Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Frank drożeje, złotówka tanieje, kredyt we frankach to drażliwa sprawa, nie dostanę. Pocieszające, że nie dostanie go też żadna Szwajcarka ani żaden Szwajcar. Przynajmniej z tych, którzy chcieliby kupić willę albo apartament z widokiem na najbardziej znane ze szwajcarskich jezior. Okoliczni mieszkańcy postanowili (słynne szwajcarskie referenda!), że nie będą sprzedawać działek przyjezdnym. Masz miliardy monet w dowolnej walucie? Zostaw je u nas jako turysta, a nie sezonowy mieszkaniec.

KOBIETY W PODRÓŻY
WEŹ UDZIAŁ

Efekt? Niesamowity. Zamiast ciągnących się kilometrami apartamentowców o dętych nazwach mamy zapierający dech w piersiach krajobraz, który przez wieki zmieniał się w niewielkim stopniu. Witajcie w winnicach regionu Lavaux i Riwiery Szwajcarskiej nad Jeziorem Genewskim.

Przystanek z widokiem 

Gdy w malutkim Chexbres wysiadłam z autobusu na przystanku Bellevue, pomyślałam, że nie można było nadać temu miejscu lepszej nazwy. Przybyszce z północy trudno było oderwać wzrok od poprzecinanych murkami upraw winorośli schodzących piętrowo aż do błękitnego jeziora daleko w dole. Po jego drugiej stronie, jak na wyciągnięcie ręki, wznoszą się Prealpy Sabaudzkie ze szczytem Les Cornettes de Bise (2432 m n.p.m.). To już Francja.

Winnice tarasowe regionu Lavaux ciągną się wzdłuż brzegów Jeziora Genewskiego na odcinku ponad 30 km – od Lutry niedaleko Lozanny na zachodzie, przez Vevey, aż do Montreux na wschodzie – i od 2007 r. znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Następnego dnia dowiem się od przewodnika, że część regionu – okolice mojego Chexbres i sąsiednich Cully, Épesses, Saint-Saphorin, Rivaz – jest, decyzją mieszkańców, od dawna prawnie chroniona przed ingerencjami w krajobraz i architekturę. Chcieli zachować to, co najcenniejsze: średniowieczny, kompaktowy układ zabudowy, i uniknąć niekontrolowanej rozbudowy domów na terenach winnic.

Średniowieczna zabudowa miasteczekŚredniowieczna zabudowa miasteczek Fot. Switzerland Tourism

W moich uszach, bardziej oswojonych z pojęciami „samowolka budowlana", „rozlewanie miast", „reklamoza", zabrzmiało to jak bajka z innego świata.

Rower i wino? Byle nie za szybko 

Miałam to szczęście, że nad Jezioro Genewskie trafiłam jeszcze przed sezonem, na początku tygodnia – tłumów turystów nie było, a Szwajcarzy siedzieli w pracy. Idealny czas na wycieczkę po winnicach i rozrzuconych między nimi miejscowościach. Można pieszo po wytyczonych szlakach, można kolejką turystyczną, można też podjechać zwykłym autobusem albo pociągiem – okolicę przecinają aż dwie linie kolejowe pociągnięte tak, by nie zaburzać krajobrazu i nie odbierać zbyt dużo przestrzeni uprawom winorośli. Można też – czysto widokowo – przepłynąć się statkiem pływającym pod dwiema banderami – szwajcarską i francuską. Albo – tak jak ja – rowerem elektrycznym.

Drogi między winnicami wiją się raz całkiem ostro w górę, raz w dół. Mieszkańcy raczej nie próbują przemieszczać się na rowerach bez wspomagania. Z wyjątkiem fanów kolarstwa szosowego. Ci mają tutaj swój mały raj: wystarczy krótka pętla, by zaliczyć kilka wymagających podjazdów.

Jeśli jednak ktoś ma zacięcie bardziej turystyczne niż sportowe, to rower elektryczny będzie jak znalazł: w dwie-trzy godziny można bez zadyszki i z licznymi postojami objechać tę najpiękniejszą, chronioną przed wszelkimi zmianami część regionu z małymi miejscowościami rozsianymi między winnicami. Trzeba tylko pamiętać – ostrzega miejscowy przewodnik Yves – że rowerzystów obowiązują ograniczenia prędkości, a łatwo się zapomnieć na długich zjazdach.

Wszystko przez mnichów 

Ale przecież nie samym rowerem człowiek żyje. Zwłaszcza w okolicy tak dumnej z tradycji winiarskich. Szwajcarzy żyją tutaj winem i z wina.

Przewodnik Yves zapewnia, że są badania, zgodnie z którymi najpopularniejszy w Lavaux szczep białych winogron chasselas uprawiali tutaj już Rzymianie. Najstarsze dokumenty potwierdzają istnienie winnic w XII w. Wtedy to cystersi z miejscowości Lutry niedaleko Lozanny uczynili Lavaux uznanym regionem winiarskim. Mnisi zaczęli usypywać na stromych zboczach zabezpieczone kamiennymi murami tarasy, które zmniejszyły nachylenie gruntu i umożliwiły uprawę winorośli na dużą skalę. To im ten fragment brzegu Jeziora Genewskiego zawdzięcza swą malowniczość.

Uprawy winorośli schodzące piętrowo aż do jezioraUprawy winorośli schodzące piętrowo aż do jeziora Fot. Switzerland Tourism

Dziś winnice tarasowe ciągną się spektakularnie na odcinku ponad 30 km i zajmują 800 hektarów. Wymagają dużych nakładów siły – począwszy od utrzymywania kilometrów starych murów w dobrym stanie (przecież praca rozpoczęta przez mnichów prawie 1000 lat temu nie może pójść na marne!), na ręcznej pielęgnacji i zbieraniu owoców skończywszy. Większość prac jest wykonywana bez użycia maszyn, bo pochyły teren poprzedzielany murami jest dla nich zbyt trudny. Chyba że któraś potrafi latać. Na przykład specjalny dron z podwieszonym zbiornikiem z płynem do oprysków. – Bez oprysków nie ma wina, ale od 2016 r. nigdzie w okolicy nie używa się już pestycydów syntetycznych – mówi przewodnik. Uprawa wina też może być ekologiczna.

Innym sprzętem, który przykuwa uwagę turystów, są małe kolejki szynowo-linowe służące do transportu skrzynek ze zbiorami.

In chasselas we trust 

Miejscowi mogą długo opowiadać o swoich winach. Tylko gdzie ich się napić? Odświeżałam w pamięci napisy nad półkami w supermarketach: wina francuskie, włoskie, australijskie, chilijskie… Piłam nawet szwedzkie. Ale szwajcarskie? Coś przeoczyłam? Przewodnik wyjaśnia: nie ma łatwo, po szwajcarskie wino trzeba pojechać ciut dalej niż najbliższy dyskont. Aż do Szwajcarii.

Bo Szwajcarzy wypijają wszystko, co wyprodukują. Nie mają czego eksportować. Ale i cena butelki, przy wysokich kosztach produkcji, byłaby zupełnie niekonkurencyjna za granicą. Za to na miejscu można zajrzeć do którejś z winiarni na degustację. Na przykład do Mélanie Weber w Cully. Jej rodzina trudni się winiarstwem od pięciu pokoleń. Mélanie (przy wsparciu tylko jednego pracownika) produkuje dziewięć rodzajów win, w tym cztery z kanonicznego tutaj szczepu chasselas. Na nie się skusimy.

Szwajcarzy żyją winem i z winaSzwajcarzy żyją winem i z wina Fot. Agnieszka Mularczyk

Placyk przed winiarnią jest zastawiony stolikami, atmosfera panuje bardzo nieformalna. Wiecznie uśmiechnięta Mélanie napełnia kieliszki i z pasją opowiada, skąd się bierze smak trunku z rejonu Jeziora Genewskiego. – Owoce mają bardzo dobre warunki do dojrzewania. Rosną na południowym zboczu, w ciągu dnia są bardzo dobrze nasłonecznione. Dodatkowo od dołu ogrzewa je światło słoneczne odbite od tafli wody. A w nocy są dogrzewane ciepłem oddawanym przez mury winnic – mówi.

Gdy dopijamy ostatnie łyki i powoli podnosimy się od stolika, gospodyni nas zatrzymuje: to nie wszystko, przed winiarnią będzie zaraz koncert. Okazja? Najkrótsza noc w roku. Mélanie organizuje małe święto, choć, jak mówi, wcale nie lubi tego dnia, bo kolejne dni będą coraz krótsze.

Niby nam się już śpieszy, ale przepuścić taką okazję? Zwłaszcza że przy stolikach jest coraz więcej ludzi, a Mélanie wynosi ze środka kolejne ławki. Spodziewałam się amatorskiego koncertu, ale okazało się, że zaproszony zespół to śpiewacy operowi, którzy żadnej muzyki się nie boją, a energii mają tyle, że zapełnili nią cały plac.

Szwajcaria ma bardzo dobrą sieć połączeń kolejowychSzwajcaria ma bardzo dobrą sieć połączeń kolejowych Fot. Switzerland Tourism

Kierunek  – wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja 

Nie tylko rowerem i nie tylko winem żyje człowiek. Jadąc z Cully na wschód, zostawiamy za sobą urokliwe winnice, przed nami jest Vevey, jedna z pereł Riwiery Szwajcarskiej.

Historia miasta sięga starożytności, ale Vevey rozkwitło po koniec XIX wieku, w belle époque, i temu okresowi zawdzięcza w dużym stopniu swój obecny wygląd. Przypominają o niej eleganckie, a jednocześnie majestatyczne i ażurowe budynki i klimatyczna promenada wzdłuż brzegu Jeziora Genewskiego. Przy promenadzie stoi Alimentarium, czyli muzeum żywności (Alimentarium.org), a naprzeciwko niego nietypowy pomnik – olbrzymi widelec wbity w taflę jeziora. Muzeum założyła firma Nestlé, której powstanie w drugiej połowie XIX wieku wiąże się z Vevey. Koncern główną siedzibę ma tutaj, a nie w żadnej ze stolic finansowych świata.

Niedaleko Alimentarium uwagę przyciąga pomnik przedstawiający kogoś, kogo charakterystyczną sylwetkę chyba wszyscy znają. Charlie Chaplin mieszkał w pobliskim Corsier-sur-Vevey przez ostatnie 25 lat życia, zmarł w 1977 r. W jego domu działa obecnie Chaplin’s World – jedyne na świecie muzeum poświęcone artyście.

Niedocenioną promocyjnie przez mieszkańców Vevey znaną postacią związaną z tym miastem jest… Henryk Sienkiewicz. Zmarł tutaj w 1916 r. Ale o tym dowiedziałam się dopiero po powrocie do domu. Z Wikipedii.

Najważniejsze: nasi tu byli!

***

Szwajcaria ma bardzo dobrą sieć połączeń kolejowych. Kluczem do udanej i sprawnej podróży jest Swiss Travel Pass – karta, dzięki której możemy jeździć po całym kraju pociągami, autobusami, statkami, pociągami panoramicznymi (wymagana rezerwacja płatnej dodatkowo miejscówki) ze zniżką do 50 proc. na wybrane kolejki górskie. Cena obejmuje wstęp do 500 muzeów. Dzieci do szóstego roku życia podróżują bezpłatnie z osobą, która ma ważny bilet STS, a dzieci od sześciu lat do 16. urodzin podróżują bezpłatnie w towarzystwie co najmniej jednego z rodziców z dodatkową Swiss Family Card.

Pobyt dziennikarki w Szwajcarii sfinansowała Szwajcarska Organizacja Turystyczna MojaSzwajcaria.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.