Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Też chcę jechać na żagle z samymi dziewczynami - powiedziała mi trzy lata temu koleżanka, żeglarka z ponad 20-letnim doświadczeniem, po obejrzeniu w kinie filmu dokumentalnego "Maiden". To opowieść o pierwszej wyłącznie kobiecej załodze, która wzięła udział w ekstremalnie niebezpiecznych regatach Whitbread 1989 roku. Kapitanka Tracy Edwards zebrała kobiecą ekipę nie przypadkiem ani dla zabawy - do innej nikt jej po prostu nie chciał przyjąć, chyba że do pracy w kuchni. 

Też obejrzałam "Maiden" i zrozumiałam. Że wtedy też już trochę żeglowałam, następnego dnia powiedziałam koleżance: robimy to. Dziewczyńską wyprawę na żagle zaczęłyśmy organizować prawie natychmiast. Nie na ocean, wyścigi czy po niebezpieczne przygody. Pojechałyśmy na długi weekend na Jeziorak (Iława), żeby dobrze spędzić czas i pobyć tylko w kobiecym towarzystwie. Udało się tak dobrze, że tego roku wróciłyśmy na Jeziorak już trzeci raz, a wyjazdy na stałe wpisały się nam do kalendarzy. 

Fajnie jest być z samymi dziewczynami. Lubię swobodną atmosferę, poczucie siostrzeństwa, wspólnie spędzany czas, posiłki, wieczory z gitarą, po prostu bycie cały czas razem. Wbrew stereotypom nie ma między nami wrogości, nie rodzą się konflikty. Dobrze się ze sobą czujemy. I jeszcze kilka tygodni po rejsie mówimy czasem do siebie wersami z szant. 

Na łódce fajnie jest być bez chłopaków też dlatego, że w żeglarstwie pewne rzeczy zmieniają się wolno. Choć pływa wiele kobiet, to sport bardzo zmaskulinizowany i faceci, mniej lub bardziej świadomie, uważają, że na łódce to oni rządzą. I to bez względu na to, czy prowadzą rejs, czy są tylko załogantami. 

KOBIETY W PODRÓŻY
WEŹ UDZIAŁ

Dlatego dziewczyńskie wyjazdy wyraźnie różnią się od mieszanych. To ulga, że nie ma na przykład komend typu "daj w p***ę", zamiast "przyspiesz". Nie słychać "chłopaki, stawiamy pałę", gdy trzeba postawić maszt. Ani gwizdów i pomruków, gdy dziewczyny chcą się przebrać pod pokładem. Nie ma mansplainingu, który jest codziennością większości żeglujących kobiet. 

W mieszanych załogach normą są "dobre rady" i "pomoc" żeglarzy, o które kobiety nie proszą. Widziałam raz, jak kolega próbował zabrać kapitance ster z ręki, bo za oczywiste uważał, że on umie lepiej. Mimo że nie miał jeszcze wtedy żadnych uprawnień, a koleżanka od kilkunastu lat sterowała jachtami morskimi.

Wyobrażacie sobie, że kierujecie samochodem, a kierownicę chwyta pasażer? Tak się, panowie, czasem zachowujecie. 

Gdy ze znajomymi z Agory wybieraliśmy się na regaty (w ramach wyjazdu integracyjnego) i koledzy zastanawiali się, kto z naszej załogi będzie sternikiem, o wspomnianej koleżance nikt nawet nie pomyślał.

Koleżanka niezmiennie jest traktowana na pokładzie jak ktoś, kto się nie zna i nie ma większego pojęcia o żeglowaniu. Czuje, że kobietom za sterem się nie ufa. To wyjątek, gdy żeglarze napominają się nawzajem: "cicho bądź, ona wie, co robi".  

Kilka lat temu żeglowaliśmy na Zalewie Sulejowskim i zepsuł się silnik, a nasza sterniczka dzwoniła po poradę do kobiety, która wynajęła nam jacht. Ta wiedziała, jak naprawić usterkę, ale chyba uważała, że tłumaczenie tego naszej kapitance będzie stratą czasu. Zapytała ją: "Czy może pani podać telefon jakiemuś mężczyźnie?" 

Znajoma żeglarka brała udział w rejsie w Norwegii, gdzie sternik mówił, że trzeba zająć się obiadem, i spoglądał wtedy w stronę kobiet na pokładzie. Bo mężczyznom cały czas wydaje się, że to naturalne, że kobiety na pokładzie gotują i sprzątają, a faceci są od sterowania i znania się na wszystkim.

Wątpią w nas żeglarze z innych załóg. Słyszymy pytania typu: "nie boicie się same?" (odpowiadamy, że nie jesteśmy same, na pokładzie jest sześć kobiet), "ojcowie i mężowie was puścili?", "no, to musicie mieć mnóstwo bagażu" (nie mamy). "Liczę i liczę, i widzę same dziewczyny na tej łódce, a to się nie zdarza". "A jak sobie same radzicie?".

Inna koleżanka nieustannie budzi ogromne zdziwienie, gdy steruje jachtem na morzu. Gdy mówi, że zamierza wynająć żaglówkę, słyszy nieraz: "o, to twój mąż ma uprawnienia?". Tak się składa, że ona ma, on nie. Gdy na jednym z naszych dziewczyńskich wyjazdów była w ciąży, ktoś ją spytał, czy to jakiś baby shower. 

Dlaczego żeglowanie miałoby być tylko męskim zajęciem? Nie ma powodów, dla których kobiety miałyby sterować gorzej. Żeby ciągnąć niektóre liny, czasem potrzeba siły, ale ułatwia to korba, z której korzystają kobiety i mężczyźni w tej samej mierze. Psujący się silnik? Zdarzyło się, że obecność mężczyzn na pokładzie nic w tym wypadku nie pomogła. Rzucanie kotwicy? Dla części dziewczyn może to być trudne, dla wielu całkiem wykonalne - i tyle w temacie. 

Co jeszcze ciekawe, choć uczestniczyłam w wielu wyjazdach na żagle, to żaden nie był tak łatwy do zorganizowania jak te dziewczyńskie. Nie wiem, czy to przypadek, wyjątkowe zgranie załogi, czy duża determinacja, ale sześć dziewczyn co roku decyduje się szybko, a formalności są dograne w kilka dni. Nikt nie rezygnuje, nie zmienia zdania, nie ociąga się. Załoga się nie wykrusza tuż przed wyjazdem, jak w wielu innych przypadkach. Przeciwnie, na "Maiden", bo tak nazywamy nasze wyprawy, chętnych dziewczyn jest więcej niż miejsc. 

Na naszych dziewczyńskich wyprawach nie unikamy facetów. Spotykamy ich w portach, razem imprezujemy i śpiewamy szanty czasem aż do rana. Dzielimy się radami, jaką trasą płynąć, gdzie można się zatrzymać na dziko. Gdyby było trzeba, poprosiłybyśmy o pomoc. Ale w dalszą drogę najbardziej lubimy płynąć już same. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.