Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 - Rodzinna podróż samochodem? Pogodziliśmy się z tym, że nie jesteśmy ekspertami od takich wypraw i nad Adriatyk raczej nie pojedziemy – mówi Jan Bielicki, ojciec ośmiolatka i czterolatki.  – Coraz częściej dochodzi do konfliktów na tylnym siedzeniu i przyzwyczailiśmy się już, że 150 km dziennie to nasze maksimum. Liczymy, że jak będą nastolatkami to ich wytrzymałość wzrośnie, a my będziemy mogli pozwolić sobie na dłuższą podróż.

Rzeczywiście,  nastolatek wyposażony w smartfon i swobodny dostęp do internetu przepadnie na długie godziny. A jak sobie radzić z młodszymi pasażerami?

Najmłodsi

Podróż z maluchem może być łatwa pod jednym warunkiem: przypada na czas drzemki i dziecko przesypia większą jej część. W przeciwnym wypadku trzeba się wykazać sporą kreatywnością, żeby zabawić małego pasażera, który wprawdzie nie pyta: „daleko jeszcze?”, ale swoje niezadowolenie z przymusu siedzenia w foteliku obwieszcza głośnym krzykiem. W dodatku niemowlęta czy kilkunastomiesięczne dzieci mają ograniczoną umiejętność skupienia uwagi. Za to – co ułatwi życie rodzicowi – absolutnie wszystko może okazać się fantastyczną zabawką.

Lusterko umieszczone na zagłówku pozwala rodzicowi obserwować dziecko, a maluchowi zainteresować się odbiciem własnej twarzy.

Torebka pełna niespodzianek – potrzebujemy niewielkiej torebki, może być zasuwana lub zapinana, najlepiej jeśli będzie kilka dodatkowych kieszeni z różnymi sposobami otwierania. W środku chowamy kolorowe chusteczki, szeleszczące szmatki z metkami i niewielkie zabawki, na przykład kule sensoryczne czy figurki zwierząt. To powinno zająć małego pasażera na dłużej. Niektóre dzieci będą nie tylko wyciągały zabawki, ale też próbowały chować je do środka.

Rodzic animator – dla malucha nie ma lepszej rozrywki niż towarzystwo jednego z rodziców na tylnym siedzeniu. Zabawa w „a kuku”, wydawanie dziwnych dźwięków, parskanie czy gwizdanie zachęcają dziecko do prób naśladowania i od razu czas mija szybciej. Dla nieco starszych dzieci interesujący może być improwizowany teatrzyk z pacynkami nakładanymi na palce. Warto też zabrać ze sobą kilka książeczek lub kart z rysunkami i wspólnie je oglądać.

Przedszkolaki

Kilkulatki to zwykle wulkany energii i konieczność siedzenia w bezruchu to dla nich spore wyzwanie. Dlatego podstawa powodzenia rodzinnej podróży jest podzielenie jej na dość krótkie etapy przedzielane atrakcjami, które pozwolą się dziecku trochę rozruszać. A jak pokonać nudę w aucie?

Wspólne śpiewanie – można wtórować wykonawcom z płyty, można a capella. Po kilku podróżach rodzinny repertuar będzie całkiem spory.

Audiobooki – ukochana bajka lub – wręcz przeciwnie – nieznana dzieciom historia sprawi, że podróż nie będzie się tak dłużyć. Oczywiście repertuar trzeba dostosować do możliwości i upodobań małego pasażera. U młodszych dzieci lepiej sprawdzi się seria krótkich opowieści przetykana innymi zabawami.

Polowanie na samochody – ogłaszamy kolor samochodu, jaki mamy „upolować”, po czym obserwujemy drogę. Kto pierwszy zauważy, krzyczy „mam” i podaje następny kolor. Przy okazji maluch utrwala nazwy kolorów. W podobny sposób możemy wypatrywać np. krów, koni czy wiatraków – wszystko zależy od okolicy, przez którą jedziemy.

Gry słowne - w najprostszym wariancie wymieniamy kolejno wyrazy zaczynające się od danej głoski. Starszym dzieciom można nieco utrudnić zadanie, dodając kategorię, np. „zwierzę na głoskę m”. Inną grą słowną jest „wąż wyrazów” – kolejne słowo musi zaczynać się na głoskę, na którą kończyło się poprzednie.

„O czym myślę” – popularna gra imprezowa w uproszczonym wariancie znakomicie zajmie czas dzieciom. Zasady są proste: jeden z pasażerów wybiera sobie przedmiot (zwierzę, osobę), pozostali muszą zgadnąć, zadając pytania, na które odpowiedź brzmi tak lub nie. Oczywiście zagadkę trzeba dostosować do poziomu dzieci. I lepiej liczyć się z tym, że przegramy, gdy maluch postawi przed nami trudne zdanie odgadnięcia np. kotopsozaura…

„Jadę na wycieczkę i zabieram…” – to gra, która jest jednocześnie ćwiczeniem koncentracji i pamięci. Rozpoczynający mówi: Jadę na wycieczkę i zabieram ze sobą misia. Kolejna osoba mówi: Jadę na wycieczkę, zabieram ze sobą misia i piłkę. Najlepszym udaje się dojść do kilkunastu przedmiotów.

Zabawy plastyczne - kredki i zestaw kartek mogą skutecznie zająć przedszkolaka, ale jeszcze lepszą zabawę (w dodatku bez ryzyka zabrudzeń!) dostarczy znikopis. Przydadzą się też magnetyczne tablice z elementami do układania.

Starsze dzieci

Dzieci w wieku szkolnym lepiej znoszą długie podróże, łatwiej też zrozumieć im konieczność siedzenia w foteliku. Z drugiej jednak strony coraz trudniej zaproponować im zabawy, na które nie zareagują lekceważącym prychnięciem; to dobre dla maluchów. I choć zawsze można wyciągnąć po prostu tablet z grami i filmami, podejmijmy wyzwanie i poszukajmy bardziej kreatywnych sposobów na rodzinną podróż.

Quizy - tematyczne zestawy kart z zagadkami to sposób na połączenie zabawy ze zdobywaniem wiadomości i poznawaniem ciekawostek. Do wyboru mamy quizy z ciekawostkami o Polsce i świecie, o zwierzętach czy piłce nożnej. Co ważne, wiele zagadek jest tak skonstruowanych, że dorośli wcale nie są pewni odpowiedzi.

Białe i czarne historie to zestawy kart, z których każda zawiera tajemnicę do rozwikłania. Jeden z graczy czyta opowieść, pozostali próbują zgadnąć, co się wydarzyło. Żeby wpaść na dobry trop trzeba się wykazać pomysłowością i nieszablonowym myśleniem. Większość to uwielbiane przez dzieci opowieści z dreszczykiem. Czarne historie są jeszcze mroczniejsze, dlatego przeznaczone są raczej dla nastoletnich graczy.

Bitwa morska, czyli nieśmiertelna klasyka bawiąca od pokoleń. W podstawowej wersji do zabawy wystarczają kartki i długopisy, ale zdecydowanie przyjemniej będzie się grało przy użyciu plastikowych  tablic  z zestawami statków do rozmieszczenia. Zasady są proste: każdy z dwóch zawodników rozmieszcza na swojej planszy o wymiarach 10 okrętów o określonych parametrach. Wygrywa ten, kto szybciej „zestrzeli” jednostki przeciwka, zgadując ich położenie.

Państwa miasta to kolejna klasyczna gra, która doczekała się nowoczesnego opracowania. Zestaw do tak zwanej „gry w inteligencję” zamknięty jest w zgrabnym pudełku. Zasady nie są skomplikowane: w każdej rundzie losowana jest litera, a następnie każdy z graczy wpisuje zaczynający się na nią wyraz w poszczególnych kategoriach: państwo, miasto, zwierzę, roślina, przedmiot itp. Grę można utrudnić, wprowadzając bardziej szczegółowe kategorie, np. stolice.

Story cubes to kostki z obrazkami. W podstawowej wersji gra zawiera 9 kostek. Gracz rzuca, po czym zaczyna snuć opowieść, w której musi umieścić wszystkie elementy widniejące na wylosowanych obrazkach. Gra rozwija wyobraźnię i uczy kreatywności. Przy okazji jest znakomitym ćwiczeniem w konstruowaniu spójnych wypowiedzi. A to na pewno zaprocentuje w szkole.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.