Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Na początku pandemii każdy z nas jechał własnym samochodem i w nim spał lub spotykaliśmy się na jednodniowe wyprawy. Bezpośredni kontakt ze sobą mieliśmy tylko na powietrzu: chodząc po górach i biwakując. Myślę, że dzięki temu ustrzegliśmy się w dużej mierze przed zakażeniem – opowiada Magdalena Tracz, bo mimo wirusowego szaleństwa ten sezon był dla niej bardzo udany, zarówno jeśli chodzi o górskie wędrówki, jak i o skitury.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Dwa razy była ze znajomymi w Alpach Szwajcarskich. Schroniska i hotele nie działały, przepisy i obostrzenia dynamicznie się zmieniały, więc wynajęli kamper. – Skompletowaliśmy niedużą, ale sprawdzoną już w działaniu grupę, można rzec – podwójnie bezpieczną, bo złożoną nie tylko z osób doświadczonych górsko i skiturowo, ale też głównie z ozdrowieńców. Kamper był idealnym rozwiązaniem pod każdym względem, bo nie tylko czuliśmy się pewniej, ale i zaoszczędziliśmy na noclegach, co w kraju takim jak Szwajcaria jest nie bez znaczenia. Dzięki kamperowi byliśmy też bardziej mobilni i mogliśmy dobierać trasy do aktualnie panujących warunków pogodowych i zagrożenia lawinowego, które było wówczas spore, bo w obu przypadkach byliśmy w Alpach tuż po dużych opadach śniegu. No i zobaczyliśmy znacznie więcej – wspomina Magda.

Za drugim razem szczęście dopisało im szczególnie, bo do Szwajcarii dotarli na kilka dni przed wprowadzeniem tam dla turystów z Polski obowiązku posiadania szczepień lub negatywnych wyników testów na COVID-19.

Udało się podziałać zimowo również w Beskidach, Bieszczadach i Tatrach, bo warunki śniegowe tego toku były wyjątkowo dobre.

Od Tatr po Afrykę

Chodzenie po górach wyssała niemal z mlekiem matki. Dziadkowie ze strony mamy kochali górskie wędrówki, babcia jeździła również w Tatrach na nartach. Zapaloną górołazką była też siostra babci ze strony taty. Rodzice Magdy brali udział w rajdach studenckich, tata je nawet organizował.

– W dzieciństwie słuchałam opowieści o górach i jeździłam w nie razem rodzicami czy dziadkami. Jeździłam też jako harcerka, potem w liceum i na studiach, bo trafiłam na towarzystwo zakochane w górach. Chodziliśmy wtedy głównie w Beskidy, Gorce i Bieszczady – opowiada Magda.

Po studiach wspólnie z paczką przyjaciół wpadła na pomysł, żeby wybrać się na czterotysięcznik Dżabal Tubkal w Maroku, najwyższy szczyt Afryki Północnej. Dopiero przygotowując się do tej wyprawy, zaczęła poważniej chodzić po Tatrach. Dżabal Tubkal zdobyła ze znajomymi w 2010 roku.

– To było moje pierwsze prawdziwie wysokogórskie doświadczenie. Góra nie jest trudna technicznie, ale trzeba mieć krzepę, dobrze rozłożyć siły oraz zaplanować trasę, żeby wejść bez problemów wysokościowych – mówi Magda.

Kilka lat po tej wyprawie i po powrocie z czteroletniego pobytu na Wyspach Kanaryjskich, gdzie zaczęła się wspinać, wróciła w polskie góry i za namową kolegi przystąpiła do Klubu Wysokogórskiego Kraków, co otworzyło jej drogę do nowych wyzwań: doskonalenia wspinaczki skałkowej, górskiej oraz skituringu, czyli narciarskiej turystyki górskiej.

Co by poradziła osobom, które chciałyby rozpocząć przygodę z wyższymi górami? – Żeby przejść z łatwiejszych gór, jak Beskidy, Gorce czy Pieniny, w Tatry czy Alpy, trzeba stopniować poziom trudności, poznając i obserwując też swoje ciało, a przede wszystkim jego reakcje na większe wysokości oraz ekspozycję. Wielu początkujących od razu chce iść na Rysy albo Świnicę, niektórzy nawet zimą. To bardzo zły pomysł – mówi Magda.

Jako etap pośredni między niższymi górami a tymi wysokimi Magda poleca Bieszczady lub Karkonosze, które są świetnym miejscem do nauki zachowań górskich. – Bieszczady cechują się dość surowym klimatem, zmiany pogody bywają tam gwałtowne, a jednocześnie nie ma bogatej infrastruktury turystycznej, dlatego trzeba dobrze zaplanować każdą wycieczkę i radzić sobie samemu. Zimą, z racji specyficznej budowy i sporych opadów śniegu, w Bieszczadach czy Karkonoszach istnieje realne zagrożenie lawinowe, które trzeba uwzględnić w planach, co też jest dobrym wstępem do zimowych wyjść w wyższe góry – tłumaczy.

Magda najpierw uczyła się na własną rękę, potem robiła kursy wspinaczkowe oraz lawinowe. – Obowiązkowo trzeba umieć czytać komunikaty pogodowe, lawinowe i realnie oceniać to, co się dzieje wokół. Prognoza nie zawsze się sprawdza w górach, zdarzają się mocno lokalne zjawiska, trzeba obserwować i reagować, czasem zmieniać plany bądź ich zaniechać w ostatniej chwili. Sama wielokrotnie zawracałam ludzi na szlaku, bo widziałam, że nadchodzi burza, a oni mimo to szli na górę, nic sobie z tego nie robiąc. Trzeba też wiedzieć, co na siebie włożyć i co spakować do plecaka – mówi Magda.

Merynosowe skarpetki

– Ciuchy powinny być dobrze dopasowane i nie o krój tutaj wyłącznie chodzi. W lecie niekoniecznie musimy mieć ze sobą puchówkę, ale potrzebna jest bluza: polar, softshell lub cienki primaloft, i koniecznie coś od deszczu. Najlepiej ubierać się na tzw. cebulkę. Ważne są dobre skarpetki, jednymi z lepszych są merynosowe, nawet mokre grzeją. W Tatry dobrze dopakować cienkie rękawiczki nawet latem, a zimą mieć ich co najmniej dwie pary, cienkie i grube, typu łapawice – wylicza Magda.

Jeśli chodzi o buty, to są różne szkoły. – Mnie najpierw uczono, że w wysokie góry zawsze trzeba iść w butach za kostkę. Jednak na większość letnich wycieczek chodzę w krótszych podejściówkach. Przy czym zwracam uwagę, by były to buty, które dobrze trzymają stopę i mają gumowy otok pomagający się wspinać oraz zabezpieczający but przed otarciami o skały. Fizjoterapeuta powiedział mi, że w takim bucie noga pracuje i uczy się stabilności dużo lepiej niż w tym za kostkę. Wyższe buty dobrze sobie jednak sprawić, jeśli ma się skłonności do kontuzji kostek oraz na zimne pory roku. Ważna jest twarda podeszwa, zimą szczególnie, bo taka lepiej współpracuje z rakami. Latem odpowiednia twardość i protektor zapewnią przyczepność oraz stabilność nawet po deszczu – mówi Magda.

Plecak musi być wygodny i pakowny. Najlepiej, żeby jak najwięcej rzeczy dało się zmieścić w środku. – Wiele osób nosi butelki, kaski i inne szpargały przytroczone do plecaka. Nieraz byłam świadkiem niebezpiecznych sytuacji, gdy komuś wypadł np. termos. A to może się skończyć tragicznie – ostrzega Magda.

Wygodny plecak, kask, mapa, latarka, apteczka i dobrze dopasowane ubranie to górski zestaw minimumWygodny plecak, kask, mapa, latarka, apteczka i dobrze dopasowane ubranie to górski zestaw minimum Fot. Magdalena Tracz

W plecaku trzeba koniecznie mieć mapę lub przynajmniej naładowany telefon z mapami. W każdych górach przydadzą się latarka czołowa i zapas baterii, apteczka i folia NRC. Jeśli chodzi o kijki, zdania są podzielone. Magda uważa, że używane z rozwagą przydają się zwłaszcza podczas zejścia, żeby trochę odciążyć kolana. – Słyszałam natomiast teorię, że sprawna, zdrowa osoba nie powinna cały czas podpierać się kijkami, bo błędnik może się rozleniwić i zacząć szwankować. Jest w tym chyba trochę prawdy, bo po zimowych skiturach, gdy poruszam się dużo z kijkami, czuję, że mam nieco mniejszą stabilność – przyznaje.

Latem pamiętajmy o czapce przeciwsłonecznej, zimą i wiosną – o zakładanych na buty raczkach lub rakach. – W tym roku nawet w maju i czerwcu trzeba było nosić raki, bo zima była długa i śnieżna, więc w wysokich partiach Tatr wciąż zalega sporo śniegu. A jak bierzemy raki, trzeba mieć czekan i kask, no i umiejętność ich używania. Nie wyobrażam sobie iść bez kasku na Świnicę, Rysy, Orlą Perć i w inne miejsca w polskich Tatrach Wysokich, gdzie ludzie się rozpychają i zrzucają kamyki – mówi.

Tylko na szlakach

W góry wychodzimy wcześnie, bo zarówno zimą, jak i latem większość niebezpiecznych zjawisk, jak burze czy lawiny, ma miejsce po południu, po godz. 14.

W Tatrach wolno poruszać się tylko po wyznaczonych szlakach. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja zagrożenia lawinowego.

Kluczem do bezpieczeństwa jest rozwaga, znajomość swoich możliwości, dobra kondycja fizyczna i uzupełniana na bieżąco wiedza w zakresie bezpiecznego poruszania się w górach. – Ludzie uciekają z zamknięcia w otwartą przestrzeń. Nie każdy pamięta, że w górach jest gościem, a gospodarzem jest przyroda, która dobrze potrafi nauczyć nas pokory – mówi Magda.

Magdalena TraczMagdalena Tracz Fot. Wojciech Jaszcz

Magdalena Tracz – krakowianka, która dzieli miłość do Krakowa, z miłością do gór wszelakich i Wysp Kanaryjskich oraz kultury iberyjskiej. Autorka bloga Babiegoryblog.com. Zawodowo zajmuje się marketingiem

Trasy na pierwsze poważne górskie wyprawy – typy Magdy Tracz

Tatry Wysokie. Najlepiej zacząć od wycieczek Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów, potem przez Świstówkę do Morskiego Oka (trasa wyłącznie letnia), Doliną Pańszczycy na Krzyżne, z Kasprowego Wierchu na Świnicę, która także dostarczy mocniejszych wrażeń. Można też iść na Zawrat, czyli na przełęcz między Świnicą a Kozimi Wierchami, od Hali Gąsienicowej lub od Doliny Pięciu Stawów. Fajne są wycieczki na Kościelec z Hali Gąsienicowej czy na Kozi Wierch z Doliny Pięciu Stawów. Warta odwiedzenia jest Szpiglasowa Przełęcz i Szpiglasowy Wierch. A na koniec zostawmy sobie najtrudniejsze szlaki – Orlą Perć i wycieczkę na Rysy.

Tatry Zachodnie. Polecam szlaki wychodzące z Doliny Chochołowskiej na Trzydniowiański (i przez Dolinę Jarząbczą), Starorobociański Wierch, Ornak (dostępny także z Kościeliskiej), a w drugą stronę – na Grzesia i Wołowiec oraz z Doliny Kościeliskiej w pasmo Czerwonych Wierchów. Warto wybrać się na Giewont i Kopę Kondracką przez Dolinę Małej Łąki. Jest też wiele pięknych dolin, jak Strążyska czy Białego, obie mogą prowadzić na Sarnią Skałę z panoramą „śpiącego rycerza".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.