnie kierować się do Hajnówki. Wioski na Podlasiu są niesamowicie malownicze: pełne kolorów, zachwycające zielenią i jabłonkami tak obsypanymi owocami, że aż uginały im się gałęzie. I tu ciekawostka – niemal przed każdym z mijanych przez nas domów stały kosze z jabłkami z kartką informującą podróżnych by się częstowali.

Jabłka dla podróżnych były wystawione niemalże przed każdym domem w TeremiskachJabłka dla podróżnych były wystawione niemalże przed każdym domem w Teremiskach archiwum prywatne

W Budach minęłyśmy skansen, który był zamknięty – zapewne nie przetrwał stanu wyjątkowego wprowadzonego przez rząd po wybuchu kryzysu uchodźczego w ubiegłym roku. Wreszcie zgłodniałe po 35 km jazdy dotarłyśmy do Zajazdu Myśliwskiego u Kolarza. No i tu uwaga! Jadąc na Podlasie warto brać gotówkę. Bo my, jak na mieszczuszki przystało, gotówki nie miałyśmy. No a w karczmie można było płacić tylko nią. Pełne smutku i poirytowania miałyśmy już ruszyć na zachód gdy nagle, podszedł do nas pan, który słyszał nasze rozgoryczenie i zaoferował pomoc – on miał gotówkę, a my mogłyśmy zrobić mu przelew na telefon. Tak też czyniąc obiad i wyprawa zostały uratowane. Najedzone przepyszną babką ziemniaczaną, kartaczami i opite lemoniadą pigwową oraz bardzo przyzwoitą kawą, ruszyłyśmy dalej, do naszego ostatniego miejsca na trasie, którym miał być dworzec w Hajnówce. Jechałyśmy dalej trasami rowerowymi, przebiegającymi przez dziki, intensywnie zielony las. Z jazdy wyszedł niezły trening – spowalnianie powodowało, że natychmiast stawałyśmy się pokarmem dla komarów. Dlatego, gdy po zobaczeniu okolicznych  „cerkwi" dotarłyśmy do miasta, okazało się, że do odjazdu pociągu zostało nam raptem...1,5 godziny. Sytuację uratowały lody świderki, kawa i lemoniada i rozmowy o tym, że teraz jest równie fajnie jak 18 lat temu.

I tak na koniec myślę sobie, że dziewczyńskie wyprawy powinny być gwarantowanie prawnie, bo my zbyt często rezygnujemy z siebie na rzecz dzieci, partnera czy „powinności". A przecież jesteśmy warte szczęścia i zadowolenia z życia. A na Podlasiu to zadowolenie smakuje dzikością i wolnością serc.

Pobyt na Podlasiu zapewnili Hotel Żubrówka i SPA La Perla

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.