Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kolekcje oznaczane jako cruise (w podróż) albo resort (na wypoczynek) to fetysz świata mody ostatnich lat. Szykuje je każda szanująca się marka, z Guccim, Diorem i prekursorką tego trendu Chanel włącznie. Zgodnie z nazwą kolekcje te przeznaczone są na wakacje, do noszenia w modnych i drogich kurortach. Zgodnie zaś z ceną ich adresatem jest finansowa elita zwana niegdyś klasą próżniaczą. To dla tej grupy na początku XIX wieku stworzono to, co dziś nazywamy przemysłem turystycznym.

Aby podkreślić wakacyjny charakter kolekcji dla turystów i odróżnić je od tych tradycyjnie pokazywanych na tygodniach mody, te kurortowe często prezentowane są w pożądanych – używając turystycznej nowomowy – destynacjach urlopowych: w Hawanie, Seulu, Monte Carlo, Rio de Janerio, Dubaju, Teksasie. Dlaczego Korea? Bo jest dziś modna – od kuchni po muzykę pop – i jest trzecim wśród najbogatszych rynków zbytu w Azji. Teksas? Bo najwięcej tam milionerów, a miasta pokroju Austin stają się mekką artystów i hipsterów. Kuba? Właśnie otworzyła granice. Rio? Pomijając olimpiadę i bogatą klasę średnią, to właśnie Brazylijczycy wydają w londyńskim Harrodsie najwięcej ze wszystkich nacji. Na równi – jak podano na corocznej konferencji na temat luksusu pod patronatem „Financial Timesa” – z Nigeryjczykami. Potencjalne miejsce następnych pokazów nasuwa się samo.

Czytaj też: Rei Kawakubo najbardziej cieszy się, kiedy ludzie na widok jej ubrań pytają: Kto by to nosił? Jej marka Commes des Garcons zrewolucjonizowała modę i zarobiła miliony

Na razie najnowsze kolekcje, już na przyszły rok, miały swoją premierę m.in. w Kalifornii (Dior), Las Vegas (Moschino) i Kioto (Louis Vuitton). Co w nich nowego? Odwołania do kultury oraz szeroko pojętej estetyki i symboliki miejsc, w których je przedstawiono. Motywy kowbojskie i indiańskie, inspiracje antyczną Grecją, japonizmy, nonszalanckie athleisure, intensywny róż, falbany, graficzne wzory swetrów. A poza tym to co zawsze: sporo wybujałych motywów roślinnych, kostiumów kąpielowych, lekkich sukienek i koszul czy sandałów. To funkcjonalne ubrania z niemałą dawką luzu, dowcipu i drobnego przerysowania – wszak na wakacjach chodzi o beztroską zabawę. Pytanie – do jakiego stopnia.

Według portalu Skyscanner, na którym użytkownicy oceniają styl poszczególnych narodów (bywa, że Polacy załapują się do pierwszej szóstki najgorzej ubranych), główną przewiną polskich turystek jest noszenie butów na obcasach w najmniej odpowiednich miejscach, np. na pustyni, oraz pełnego makijażu na plaży. U panów to skarpetki zakładane do sandałów, czapki bejsbolowe i „obciachowe T-shirty”.

– Wygodnie czujemy się w dresach i stopkach-rajstopkach. Kobiety po pięćdziesiątce masowo podróżują w rybaczkach, do których zakładają buty na wyższym obcasie z odkrytymi palcami i piętą, 20-latki zaś oprócz szortów preferują sukmany do ziemi. Do tego dużo odkrytego ciała, kolory lasu i ściółki. Prostych koszul, spódnic – brak – komentuje przemierzająca Polskę pociągami Hanna Podraza, kostiumografka. – Mężczyźni? Lepiej nie pisać – dodaje.

Czy zatem polski turysta jest międzynarodowym symbolem złego gustu? Nie wpadajmy w megalomanię. Rankingi źle ubranych zwyczajowo wygrywają odsłaniający (za) dużo ciała Brytyjczycy. Nawet w najpoważniejszych dziennikach, jak „Guardian” czy „Independent”, co sezon można natrafić na edukacyjno-piętnującą publicystykę odnoszącą się do ekscesów brytyjskich globtroterów. Ale czy to potrzebna pozytywistyczna praca? W ankiecie poczytnego magazynu „GQ” spytano Brytyjki, jak najchętniej widziałyby swoich partnerów ubranych na wakacje. Z lekką marynarką, lnianą koszulą, torbą i kapeluszem wygrał zestaw: bejsbolówka, T-shirt, kurtka bomberka, dżinsy i plecak.

W piersi biją się Australijczycy. W magazynie „Traveller” w artykule o wiele sugerującym tytule „Czy jesteśmy narodem łachmytów?” przywołano m.in. głośne historie o grupach turystek tak ochoczo nawiedzających w mini i kostiumach plażowych kambodżańską świątynię Angkor Wat, aż głos w sprawie obowiązującego w tych miejscach dress code’u zabrał tamtejszy rząd (ustanawiając stosowne zakazy).

Hasło „Jak uniknąć wyglądania jak Amerykanin?” należy zaś w USA do najczęściej wpisywanych w wyszukiwarki przed zagranicznym urlopem. Autorzy popularnego tam bloga podróżniczego Savvy Backpacker przygotowali dla czytelników rady, co powinni zabrać ze sobą (a zwłaszcza czego nie zabierać) na urlop w Europie. Szorty cargo, koszule w kratę z krótkim rękawem, T-shirty z napisami, czapki z daszkiem i sportowe buty ze skarpetkami z logo popularnych sportowych firm są nie do przyjęcia. Kobietom zaleca się ubrania dopasowane do figury, dość eleganckie, w stonowanych kolorach. Do tego naturalną fryzurę, szale i torebkę będącą na Starym Kontynencie symbolem statusu.

Czytaj też: Helena Bohle-Szacka. Pierwsza powojenna kreatorka, o której usłyszą za żelazną kurtyną

Czy wzięli pod uwagę także Polskę? Niekoniecznie, zważywszy na to, że w prestiżowych przewodnikach „Lonely Planet” po naszym kraju przeczytamy, iż „Polacy nie należą do nacji świadomych stylu i mody”, pominąwszy niektóre miejsca w Warszawie, Krakowie i Gdańsku. Dla kontrastu Mediolan, Rzym i Florencję „Lonely Planet” nazywa miastami „rygorystycznie szykownymi”.

Jednak rygorystycznie szykownie, jak się zdaje, już było. Ponad wiek temu – wraz z narodzinami turystyki. Podróże na szerszą skalę to wynalazek XIX wieku, epoki wielkich fortun i rewolucji przemysłowej. Było za co wybrać się w drogę i było czym. Nowoczesne łodzie, kolej, statki parowe czy automobile rozpaliły wyobraźnię i rozbudziły apetyt na odkrywanie nieznanych miejsc. W podróży potrzebny zaś jest bagaż i odpowiedni strój.

CAMERA PRESS

„Ludzie potrzebowali kufrów i skrzyń. Louis spędzał życie w warsztacie. Przycinał, piłował, heblował i dopasowywał kawałki drewna w pełnych złoceń salonach dla klientów” – tak o początkach kariery Louisa Vuittona, który imperium zbudował, zaczynając od sprzedaży eleganckiego bagażu, w biografii „Louis Vuitton: francuska saga” pisała Stéphanie Bonvicini.

Podróż końca XIX wieku nie wyglądała tak romantycznie, jak przedstawia się ją dziś w filmach w rodzaju „Pożegnanie z Afryką”. Była długa, powolna i bardzo brudna. Sadza, dym z kominów, iskry z pieców oraz kurz i błoto spod kół rujnowały nie tylko układ oddechowy, ale też strój i fryzurę. W przypadku statków do tych niedogodności należało jeszcze dodać inne utrapienie dla garderoby – wilgoć i słoną wodę. Miejsca na bagaż było mało. Do pociągu zabierano charakterystyczne, spinane skórzanymi pasami tobołki. Na statku zaś walizki musiały się zmieścić w przestrzeni pod koją wysokiej na 30 cm.

Ograniczano się do minimum strojów – czarna jedwabna suknia i wełniany kostium miały wystarczyć. Tropiki wymagały zaś zaopatrzenia się dodatkowo m.in. w hełm korkowy z woalką, zielony parasol i okulary przeciwsłoneczne z zielonymi szkłami (wierzono wówczas, że właśnie zieleń najlepiej chroni przed światłem) oraz w płócienne ubrania w kolorze khaki, na których nie było widać śladów piasku i kurzu.

Na pokładzie statków zalecano unikanie ekspozycji kosztowniejszych strojów. Radzono, by korzystać z ubrań, które po dotarciu do celu można wyrzucić. Armatorzy parowców sugerowali zasobniejszej klienteli włożenie ciepłej bielizny i ubrania pozbawionych falban, delikatnych zdobień czy wykończeń, by poradziła sobie z nimi hotelowa pralnia, gdy statek dopłynie do celu.

ULLSTEIN BILD

U progu XX wieku podróże brudziły i męczyły już znacznie mniej. Zbudowano luksusowe transoceaniki, jak choćby artdecowską „Normandie”, i rozwinięto sieć nie mniej luksusowej kolei. Ogromną popularnością cieszył się tzw. błękitny pociąg z Calais przez Paryż, Riwierę Francuską i Niceę aż do włoskiej granicy. Linia, którą ostatecznie zlikwidowano dopiero w roku 2003, zainspirowała Siergieja Diagilewa do stworzenia dzieła „Le Train bleu”. Kurtynę do przedstawienia własnoręcznie pomalował Pablo Picasso, a kostiumy – stroje do tenisa, pływania – zaprojektowała Coco Chanel, bywalczyni na pokładzie tego pociągu. Sportowa tematyka baletu była znamienna, już wówczas bowiem strój na wakacje zaczął przejmować cechy strojów sportowych.

Czytaj też: Torebka z ananasa? Nie tylko jedzenie może być wegańskie. Moda też!

Turystom spragnionym sportowej wygody z odsieczą przychodziły odkrywane i rozpowszechniane syntetyki – odporne na gniecenie, zajmujące niewiele miejsca w bagażu i łatwe do uprania nawet w kolejowej czy hotelowej umywalce. To one po drugiej wojnie światowej zaczęły zajmować miejsce w walizkach. Audrey Hepburn i Gregory Peck w „Rzymskich wakacjach” z początku lat 50. zadawali szyku już bardziej na potrzeby filmu, niż odnosząc się do podróżniczej rzeczywistości. Erozja turystycznej elegancji w Stanach zaczęła się dwie dekady wcześniej wraz z eksplozją mody na krótkie spodnie, w tym bermudy. Kraciaste szorty, pierwotnie przeznaczone do uprawiania sportu, kobiety włączyły do wyjazdowej garderoby.

W Polsce na przełomie lat 40. i 50. wyjazd urlopowy był nowym przywilejem klasy robotniczej. Jej przedstawiciele wstydzili się braku manier i wykształcenia i niski status społeczny maskowali przesadnie eleganckim strojem. „Po raz pierwszy przyjechałem na wczasy (…), bałem się, że może tu będą sami inteligenci (…) Niedobre wziąłem sobie ubranie. Jest bardzo ciepłe i zawsze w nim wyglądam źle. Inni panowie to mają krótkie spodnie, a ja nie mam” – cytował w „Newsweeku” jednego z robotników Piotr Osęka.

W owym czasie formalnie ubrana była cała Polska. W „Pociągu” Jerzego Kawalerowicza pasażerowie wakacyjnego nocnego pociągu na Hel podróżują w muchach, krawatach i marynarkach bez względu na status społeczny, przed snem zaś przywdziewają eleganckie szlafroki. Marta, główna bohaterka grana przez Lucynę Winnicką, wygląda nieco nowocześniej w rozkloszowanej spódnicy i ciemnej bluzce z głębokim wycięciem na plecach, podobnie zresztą jak bohaterka powstałego w tamtym czasie „Ostatniego dnia lata” Tadeusza Konwickiego – w spódnicy zdobionej u dołu pionowymi pasami i dużą kieszenią w poprzeczne pasy. Ale już zalecająca się do jej współpasażera żona prawnika, grana przez Teresę Szmigielównę, spędza podróż w dopasowanej sukni i w biżuterii, a podczas chłodu zarzuca na ramiona efektowny płaszcz.

PAUL POPPER

Tyle fikcja. Fakty wymagały przełożenia mody na warunki finansowe. „Wiem, że nasze ciuszki przeznaczone na wakacje nosimy często po parę lat (…), ale każda kobieta dla dobrego samopoczucia chce mieć jednak coś nowego na nowy tegoroczny wyjazd” – pisała w 1961 roku w „Zwierciadle” dziennikarka o pseudonimie „Kuzynka Bietka”, proponując na urlop bawełny i kretony – „idealne do prania, na słońce i nie straszą cenami”. Podróżniczym i turystycznym objawieniem w polskiej modzie damskiej lat 60. były natomiast spodnie. „Są modne przez cały okrągły rok, służą na wycieczki za miasto, spacery, na motocykl, na wakacje w górach czy nad morzem” – pisała Hanna Golde, również w „Zwierciadle”, w 1961 roku.

Czytaj też: Polscy kolekcjonerzy mody: ich szafy wypełniają ubrania, które stanowią konkurencję dla zbiorów światowych muzeów

W latach 80. wraz z ekspansją dżinsu, dresów, bluz i trampek po szykownych podróżach nie został ślad. Dziś na specjalne wakacyjne stroje stać tylko tych, którzy mogą sobie pozwolić na całoroczną konsumpcję luksusu. Nowe wakacyjne kolekcje na 2018 rok trafią do sprzedaży już w listopadzie. Powód? Plaże Bali i Malediwów, Sydney, Copacabana – tam się przydadzą.

Poza tym ubrania i dodatki aż do maja pozostaną nieprzecenione. Na tych kolekcjach firmy zarabiają obecnie najwięcej. Linda Fargo, senior vice president legendarnych domów towarowych Bergdorf Goodman, twierdzi, że „kiedyś ludzie cyklicznie chodzili na zakupy, dziś są na nich cały czas. I nie chcą widzieć tych samych rzeczy”.

Kolekcje cruise czy resort zapełniają pustkę między głównymi kolekcjami – dają powód, aby podróżować i podróżować, aby konsumować. Dla majętnych nabywców kolekcji cruise i resort lato może trwać cały rok.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.