Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

W podróży jest od trzech i pół roku. Właściwie bez przerwy. Na liście krajów, do których pojechała, trudno znaleźć te, które kojarzą się z relaksem i błogim wypoczynkiem. W 2019 roku była w Aleppo w Syrii, chwilę później wyruszyła w samotną podróż do Afganistanu, Pakistanu, Bangladeszu i Iranu. Dobę spędziła w pociągu cargo jadącym przez Saharę, trafiła też na rzadko odwiedzaną przez turystów jemeńską wyspę Sokotrę. Na tej ostatniej spędziła 80 dni po wybuchu pandemii na świecie. Udało jej się w końcu stamtąd wydostać; w ostatniej chwili uciekła przed cyklonem Khareef, który na kilka miesięcy odcina wyspę od świata.

Kobiety w podróży - konkurs
SPRAWDŹ

Na własnych zasadach

Ale od początku. Miała 12 lat, kiedy z mamą opuściły Polskę i przeniosły się do Wielkiej Brytanii. Jeszcze cztery lata temu mieszkała w Londynie, pracowała w start-upie, była mężatką. – Miałam ładne mieszkanie, fajną pracę, superauto, naprawdę fajnego męża. Miałam bazę i gwarancję bezpiecznej przyszłości. Wtedy nie zadawałam sobie pytania: czy tak chcę żyć? Przyszedł jednak moment, kiedy zaczęłam kwestionować swoją pracę, swoje cele, wreszcie to, czy ja właściwie chciałam wyjść za mąż. Doszłam do wniosku, że czuję się nieszczęśliwa. Miałam już za sobą mocny epizod, kiedy jako nastolatka byłam w bardzo złym stanie psychicznym. I w momencie, kiedy wydawałoby się, że moje życie jest idealne, ten rodzaj załamania i złego samopoczucia wrócił – opowiada Eva.

Na wyspie SokotraNa wyspie Sokotra Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Spakowała się i pojechała w podróż koleją transsyberyjską. Podczas tygodniowej podróży pociągiem chciała wszystko przemyśleć. – W Mongolii odebrał mnie kolega i zabrał w step. Z każdej strony – od ludzi i miejsc – biła taka autentyczność, jakiej wcześniej nie doświadczyłam. Nie pozostawiło mnie to obojętną.

Eva w irackiej części KurdystanuEva w irackiej części Kurdystanu Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Wróciła do Londynu. Po kilku miesiącach zrezygnowała z pracy, rozstała się z mężem, wyprowadziła ze wspólnego mieszkania. – Eksplozja mojego życia nastąpiła właściwie jednego ranka, 1 stycznia 2018 roku. Z dnia na dzień zdecydowałam, że pojadę w świat, i zarezerwowałam bilet w jedną stronę do Nepalu. A potem zadzwoniłam do rodziny w Polsce, by powiedzieć, co zrobiłam. Wcześniej żyłam tak, aby zadowolić innych. W tamtym momencie czułam, że to się właśnie zmienia i że rozpoczynam życie na własnych zasadach.

Przyznaje, że inspiracją dla niej był jej dziadek, który zjechał kawał świata: Chiny, Indonezję, Afrykę, Amerykę Południową. Eva nie zdążyła go dobrze poznać, bo kiedy miała siedem lat, zginął w wypadku samochodowym. – Zostawił jednak dzienniki, w których szczegółowo opisywał swoje wyprawy. Bezcenne.

W pociągu cargo jadącym przez SaharęW pociągu cargo jadącym przez Saharę Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Youtuberka bez pośpiechu

Już podczas pierwszej wyprawy do Nepalu wiedziała, że chce opowiadać o swoich podróżach przez media społecznościowe. – Owszem, chciałam jechać w podróż, ale mieć cel, a nie uciekać. Właśnie rozwijał się YouTube, a moim celem stało się stworzenie własnego kanału na tym serwisie. Chciałam nagrywać filmy i robić to niezależnie, kreatywnie. Nagrywając filmiki, wychodzę ze swojej strefy komfortu, bo muszę podejść do kogoś, porozmawiać. Bardzo mnie to wzbogaca. Od początku wiedziałam, że będę opowiadać po angielsku. W Wielkiej Brytanii spędziłam większość życia, więc ten język jest dla mnie naturalny, a przy okazji zrozumiały na całym świecie. Stąd Eva, a nie Ewa – uśmiecha się.

Na jemeńskiej wyspie Sokotra Eva spędziła 80 dni po wybuchu pandemii COVID-19 na świecieNa jemeńskiej wyspie Sokotra Eva spędziła 80 dni po wybuchu pandemii COVID-19 na świecie Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Dzisiaj jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych w internecie podróżniczek. Jej kanał na YouTubie ma ponad milion subskrybentów, a profil na Instagramie obserwuje prawie 600 tys. osób.

Podróżuje w sposób dosyć nietypowy. Ekstremalna wędrówka w górach Pamiru, wypas owiec z pasterzami w Iranie, wesele w pakistańskiej wiosce. Pokazuje, że można. Zawsze zostaje na tyle długo, aby zgłębić temat, nie poddaje się presji czasu.

W Pakistanie spędziła rok. Tutaj też poznała swojego chłopaka Mike’a. – Związek dwójki niezależnych podróżników nie jest łatwy, ale próbujemy spędzać przynajmniej połowę czasu razem. Oczywiście zazwyczaj na jakiejś kolejnej wyprawie. Ale osobno też dużo jeździmy.

Konna wyprawa przez MongolięKonna wyprawa przez Mongolię Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Wśród ulubionych krajów Eva wymienia Rumunię i Mongolię. W tej ostatniej zdecydowała się na samotną wędrówkę z dwoma końmi. To była jej trzecia podróż do Mongolii. – Jeżdżę konno, sama jazda nie była dla mnie niczym nowym. Mongolia nie jest jednak krajem, który słynie z bezpieczeństwa, szczególnie dla podróżujących kobiet. Kilka dni przed wyjazdem znajomy opowiedział mi o dziewczynie z Europy, która miała taki sam pomysł, pojechała do tego samego parku narodowego i została po drodze zgwałcona. Miałam gonitwę myśli: jechać czy zrezygnować. Miałam być zdana tylko na siebie i mieć pod opieką dwa konie. Pojechałam, ale pamiętam, że każdego wieczora przed snem czułam strach.

W RumuniiW Rumunii Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Wyprawa Evy zakończyła się po tygodniu, kiedy spadła z konia. Miała lekki wstrząs mózgu. – Mam granice. Jeśli jakaś przygoda przekracza moje możliwości komunikacyjne czy fizyczne, odpuszczam.

Podczas wejścia na KilimandżaroPodczas wejścia na Kilimandżaro Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Jakiś czas temu uświadomiła sobie, że od trzech lat jeździ z miejsca na miejsce w dużym tempie. Postanowiła zwolnić, a przynajmniej częściej się zatrzymywać. I według swojego rytmu, bo jeśli leci samolotem, to wiele rzeczy ją omija. Kupiła samochód, który przerobiła na „terenowy dom", dzięki czemu będzie mogła zatrzymywać się, kiedy i gdzie zechce. – Swojej bazy, takiej, jaką miałam kiedyś, już nie mam. Czasami wracam do Polski, ale jeśli mówimy o stabilizacji w takim ogólnym rozumieniu, to nie wiem, kiedy się zatrzymam. Mam jednak taką fantazję, że za kilka lat w Rumunii będę miała dom, konie, psy i kozy.

Samochód przerobiony na 'terenowy dom'Samochód przerobiony na 'terenowy dom' Fot. Pytlik&Bąk Fotografia

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.