Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

UWAGA KONKURS! Miejsca, za którymi tęsknię. Prześlij zdjęcie i opis. Wygraj atrakcyjne nagrody!

Tego lata marzenie o kamperach stało się powszechne – wielu z nas wydały się optymalnym sposobem podróżowania w czasach pandemii. Zarówno te bardziej poręczne, zbudowane na bazie vana, jak i białe krążowniki szos są wynajęte do końca września, a nawet października. W wielu głowach kiełkuje myśl: ależ byłoby fajnie mieć dom na kółkach na własność, zaparkowaną przed domem nieustającą obietnicę przygody. Tylko jak się do tego zabrać?

Oczywiście można kupić klasycznego gotowego kampera, ale to nie jest rozwiązanie dla większości z nas.

O porady i wskazówki zapytałam dwie podróżujące pary, które same wymyśliły i zbudowały swoje poręczne kampervany: Magdę i Kubę z AdVANture Campers oraz Kasię i Rafała z Vandalvan. Obie pary podróżują i wynajmują swoje wypieszczone auta. Obie żyją w powszechnej dla większości codzienności, której ramy wyznaczają stała praca, mieszkanie w mieście i opieka nad małym dzieckiem. Obie mówią: nie spodziewaliśmy się, że staniemy się częścią trendu.

Magda i Kuba

Kamper to był dla nich sposób wyjścia poza schemat. Magdzie marzyła się „tetrójka", kultowy Wolkswagen T3, znaleźli ją na jakimś forum. Padał śnieg, kiedy wjechali na podwórko, na którym stało stare blaszane auto. Nie mieli pojęcia o kamperach, przejechali się.

– Ja byłem przerażony, Magda nie przestawała się uśmiechać – wspomina Kuba.

– To był stary pocztowiec, jak wszystkie nasze późniejsze samochody – opowiada Magda. – Obsługiwał niemiecką pocztę, dlatego ma charakterystyczny wysoki dach.

Z duszą na ramieniu wrócili nim do Warszawy. Z remontem się spieszyli – zgodnie z planem Freddie (po Mercurym) zawiózł ich przed ołtarz. Trzy lata później w ich stajni stoją jeszcze: Kurt, Lenny i czerwoniutka Amy. Wszystkie są stare lub, jak wolą mówić, klasyczne.

– Mają duszę – mówi Magda. – Nowoczesne kampery pełne są plastiku i wyglądają podobnie. Każdy nasz model jest spersonalizowany, kolorystyką i stylem nawiązują do muzyków. Jest w nich trochę jak w domu, w uchwytach na kubki stoją sukulenty.

Kuba: – Najfajniejsze w caravaningu jest to, że jedziesz, patrzysz: o, tam jest ładnie. Skręcasz, stajesz i po prostu jesteś.

Magda i Kuba z AdVANture Campers  i ich van Freddie. W ich stajni  stoją jeszcze trzy inne vany w stylu vintageMagda i Kuba z AdVANture Campers i ich van Freddie. W ich stajni stoją jeszcze trzy inne vany w stylu vintage Fot. Archiwum prywatne

Kasia i Rafał

Dostawczego vana kupili 13 dni po narodzinach pierwszego syna, ale myśleli o nim podczas całej ciąży. Przez dekadę wspólnego życia sporo podróżowali: Bałkany, Kirgistan, Chiny, Tajlandia, Argentyna i Tanzania. Najchętniej – autostopem lub lokalnymi środkami transportu, by być blisko ludzi.

– Wiedzieliśmy, że takie podróżowanie, jak lubimy, będzie na początku trudne z maluchem. Pomysł na vana zrodził się z potrzeby spontanicznego podróżowania. Chcieliśmy móc dalej nie wiedzieć, gdzie wylądujemy – opowiada Kasia.

Kupiła Rafałowi w prezencie książkę „Tu byłem. Tony Halik". Przeczytał w niej, że Tony i Pierrette prali pieluchy zamknięte w skrzyni terenowego jeepa na wertepach amerykańskich stepów, i poczuł, że on też tak chce.

– My czekaliśmy na dziecko, im urodziło się w trasie. I to w czasach, gdy podróż była o wiele większym wyzwaniem – opowiada Rafał.

Gdy wchodzę do ich vana, mam ochotę w nim zostać (mój dwulatek też). Przy łóżku okno na świat, na drzwiach wisi mała makrama. Drewniany blat, malutki zlew z elegancką armaturą, urocze kafelki. Jest lekko, jasno, przytulnie. – Chyba sami się nie spodziewaliśmy, że tak fajnie wyjdzie – wyznaje Kasia, projektantka graficzna po wzornictwie przemysłowym.

– W życiu nie skręciłem wcześniej nic poza meblami z Ikei – dodaje Rafał, inżynier budownictwa kolejowego. – Tato miał tartak, majsterkował, pomogło też z pewnością wykształcenie inżynierskie. Jednak dopiero w trakcie budowy odkryłem swoje umiejętności manualne.

Co kupić (i czy na pewno)

Jeszcze gdy Kasia była w ciąży, kupili vana, wypożyczyli małego, podstawowego kampera podczas wyjazdu na Fuerteventurę. Zorientowali się, że wokół kamperów istnieje tam cała społeczność, a w miejscach, gdzie parkują, pełno jest niesztampowych osób.

Rafał: – Zafascynowała nas szczególnie pewna Holenderka, która od 17 lat mieszkała w kamperze. Ma w nim szwalnię, jeździ po festiwalach. Każdy centymetr jej samochodu opowiada jakąś historię.

Kasia: – Każdy dzień zaczynała od sprzątania śmieci z okolicznych plaż. My też tak teraz robimy. Jesteśmy w pięknym miejscu, to chcemy za nie jakoś zapłacić. I zostawić je czystsze, niż zastaliśmy, by kamperowców w przyszłości nikt nie gonił.

Magda i Kuba z AdVANture Campers  i ich van Freddie. W ich stajni  stoją jeszcze trzy inne vany w stylu vintageFot. @QSHII

Rafał: – Łyknęliśmy haczyk. Ale mam wrażenie, że to nie jest dla każdego. Instagram pełen jest pięknych nóżek, które wystają z drzwi otwartych na plażę. Dużo ludzi podąża za influencerami i nierealistycznymi wyobrażeniami, mogą się rozczarować. My mieliśmy za sobą namioty, autostop, spanie na dziko, różne kempingi, doświadczenia, że czegoś ci braknie, że nie zjesz, bo restauracja już zamknięta, że się nie umyjesz. Van to jest dla nas luksus, ale jeśli ktoś przesiada się z hotelu, może być inaczej. Żeby mieć radość z podróżowania kamperem, trzeba być otwartym na wiele sytuacji.

Magda i Kuba też uważają, że najlepiej skonfrontować marzenia o podróżowaniu w vanie z rzeczywistością i najpierw go sobie wypożyczyć. Sprawdzić, co komu najbardziej odpowiada: stary czy nowy, duży czy mały, z łazienką czy bez.

– Wielu osobom wydaje się, że bez łazienki nie da się żyć, a potem nie korzystają z pożyczonej od nas przenośnej toalety i prysznica – opowiada Magda.

Kuba: – Kampery są różne, jak motocykle: możesz mieć ścigacza, możesz mieć choppera.

Magda: – Warto się zastanowić, jak często zamierzamy z niego korzystać. Jeśli chcemy pojechać na tygodniowy wyjazd w roku, to taki zakup nie ma sensu.

Ekipa AdVANture szuka swoich zdobyczy na forach, OLX, portalach samochodowych. Ale też jak gdzieś na wsi zobaczą swoje ukochane auto, to się zatrzymują. Środowisko kamperowe w Polsce jest jeszcze niewielkie, wieści o samochodach rozchodzą się drogą pantoflową.

Kuba: – Żeby kupić bazę pod kampera, trzeba się znać lub znać kogoś, kto zna się na kamperach. Dokładnie ją sprawdzić: egzemplarz może się prezentować doskonale, a w środku gnić. Lepiej nie kupować sercem. Warto zapłacić jakiemuś właścicielowi T3 czy fiata ducato, by ocenił interesujący nas pojazd, bo zna bolączki danego samochodu.

Podsyłam Magdzie trzy oferty z OLX i proszę o komentarz. Pierwsza zdążyła wygasnąć, zanim Magda ją otworzyła, w drugiej zniechęca ją krótki opis i to, że jest od handlarza, a nie pasjonata. Trzecia jest wystawiona za kosmiczną cenę, która jej zdaniem musi spaść (52 tys. zł za volkswagena californię z 1992 roku; kamper fabryczny, gotowy do jazdy, o ile rzeczywiście sprawny).

– Ceny kamperów w ostatnim czasie poszybowały do góry – dodaje Magda.

Kasia i Rafał najpierw myśleli o samochodzie terenowym z zabudową (zbyt trudny do samodzielnego wykonania i zbyt mały), potem o terenowym samochodzie dostawczym (za drogi). Ostatecznie zdecydowali się na zwykłego dostawczaka Citroëna Jumpera, który do złudzenia przypomina dwa inne najpopularniejsze wśród miłośników vanlife’u samochody – Fiata Ducato oraz Peugeota Boxera.

Kasia i Rafał z Vandalvan uważają,  że zanim zdecydujesz się  na kupno vana, warto go najpierw wypożyczyć. To zabawa  nie dla każdegoKasia i Rafał z Vandalvan uważają, że zanim zdecydujesz się na kupno vana, warto go najpierw wypożyczyć. To zabawa nie dla każdego Fot. Archiwum prywatne

Jak się zabrać do budowy (i czy na pewno)

Specjalistów można znaleźć przez Facebooka. Najbardziej pomocna grupa nazywa się KamperMajstry i ma ponad 7 tys. członków. Doradzą, jaką lodówkę kupić i gdzie zgłosić się po zabudowę, jeśli nie chcemy wykonywać jej sami. Wielu klientów Magdy i Kuby po wyjeździe zapragnęło mieć oldschoolowego kampera na własność, na zlecenie zbudowali już trzy. Są jak kierownicy budowy przy stawianiu domu, dbają, by wszystkie puzzle pasowały. Firm stawiających kampery na zlecenie jest w Polsce kilka, m.in. Globe-Traveller.

Zanim Rafał przystąpił do pracy, przeszedł trzydniowy kurs u Michała Jędraka, który na Facebooku prowadzi stronę „Jak zbudować kampera?".

– Kurs dał mi wiarę, że jestem w stanie ogarnąć ten projekt. Oraz dał mi sprawdzone rozwiązania. Informacji w internecie jest taki ogrom, że trudno przez to przebrnąć i dobrze wybrać. A decyzji do podjęcia jest mnóstwo.

Internetowy kurs w postaci ponad 70 filmików można też zakupić za 200 zł na stronie kolejnej podróżującej polskiej pary – Podróżovanie.pl. W dwa miesiące przerobili dostawczaka, który woził konia. Wskazówek można też szukać u najbardziej znanej podróżującej vanem pary w Polsce – Oli i Karola, autorów bloga „Busem przez świat".

Etapy pracy

To, ile przed nami pracy, zależy od rodzaju samochodu i rozwiązań, na jakie się zdecydujemy. Klasyczne samochody Magdy i Rafała przechodzą przez ręce wielu zaufanych specjalistów: blacharza, który sprawdza i dopieszcza cały brzuch samochodu, pochyla się nad miejscami przeżartymi rdzą i traktuje pojazd powłoką antykorozyjną oraz farbą, później elektryk, specjalista od gazu, dalej mechanik, który sprawdza i naprawia układ hamulcowy, napędowy, silnik, okablowanie, rozruszniki. Potem planuje się infrastrukturę hotelową wewnątrz kampera (ułożenie łóżka, liczba foteli, ogrzewanie etc.). Na koniec potrzebne jest zaświadczenie od firmy, która zajmuje się przebudowami, że dany samochód jest teraz samochodem kempingowym, by móc go przerejestrować.

Wnętrze vana Kasi i RafałaWnętrze vana Kasi i Rafała Fot. Archiwum prywatne

Rafał i Kasia w vanie wszystko zrobili sami oprócz montażu foteli na isofixy (na co trzeba mieć atesty). Na stronie opublikowali fachowe artykuły o każdym etapie pracy, m.in. na temat ogrzewania, instalacji wodnej (z gotowym schematem), gazowej, wyboru lodówki czy montażu paneli solarnych. Rafał skrupulatnie rozważa plusy i minusy każdego rozwiązania oraz warianty cenowe.

Ile to wymaga czasu i pieniędzy

Odpowiedź: to zależy. W przygotowanym przez Rafała pliku z Excela przeczytamy, że na zabudowę wydali 29 795 zł, ale mogłoby to być 12 131 zł w wersji budżetowej lub 57 954 w wersji premium. Te wyliczenia i instrukcje bardzo mnie inspirują, ale zarazem przeraża mnie liczba decyzji do podjęcia.

Rafał: – Największa frustracja związana z budową to pracochłonność. Chyba każdy zakłada, że to pójdzie szybciej. Ten czas, gdy dłubiesz przy instalacji i nie widać efektów, jest trudny. Dopiero jak postawiliśmy sufit, wyobraziliśmy sobie, jak to będzie.

W weekendy siedział w wynajętym garażu po 12-14 godzin. Liczy, że zajęło mu to między 300 a 400 roboczogodzin. W tym czasie Kasia zajmowała się maluszkiem.

– Marzyłam, że znów będę mieć wióry we włosach. Ale z Niko to było trudne, trzeba się było ciągle zmieniać – wspomina.

Ich samochód w surowej wersji kosztował nieco ponad 30 tys. zł, a cały projekt zamknęli w okolicach 70 tys.

W przypadku klasycznych wozów również zależy, na jakie rozwiązania się zdecydujemy. Magda i Kuba szacują, że zabudowanie starej T3 na zamówienie kosztuje klientów od 80 do 120 tys. zł.

Sprawdzone rozwiązania

Kasię najbardziej stresowało wycinanie okien – jak wytniesz źle, nie ma jak cofnąć. Jakoś poszło. Na tyle dobrze, że planują budowę kolejnego, jeszcze bardziej kompaktowego kampera.

Na pewno znów wykonają w nim meble z drewna kapokowego, popularnego w Ameryce Łacińskiej (inaczej ceiba, puchowiec). Jest niezwykle lekkie (waga samochodu nie może przekroczyć 3,5 tony) i odporne na wilgoć, na którą kamper jest ciągle narażony. Zrobili z niego wszystkie meble (uwaga na łączenia! – trzeba je przygotować na wertepy), tylko sufit obili świerkową boazerią bieloną bejcą.

Na pewno zamontują też panele solarne.

Rafał: – To rewolucja w podejściu do vanlife, kemping przestał być potrzebny. Można nawet pracować i być całkowicie niezależnym, tylko tankować paliwo i uzupełniać wodę.

Magda z AdVANture też się pod tym podpisuje: – Panele są bezawaryjne, proste w obsłudze. Trochę kosztują, ale później masz perpetuum mobile.

U Vandalvanów spodobał mi się też zewnętrzny prysznic: nie zajmuje cennego miejsca, a daje możliwość umycia się gdziekolwiek. Mają też przenośną chemiczną toaletę, którą elegancko wsuwa się pod łóżko.

Wnętrze vana Kasi i RafałaFot. @QSHII

Dokąd pojechać

Dla Kasi i Rafała COVID-19 stał się inspiracją, by wakacje spędzić w Polsce – zwykle myśleli o urlopach przez pryzmat zagranicy. Odkrywają, jak jest tu fantastycznie. Urodzeni i wychowani na gęsto zabudowanym południu Polski z przyjemnością włóczą się po ścianie wschodniej i północy. Na Warmii i Mazurach spali wśród kwitnących pół rzepaku, zahaczyli o mokradła i jezioro w siedlisku Letnia Kuchnia. Na Kaszubach zachwyciła ich miejska plaża we Wdzydzach i tamtejszy skansen założony przez małżeństwo Gulgowskich. W kamperze wożą rowery, objechali więc wszystko z Nikosiem w przyczepce.

Kasia: – Polska to marzenie dla wielbicieli vanlife’u. Wciąż jest dużo pięknych, legalnych miejsc do zaparkowania. Dbajmy o to, by ich nie zanieczyszczać, byśmy jak najdłużej mogli z tego korzystać.

Magda i Kuba polecają lasy na Podlasiu, szczególnie okolice Kruszynian (uwaga, trzeba dzwonić do leśniczego i straży granicznej, by potwierdzić, gdzie można stanąć). Pokochali też Kaszuby, a tam – kamienne kręgi w Węsiorach, stworzone przez Gotów.

– Jest pięknie, klimatycznie, jest jezioro i można zjeść pod daszkiem – rozmarza się Kuba.

I jeszcze Brodnicki Park Krajobrazowy – pełno w nim jezior i zatoczek, przy których można się zatrzymać (np. w miejscowościach Ciche, Strzemiuszczek, Błota).

Sprawdzonych miejsc można poszukać w wielu serwisach i aplikacjach: polskicaravaning.pl (można wybrać wyszukiwanie zaawansowane i doprecyzować, czego nam trzeba), grupabiwakowa.pl (mapka fajnych miejscówek tworzona przez użytkowników), strona czaswlas.pl (miejsca bardziej offroadowe, można skontaktować się z leśniczymi i dowiedzieć się, gdzie stanąć na dziko). Inspiracji dostarczy również strona Gdzie w Polsce na Weekend, a bezpiecznych miejsc do parkowania na noc – międzynarodowa aplikacja Park 4 Night.

Dzielenie się mnoży radość

Kasia i Rafał od razu planowali wynajmowanie kampera. Magda i Kuba najpierw zrobili go tylko dla siebie. Ale żal im było, że tak stoi pod blokiem. Najpierw wynajęli go przez facebookową grupę dla ekspatów dwóm Szwajcarom. Wrócili podekscytowani, a właściciele postanowili stworzyć kamperowy biznes. – Stare samochody jak stoją, to się psują, rdzewieją. Lepiej je utrzymywać w ruchu – mówi Kuba.

Wciąż mają stałą pracę – Kuba jako tłumacz i nauczyciel duńskiego, a Magda w firmie IT (od pół roku opiekuje się dzieckiem).

Kuba: – Najfajniejsze jest to, że ludzie wracają z wielkim bananem na twarzy. W tym roku nasze kampery pojechały w trzy podróże poślubne i gościły jedne zaręczyny.

Dobre rady

* Nie wchodzić do środka w butach, bo wnętrze szybko się zapiaszcza; ustawić przed wejściem małą matę albo wycieraczkę.

* Stosować procedury jak na jachcie – podzielić się zadaniami: ktoś ustawia kampera, ktoś rąbie drewno, ktoś podłącza wodę (jeśli trzeba), ktoś pierze i zmywa.

* Zabrać sprej na komary, moskitierę, ciepłe ciuchy na wieczory, a dla wygodnych – papcie, żeby w nocy na siku po omacku nie szukać butów; mogą się też przydać antypoślizgowe podkładki, które zapobiegną wędrowaniu różnych elementów po pojeździe, oraz magnesowe klipsy z Ikei, które nadadzą się do suszenia ręczników z boku vana.

– W przypadku klasycznych samochodów trzeba się przygotować na tryb slow. Raz zdarzyło nam się, że po dwóch godzinach klienci oddali auto, bo za wolno jechało – śmieje się Magda. – Będzie czas na podziwianie krajobrazów. Wszyscy będą was wyprzedzać, ale za to będą się do was uśmiechać.

Podróżowanie kamperem wydaje się doskonałą opcją na jazdę z dziećmi. Ostatnio Kasia i Rafał jechali z Wrocławia do Żywca. Na autostradzie był wypadek, korek na trzy godziny. Wypięli Niko, zaczęli się bawić, gotować obiad. Kiedy korek ruszył, ziemniaki były już gotowe, ale musieli zjechać na pobocze, by dosmażyć jajka.

Rafał: – Vanlife daje to, że jeśli znalazłeś się nad piękna rzeką, kolejnego dnia możesz zaparkować 5 km dalej i podziwiać ją z nowej perspektywy. Nie spinać się. Żyć drogą.

Tekst ukazał się w "Wysokich Obcasach" 22 sierpnia 2020 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.