Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

UWAGA KONKURS! Miejsca, za którymi tęsknię. Prześlij zdjęcie i opis. Wygraj atrakcyjne nagrody!

Kobiety w podróży - konkurs
SPRAWDŹ

Od zawsze krążyły o nim legendy. Po wojnie miał tu być magazyn wypełniony zrabowanymi dziełami sztuki. Posiadłość przechodziła z rąk do rąk. Ludzie stali się podejrzliwi i nieufni, ale nie Marek i Kamil. Oni znają Sztynort od dziecka. Gdy pytam, jak się poznali, zaczynają się śmiać. – Na porodówce – odpowiada Marek. Ich mamy rodziły jednego dnia. Załapali się na wyż demograficzny, więc na towarzystwo rówieśników nigdy nie narzekali. Ci, którzy narzekali, dawno wyjechali z mazurskiej wsi – jedni za chlebem, inni za marzeniami. Marek wyjechał na studia do Wrocławia. Nie było go rok. Kamil wyruszał z domu kilka razy, ale zawsze na krótko. Raz wiatr poniósł go nawet aż do Stanów. – Z perspektywy czasu żeglowanie sprawia mi większą frajdę na Mazurach niż na Florydzie – mówi. Marek otworzył szkołę żeglarstwa Gertis, Kamil – pensjonat i restaurację Rybaczówka.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Potem trochę przez przypadek do Sztynortu trafił Marcin. Chciał się nauczyć żeglować, przy okazji poznał nowych przyjaciół. Teraz we trzech rozkręcają tu biznes. – Od lat krążyła fama, że w Sztynorcie nie da się nic kupić – wspomina Kamil. Im się udało – trzy lata temu, tuż przed Wigilią.

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Zaradne hrabiny

Do portu Sztynort między Giżyckiem a Węgorzewem nie docieram żaglówką. Polskę od Krakowa po dawne ziemie pruskie przez jakieś siedem godzin oglądam zza szyb samochodu. Chowam swoje ekologiczne ideały do kieszeni, bo podróż komunikacją zbiorową trwałaby znacznie dłużej i musiałabym zaliczyć kilka przesiadek. Ale im bliżej celu, tym trudniej o przyrodzie nie myśleć. Morze złocącego się w słońcu zboża, lasy po horyzont i bocianie gniazda na co drugim kominie. Można odnieść wrażanie, że krajobraz jest nietknięty przez czas. A drzewa rzucające cień na drogę do Sztynortu mogłyby zaświadczyć o niejednych odwiedzinach, powrotach czy ucieczkach.

Jednak więcej niż od drzew dowiemy się z listów i zapisków, które pozostawili po sobie członkowie rodu Lehndorffów. To oni pod koniec XVII wieku na półwyspie między trzema jeziorami: Dargin, Kirsajty i Mamry, wznieśli okazały pałac. Właściwie zbudowała go zaradna hrabina Maria Eleonora von DÖnhoff, żona Ahasverusa Gerharda Lehndorffa. Obok pałacu urządziła 18-hektarowy park w stylu barokowym, a także kwatery kwiatowe z egzotycznymi odmianami roślin. Rosły tu drzewa laurowe i drzewa granatu, miry, a także pomarańcze, figowce, oleandry oraz cyprysy. Niektóre z tych gatunków nadal można odnaleźć w parkowym gąszczu.

Niestety, kolejni potomkowie Lehndorffów lekką ręką trwonili majątek i dobre imię rodziny. Pałac zaczął popadać w ruinę. Ocaliła go dopiero Anna, żona Karola II, która w XIX wieku rozbudowała go i wzniosła obok spichlerz.

Do śmierci, pomimo choroby, była filantropką zapatrzoną w naukę. Jej pracę zniweczył jednak syn, Karol III. Prowadził hulaszczy tryb życia, umarł bezdzietnie. Posiadłość trafiła w ręce najbliższego krewnego. Był nim Heinrich Lehndorff, który w lipcu 1944 roku brał udział w nieudanym zamachu na życie Hitlera w Wilczym Szańcu. On został stracony, rodzina wywieziona. Jednak zanim do tego doszło, Lehndorffowie musieli dzielić pałac z Joachimem von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych III Rzeszy. Po wojnie kompleks budynków przekształcono w PGR, w pałacu działała stołówka. W odwiedziny kilka razy zajrzała tutaj córka hrabiego Heinricha – Vera von Lehndorff, niemiecka modelka i aktorka, znana jako Veruschka.

Na piętro szerokimi schodami wchodzę z prof. Wolframem Jägerem, niemieckim inżynierem, który nadzoruje renowację pałacu w Sztynorcie. Inwestorem jest Polsko-Niemiecka Fundacja Ochrony Zabytków Kultury, która przejęła budynek w 2009 roku i zdobywa pieniądze na jego ratowanie.

Przywrócenie świetności posiadłości Lehndorffów to zadanie wymagające, bo każdy element musi być odtworzony niemalże tak jak chciałaby tego Maria Eleonora. – Spójrz na te wyżłobienia. Muszą być idealnie dopasowane – profesor przejeżdża ręką po belce, która będzie wspierać konstrukcję stropu. Do pomocy ma trzech niemieckich wędrownych czeladników (jak z baśni braci Grimm!). Żakiety i kamizelki ze sztruksu, spodnie dzwony, koszule bez kołnierzyków, chustki na szyjach, kapelusze, kolczyki w uszach – cieśle mimo upału nie porzucają swoich tradycyjnych strojów. Mam wrażenie, jakbym oglądała spektakl, nie ciężką pracę. Renowacja pałacu jest zaawansowana, profesor zaprasza mnie za rok na herbatę do kawiarni, która tu powstanie.

To tylko jedna ze zmian, jakie mają tu nastąpić w ciągu najbliższych lat. Reszta to zadanie nowych zarządców 50 hektarów sąsiadujących z pałacem – Marka Makowskiego, Kamila Stankiewicza i Marcina Trybusa.

Wspólna nowa historia

– To nie historia w stylu „rzucił korpo i uciekł na Mazury". Niczego nie musiałem rzucać. Tak się złożyło, że udało mi się połączyć dotychczasowe życie z życiem tutaj – zastrzega Marcin. Akurat gdy firma King Cross, którą zarządza, postanowiła zmienić nieco kurs inwestowania, Sztynort kolejny raz został wystawiony na sprzedaż.

Marcin miejsce doskonale poznał dzięki Markowi i Kamilowi. Powroty do mazurskiego portu zaowocowały przyjaźnią, a za nią poszło zaufanie. Ale gdy we trzech zaczęli zarządzać posiadłością, pojawiły się plotki. Dlatego nowi gospodarze postanowili skrócić dystans. – Pierwsze, co zrobiliśmy, to zdemontowanie bramy, która oddzielała zabudowania, park i jezioro od wsi – mówi Marek, gdy przechodzimy krótką uliczką, a on wita się z sołtysem. Mijamy dwie niewielkie knajpki, gdy dodaje: – Zamiast konkurować z mieszkańcami, chcemy razem budować historię tego miejsca.

Ma na myśli rywalizowanie o turystów, którzy przyjeżdżają lub przypływają do miejsca, które teraz nazywają Nowy Sztynort – Osada Wolności. W porcie jest około 450 miejsc do cumowania.

– Dziś jest w miarę spokojnie, ale czasem przewija się tu kilka tysięcy osób dziennie – mówi Kamil, odwiązując cumę od łodzi.

Na moment wypływamy na sąsiednie jezioro Dargin. To nieczęsty widok, gdy trzech przyjaciół pływa razem. Zwykle nie pozwalają na to obowiązki. Mówią, że trudno ustalić ich dokładny podział. Ale lata spędzone w branży nieruchomości sprawiają, że jak ryba w wodzie w kwestiach finansowych czuje się Marcin. Kamila można spotkać w Babie Pruskiej – ich restauracji – gdy sprawdza, czy smak któregoś z podawanych klientom dań się nie popsuł. Za to Marek najlepiej zna historię miejsca i ludzi. To ważne, jeżeli do zmian, które zrodziły się w ich głowach, chce się przekonać tutejszych i przyjezdnych. I gdy ci pierwsi, zmęczeni historią niepowodzeń Sztynortu, na ich zapowiedzi reagują krótkim: „Uwierzymy, jak zobaczymy".

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Część zmian już widać gołym okiem. Z terenu zniknęło ponad sto reklam szpecących latami krajobraz. Teraz szyldy mają jednolity wzór. Poza restauracją powstały sklep i pensjonat, stanęła scena koncertowa. Wieczorami znów zaprasza do siebie kultowa knajpa Zęza. W porcie wydzielono strefę ciszy. Czasem tylko przerywa ją rozkrzyczana mewa albo żurawi klangor. – Tu uciekają ci, którzy nie lubią szant disco? – pytam. – Ludzie przypływają na Mazury z różnymi motywacjami. Jedni chcą poimprezować, inni szukają ciszy, kontaktu z przyrodą – odpowiada Marek. Przypływają też z różnymi gustami. – Dlatego, chcąc czy nie chcąc, szanty będą obecne w Sztynorcie zawsze. Nie chcemy jednak, aby było to miejsce wyłącznie szantowe – zastrzega. Zaczął już zapraszać młodych artystów rockowych i jazzowych. Marzą mu się koncerty poezji śpiewanej.

Powód, by tu zostać

Kiedy pytam, czy nie startują ze zbyt wysokiego „C", Kamil opowiada anegdotę z czasów, gdy rozkręcał swoją restaurację Rybaczówka, jakieś 40 km od Sztynortu. – Postanowiłem, że w karcie będą same ryby, i koniec. Przychodzili tacy, którzy krzyczeli: „A gdzie schabowy?!", i wychodzili. Ale dziś stolik trzeba rezerwować, bo przychodzą na rybę.

Marcin dodaje, że najważniejsza była i będzie jakość (także w kuchni). Zmiany, które szykują, widać w sąsiadujących z pałacem budynkach dawnego spichlerza. Marek otwiera stare drewniane drzwi.

– Tu, obok przestrzeni do zdalnej pracy, będzie kawiarnia albo restauracja. W planach jest też miejsce na usługi medyczne, warsztaty, może żłobek lub przedszkole. Zależy nam, aby goście mieli wszystko w jednym miejscu. By znaleźli też to, na co na co dzień nie mają czasu – wyjaśnia.

Chciałby, żeby część przestrzeni była poświęcona ekologii, która też jest jedną z jego pasji – uwielbia opowiadać o dorodnych dębach czy grabach w parku, przejmuje się zamierającymi jesionami. Poza drzewami chciałby uratować też Jezioro Sztynorckie i oczyścić jego mętne wody.

O Sztynorcie, którego nazwa oznacza „kamieniste miejsce", zawsze mawiano, że zagospodarowanie tych terenów wymaga dużego nakładu pracy i sił. Marek, Kamil i Marcin nie ukrywają, że są tego świadomi, ale liczą, że w przyszłości to zaprocentuje. – Finansowo, owszem, ale nie tylko – zastrzega Marcin i dodaje, że postawienie na jakość i różnorodność pozwoli zbudować wokół Sztynortu nową historię. Jej częścią mają być nowi mieszkańcy, bo trzech przyjaciół w planach ma także wybudowanie niewielkiego osiedla domów idealnie wtopionych w tutejszy krajobraz i nawiązujących do lokalnej architektury.

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

O plany nowych gospodarzy pytam jedną z kelnerek pracującą w porcie już trzeci sezon. – Sztynort to takie miejsce, które zawsze było nie po drodze dokądkolwiek – przyznaje Magda i dodaje: – Teraz wreszcie pojawiła się okazja, by stało się głównym celem wyjazdu na Mazury. I powodem dla nas, młodych, by tu zostać.

Tekst pochodzi z magazynu "Wysokie Obcasy Extra" nr 9 (111)/2021, pismo w sprzedaży od 19 sierpnia

OKŁADKA WOE WRZESIEŃ 2021 R. .OKŁADKA WOE WRZESIEŃ 2021 R. . 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.