Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tego się nie da odzobaczyć. Niby nic szczególnego, ot skały - mokre od topiącego się gdzieś wyżej śniegu, połyskujące w słońcu. I nagle pytanie: to gdzie ten lodowiec? – A niedawno był tu wszędzie – odpowiedziała przewodniczka.

To było kilka dni przed tragedią w masywie Marmolady. Siedzieliśmy beztrosko w wagonie kolejki w Alpach Berneńskich w Szwajcarii. Kto by myślał o katastrofie klimatycznej, mając za oknem widok na słynny Eiger?

Za sobą mieliśmy wjazd gondolą z Grindelwaldu na szczyt Männlichen (2227 m n.p.m.) i przyjemny spacer do przełęczy Kleine Scheidegg do stacji kolejki zębatej. Spodziewamy się czegoś specyficznego, tymczasem stacja wygląda jak mały dworzec, tyle że ma ponad 2 000 m n.p.m., a kolejka wygląda jak pociąg. Tego, co czyni ją „zębatą" i tak się nie zauważa, bo to trzecia szyna-zębatka umieszczona pośrodku torowiska, dzięki której kolejka może wjeżdżać pod strome zbocza.

Przełęcz Kleine Scheidegg i stacja kolejki zębatej na przełęcz JungfraujochPrzełęcz Kleine Scheidegg i stacja kolejki zębatej na przełęcz Jungfraujoch Fot. Agnieszka Mularczyk

I właśnie to pozwala nam wjechać tam, dokąd łatwo byśmy nie doszli: na leżącą na wysokości 3454 m n.p.n. przełęcz Jungfraujoch.

Ale zanim tam dotrzemy, kolejka zatrzymuje się na stacji Eigergletscher, czyli „Lodowiec Eiger". I w tym problem. Gdy ją budowano ponad 100 lat temu, jęzor lodowca piętrzył się na jej tyłach. Ale już nie ma po nim śladu. Są czarne skały, jest trawa. Pali słońce.

Jungfrau: Top of Europe. Szczyt wszystkiego

Na chwilę zapominamy o znikaniu lodowców, bo wjeżdżamy do 7-kilometrowego tunelu wydrążonego w zboczu Eigeru i sąsiadującego z nim Möncha. Po mniej więcej 20 minutach dojeżdżamy na przełęcz Jungfraujoch.

Tu zaczyna się strefa „naj". Wysiadamy na najwyżej położonym w Europie dworcu kolejowym (dodałabym też, że to najwyżej położony dworzec podziemny) i idziemy do Top of Europe – „Dachu Europy", jak nazwali to miejsce Szwajcarzy – najwyżej położonego w Europie… budynku? Budynek też jest, ale Top of Europe to raczej wykuty w skałach wielki kompleks z wystawami tematycznymi, atrakcjami dla dzieci, pałacem lodowym, sklepami i restauracjami.

Głowa boli, przecież w zawrotnym tempie znaleźliśmy się prawie na 3500 m n.p.n.

Obserwatorium Sphinyx, część kompleksu Top of Europe, Szwajcaria, region JungfrauObserwatorium Sphinyx, część kompleksu Top of Europe, Szwajcaria, region Jungfrau Fot. Switzerland Tourism

Szwajcarskie lodowce w odwrocie

Wychodzimy na zewnątrz, żeby – wreszcie! – popatrzeć na Alpy. Jungfrau (4158 m n.p.m.), Mönch (4107 m n.p.m.), ledwie wystający zza niego Eiger (3970 m n.p.m.) i wiele, wiele innych.

Po jednej stronie na horyzoncie Francja i Niemcy, po drugiej - największy lodowiec w Alpach: Aletsch. Ma ponad 20 km długości, zajmuje 80 km kw., ma 800 metrów grubości w najgłębszym miejscu.

I znowu robi się smutno - Aletsch w ostatnich 150 latach skrócił się o ponad 3 km. I cały czas się kurczy - z prędkością ponad 50 metrów rocznie. Jeśli chce się zobaczyć jego potęgę, to trzeba się pośpieszyć.

W dole lodowiec AletschW dole lodowiec Aletsch Fot. Agnieszka Mularczyk

Według wyliczeń naukowców lodowce alpejskie zmniejszyły się o ponad 50 proc. od połowy XIX w. A do końca XXI w. zostaną z nich resztki. Tam, skąd ustąpi wieczna zmarzlina, zrobi się niebezpiecznie. Już jest. Zmrożone przez wieki skały były stabilne, po ustąpieniu lodowca kruszą się. Tak było pod Eigerem w 2006 r., kiedy od pionowej ściany odpadł potężny blok skalny.

Trudniej się cieszyć górami ze świadomością, że tak szybko się zmieniają.

Wracamy na dół, do Grindelwaldu. Z kolejki wysiadamy na stacji Eigergletscher i przesiadamy się do nowoczesnej, otwartej w grudniu 2020 r., gondoli Eiger Express. Zapatrujemy się na to, co widać przez okna komfortowej gondoli: Alpy jak z pocztówki.

Eiger Express - jedna z najnowocześniejszych na świecie gondoliEiger Express - jedna z najnowocześniejszych na świecie gondoli Fot. Switzerland Tourism

Czasy niewinności

Chcemy zobaczyć jeszcze jedno miejsce: spektakularny wąwóz Dolnego Lodowca Grindelwaldu. Lodowiec - jeden z największych w Szwajcarii - został już tylko w nazwie tego miejsca. Do połowy XIX wieku wieczna zmarzlina wypełniała wąwóz i dochodziła aż do samej miejscowości. Zaczęła się topić po 1855 r. i dziś zostały z niej tylko resztki. Dnem wąwozu płynie rwąca rzeka Lütschine, zasilana lodowcami z wyższych partii gór. Część wąwozu jest udostępniona turystom: poprowadzono tutaj sztuczne przejścia i kładki nad huczącą wodą.

Wąwóz Dolnego Lodowca GrindelwalduWąwóz Dolnego Lodowca Grindelwaldu Fot. Switzerland Tourism

Na jednej z tablic informacyjnych przeczytałam takie pytanie: czy wiesz, że w 1988 r. wywieziono stąd ważący tony blok lodu na wystawę do Japonii? Ech, to były czasy!

Więcej: www.mojaszwajcaria.pl, www.jungfrau.ch

Pobyt dziennikarki w Szwajcarii sfinansowała Szwajcarska Organizacja Turystyczna MojaSzwajcaria.pl

KOBIETY W PODRÓŻY
WEŹ UDZIAŁ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.