Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

UWAGA KONKURS! Miejsca, za którymi tęsknię. Prześlij zdjęcie i opis. Wygraj atrakcyjne nagrody!

Kobiety w podróży - konkurs
SPRAWDŹ

Urlop już za mną. Jak wielu Polaków na odpoczynek wybrałam polskie Wybrzeże. Wniosek, że gros rodaków postawiło na tę destynację, wysnuwam z obserwacji: tłumy na deptakach, w knajpkach, sklepikach, na plażach oraz zawrotne ceny ostatnich pokoi. Ale zanim tam dotarłam, musiałam spakować rodzinę. Niby prosta rzecz. Żadna fizyka kwantowa. A jednak nie wie Włoch, Hiszpan, Chorwat ni Francuz, co znaczy pakować się nad polskie morze. Zdarzało mi się w przeszłości na myśl o tym koszmarnym procederze zrezygnować z wyjazdu np. na kilkudniową majówkę. Bo przeważnie czeka nas podczas takiego wypoczynku w kraju symfonia czterech pór roku. Letnia, słoneczna, stabilna pogoda, jak np. w Hiszpanii, nie wymaga wysiłku. Kostium kąpielowy, sukienkę, krótkie spodenki, T-shirt, krem do opalania, szybkoschnący ręcznik, kapelusz i okulary przeciwsłoneczne oraz dmuchanego jednorożca zmieściłabym do plecaka. Jednak nad naszym morzem (ale też w górach, dolinach i na równinach) na dwieście procent będzie też deszcz i spadki temperatury charakterystyczne dla wiosny i jesieni. To przecież nasz chleb powszedni (kiedy to piszę, za oknem leje i jest 13 st. C, za chwilę włączą kaloryfery, a jest 6 sierpnia). Zatem do listy podróżnej zawsze, o każdej porze roku w Polsce należy dodać kurtkę przeciwdeszczową, kalosze, dobrze mieć też buty trekkingowe, polar albo sweter, szybkoschnące spodnie i koszulkę z długim rękawem oraz odzież termiczną. Tym bardziej jeśli, jak ja, wybieracie się na kemping, a nie do pensjonatu.

Nocowanie na kempingu pod namiotem w Polsce uważam za sport ekstremalny, a my zdobyliśmy już niejeden medal w tej dziedzinie, dlatego wybieram przyczepę. Liczę na to, że nie zmarznę jak moja przyjaciółka z córką rok temu, kiedy spędzały wakacje pod namiotem (dziewczynka miała potem katar i kaszel do końca urlopu). To, że jest środek lipca i dobre prognozy, powinno zagwarantować, że wystarczy, jeśli zapakuję jedną kołdrę na osobę, dodatkowo trzy koce, lekką kurtkę puchową, szalik oraz czapkę z merynosa (tak, tak, co roku się przydaje i co roku mój mąż się dziwi, że ją zabieram, a potem mi ją podkrada).

Już trzeciego dnia na urlopie wkładam o drugiej nad ranem wszystkie te ubrania (łącznie z czapką) oraz przykrywam się kocami i kołdrą. I żałuję, że nie wzięłam z domu farelki. Temperatura w dzień jest OK (na plaży, za parawanem), ale w nocy gwałtownie spada. Następnego dnia rozważamy z mężem podróż do Decathlonu po puchowy śpiwór (okazuje się, że wszyscy inni na kempingu takie mają). Zamiast tego pożyczamy czwarty koc (wełniany) od znajomych, którzy mają ogrzewanie w przyczepie, a w ramach poprawy swoich warunków wybieramy się do namiotu z używaną odzieżą po grube dresy dla męża do spania i cieplejszą kurtkę dla mnie. Koleżanka z kempingu ma z używańca sztuczne futro, które zabiera też na plażę. Zazdroszczę jej tej zdobyczy. My z second-handu wracamy z kwitkiem. Właścicielka sklepiku miała jak co roku żniwa: kurtki, swetry i polary już wyprzedane.

Po kilku dniach urlopu zaczyna mocno wiać (wiadomo). Cieszą się pływający na kite’ach (światowe warunki – wieje mocniej niż na znanej z silnego wiatru Fuerteventurze w archipelagu Wysp Kanaryjskich). Trzy parawany, czapka i wiatrówka nie starczają, żeby wysiedzieć. Próbujemy ugryźć na plaży drożdżówkę z serem, a zamiast niej jemy piaskową babkę. Piach mamy też w oczach – warto do podróżnej apteczki nad morze zabrać ze sobą krople do oczu albo sól fizjologiczną. Pobyt na plaży przypomina bardziej walkę o przetrwanie niż odpoczynek. Ale nie ma tego złego, przynajmniej człowiek się nie nudzi. Jednego dnia pada, drugiego wieje – dzieje się.

Po powrocie na kemping zaczyna mnie boleć gardło. Następnego dnia ból promieniuje do ucha, nie pozwala mi spać. Jadę do lekarza. Zaleca antybiotyk, mówi, że to najprawdopodobniej angina. Ma rację, bo lek od razu działa. Za to naszego znajomego i jego syna zaczynają boleć uszy po kąpieli w morzu. Zatyczki do uszu do pływania poleca znajoma, której dzieci co roku nad Bałtykiem chorują na zapalenie uszu. Zapamiętam, żeby dodać zatyczki do listy podróżnej. Dodam też cieplejszą kurtkę (tę zimową, puchową), śpiwór, farelkę. Odejmę natomiast pianki, w których się kąpaliśmy, bo podczas poprzednich wakacji woda w Bałtyku była dla nas za zimna. W tym roku Bałtyk rekordowo ciepły, nawet ja wchodziłam do wody bez problemu. Nie cieszy mnie jednak ta zmiana, bo jest skutkiem globalnego ocieplenia. Choć narzekam na pogodę w Polsce, to przecież taki mamy klimat. I lepiej, żeby się nie zmieniał, bo to by tylko oznaczało pogłębiającą się katastrofę ekologiczną.

Pakowanie się na wszystkie pory roku na wakacje w kraju mamy we krwi od pokoleń. Umiemy to. I niech tak zostanie. A za rok i tak będę na ulubionym kempingu. Tylko jeszcze lepiej spakowana!

Aleksandra Lubańska-Czubak – redaktorka „Wysokich Obcasów". Zajmuje się urodą, zdrowiem i kuchnią

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.