Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Dawno, dawno temu w szkole w osadzie Rusocin na Pomorzu Sandra poznała Tomasza. W pierwszą wspólną podróż wybrali się w czwartej klasie technikum nad jezioro, do oddalonej o 15 km wsi Otomin.

– To gdzie jedziecie? – zapytał tata Sandry, który ich podwoził. Żadne z nich nie miało jeszcze wtedy prawa jazdy. Teraz mają oboje i zmieniają się za kółkiem czerwonej toyoty corolli verso.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

– Nad Jezioro Otomińskie – odpowiedzieli wtedy. Pieniędzy mieli tyle, żeby wystarczyło na dwa dni.

– Macie tu 500 zł i jedźcie do Zakopanego. Odwiozę was na pociąg – powiedział tata i tak pokazał córce i jej chłopakowi, że w podróżach najważniejszy jest brak planu. Carpe diem, jak mawiał rzymski poeta. W okamgnieniu Sandra i Tomasz zmienili plany i pod koniec lata wylądowali w Zakopanem. Po latach wracali tam z dziećmi.

'Nie planujemy' - mówią Sandra i Tomek o swoich podróżach'Nie planujemy' - mówią Sandra i Tomek o swoich podróżach Fot. Sandra Gorczyca-Sztuka

Cel podróży z dziećmi: Jednorożec

Po szkole średniej oboje studiowali turystykę i tam już na dobre złapali bakcyla do podróżowania. Rodzina Sandry po dziś dzień opowiada, że jako młoda dziewczyna wstała rano, machnęła warkoczem i oznajmiła: „Jadę!". Sandra jeździła trochę po świecie: Egipt, Grecja, Tunezja, Austria, Rosja, Węgry, Włochy. Tomasz mniej. Ale obojgu nigdzie nie podoba się tak jak w Polsce.

– Jeśli ktoś chce zobaczyć naprawdę ciekawe miejsca, zobaczy je w Polsce – mówi Sandra. Jej ulubione miejsce to Jednorożec – wieś na Mazowszu, nad rzeką Orzyc, na skrzyżowaniu czterech dróg. Pośrodku wsi, na rondzie, stoi pomnik Jednorożca, a wszystkie słupy wysokiego napięcia są różowe. Nadłożyli 300 km drogi, jadąc na Mazury, żeby tylko zobaczyć to miejsce. Na Mazurach toyotka, jak nazywa czule rodzinne auto Tymek, zapadła się w nocy w piasek. Poza tym jednym zdarzeniem nie mieli żadnych przykrych niespodzianek w podróży. Starają się myśleć pozytywnie.

– W Jednorożcu niektóre domy też są różowe – dodaje 11-letnia Tola, córka Sandry i Tomasza. Ćwiczy gimnastykę artystyczną. Z rodzicami i młodszym bratem, dziewięcioletnim Tymkiem, zjeździła pół Polski. Była m.in. w Narwiańskim Parku Narodowym, zwanym polską Amazonią. Ostatnio Tolę zachwycił Gdański Szlak Wodociągowy. Na szlaku można zobaczyć trzy obiekty: Zbiornik Wody Kazimierz na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku (od maja do września można zwiedzać go bezpłatnie), Zbiornik Wody Stary Sobieski we Wrzeszczu oraz Zbiornik Wody Stara Orunia z XIX w., gdzie mieszkają nietoperze. Dzieci przywiozły stamtąd pamiątki – breloczki i torby w kształcie nietoperzy.

Na krótkie wypady, jedno- lub dwudniowe, wybierają Pomorze. Na dłuższe – resztę kraju. Stawiają na miejsca, które znajdują się poza szlakiem turystycznym, ale też takie, gdzie mogą pojeździć rowerami. Czerwona toyota ma bagażnik z tyłu, lądują tam wszystkie cztery rowery – Sandry, Tomasza, Toli i Tymka. Teraz marzy im się Lubuskie. W okolicach Zielonej Góry, 30 km pod ziemią, znajduje się Pętla Boryszyńska, część Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (MRU), poniemieckiej fortyfikacji obronnej. Prowadzi tamtędy Podziemna Trasa Rowerowa. Jej przejazd z przewodnikiem zajmuje trzy godziny.

– Jest u nas dużo pięknych miejsc do zobaczenia. Nie myślimy o podróżach za granicę – mówi Tomasz.

Podróżują niemal co każdy weekendPodróżują niemal co każdy weekend Fot. Sandra Gorczyca-Sztuka

„Na szlaku w 4paku", czyli małe podróże z dziećmi

Sandra i Tomasz mieli krótką przerwę w podróżowaniu, kiedy na świat przyszły dzieci – najpierw Tola, potem Tymek. Do Zakopanego i w Tatry wrócili, kiedy syn skończył trzy lata, a córka pięć. Doliny – Kościeliską i Chochołowską – Tymek podziwiał po raz pierwszy z ramion taty. Do schroniska na Polanie Chochołowskiej jechali rowerami. Tymek w krzesełku u mamy na siodełku. Tola na własnych dwóch kołach.

– Tola złapała kapcia. Wracałam z dwójką dzieci na rowerze, a Tomasz wiózł ze sobą rower Toli – wspomina po latach Sandra.

Tylko raz Sandra i Tomasz wysłali dzieci na obóz, a sami wsadzili rowery w pociąg i pojechali na wschód Polski. Plan był taki, żeby drogę powrotną szlakiem Green Velo pokonać rowerem. Na dwóch kółkach przebyli tylko część trasy. Na Mazurach zatrzymali się na nocleg i przez przypadek odkryli jedno z najpiękniejszych miejsc na swej podróżniczej mapie – pole namiotowe Cypel Zwierzyniecki Róg nad brzegiem jeziora Mamry, drugiego co do wielkości jeziora w Polsce.

– Nigdzie nie ma takich widoków jak tam. Rozpaliliśmy ognisko, podziwialiśmy zachód słońca – mówi Tomasz.

Jest ich czworo, więc nazwali się „Na szlaku w 4paku". W każdą podróż zabierają metalowe kubki ze swoim logo, a podróżują niemal co każdy weekend. Wyjeżdżają w piątek po południu albo w sobotę nad ranem, przed wschodem słońca. Ulice są wtedy zwykle puste. Wracają w niedzielę po południu. Budżet takiej wycieczki mieści się maksymalnie w tysiącu złotych. Najwięcej kosztuje paliwo, do 500 zł.

Ostatnio w podróży byli w długi weekend majowy. Pojechali do Pentowa na Podlasiu, gdzie znajduje się Europejska Wioska Bociania, oraz do pobliskiego Tykocina, gdzie nagrywany był film „U Pana Boga za piecem". Sceny trylogii Jacka Bromskiego były kręcone w budynku obok kościoła pw. Trójcy Świętej i w okolicach stalowego mostu. Z każdej wyprawy robią fotoksiążki na pamiątkę.

Wcześniej, zimą, kiedy hotele były zamknięte na głucho, wybrali się m.in. na krótki wypad do Jastarni, gdzie widzieli lodowe kule, do Sobowidza, wsi na Kociewiu, gdzie znajdują się pozostałości zamku krzyżackiego z XIV w., m.in. gotyckie piwnice, oraz po raz kolejny na półwysep Westerplatte.

– Nikt nie podróżuje w okolicach swojego domu. „Ach, zdążę to zobaczyć" – słyszy się od ludzi. Tylko tak mówią, a i tak nie odwiedzają tych wszystkich miejsc – zauważa Tomasz. Jedno z najpiękniejszych miejsc drużyna „Na szlaku w 4paku" odkryła na plaży Babie Doły w Gdyni. W kłodach leżących na piasku nieznany artysta rzeźbi zwierzęta – krokodyla, rekina – ale też pirackie czaszki i napisy.

'Na szlaku w 4paku', czyli Sandra i Tomek z dziećmi w każdą podróż zabierają metalowe kubki ze swoim logo'Na szlaku w 4paku', czyli Sandra i Tomek z dziećmi w każdą podróż zabierają metalowe kubki ze swoim logo Fot. Sandra Gorczyca-Sztuka

„Na szlaku w 4paku", czyli podróż „na wyrwę"

Podróżom podporządkowali życie. Tomasz pracuje w branży budowlanej i nie jest w stanie zaplanować urlopu. O wolnym dowiaduje się czasem z dnia na dzień. Sandra zajmuje się domem i dziećmi. Tola i Tymek są od roku na edukacji domowej. Mama uczy ich polskiego i matematyki, historii, biologii i geografii uczą się w podróżach. O II wojnie światowej i Adolfie Hitlerze Tola, uczennica czwartej klasy szkoły podstawowej, dowiedziała się podczas wycieczki do Wilczego Szańca, położonego w województwie warmińsko-mazurskim miasteczka bunkrów, w których przywódca III Rzeszy spędził 800 dni i podjął najważniejsze decyzje. O ruchomych wydmach i mewie srebrzystej Tola uczyła się w Słowińskim Parku Narodowym. Tymek poznawał tam cechy krajobrazu nadmorskiego.

Tymek do tej pory najlepiej zapamiętał wycieczkę do Muzeum Zamkowego w Malborku. Mało kto wie, że muzeum mimo pandemii jest czynne, choć zwiedzać można tylko to, co jest na zewnątrz – Trasę Zieloną, m.in. dziedzińce, tarasy wraz z ogrodem wielkich mistrzów, fosy, międzymurza. Po Trasie Zielonej oprowadzał ich audioprzewodnik.

Dzieciom zapadła też w pamięć wycieczka do pobliskiego Pruszcza Gdańskiego, do Faktorii Handlowej, czyli zrekonstruowanej osady handlowej z okresu wpływów rzymskich, na terenie Międzynarodowego Bałtyckiego Parku Kulturowego. Pojechali tam, by wziąć udział w nocy kupały – słowiańskim święcie obchodzonym w czerwcu, w czasie najkrótszej nocy w roku. Tola i Tymek rysowali runy na kamieniach.

– Dostaję telefon od Tomasza, że ma wolne, pakuję plecaki i jedziemy. Większość naszych podróży jest „na wyrwę", spontanicznych – opowiada Sandra. – Najpotrzebniejsze rzeczy, czyli materace, śpiwory, namioty, i tak są już w samochodzie. Dzieciom pakuję trzy komplety ubrań: na miasto, na ognisko i na podwórko, oraz bieliznę termiczną. Biorę kuchenkę turystyczną, czajnik i garnek, w którym gotuję obiady, np. gulasz. Mamy także swoje miseczki. Na ognisku smażymy kiełbaski albo karkówkę. Kupujemy też w sklepach po drodze dania w słoikach, np. fasolkę po bretońsku. Często zamawiamy pizzę.

Drużyna „Na szlaku w 4paku" ma swój patent na podróże, na małe i na te trochę większe. Wsiadają do samochodu i jadą przed siebie. Nie przywiązują się do planu – jeśli w miejscu, do którego chcieli dojechać, jest brzydka pogoda, zmieniają kierunek podróży. Na przykład jadą autostradą do Zakopanego i sprawdzają pogodę. Na miejscu pada. – A gdzie nie pada? – pyta Tomasz. – W Karpatach nie pada – odpowiada Sandra. – To jedziemy w Karpaty – decydują. Jadą i po drodze odkrywają Kolorowe Jeziorka – żółte, purpurowe, błękitne i czarne – w Rudawskim Parku Krajobrazowym. Powstały w miejscu wyrobisk dawnych niemieckich kopalni. W jednym – błękitnym – Tola topi telefon, a toyota po powrocie pokazuje na liczniku 1,2 tys. km.

Nawigacja prowadzi ich tylko w drodze. Gdy dojeżdżają na miejsce, wyłączają nawigację i jadą, gdzie ich oczy poniosą. Czasem zdarza im się zabłądzić. Tak trafili na gotycki zamek z XIII w. w Bolkowie na Dolnym Śląsku. Zamek wystąpił m.in. w dwóch odcinkach serialu „Wiedźmin".

11-letnia Tola zjeździła już pół Polski11-letnia Tola zjeździła już pół Polski Fot. Sandra Gorczyca-Sztuka

Dom na kółkach

Pandemia nie zamknęła ich w domu. Jeździli na Mazury i Podlasie, do wsi i małych miast, do miejsc, gdzie jest zielono i nie trzeba kupować biletu wstępu. Tomasz przerobił rodzinną toyotę tak, że mogą w niej spać we czwórkę. Dzieci – w poprzek na hamakach podwieszonych pod sufitem. Rodzice – pod nimi, na materacu położonym na rozłożonych siedzeniach.

– Trudno uwierzyć, że się mieścimy – śmieje się Sandra. – Śpi nam się całkiem wygodnie, a kiedy robi się chłodniej, na chwilę włączamy silnik. Kiedy zamknęli hotele, musieliśmy coś wymyślić. Pierwszy raz spaliśmy na siedząco. W Karpatach nie znaleźliśmy żadnego miejsca do przenocowania pod dachem i spędziliśmy noc w aucie, przy schronisku, bo nawet tam nie było miejsc. Staramy się nocować na kempingach, polach namiotowych, tylko raz zatrzymaliśmy się na MOP-ie przy autostradzie. Ale i tak się wyspaliśmy.

Zdarzyło im się nocować z widokiem na Śnieżkę, o czym zorientowali się rano. Śniadanie – hamburgery z pulpetami ze słoika – jedli na łące i podziwiali najwyższy szczyt Karkonoszy oraz Sudetów.

Wcześniej nocowali w domkach letniskowych albo na prywatnych kwaterach. Zawsze w ciemno, bez wcześniejszej rezerwacji. Raz tylko się sparzyli, ale teraz już nie muszą martwić się dachem nad głową i w kieszeni zostaje 80 zł za dobę od osoby. W planach jest nowy samochód, ale żeby nie obciążać domowego budżetu, Tomasz przerobi busa na samochód do rodzinnego podróżowania. – Kiedy pierwsza podróż nowym domem na kółkach? – pytam.

– Nie planujemy – odpowiadają.

Podróże „Na szlaku w 4paku" można śledzić na Facebooku i na Instagramie.

RADY „NA SZLAKU W 4PAKU"

1. Nie planuj.

2. Wyłącz nawigację.

3. Myśl pozytywnie.

4. Nie przywiązuj się do celu podróży.

5. Oszczędzaj, by za jak najmniej zobaczyć jak najwięcej.

6. Bierz ze sobą jedzenie, lodówkę samochodową albo torbę termiczną.

7. Zawsze bądź spakowany i gotowy do drogi.

8. Bądź samowystarczalny.

9. Wyrzuć ze swojego słownika zwrot: „Nie da się".

10. Nie zapomnij karty kredytowej albo gotówki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.