Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Gosią Rdest*

Iwona Pawluk: Kierowca czy kierowczyni?

Gosia Rdest: Kierownica (śmiech). Przeróżne już wersje żartobliwe, łącznie z kierownicą, były, ale niestety, albo stety, w języku polskim istnieje jedynie słowo „kierowca”, co też pokazuje ewenement wyścigów, bo jest to jeden z nielicznych sportów, w którym kobiety są w stanie rywalizować – z sukcesami – jak równy z równym z mężczyznami. Na co już wskazuje samo określenie profesji – kierowca.

I Ty myślisz o sobie jako o kierowcy?

Jak najbardziej tak.

A jesteś fanką żeńskiej końcówki?

Ogólnie tak, chociaż  akurat w wypadku nazwy mojego zawodu nawet nie mam alternatywy. No może zawodniczka. Ale jak najbardziej jestem za i cieszę się obserwując, jak świat motorsportu zmienia się i pojawia się w nim coraz więcej kobiet.

Pytam o to nie bez powodu – wiem, że bardzo mocno wspierasz kobiety, które chcą do motorsportu wejść.

Owszem. W tym roku zaangażowałam się w inicjatywę, która ma pokazać kobietom, że motorsport to może być coś dla nich. W tym momencie jedynie 5 proc. zawodników stanowią kobiety – te statystyki dobitnie pokazują, że jest to świat zdominowany przez mężczyzn. Pojawiają się ciekawe inicjatywy mające na celu pokazanie kobietom, że to może być coś dla nich. Przez uwarunkowania kulturowe kobieta nie była utożsamiana z brudnymi dłońmi, ze smarem. I jakoś się utarło, że ten sport i wszystko, co jest mechaniczne to nie jest coś dla kobiet. A to nieprawda. W wyścigach, czyli dyscyplinie, którą reprezentuję, kobiety z powodzeniem mogą się ścigać, a dodatkowo jest wokół tego sportu wiele zawodów, w których kobiety mogą się odnajdywać. To komentatorzy sportowi, dziennikarze motoryzacyjni czy PR-owcy kierowcy wyścigowego. Jest też wsparcie zawodnika, jego zespół techniczny.

Czy zauważasz, że liczba kobiet w tym sporcie jakoś się zmienia?

Tak. Kiedy w 2011 roku startowałam w kartingowych mistrzostwach Polski, to dziewczyny można było policzyć na palcach jednej ręki. Było nas trzy. W tej kategorii, w której ja się ścigałam byłam jedyna. Teraz w każdej kategorii są już po trzy dziewczyny. W sumie w Polsce jest chyba 10 dziewcząt ścigających się z licencją, na bardziej profesjonalnym poziomie – to bardzo dużo.

W jakim wieku są te zawodniczki?

Od 3-go do 15-go roku życia.

Naprawdę mamy takie młode zawodniczki?

Tak.

Najmłodsza zawodniczka ma trzy czy cztery lata, ściga się w kategorii „Baby” – ta kategoria to oficjalnie nie wyścigi, tylko pokazy. Poznałam ją podczas zawodów w Zielonej Górze. Wzrokiem jeszcze błądzi, ale ma już kontakt z motorsportem.

Ale od niedawna jest też wsparcie systemowe, prawda?

Jakiś czas temu powstała Komisja ds. Kobiet w Motorsporcie wydelegowana z najwyższego szczebla poprzez FIA (Międzynarodową Federację Automobilizmu). Przewodniczącą tej komórki jest Michelle Mouton. W 1982 r. jako pierwsza i jak dotąd jedyna kobieta została wicemistrzynią w rajdowych mistrzostwach świata. Startowała – podobnie jak ja teraz - za kierownicą Audi. W tym roku komisja postanowiła zacząć od kartingu, który jest podstawową szkołą dla kierowców rajdowych i wyścigowych. Powstała inicjatywa pod hasłem „The girls on track carting challenge”, zachęcająca dziewczynki od 13-go do 18-go roku życia do spróbowania swoich sił w podstawowych 2 etapach eliminacji, w 2 z 8 krajów UE, które zgodziły się wziąć udział w tym programie. Zadanie jest proste: trzeba przejechać 100-metrowy slalom między pachołkami. Jestem jedną z ambasadorek tego programu w Polsce.

Spośród wszystkich uczestniczek wybraliśmy 14 finalistek, które objęłam swoją opieką. W 4 blokach tematycznych będę im przedstawiać, jak to jest być kierowcą wyścigowym, będę im przedstawiać osoby godne naśladowania. To nie koniec, jeśli chodzi o plany rozwoju kobiet. Pani Mouton podkreśla, że nie chodzi o stworzenie osobnej ligi dla kobiet, no bo skoro już są kobiety, które z powodzeniem są w stanie rywalizować z mężczyznami na równi. Jej celem jest nawet nie bezpośrednio zwiększenie liczby kobiet, ale pokazanie dziewczętom, że motorsport istnieje i zasianie ziarenka, że może jest dla każdego.

A miałaś swój wkład w konstrukcję tego programu?

Zdecydowanie! Sam program powstał z mojej inicjatywy – przedstawiłam Polskiemu Związkowi Motorowemu plan i z pomocą PZMot-u udało nam się  ubrać ten pomysł w ramy programowe. Wraz z innymi ekspertami będę przekazywać uczestniczkom swoją wiedzę. Pierwszy zjazd odbędzie się w ostatnim tygodniu września podczas ostatniej rundy wyścigowych samochodowych mistrzostw Polski. Jedną z atrakcji będzie to, że przewiozę je na prawym fotelu. Te dziewczyny będą przygotowywane do europejskiego finału, który odbędzie się w marcu przyszłego roku w Le Mans. Z 14-tu będziemy musieli wybrać finałową piątkę, z czego trzy w składzie głównym. Ta reprezentacja pojedzie do Le Mans, by zmierzyć się z innymi zawodniczkami i mam nadzieję, że będzie szybko oraz że przedstawicielki naszego kraju znajdą się w finale. W top 3 musi być.

To imponujące, że – sama będąc młodą, choć już bardzo utytułowaną zawodniczką – zdecydowałaś się wspierać inne dziewczyny. Skąd ten pomysł?

Myślę, że wynika to z tego, że kiedy zaczynałam – a zaczynałam dość późno, brakowało mi żeńskiego wzoru do naśladowania. A na pewno kogoś takiego, kto pokieruje, kto taką konkretną ścieżkę przeszedł i jest w stanie pokazać, że ten wybór jest dobry, a ten zły. Postanowiłam dać im to, czego mnie samej brakowało. O stworzeniu takiego programu, takiej akademii dla dziewczyn, myślałam już w lutym-marcu tego roku. W lutym zostałam zaproszona przez Audi of America na 4-godzinny wyścig na legendarnej Daytonie, przed 24-godzinnym wyścigiem. Oni realizują program wspierający kobiety, który nazywał się Drive Progress. Wymyślili, że stworzą samochód, w którego składzie będą wyłącznie kobiety. Jeździłam razem z Amerykanką, Ashley Freiberg. To wydarzenie stało się dla mnie inspiracją. Po powrocie do Polski zaczęłam się kontaktować z PZMot-em i okazało się, że z takim samym pomysłem – choć na inną skalę – wyszło FIA. Oni w swojej koncepcji chcieli zamknąć się w tych dwóch eliminacjach, a ja chciałam od tych dziewczyn czegoś więcej. I tak, z połączenia tych dwóch koncepcji powstał nasz program.

A jak Ty odkryłaś tego bakcyla wyścigowego?

Przez przypadek. Od zawsze miałam w sobie ducha rywalizacji – na każdym polu. Pierwsza do drzwi czy po schodach – współzawodnictwo od razu mnie przyciągało. Moim największym rywalem, ale też największym fanem i wsparciem był mój tata. Pewnego razu pojechaliśmy na gokarty. Tam poczułam, że to jest coś, co mnie kręci. Miałam wtedy 12 lat. Na początku jeździłam nieregularnie – mieszkaliśmy w Żyrardowie, a tor był w Piasecznie. Ciężko było zsynchronizować to tak, by rodzice oderwali się od swojej pracy i wieźli mnie na gokarty. Mimo tej nieregularności, chęć do jeżdżenia we mnie rosła. W pewnym momencie tata zorientował się, że to już nie są dziecięce zachcianki, tylko prawdziwa pasja i że ja w tym kierunku naprawdę chcę iść. Gdy miałam 15 lat, jeździłam w lidze kartingowej amatorów. Wyścigi rozgrywane były na torze Imola.

Gdy dowiedziałam się o tym, że jest coś takiego, jak mistrzostwa Polski i mistrzostwa świata w kartingu, że mamy utytułowanych zawodników, to zaproponowałam tacie: załóżmy się. Jeżeli w tych ostatnich wyścigach będę na podium, to kupimy gokarta i zaczniemy się ścigać w mistrzostwach i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tata bez większego namysłu się zgodził – nie wiem, czy do końca miał świadomość tego, co może z tego wyniknąć.

Byłam trzecia. Kupiliśmy pomarańczowego intrepida, co po angielsku oznacza „nieustraszony”, z pomarańczowo-czarnym orłem na lizaku, i tak zaczęłam się ścigać – najpierw w mistrzostwach Polski, potem wyjechaliśmy za granicę.

Jak wspominasz tamte czasy?

Po hali, gdzie byłam takim samozwańczym mistrzem, wydawało mi się, że skoro tam byłam szybka, to wsiądę do gokarta i będzie tak samo, a to jednak mocowo i prędkościowo jest zupełnie inna bajka. Pierwsze 1,5 roku to była lekcja pokory – treningów było dwa razy więcej, coraz większe znaczenie zaczęły też odgrywać treningi siłowe, bo zaczęły dochodzić przeciążenia. W 2011 r. „wyjechałam” mistrza Polski w kartingu, w kategorii KF2. W tej kategorii to pierwszy przypadek, że kobieta zdobyła tytuł mistrza Polski. Było to bardzo satysfakcjonujące. Tylko ja, mój zespół i rodzice wiedzą, jak ogromną pracą było to okupione. Ścigałam się z chłopakami, którzy zaczynali w wieku lat 6-7, tj. kiedy tylko można było zrobić licencję. Gdy ja wchodziłam do tego sportu, to oni mieli o 9 lat doświadczenia więcej niż ja na starcie. Ale mimo to udało się.

A co Cię wkręciło akurat w karting? Skąd wiedziałaś, że to jest to, a nie bieganie czy jakiś inny rodzaj ścigania się?

To, co mi się najbardziej podoba to rywalizacja. Niby rywalizacja jest wszędzie, u biegacza też. Jednak u biegacza jest to tych kilkadziesiąt sekund. To jest jednak jednorazowy zastrzyk adrenaliny, a w kartingu czy wyścigach jest to rozłożone na godziny spędzane w samochodzie. W kartingu wyścigi trwały 30-40 minut, ale przez te pół godziny jest się zdanym na samego siebie, w zamkniętej przestrzeni. Ta rywalizacja jest na zupełnie innym poziomie.

A może miało jakiś wpływ na Twój wybór to, że prowadzisz pojazd, że musisz nad nim panować?

Tak, to też - połączenie człowieka i maszyny, to, że w danej chwili to ode mnie wszystko zależy. Ja jestem panem mojego losu i to, czy zahamuję tu, czy tam, będzie miało wpływ na to, co wydarzy się dwa zakręty dalej. I właśnie to mnie w kartingu najbardziej pochłonęło. W zaawansowanym kartingu podobało mi się to, jak wielką motorsport daje możliwość doskonalenia się. Jest niezwykle miarodajny - łatwo zweryfikować, czy ktoś się poprawia czy nie robi postępów. Samochód/gokart jest naszpikowany mnóstwem wszelkiego rodzaju czujników - to telemetria, czyli odczyt live. To, co my, zawodnicy, dostajemy do analizy to jest data logic. Dzięki temu nie jest tak, że powiemy: a tutaj, w trzecim zakręcie, mi nie wyjeżdża. To jest nasza opinia, która podlega weryfikacji. Na podstawie odczytywanych danych widzimy, czy faktycznie nam nie idzie i jest potrzeba mechanicznej ingerencji czy to może my za delikatnie odpuszczamy kierownicę, za późno dodajemy gazu albo mamy za mały nacisk siły hamowania, przez co samochód nie skręca i nie wyjedzie z zakrętu.

Fascynujące, bo to daje zupełnie inne spojrzenie na ten sport - jako sport dla osób, które chcą analizować swoje wyniki, bo osiąganie lepszych rezultatów ma związek z tym, czy będziesz umiała korygować błędy.

Ten proces nie jest taki łatwy. Czasami porównujemy się do innego zawodnika, telemetria pokazuje, że tak można, ale trzeba na to jeszcze nałożyć styl jazdy. Kobiety inaczej niż mężczyźni podchodzą do przełamywania barier. U facetów jest tak, że najpierw oni pojadą na 110%, jak to się mówi nieładnie: „przepałują” hamowanie czy nawet uderzą w bandę, ale wyjadą w strefę bezpieczeństwa i wtedy przy następnym okrążeniu następuje refleksja: ok, tu byłem za szybko, przejadę troszkę wolniej i w ten sposób już po tych dwóch kółkach są już na granicy. W przypadku kobiet jest inaczej. Najpierw pojedziemy na 70%, 80%,90% i 95% - i w ten sposób zbliżamy się do granicy. Ale gdybym mogła wybrać, to i tak mojego sposobu poznawania bym nie zmieniła. Wydaje mi się, że jest bardziej świadomy - to klucz do tego, żeby się stale doskonalić.

A kiedy uznałaś, że trzeba poszukać czegoś innego niż karting?

Po zdobyciu tytułu mistrza Polski zaczęłam zgłębiać świat motorsportu. Na tym etapie jeszcze pełna nadziei, marzyłam o F1. I to był mój motor motywacyjny. Ale nie potrzeba było dużo czasu, żeby to moje marzenie zostało zweryfikowane przez życie, to znaczy przez kieszeń sponsorów. Musiałam sobie uświadomić, że F1 odkładam na plan dalszy. Ale nie żałuję, bo teraz w samochodach czuję się fantastycznie. Nie wyobrażam sobie być w innym miejscu, choć jeżeli dostałabym szansę w F1, to nawet bez przygotowania bym pojechała, w nocy o północy.

Może jeszcze wszystko przed tobą?

Może tak, jednak wydaje mi się, że wiek może być przeszkodą. To wiele lat przygotowań, których ludzie nie widzą. Bo wydaje się, że jest karting, potem długo nic i nagle bach! Zawodnik pojawia się w F1. Ale tak nie jest. Po kartingu jest seria F4, następnie idzie się np. do Renault 2.0, potem jest Renault 3.5, następnie GP3, później GP2, później jeszcze jakiś czas jeżdżenia jako kierowca testowy, a później dopiero F1. Także na to pracuje się w najlepszym wypadku jakieś 10-12 lat.

A jak to było dokładnie z Tobą? Rozumiem, że z gokartów na samochodu nie przeskoczyłaś ot tak.

W 2013 roku wystartowałam w mistrzostwach Wielkiej Brytanii F4. To był taki niepełny sezon, bo nie było tam żadnych testów, tylko jeździłam z zawodów na zawody, pomijając parę rund. Ale mimo to udało mi się w tym sezonie wyjechać nagrodę za największą ilość wyprzedzeń, zostałam mianowana najbardziej agresywnym zawodnikiem na torze. W tym samym roku zostałam zaproszona jako guest driver na gościny start w jednej z rund polskiego pucharu VW Golf Cup. Jak na debiut w samochodach to było bardzo szybko. Kwalifikacje pojechałam na 3 miejscu, a wyścig ukończyłam na 5. To było nie lada zaskoczenie dla wszystkich ze stawki. Wtedy w stawce było jeszcze dwie inne dziewczyny. Następnie przeniosłam się do ścigania w Niemczech i spędziłam 3 lata w pucharze Audi Sport. Tzn. 2014 jechałam VW Golf Cup, a później, w 2015, 2016 i 2017 jechałam Audi Sport TT Cup.

Karting dał mi podstawy, ale jako kierowcę samochodów wychował mnie najbardziej Audi Sport TT Cup. To było coś niewiarygodnego jak duży pakiet dostaliśmy od Audi Sport - były w nim treningi, testy, starty w zawodach. Mieliśmy też obozy fitnessowe, na których dowiedzieliśmy się, które partie musimy trenować, które partie kierowca powinien mieć mocniejsze. Były też treningi medialne, możliwość spotkania się z wybitnymi kierowcami - m.in. jednym z moich ulubionych kierowców, Mattiasem Ekstromem, który przyjechał na ten obóz fitnessowy, dał parę rad, porozmawiał. Dla takich adeptów wyścigowych to bardzo dużo znaczy, kiedy wychodzi mistrz serii, o której śnisz i mówi: zrób tak i tak. To było super, bo każdemu z tej młodszej serii wydaje się, że przez tych starszaków jest niezauważany. A ja oglądam każdą relację live Ekstroma na Facebooku i za każdym razem, gdy zadałam mu jakieś pytanie, odniósł się personalnie do mnie i do pucharu. A to naprawdę dużo znaczyło. Czujesz, że to, co robisz jest zauważane.

Wyjątkowym momentem w życiu był dla mnie także zeszły rok.

Podczas 24-godzinnego wyścigu w Dubaju poznałam Roberta Kubicę, startował w tym samym wyścigu. Wyścig odbywał się w dniu moich urodzin - to był po prostu dzień życia.

Przechadzałam się kilka razy tam i z powrotem zanim do niego podeszłam - miałam ogromny stres. Człowiek sobie w głowie idealizuje postać tego formatu. Podeszłam w końcu do Roberta, a on wiedział, kim jestem. To dla mnie tak dużo znaczyło, bo mi się wydawało, że Robert jest raczej postacią zamkniętą, skupioną, że nie śledzi poczynań polskich kierowców.

To wiemy już o tych słodkich momentach, a trudne momenty w życiu kierowcy?

Jest ich bardzo dużo. Takim personalnym było pozbywanie się znajomych i przyjaciół. To jest koszt ścieżki, którą wybrałam. Czasem jest taki moment, że się żałuje, myśli się: co ja mam teraz zrobić, mam trzy numery, do których mogę zadzwonić. Taka refleksja przychodzi przeważnie zimą, w okolicach świąt.

I to przez brak czasu czy myślisz, że przez coś jeszcze ludzie się od Ciebie odsuwali?

Na początku na pewno brak czasu, wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo byłam  skoncentrowana na wyścigach, do tego dochodziła szkoła. Po szkole znajomi spotykali się, wychodzili do kina, ale to już jakoś łączy, to tworzy grupę. A ja stopniowo zaczęłam być z tych poszczególnych grup wykluczana, bo po prostu mnie nie było. Wiadomo jak kogoś nie ma to trudno żeby o nim cały czas pamiętać, bo można zadzwonić 1, 2, 3 razy, ale jak 4-ty, 5-ty ktoś mówi, że nie, to wiadomo, że później dzwoni się do niego coraz rzadziej.

Ze studiów nie wyniosłam zbyt wiele przyjaźni, te osoby mogę policzyć na palcach jednej ręki. Myślę, że to może być taka moja charakterystyka, że albo wszystko albo wcale. Tak samo jak w stosunku do innej osoby: albo konie kraść albo nie mamy relacji. Moja menadżerka to pierwsza osoba, którą poznałam na studiach. Obydwie spóźniłyśmy się na zajęcia z filozofii. Znamy się już trochę,  a mam wrażenie, że znamy się od bardzo dawna.

A wypadki?

Rzeczywiście, ten sport wiąże się ze sporym ryzykiem. Nie ma zbyt wielu wypadków śmiertelnych, w F1 zabezpieczenia są na najwyższym poziomie - przenoszone są na samochody drogowe i nasze samochody też. Mamy specjalny sprzęt nawet na sobie! W przypadku pożaru mamy golf ognioodporny, kalesony, skarpety po kolana, na to zakładamy kombinezon, długie buty, rękawice, kominiarkę, słuchawki, kask i system HAN zabezpieczający rotacje, manewry szyją.

Mimo wszystkich tych zabezpieczeń, w zeszłym roku podczas kwalifikacji złamałam nogę.

Ja słyszałam historię z fiszbiną od biustonosza, która Ci się wbiła podczas wypadku.

O tym już zapomniałam. Teraz już nie jeżdżę w zwykłym staniku, tylko w sportowym albo bez. To zdarzenie było bardzo nieprzyjemne. Wtedy żebra nie były pęknięte, ale miałam siny bok od tej fiszbiny.

Ciągłe podróże to parędziesiąt tysięcy kilometrów wyjeżdżonych rocznie. Czym jeździsz prywatnie?

Prywatnie jeżdżę autem rodzinnym, Mercedesem klasy V, jest duży i bardzo komfortowy. Nie wyobrażam sobie w tym momencie innego samochodu na co dzień. Jestem zwolennikiem przemieszczania się na zawody drogą lądową. Kiedy się leci, to trzeba sobie radzić w związku z ograniczeniem bagażu. W przypadku tanich linii lotniczych moje dwa bagaże stanowią problem. Kiedyś nawet doszło do tego, że musiałam wejść do samolotu z kaskiem na głowie, bo kask jest traktowany jako niewymiarowy bagaż. A kask jest tak drogocenną rzeczą dla zawodnika, że nie chce się go wysyłać w luku bagażowym, w dodatku to bardzo delikatna konstrukcja. Każde, nawet najmniejsze uszkodzenie wpływa na bezpieczeństwo. Gdyby to zależało ode mnie, to może bym zaryzykowała start, ale przed każdymi zawodami kask przechodzi badanie techniczne, jest dokładnie sprawdzany, do tego stopnia, że nie może być oklejony, tylko musi być pomalowany, bo jeżeli jest oklejony, to nie widać na nim ewentualnych uszkodzeń.

DOROTA ROSINSKA (SHANTAE)

Wspominałaś o tym, że w motorsporcie na poziomie umiejętności nie ma znaczenia czy kierowca jest mężczyzną czy kobietą. Ty jesteś w stanie bez żadnych fizycznych czy psychicznych ograniczeń rywalizować z facetami i robisz to skutecznie. A spotykasz się z dyskryminacją?

Na etapie kartingu było jakieś dogryzanie, uwagi, wtrącenia, ale teraz już nie.

W zeszłym roku miałam nieprzyjemną sytuację, ale w sumie nie wiem czy powinnam to odbierać jako coś, co ma związek z tym, że jestem kobietą. Byłam w zespole, który bazował tylko i wyłącznie na opiniach, uwagach jednego z kierowców. I wszystkie samochody były ustawiane pod tego zawodnika. Moje zdanie było pomijane, on totalnie dominował. Zespół twierdził, że skoro Josh mówi, że tak jest dobrze to mi też powinno odpowiadać, ale każdy kierowca ma inny styl i charakterystykę auta.

To jaką taktykę przyjęłaś?

Przestałam z nimi jeździć, to było najprostsze, co mogłam zrobić. Zespół, w którym jestem teraz to najlepszy scenariusz, jaki mógł się wydarzyć. Obserwowali mnie od połowy zeszłego roku, od momentu kiedy złamałam nogę. Po tym złamaniu już byłam u nich na rozmowach odnośnie tego  sezonu. Oni już kiedyś współpracowali z dziewczyną, która się z ściga. Mają zupełnie inne podejście do osoby niż mój poprzedni team: każdy kierowca ma prawo do swojego zdania, ma prawo powiedzieć jak jedzie mu się lepiej, a jak gorzej. Tutaj wydawałoby się to jeszcze bardziej skomplikowane, bo dziele auto z innym kierowcą, więc musimy znaleźć kompromis między ustawieniami, ale jesteśmy w stanie się dogadać, mimo że on jest facetem, z innego kraju i ma inne rzeczy na głowie. Prawdziwa praca zespołowa.

Osiągnęłaś już tak wiele. Czego Ci życzyć?

Dużo przyczepności, dobrego tempa, dobrych czasówek i pięknych pucharów. I zawsze zdrowia.

***

We współczesnych samochodach stosuje się sporo systemów, które mają za zadanie ułatwiać jazdę, poprawiać bezpieczeństwo w codziennych sytuacjach. Zaawansowane systemy wspierające kierowcę podczas manewrów czy systemy asystujące kierowcę podczas jazdy, czyli coś co jeszcze parę lat temu było zarezerwowane dla samochodów klasy premium w swoim wyposażeniu Mają już nawet samochody klasy ekonomicznej, jak np. Skoda.

Przedstawiamy niezbędnik Gosi Rdest - czyli systemy samochodowe, bez których Gosia nie wyobraża sobie jazdy, których używa i które ceni. 

- ABS (ang. Anti-block braking system) – system zapobiegający blokowaniu się kół podczas hamowania. Dla niektórych wydaję się to zaskoczeniem, ale nawet w samochodach wyścigowych jest ten system. Jest naprawdę pomocny w wielu sytuacjach na torze. Granica ingerencji ABS-u jest w samochodach wyścigowych nieco przesunięta, tzn. uaktywnia się nieco później. Aby hamowanie było jak najbardziej efektywne, najlepiej jest hamować tuż na granicy – tak, by ABS-u nie aktywować. W samochodach klasy GT3 system jest kilkustopniowy (od 0 do 10), a u nas, w GT4, jest tylko przycisk włączający i wyłączający go. Mam taką wyścigówkę treningową, którą startuje w Mistrzostwach Polski, która nie ma ABS-u. Po wielu przejazdach mam już wyczucie i hamuję na granicy, nawet na mikrouślizgnięciach hamowanie jest cały czas efektywne, ale w warunkach drogowych ABS to jest coś, co ratuje życie w wielu przypadkach. W moim aucie wyścigowym mam kontrolę trakcji - w dzisiejszych czasach jest już niewiele samochodów, w których kontrolę trakcji można całkowicie wyłączyć, bo te systemy również ogromnie poprawia bezpieczeństwo.

- Systemy wspomagające kierowcę podczas jazdy - mają, według mnie, swoje plusy i minusy, bo przez to, że jest ich tak dużo mogą uśpić uwagę kierującego, a jazda przez te rzeczy może stać się nużąca, jednostajna, monotonna. Ale i na to jest sposób – na podstawie płynności ruchów kierownicą i operowania przez kierowcę pedałem gazu samochód może wyczuć, że ten jest zmęczony i zasygnalizować konieczność zatrzymania się.

Szczególnie przydatny jest asystent pasa ruchu. Sygnalizuje kierowcy dźwiękiem oraz wibracjami na kierownicy lub korektą toru jazdy, gdy samochód zbliży się do krawędzi pasa.

- Ze względu na gabaryty pojazdu, nie wyobrażam sobie jazdy moim samochodem bez kamery 360 stopni. To duże udogodnienie. Przezorny zawsze ubezpieczony,=: zawsze lepiej włączyć np. przy zjazdach na parking w centrach. Mam obsesję na punkcie obszczerbionych, obitych felg - wolę sobie włączyć kamerę. Mam wtedy dobry widok dookoła, i wjeżdżam i zjeżdżam bez obcierki.

- Ciekawym gadżetem, które pojawiają się w nowych samochodach jest asystent parkowania. Lepiej oczywiście umieć parkować samemu, ale warto spróbować go użyć, na przykład w przypadku wątpliwości, czy zdołasz wpasować się w krótkie miejsce parkingowe. W poprzednim aucie używałam kilkakrotnie tego asystenta – wrażenie wywołane tym, że samochód sam kręci kierownicą jest tak zaskakujące pierwszych kilka razy bałam się mu zaufać.

- Aplikacje do zarządzania autem - informacje zawarte w kluczyku lub aplikacji mobilnej, dotyczące stanu pojazdu (stan paliwa, zasięg, włączanie klimatyzacji czy ogrzewania na postoju, planowanie trasy na telefonie i przesyłanie jej na nawigację samochodu). To duża wygoda - sprawia, że użytkowanie samochodu czy jego monitoring i opieka nad nim staje się bardziej przyjazna dla użytkownika. W prywatnym aucie często sprawdzam przez aplikację stan ciśnienia w oponach – dzięki temu nie muszę jeździć na stację benzynową. Mój samochód to diesel, muszę zatem kontrolować poziom płynu AdBlue, stosowanego, by neutralizować tlenki azotu wydzielające się podczas eksploatacji pojazdu – to również sprawdzam za pomocą aplikacji.

- Tempomat - jestem jego fanką, zwłaszcza na długich trasach. Szczególnie lubię aktywny tempomat, dzięki któremu samochód sam przyspiesza do zadanej prędkości, ale i zwalnia, gdy widzi przeszkodę.

W trasie przydaje mi się system stabilizacji samochodu przy wiatrach bocznych - pomaga utrzymać tor jazdy przy dużym, a zwłaszcza wysokim aucie.

***

* Gosia Rdestrocznik 1993.  Urodziła się w Żyrardowie. Swoją przygodę ze sportem motorowym rozpoczynała od kartingu. Miała wtedy 16 lat. W sezonie 2011 zdobyła tytuł Mistrza Polski w klasie KF2. Startowała również we włoskiej lidze kartingowej. W sezonie 2013 rywalizowała w brytyjskich mistrzostwach Formuły 4, gdzie była jedyną kobietą w stawce. Sezon ukończyła z nagrodą za największą liczbę wyprzedzeń w sezonie. Na swoim koncie odnotowała aż 72 udane ataki na rywali. Następnie przesiadła się do samochodów. Jako jedna z 12 kobiet spośród kilkuset aplikujących została zaproszona przez VW Motorsport i Komisję Kobiet w Motosporcie FIA na eliminacje Pucharu Scirocco R-Cup. W 2016 roku startowała w serii Audi Sport TT Cup jako jedyna Polka, a zarazem jedyna kobieta w stawce. W klasyfikacji generalnej uplasowała się na 8. miejscu. Najjaśniejszym momentem sezonu było zdobycie podium na legendarnym niemieckim torze Nurburgring. W maju 2017 jako pierwsza kobieta w historii zwyciężyła w wyścigu KIA Lotos Race. Obecnie ściga się w Mistrzostwach Europy GT4 niemal 500-konnym Audi R8.

Wśród autorytetów wymienia Ayrtona Sennę, Jerzego Kukuczkę czy Michelle Mouton.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.